Szeligowski w Didaskaliach: Ukraina wejdzie w najgorszą zimę wojny na kruchym fundamencie

Nowy, poziomy układ władzy budowany przez Wołodymyra Zełenskiego, spadek pozycji Polski w hierarchii ukraińskich priorytetów, rezygnacja z wyborów w 2026 roku oraz rosnące ryzyko nadmiernej militaryzacji państwa — to główne wątki rozmowy Patrycjusza Wyżgi z Danielem Szeligowskim, koordynatorem programu Europa Wschodnia i głównym analitykiem do spraw Ukrainy w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych, w programie „Didaskalia”.

Nowy, poziomy system władzy zamiast duopolu Zełenski–Jermak

Szeligowski ocenił, że po odejściu Andrija Jermaka z Biura Prezydenta poprzedni, wertykalny system władzy — w którym poza Zełenskim liczył się właściwie tylko jego szef administracji — uległ rozhermetyzowaniu. Większym ciosem dla prezydenta niż samo odejście Jermaka miało być, według analityka, chwilowe aresztowanie byłego szefa administracji i postawienie mu zarzutów korupcyjnych, nawet jeśli nie zostały one ostatecznie doprowadzone do końca — to właśnie ten cios wizerunkowy uderzył w system decyzyjny budowany przez Jermaka. W jego miejsce Zełenski zaczął budować układ poziomy, określany żartobliwie w Kijowie mianem „nowego politbiura” — z prezydentem jako „pierwszym wśród równych” i gronem najbliższych współpracowników wokół niego: szefem Biura Prezydenta generałem Kyryłem Budanowem, szefem frakcji parlamentarnej Sługi Narodu Dawidem Arachamią (który zdaniem Szeligowskiego najbardziej zyskał na całej rekonstrukcji), wicepremierem i ministrem energetyki Denysem Szmyhalem oraz nieformalnym doradcą prezydenta do spraw bezpieczeństwa Rustemem Umierowem, do niedawna szefem Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy, który może w przyszłości zostać ambasadorem w Stanach Zjednoczonych. Do tego grona należał do niedawna także zdymisjonowany minister obrony Michaił Fiodorow.

„Podział władzy to podział odpowiedzialności”

Zapytany, czy budowa nowego układu sił oznacza, że Zełenski słabnie, Szeligowski odpowiedział, że sytuacja jest bardziej złożona. Dzieląc się władzą z Budanowem czy Arachamią, prezydent dzieli się jednocześnie odpowiedzialnością za ewentualne błędy — dotychczas to on sam brał na siebie wszystkie potknięcia, teraz mogą one obciążać poszczególnych członków nowego „politbiura”. Analityk przywołał przykład przełomu lat 2025/2026, kiedy Zełenski, jego zdaniem, wyszedł „suchą stopą” z bardzo trudnego dla siebie momentu po odejściu Jermaka właśnie dzięki temu, że otoczył się dwiema postaciami cieszącymi się społecznym zaufaniem — Budanowem i Fiodorowem, którzy przyjęli na siebie część niezadowolenia opinii publicznej. Szeligowski zaznaczył, że obecnie notowania Zełenskiego są najlepsze od lat, czemu dodatkowo pomógł spór z Polską — poufne sondaże zlecone przez Biuro Prezydenta pokazały wzrost poparcia dla prezydenta o 8 punktów procentowych po zaostrzeniu relacji z Warszawą.

Cztery czynniki określające pozycję Zełenskiego

Analityk wskazał cztery czynniki, przez pryzmat których analizował sytuację Ukrainy na przełomie 2025 i 2026 roku: kondycję sektora energetycznego przed zimą, pozycję polityczną Zełenskiego, sytuację na froncie oraz poziom zagranicznego finansowania wysiłku wojennego. Na dziś, według Szeligowskiego, Ukraina dysponuje finansowaniem pozwalającym prowadzić wojnę przez około półtora roku — głównie dzięki dużej pożyczce ze środków europejskich. Pozycja polityczna Zełenskiego jest najlepsza od lat, a sytuacja na froncie częściowo się ustabilizowała, na korzyść Ukrainy działają też ataki na terytorium Rosji. Jedynym czynnikiem negatywnym pozostaje kondycja sektora energetycznego — Ukraina wejdzie w zimę nieprzygotowana na rosyjskie ataki. Trzy z czterech czynników korzystnych dla Zełenskiego sprawiają, w ocenie Szeligowskiego, że prezydent może sobie dziś pozwolić na częściowe dzielenie się władzą, ponieważ czuje się politycznie silny.

