Szczerek w Radiu Kraków o kryzysie polsko-ukraińskim: Kult UPA na Ukrainie to nie nisza — to fakt państwowy. Zełenski jest znienawidzony w wojsku

Ziemowit Szczerek, pisarz i publicysta, rozmawiał z Martą Szostkiewicz w podcaście Rurytania w Radiu Kraków o ukraińskiej polityce historycznej, przyczynach decyzji Zełenskiego, postsowieckości ukraińskich elit i scenariuszach dla Ukrainy po wojnie.

Ukraina odrobiła lekcję cynizmu

Szczerek przyznał, że nie jest zaskoczony decyzją o nazwie jednostki — jest zdziwiony, że inni są zdziwieni. Konsekwentna polityka historyczna oparta na kulcie UPA jest prowadzona na Ukrainie od dawna, jeszcze sprzed powołania ukraińskiego IPN-u za Wiatrowycza. Ukraińcy są zbyt głęboko w tej wodzie, żeby się wycofać — bo jeżeli już zabrnęli w kult UPA jako oś tożsamości pomajdanowej Ukrainy, to wyjścia z tego po prostu nie ma. Zełenski prowadzi politykę cyniczną i nakierowaną na dealowanie z tymi, którzy według niego faktycznie są sprawczy — i to jest sprawa o wiele starsza niż ta jedna decyzja.

Czym jest UPA dla Ukraińców

Szczerek wyjaśnił mechanizm, który sprawia, że kult UPA trwa. Ukraińcy odnotowują, że część UPA brała udział w masakrach na Wołyniu i że Szuchewicz był wtedy szefem UPA — ale w rozmowach nawet z propolskimi Ukraińcami pojawia się to, co Szczerek nazwał brakiem gotowości do wstawienia czoła trupom w szafie. Słyszy argumenty w stylu — a może on nie wiedział, a może chciał dobrze. Szczerek ripostuje: przez trzy lata jako szef UPA na Galicję nie wiedział, co jego podwładni robią we wsiach przez kilka lat?

Wyjaśnił też głębszą przyczynę: Ukraińcy w latach dziewięćdziesiątych i wcześniej byli bardzo rozżaleni, że w przeciwieństwie do wszystkich innych państw regionu korzystających z Wilsonowskiej karty o samostanowieniu narodów, oni nie mogli tworzyć własnego państwa narodowego. Z tej frustracji i resentymentu wyrosła pamięć o tych, którzy walczyli o niepodległość przed wojną, w jej czasie i po niej. Rzeź wołyńska jest dla nich sprawą marginalną wobec tej narracji. Szczerek porównał to do polskiego stosunku do AK — my też nie chcemy, żeby AK było kojarzone z negatywnymi aspektami swojej działalności. Zaznaczył jednak, że porównania nie da się utrzymać, bo skala i stopień zaangażowania są zupełnie inne.

Odebranie orderu — polityczna histeria

Szczerek ocenił zapowiedź odebrania Orderu Orła Białego jako absolutną polityczną histerię, która niczemu się nie przysłuży i tylko pogłębi problem. Ukraińcy nie mogą się wycofać z już podjętej decyzji — a czuliby się jeszcze gorzej, gdyby byli do tego zmuszeni przez Polaków, niż gdyby sami oddali order.

Szczerek postawił tezę, którą rozwinął szerzej: Polska i Ukraina nie są sobie tak bliskie, jak po 2022 roku chcieliśmy myśleć. Ukraińcy traktują Polskę mniej więcej tak, jak Polska traktuje Niemcy czy Francję — jako europejski kraj sojuszniczy, bliski kulturowo, ale nie jakąś wielką siostrę. Polska przez jednostronne wychodzące ze swojej strony pojednanie i przez entuzjazm z jakim przyjęła Ukraińców uciekających przed wojną wyrobił sobie przekonanie, że to jest jakiś special case i że istnieje jakaś specjalna więź. Nie istnieje. Ukraińcy tego tak nie odbierają.

Wskazał też na źródło lekceważenia ze strony ukraińskich elit: elita otaczająca Zełenskiego, z której część jest skorumpowana, uważa że polska polityka jest absolutnie zależna od Stanów Zjednoczonych — po co gadać z Polską, skoro można rozmawiać ze Stanami i Brukselą, a i tak zrobimy co trzeba. To paskudna polityka, która wykorzystuje hasło o braterstwie wtedy kiedy jest to konieczne, a kiedy czuje się silniejsza — od niego odchodzi.

