Piotr Skwieciński, publicysta i były ambasador w Armenii, był gościem programu „Najważniejsze pytania” w Polsat News, gdzie komentował kryzys w relacjach polsko-ukraińskich wywołany decyzją Zełenskiego o nadaniu jednostce wojskowej imienia „bohaterów UPA” i oczekiwaną decyzję prezydenta Nawrockiego w sprawie Orderu Orła Białego.
Relacje nie są dobre — i nie były
Skwieciński odrzucił narrację, jakoby odebranie orderu miało oznaczać koniec dobrych relacji polsko-ukraińskich. „One już i tak nie są dobre. W związku z tym nie można mówić, że to byłby kres dobrych relacji” — powiedział. Jego zdaniem fundamentalnym problemem jest to, że po polskiej stronie przez lata panowały przesadzone oczekiwania wobec Ukrainy — oczekiwania, że relacje będą szczególne i wyjątkowe, może podobne do Beneluksu. Po euforii roku 2022 nastąpiło teraz równie chorobliwe rozczarowanie.
Recepta Skwiecińskiego jest prosta: strategiczne wychłodzenie. Nie oznacza to rezygnacji ze współpracy tam, gdzie jest ona możliwa i korzystna dla obu stron — ale wymaga porzucenia iluzji o wyjątkowości relacji i przyjęcia postawy chłodnego realizmu.
Ukraina nas lekceważy — bo może
Skwieciński wyjaśnił, dlaczego Ukraina może sobie pozwolić na ignorowanie polskiej wrażliwości. Jego zdaniem Kijów jest przekonany, że Polska jest po prostu skazana na pełne popieranie Ukrainy — bo nie ma innego wyjścia — i że ostatecznie i tak zrobi to, co każe Ameryka lub Niemcy.
„Po co rozmawiać z małpką, jak można z kataryniarzem” — powiedział, komentując ukraińskie i szerzej geopolityczne postrzeganie Polski.
Dodał, że Polska sama przyczyniła się do tej sytuacji, przez lata pomagając bez żadnych warunków i oburzając się, gdy inne państwa — jak Francja — próbowały warunkować swoją pomoc. Francja zdołała tymczasem zabezpieczyć swoje interesy gospodarcze i promesy związane z odbudową Ukrainy, a Polska nie uzyskała nic ekwiwalentnego.
Eskalacja była świadoma
Skwieciński zauważył, że decyzja o nazwie jednostki nie jest odosobnionym incydentem. W ciągu ostatnich miesięcy co najmniej dwie lub trzy inne jednostki ukraińskiej armii otrzymały imiona dowódców UPA. Polska milczała. Dopiero teraz, gdy nadano nazwę odnoszącą się do całej UPA jako formacji, Polska zareagowała. „Można to odczytać jako eskalację — cała UPA została niejako uświęcona jako wzór do postępowania” — powiedział. Ocenił, że Ukraińcy musieli wiedzieć, jak zareaguje Polska, i zrobili to świadomie — choć niekoniecznie z zamiarem celowego rozdrażnienia, lecz przede wszystkim ze względów wewnętrznych, pod zaplecze nacjonalistyczne przed spodziewanym procesem wyborczym.
Odebranie orderu — słuszne, ale bez złudzeń
Skwieciński ocenił, że odebranie orderu byłoby decyzją słuszną samą w sobie. Podkreślił jednak, że nie powinno być traktowane jako remedium na napięcia społeczne wobec Ukraińców mieszkających w Polsce. Ostrzegł wyraźnie, że jakakolwiek przemoc czy szykany wobec ukraińskich cywilów żyjących w Polsce byłyby nie tylko sprzeczne z polskim interesem, ale po prostu poniżałyby Polaków jako ludzi. Zaapelował, żeby organy państwa w tym czasie szczególnie uważnie pilnowały ich bezpieczeństwa.
Jednocześnie wyraził obawy co do skutków długofalowych — że Ukraina zareaguje konsolidacją wokół Zełenskiego, a Polska straci dalsze możliwości dyplomatycznego manewru. „Po takim geście będzie bardzo trudno zachować się sensownie” — powiedział.
Polska polityka zagraniczna jako zakładnik wewnętrznej
Skwieciński przyznał rozmówcom rację w ocenie, że polska polityka zagraniczna jest w dużej mierze zakładnikiem polityki wewnętrznej. Tusk apelując do obu prezydentów o rozmowę, próbował według niego odepchnąć od siebie piłeczkę — ustawić się jako poważny gracz z boku, podczas gdy Nawrocki i Zełenski się kłócą. Jego własne stanowisko w sprawie kontrasygnaty zmieniało się wraz ze słupkami. „W Polsce prawie nie ma polityki zagranicznej innej niż wewnętrzna” — podsumował.
Co Polska powinna stawiać jako warunki
Poza kwestiami symboliczno-historycznymi Skwieciński wskazał na konkretne interesy, o które Polska powinna zabiegać: udział polskich podmiotów w odbudowie Ukrainy, współpraca przemysłu zbrojeniowego, udział w ukraińskim wysiłku badawczo-technologicznym. Ta wojna — jak podkreślił — powoduje ogromne przyspieszenie technologiczne i Polska powinna się w tym procesie znaleźć, żeby nie konstruować wszystkiego od zera na wypadek własnego zagrożenia.
Ukraina jako polska racja stanu — tak, ale nie bezwarunkowo
Skwieciński nie miał wątpliwości, że obrona niepodległości Ukrainy przed Rosją jest kluczową polską racją stanu. Ale z tego — jak zastrzegł — nie wynika obowiązek ślepego popierania wszystkiego, co robi Ukraina. Ukraina realizuje własne interesy państwowe i grupowe, które nie zawsze są bezpośrednio związane z obroną przed Rosją. Stosowanie moralnego szantażu — że Polska musi dawać, bo Ukraina broni Europy — nie jest wystarczającym uzasadnieniem dla bezwarunkowego wsparcia.
Ocenił, że jeśli kiedykolwiek trzeba byłoby wybierać między Ukrainą rosyjską a Ukrainą banderowską — a na szczęście nie ma takiego dylematu — ta druga byłaby z punktu widzenia Polski mniej groźna. To jednak w niczym nie zmienia oceny, że ukraińska polityka historyczna jest poważnym problemem i wymaga asertywnej polskiej reakcji.
Prognoza: order zostanie odebrany
Zapytany o prognozę, Skwieciński powiedział, że spodziewa się odebrania orderu — bo obawia się, że strona ukraińska nie pozostawi innego wyjścia. Nie wykluczył jednak, że sytuacja może się jeszcze zmienić.