Przegląd zmian kadrowych: nowy rząd bez dwóch kluczowych ministrów

Na prośbę prowadzącego o usystematyzowanie ostatnich zmian personalnych Szeligowski wyjaśnił, że odejście premier Julii Swyrydenko oznacza wymianę praktycznie całego rządu, przy czym z powodu specyfiki ukraińskiego systemu politycznego — przypominającego, jego zdaniem, polską małą konstytucję z lat 90. — minister spraw zagranicznych i minister obrony są zatwierdzani przez parlament oddzielnie, z nominacji prezydenckiej. W efekcie, w środku wojny i w szczycie sezonu urlopowego, Ukraina formalnie nie ma w pełni zatwierdzonego szefa dyplomacji ani ministra obrony — obaj urzędują jako „wykonujący obowiązki”. Nowym premierem został Serhij Korecki, dotychczasowy szef Naftohazu i Ukrnafty, określony przez Szeligowskiego jako menedżer z biznesu. Trzy czwarte składu rządu się zmieniło, a analityk zrezygnował z wymieniania wszystkich nazwisk, zaznaczając jedynie, że wiele nowych osób jest powiązanych z Arachamią, którego określił mianem rosnącego w siłę „szarego kardynała” — brokera pośredniczącego między Biurem Prezydenta a parlamentem, zdolnego skutecznie egzekwować dyscyplinę głosowań. Nowym ministrem obrony w miejsce Fiodorowa został generał Chmara, wcześniej pełniący obowiązki szefa SBU.

Zmiana na czele armii: generał Drapatyj zamiast Syrskiego

Szeligowski potwierdził, że nowym głównodowodzącym Sił Zbrojnych Ukrainy został 43-letni generał Mychajło Drapatyj, znany z udziału w przełamaniu barykady separatystów w Mariupolu w 2014 roku transporterem opancerzonym, a później dowodzący m.in. obroną Chersonia i wojskami połączonymi. Analityk przyznał, że próbując zrekonstruować logikę wyboru Zełenskiego, doszedł do wniosku, że prezydentowi zależało na młodym generale odpowiadającym na społeczne oczekiwanie zmiany, ale niezwiązanym wyraźnie ani z frakcją Syrskiego, ani z frakcją Załużnego. Drapatyj trafił na tę listę między innymi dlatego, że był wcześniej rekomendowany przez samego Fiodorowa — obok innego kandydata, Andrija Biłeckiego, którego nominacja wywołałaby, zdaniem Szeligowskiego, znacznie większe kontrowersje.

Krótka ławka rezerwowych Zełenskiego

Szeligowski zwrócił uwagę, że Zełenski od początku swojej prezydentury miał problem ze znalezieniem lojalnych współpracowników gotowych z nim pracować, a obecnie — jego zdaniem — chętnych jest jeszcze mniej. Fiodorow był, według analityka, jedyną osobą w rządzie nieprzerwanie obecną od 2019 roku, wierną prezydentowi na każdym stanowisku, nigdy niekrytykującą go publicznie i pełniącą rolę „twarzy” władzy na Zachodzie — a mimo to ostatecznie odszedł ze stanowiska.