Postsowieckość Zełenskiego

Szczerek rozwinął wątek postsowieckości ukraińskich elit. Zełenski pochodzi z Krzywego Rogu — z rosyjskojęzycznej, przemysłowej części Ukrainy, która była tak zsowietyzowana, że praktycznie różnicy między oboma narodami nie było. Do 2014 roku funkcjonował na scenie rosyjskiej jako jej normalna część, mimo że był z Ukrainy. Podobnie Arestowicz — który twierdził wręcz, że nie powinno się rugować języka rosyjskiego z ukraińskich programów nauczania i że Ukraina powinna zmienić nazwę na Ruś Ukraina, bo obie strony grają o tę samą radziecką spuściznę.
Szczerek opisał to tak: według Arestowicza i według niego samego, przynajmniej do pewnego momentu, wojna Ukrainy z Rosją była wojną podobnego świata realizującego dwa różne projekty — walką o to, czy centrum tej przestrzeni kulturowej będzie Moskwa czy Kijów. To nie znaczy, że Ukraińcy nie mają racji walcząc — mają. Ale postsowiecka mentalność elit pozostaje.

Zełenski znienawidzony w wojsku — i dlatego robi to co robi

Szczerek wyjaśnił mechanizm decyzji o UPA wprost: Zełenski jest bardzo niepopularny w wojsku. Środowisko weteranów będzie po wojnie dysponowało realną siłą polityczną i innowacyjnymi technologiami wojskowymi. Zełenski nie pochodzi z zachodniej Ukrainy i o UPA nie ma pojęcia — ale nadał tej jednostce tę nazwę właśnie dlatego, że wdzięczy się do środowiska wojskowego, bo podejrzewa, słusznie według Szczerka, że to ono będzie rozdawało karty po wojnie.

Biłecki — neonazista z Charkowa

Szczerek ostrzegł przed postacią, o której jego zdaniem za mało się mówi: Andrzej Biłecki, teraz generał brygady, neonazista z Charkowa, który modeluje się na prawicowego polityka rodzinnego z billboardów, a jednocześnie odpowiada za to, że Azow i III Korpus Armijny posługują się nazistowską symboliką. Symbol wilczego haka używany przez Azow to nie skutek od ideacji — to jest normalny wilczy hak, a Bilecki lubi się bawić takimi gierkami, tak samo jak czeski dawny nacjonalista Marian Kotleba. Na ukraińskich stacjach benzynowych można kupić hitlerowską czapkę, tylko bez swastyki, za to z tryzubem.

Szczerek zaznaczył, że samo zjawisko jest paskudne, ale nie do końca groźne — groźny jest sam Biłecki i jego wpływ na dwie istotne dla obrony Charkowszczyzny formacje: Azow i III Armię. Kiedy po wojnie wróci polityka, Bilecki może być jedną z ważniejszych postaci ukraińskiej sceny politycznej. Trzeba go obserwować i nie lekceważyć.

Budanow jako liść figowy Zełenskiego

Szczerek ocenił, że Zełenski wybrał Budanowa — byłego szefa wywiadu wojskowego — na swojego nieformalnego następcę i najbliższego doradcę w miejsce Jermaka. Ale to jest według niego listek figowy Zełenskiego. Zełenski albo nie zamierza startować w kolejnych wyborach, bo jest przemęczony, albo spodziewa się od Budanowa tego, czego Jelcyn spodziewał się po Putinie — ochrony i gwarancji, że on i jego rodzina nie będą obejmowani postępowaniami NABU, ukraińskiej antykorupcyjnej instytucji, która jest naprawdę niezależna i której nawet Zełenski nie mógł rozmontować, kiedy próbował.

Przyszłość Ukrainy po wojnie

Szczerek przedstawił dwa scenariusze.

Chciejski: Ukraińcy poradzą sobie z budową państwa równie dobrze jak z wojowaniem i z tworzeniem innowacyjnych technologii wojskowych — w Ukrainie ten dziki liberalizm sprawia, że przejście drona z fazy projektowej na pole walki jest bardzo krótkie, bo nie trzeba dawać łapówek ministrowi i przebijać się przez biurokratyczny bezwład. Ukraińcy są Polakami z lat dziewięćdziesiątych — kombinatorzy, ambitni, chcący postawić na swoim. Szczerek widzi to m.in. w nowych restauracjach z nieoczywistymi menu, które bardzo często są prowadzone przez Ukraińców w Polsce.

Realistyczny: prawdziwa siła jest w armii i środowiskach weteranów. Tam jest Bilecki. Tam jest pytanie o Budanowa. Tam są oligarchowie — zamarli w czasie wojny, bo są między dwoma światami, ale inwestujący w poszczególne oddziały jak Achmetow, który daje pieniądze Hartii broniacej Charkowszczyzny, bo wie, że po wojnie ci ludzie będą łaskawiej patrzyli na jego pozycję. Tam jest Załużny, który wróci z wygnania, na które głupio wysłał go Zełenski. I tam się po wojnie rozegra naprawdę duża część ukraińskiej polityki.


You may also like

Strona 1 z 76
Strona 1 z 76

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *