Bartosz Węglarczyk, naczelny Onetu, gościnnie prowadzący podcast „Fronty Wojny” pod nieobecność przebywającego w Kijowie Marcina Wyrwała, rozmawiał z dziennikarzem i byłym ambasadorem Polski w Armenii Piotrem Skwiecińskim o napięciach w relacjach polsko-ukraińskich, ambicjach regionalnych Kijowa, sytuacji na froncie oraz kryzysie politycznym wokół dymisji ministra obrony Ukrainy.
Dwa punkty wyjścia: spór historyczny i koalicja antybalistyczna bez Polski
Węglarczyk otworzył rozmowę dwoma obserwacjami. Pierwszą był trwający od tygodni konflikt polsko-ukraiński wokół polityki historycznej, zapoczątkowany decyzją prezydenta Zełenskiego o nadaniu jednostce wojskowej imienia bohaterów UPA i reakcją na to prezydenta Polski oraz innych polskich polityków. Drugą – sprzed kilku dni informacja o powstaniu wielkiej koalicji antybalistycznej, swego rodzaju europejskiej tarczy rakietowej, w której uczestniczy dziewięć krajów Europy Zachodniej, w tym Niemcy i Wielka Brytania, a także Ukraina – bez udziału Polski, ale też bez jakiegokolwiek innego kraju Europy Środkowej.
Zapytany, jak opisałby obecny stan relacji polsko-ukraińskich, Skwieciński użył rosyjskiego określenia „tupik” – ślepy zaułek. Ocenił, że to Ukraina rozpoczęła, jego zdaniem przedwczesną, walkę o to, który z krajów regionu będzie po zakończeniu wojny krajem wiodącym w Europie Środkowo-Wschodniej.
Teza: Ukraina uważa się za regionalne mocarstwo i głównego operatora Zachodu
Skwieciński przedstawił swoją centralną tezę: obecne działania Kijowa, przede wszystkim wynikają z tego, że Zełenski i jego otoczenie już dziś myślą w kategoriach regionu zorganizowanego wokół Ukrainy, którą – jego zdaniem, dość przedwcześnie – uważają za zwycięzcę wojny i regionalne mocarstwo, aspirujące do roli głównego operatora Zachodu w Europie Środkowo-Wschodniej. Ponieważ Polska wielokrotnie zdradzała ambicje organizowania tej przestrzeni wokół siebie, stanowi dla Ukrainy niepożądaną konkurencję.
Skwieciński podkreślił, że jego zdaniem nie chodzi tu o godnościowe hasła w rodzaju „nikt nie będzie nam narzucał, jakich bohaterów czcić” – takie stanowisko, jak zauważył Węglarczyk, deklaruje zresztą każdy kraj wobec własnej polityki historycznej. Zdaniem Skwiecińskiego nie chodzi też o dawne zaszłości historyczne, kompleksy związane z polską obecnością na Ukrainie czy relacjami polskich panów z ukraińskimi kozakami. To, jego zdaniem, walka o przyszłość, prowadzona już teraz. Nieobecność Polski w koalicji antybalistycznej uznał za jeden z przejawów tego zjawiska – Ukraina, jak to ujął, wcale nie chce, żeby Polska stała się silniejsza; przeciwnie, w jej optyce Polska ma być krajem mniej istotnym niż Ukraina.
Czy Ukraina naprawdę wierzy w rychłe zwycięstwo?
Węglarczyk zapytał, czy cała ta koncepcja zakłada, że Zełenski i jego otoczenie rzeczywiście wierzą, że wojna jest już wygrana lub zbliża się ku końcowi. Skwieciński odpowiedział stanowczo, że samo założenie o rychłym zakończeniu wojny jest nieprawdziwe – Zełenski wielokrotnie mówił o realnej możliwości zakończenia wojny do września, co Skwieciński ocenił jako całkowitą fikcję.
Odnosząc się do pytania, czy sam Zełenski w to wierzy, Skwieciński wskazał na charakterystyczny wzorzec zachowań ukraińskiego przywództwa od początku wojny – wiarę w rozwiązania o charakterze niemal magicznym, spektakularne działania mające przynieść przełomowy sukces. Jako przykłady podał rajd na rosyjski obwód kurski sprzed dwóch lat oraz całą kampanię wojskową wokół Krymu, którą – jego zdaniem – Ukraińcy przeceniają pod względem znaczenia militarnego, przeznaczając na nią, jego zdaniem, nieproporcjonalnie dużo sił.
Sukces w sparaliżowaniu Krymu – ale z ograniczeniami
Węglarczyk zauważył, że Ukraińcom mimo wszystko udało się skutecznie sparaliżować Krym, gdzie normalne życie stało się dziś praktycznie niemożliwe. Skwieciński przyznał, że to niewątpliwy sukces, wywołujący w Rosji poczucie paniki i porażki, ze szczególnie dotkliwym skutkiem emocjonalnym z uwagi na silniejszy, niż w przypadku Donbasu, związek Rosji z Krymem – co przekłada się też na destrukcyjne skutki dla samego reżimu Putina oraz na opinię publiczną na Zachodzie.
Zastrzegł jednak, że efekt ten ma swoje granice – sam w sobie nie zmienił sytuacji na linii frontu. Przywołał opinię ekspertów wojskowych, z którą się zgadza, że środki uderzenia powietrznego kierowane na Krym mogłyby być efektywniej wykorzystane na innych, mniej spektakularnych odcinkach frontu – jako przykład wskazał okolice Konstantynówki, miasta-twierdzy, które według niego wkrótce upadnie. Zwrócił uwagę na symboliczny aspekt tej miejscowości – to właśnie w tamtejszej hucie szkła w czasach ZSRR produkowano rubinowe gwiazdy wieńczące wieże kremlowskie.
Kryzys paliwowy w Rosji: realny problem czy kolejna magiczna nadzieja?
Węglarczyk zapytał o sytuację na rosyjskim rynku paliw – powszechne kolejki na stacjach benzynowych w całej Rosji, sięgające nawet kilku dni oczekiwania, oraz decyzję rosyjskiej policji o niewlepianiu mandatów kierowcom nielegalnie parkującym w takich kolejkach. Zapytał wprost, czy Ukraińcy wierzą, że w ten sposób uda się złamać Rosję i zmusić ją do negocjacji pokojowych.
Skwieciński ocenił, że taka wiara rzeczywiście się w ukraińskich kręgach pojawiła, wpisując się w opisany wcześniej wzorzec myślenia o „magicznych rozwiązaniach” – zastrzegając, że na innej płaszczyźnie jest to podejście całkowicie racjonalne, bo niewątpliwie uderza w Rosję i utrudnia jej prowadzenie wojny. Odnosząc się do doniesień o problemach rosyjskich wojskowych z brakiem paliwa na froncie, uniemożliwiającym przemieszczanie sprzętu, Skwieciński zachował ostrożność – zaznaczył, że jak dotąd nie widać konkretnych przejawów tego kryzysu w postaci zmniejszenia rosyjskiego nacisku na atakowanych odcinkach frontu. Przywołał wręcz analitykę serwisu DeepState wskazującą, że Rosjanie zdołali częściowo przełamać wcześniejszy kryzys taktyki penetracji terenów zurbanizowanych, umożliwiającej ukrywanie się przed dronami – po okresie, w którym Ukraińcom udało się tę taktykę częściowo zneutralizować, wróciła ona do swojej dawnej skuteczności.
Rosyjska „proczność”: dlaczego nie należy lekceważyć odporności Rosji
Skwieciński podkreślił, że mimo licznych słabości i wpadek Rosja jako kraj wykazuje się dużą odpornością – określił to rosyjskim słowem „proczność” (wytrzymałość). Zastrzegł, że nie oznacza to, iż Rosji nie można pokonać – historia zna takie przykłady – ale jest to czynnik, który trzeba brać pod uwagę: Rosja i Rosjanie są w stanie znieść, nawet w złym stylu, znacznie więcej trudności niż – jak to ujął, zastrzegając się co do politycznej poprawności tego sformułowania – jakikolwiek inny naród „rasy białej”, zaznaczając, że społeczeństwa azjatyckie to już odrębna kwestia.
Dymisja Fedorowa: polityka wewnętrzna czy element szerszej gry regionalnej?
Na zakończenie tej części rozmowy Węglarczyk nawiązał do głośnej sprawy dymisji ministra obrony Ukrainy – osoby w dużej mierze odpowiedzialnej za sukces ukraińskich kampanii dronowych – pytając, czy Skwieciński postrzega to wydarzenie jako czystą politykę wewnętrzną, powiązaną raczej z nadchodzącą kampanią prezydencką (na wzór podobnych ruchów kadrowych obserwowanych przed wyborami w innych krajach), czy też widzi w tym związek z szerszą ambicją regionalną Ukrainy, o której rozmawiali wcześniej. Ta część odpowiedzi Skwiecińskiego nie została ujęta w udostępnionym materiale – zapowiedziano jedynie, że pełnej rozmowy można wysłuchać w aplikacji Onet Audio.
Rozmowę przeprowadził Bartosz Węglarczyk z Piotrem Skwiecińskim. Podcast „Fronty Wojny”, odcinek „Ukraina chce zepchnąć Polskę do drugiej ligi? »Uważają się za regionalne mocarstwo«” dostępny na kanale Onet na YouTube, liczącym 448 tys. subskrybentów. Opublikowany 18 lipca 2026.