Trzy powody odejścia Fiodorowa, nie Syrskiego

Zapytany wprost, dlaczego to Fiodorow, a nie Syrski, stracił stanowisko, Szeligowski wskazał na co najmniej trzy nakładające się czynniki. Po pierwsze, między ministrem a głównodowodzącym istniał od początku spór kompetencyjny wynikający z nieprecyzyjnego rozdziału uprawnień między Ministerstwem Obrony, Sztabem Generalnym a dowództwem sił połączonych — spór, który w pewnym momencie Syrski postawił Zełenskiemu jako wybór: albo minister, albo on. Po drugie, młody i mało dyplomatyczny Fiodorow, próbując wprowadzić przejrzyste zasady zamówień obronnych i cyfryzację systemu zakupów, naraził się licznym środowiskom biznesowym korzystającym dotąd na nieprzejrzystości budżetu obronnego liczonego w dziesiątkach miliardów dolarów. Szeligowski ocenił, że Fiodorow rzeczywiście dążył do uczciwości i chciał odwrócić system „do góry nogami”. Po trzecie, Fiodorow miał własne ambicje polityczne i przybył do ministerstwa z całym zapleczem medialnym i doradcami PR, co mogło uczynić go potencjalnym zagrożeniem dla samego Zełenskiego. Analityk ujawnił też mniej znany, czwarty czynnik: to właśnie Fiodorow miał pośredniczyć w zakulisowych rozmowach między Biurem Prezydenta a instytucjami antykorupcyjnymi po odejściu Jermaka, a Zełenski miał winić go za to, że nieformalna umowa — rezygnacja z zarzutów wobec Jermaka w zamian za jego odejście — nie została dotrzymana. To przekonanie prezydenta o sprzysiężeniu się przeciwko niemu środowisk antykorupcyjnych i zagranicznych donorów miało dodatkowo motywować budowę nowego, bardziej odpornego układu sił.

Reakcja Zełenskiego na protesty w obronie Fiodorowa

Prezydent miał zareagować na protesty słowami, że jeśli ludzie chcą protestować, to niech protestują — ale Szeligowski ocenił, że Zełenski nie docenił skali zjawiska, podobnie jak wcześniej nie docenił protestów w obronie niezależności instytucji antykorupcyjnych. Zauważył istotną różnicę względem zeszłorocznych protestów: wtedy po stronie protestujących jednoznacznie stanęła armia, podczas gdy tym razem środowisko wojskowe samo się podzieliło — część opowiedziała się za Syrskim, część za Fiodorowem, a społeczność międzynarodowa pozostała neutralna wobec sprawy uznawanej za wewnętrzną. Analityk zwrócił przy tym uwagę, że otoczenie prezydenckie miało w podobny, lekceważący sposób opisywać wcześniejsze protesty w obronie instytucji antykorupcyjnych — jako zjawisko efemeryczne, którego uczestnicy wychodzą na ulice z transparentami, wykrzyczą swoje hasła i rozejdą się do domów, żartobliwie ujmując to jako „pójście na latte”, sugerując, że chodzi głównie o zamożną, miejską młodzież, a nie poważny ruch społeczny. Zełenski musiał ostatecznie poświęcić Syrskiego, wobec którego od dłuższego czasu narastały zarzuty dotyczące nadużyć i przekrętów w zamówieniach obronnych — Szeligowski zasugerował, że to właśnie na niego zrzucono odpowiedzialność za całą sytuację, co tłumaczy, dlaczego prezydent trzymał go na stanowisku tak długo.

Fiodorow jako potencjalny nowy Juszczenko

Zapytany o paradoks, w którym reformator walczący z korupcyjnym systemem zostaje z tego systemu usunięty, Szeligowski przywołał analogię do Wiktora Juszczenki — młodego reformatora, którego system w przeszłości „zmielił i wypluł”, a który mimo to został później prezydentem. Zauważył, że Fiodorow bywa już porównywany do Juszczenki, i choć niektórzy określają go jako pozbawionego charyzmy „nerda”, jego pożegnalna konferencja prasowa była, zdaniem analityka, medialnie znakomicie przygotowana. Szeligowski zwrócił uwagę na strategię Fiodorowa podczas tej konferencji — ani razu nie skrytykował on Zełenskiego, zrzucając całą odpowiedzialność na Syrskiego i deklarując gotowość dalszej współpracy z prezydentem, jednocześnie jasno stwierdzając, że nie przyjmie żadnego stanowiska poza powrotem do Ministerstwa Obrony — co w praktyce jest niemożliwe. Zdaniem Szeligowskiego było to celowe spalenie mostów.

Sondaże: Zełenski liderem, Budanow „największym przegranym”

Analityk przywołał sondaże przeprowadzone w trakcie protestów: w modelu pierwszej tury na czele znajduje się Zełenski, tuż za nim Załużny, następnie Fiodorow, a na czwartym miejscu Budanow. Szeligowski ocenił Budanowa jako największego przegranego całej sytuacji — miał on nawet próbować sam doprowadzić do usunięcia Fiodorowa, wykorzystując do tego spór z Polską i przychylne sobie media, rozgrywając sytuację w stylu przypominającym dawne metody Jermaka, polegające na monopolizowaniu dostępu do ucha prezydenta. Różnica, zdaniem analityka, polega na tym, że w obecnym „politbiurze” dostęp do Zełenskiego nie jest już zmonopolizowany przez jedną osobę.

Czy przyszły prezydent Ukrainy będzie antypolski?

Na pytanie, czy ewentualny prezydent Fiodorow byłby antypolski, Szeligowski odpowiedział, że żaden dotychczasowy prezydent Ukrainy nie był antypolski, ale zastrzegł, że przy odpowiedniej selektywności można by znaleźć „antypolskie” epizody u każdego z czterech głównych kandydatów — u Zełenskiego przywołał jego wypowiedź o rzekomej zgodności działań Polski z Rosją przeciwko Ukrainie, u Budanowa — niejasne działania wymierzone w relacje z Polską, u Fiodorowa — jego wcześniejsze poparcie dla kandydatury Andrija Biłeckiego (kojarzonego z pułkiem Azow) na głównodowodzącego, a u Załużnego — obecność wśród jego doradców osób publikujących na YouTubie treści niesprzyjające Polsce.

Budanow buduje zaplecze narodowo-radykalne

Szeligowski ocenił, że generał Budanow konsekwentnie i najbardziej efektywnie ze wszystkich buduje swoją pozycję polityczną w cieniu prezydenta, budując w tle frakcję o charakterze narodowo-radykalnym, mającą zagospodarować niszę antyeuropejską i antypolską, która ujawniła się po sporze z Polską. Wskazał na formację o nazwie Korpus Chrześcijański, nad którą polityczny parasol rozciąga Budanow, sam często pojawiający się ostatnio w cerkwi wraz z religijną żoną — co analityk odczytuje jako pozycjonowanie się pod konkretny elektorat, niekoniecznie wynikające z osobistych przekonań. Zastrzegł jednocześnie, że skład ideowy ukraińskiej armii jest bardzo zróżnicowany — od socjalistów po skrajną prawicę — ale środowisko to ma wyraźnie radykalny odcień i będzie wymagało politycznego zagospodarowania.

Rosnąca rola wojskowych w systemie decyzyjnym

Analityk zwrócił uwagę, że obecny system decyzyjny na Ukrainie ma coraz bardziej cywilno-wojskowy charakter — wśród najbliższego otoczenia Zełenskiego wymienił szefa Biura Prezydenta generała Budanowa, jednego z jego zastępców generała Palisę, ministra obrony generała Chmarę oraz szefa Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony, również generała policji, a także nowego ministra spraw wewnętrznych. Osobno omówił postać nowego pełniącego obowiązki szefa SBU, generała Pokłady, którego określił jako osobę odpowiedzialną wcześniej za program eliminacji celów na terytorium Rosji — człowieka „na każde skinienie ręki” prezydenta i, jego zdaniem, bezwzględną. Ocenił, że Pokłada prawdopodobnie nigdy nie zostanie formalnie zatwierdzony przez parlament, pozostając w zawieszonym statusie „wykonującego obowiązki”. Inaczej, zdaniem analityka, będzie w przypadku generała Chmary — byłego szefa jednostki Alfa SBU, odpowiedzialnego między innymi za operację „Pajęczyna” (niszczenie rosyjskich samolotów dronami na lotniskach), którego dorobek uznał za na tyle „czysty”, by parlament go zaakceptował. Zaznaczył przy tym, że zgodnie ze standardami NATO minister obrony powinien być cywilem, co może wymagać albo zmiany ustawy, albo formalnego przeniesienia generała Chmary do rezerwy — praktyki stosowanej już wcześniej przez prezydenta Poroszenkę. Szeligowski wyraził niepokój dotyczący postępującej militaryzacji państwa, porównując ją do gospodarki wojennej — łatwo w nią wejść, znacznie trudniej z niej zawrócić. Przy tej okazji odwołał się do własnego raportu „Teoria ukraińskiego zwycięstwa”, w którym opisał trzy możliwe trajektorie rozwoju Ukrainy po zawieszeniu broni — w tym „trajektorię rewizjonistyczną”: państwa sfrustrowanego brakiem pełnego zwycięstwa, obwiniającego za to zagranicznych partnerów, pozostającego scentralizowanym i zmilitaryzowanym oraz szukającego w przyszłości rewanżu na Rosji. Zdaniem Szeligowskiego to właśnie tę trajektorię obrała dziś Ukraina, a naturalnym adresatem obwiniania będzie Polska, ponieważ — jak to ujął — Polska sama chętnie nadstawia się na pierwszej linii politycznego frontu.

SBU rośnie w siłę, HUR działa ciszej

Na pytanie o rosnącą rolę Służby Bezpieczeństwa Ukrainy Szeligowski odpowiedział twierdząco, przypominając, że SBU od lat funkcjonowało jako „państwo w państwie”, łącząc funkcje wywiadowcze z departamentem do walki z korupcją i przestępczością zorganizowaną, który — jego zdaniem — sam był jednym z największych siedlisk korupcji na Ukrainie. Stan wojenny i postępująca centralizacja sprzyjają dalszemu rozrostowi służby, a szefowie wywiadu zagranicznego, SBU oraz nowy minister spraw wewnętrznych to, według analityka, osoby sobie bliskie. W odróżnieniu od poprzednich rozmów, w których wywiad wojskowy HUR i osoba Budanowa były w centrum uwagi, Szeligowski zauważył, że nowy szef HUR nie jest postacią medialną ani osobą o wyraźnych ambicjach politycznych — sama instytucja funkcjonuje nadal sprawnie, ale ciszej. Zapytany o możliwą rywalizację między SBU a HUR, przyznał, że taka rywalizacja istnieje i przejawia się m.in. w sporach o to, kto roztacza nieformalną ochronę nad przestępczością w danych regionach czy branżach — chodzi jednak, jego zdaniem, wyłącznie o rywalizację wewnętrzną, nie o ryzyko realnego konfliktu zbrojnego czy wojny domowej, którego prawdopodobieństwo ocenił obecnie jako znikome.

Czy zmiana na czele armii coś zmieni w prowadzeniu wojny?

Szeligowski powtórzył, że konflikt między resortem obrony a dowództwem miał charakter nie tylko personalny, ale i kompetencyjny, więc optymalnym scenariuszem byłoby wypracowanie harmonijnej współpracy między nowym ministrem obrony, nowym głównodowodzącym a nowym szefem Sztabu Generalnego — który, zdaniem analityka, będzie najsłabszym ogniwem tej trójki. Zauważył, że generałowie Chmara i Drapatyj już wspólnie pojawili się na zdjęciach deklarujących współpracę, co — nawet jeśli jest to głównie zabieg wizerunkowy — daje nadzieję na lepsze relacje niż w przypadku Syrskiego i Fiodorowa. Zastrzegł jednak, że wiele koniecznych reform (zamówień obronnych, mobilizacji) pozostaje politycznie kontrowersyjnych, co będzie wymagało czasu i osobistego wsparcia prezydenta.

Polska w drugim rzędzie ukraińskich priorytetów

Przechodząc do relacji polsko-ukraińskich, Szeligowski użył metafory zaczerpniętej z „Ferdydurke” Gombrowicza — sceny, w której profesor przekonuje ucznia, że wielka poezja musi go zachwycać, a ten odpowiada, że nie zachwyca, jeśli nie zachwyca. W jego ocenie to trafnie oddaje trzydzieści lat polskiego podejścia do Ukrainy: Polska oczekuje zachwytu i wdzięczności, których strona ukraińska nie odczuwa w takim stopniu, jak byśmy sobie tego życzyli. Zaznaczył, że w oficjalnej ukraińskiej strategii polityki zagranicznej Polska nie znajduje się w pierwszym kręgu partnerów strategicznych, ponieważ z ukraińskiej perspektywy to nie Polska „rozdaje karty” — nie jest głównym dostarczycielem pomocy wojskowej ani finansowej. Przypomniał, że wcześniejszy „miesiąc miodowy” polsko-ukraiński z lat 2022–2023 wynikał właśnie z tego, że wówczas to Polska realnie i szybko dostarczała sprzęt — przywołując m.in. wypowiedź byłego szefa KPRM Michała Dworczyka oraz anegdotę generała Rajmunda Andrzejczaka o obietnicy przesłania Załużnemu pięćdziesięciu Rosomaków na pięćdziesiąte urodziny. Dziś, zdaniem Szeligowskiego, Polska nie jest już w stanie zaoferować porównywalnie wymiernej pomocy (systemów Patriot, miliardów euro czy politycznego lobbingu w Waszyngtonie), ale wciąż dysponuje sporym potencjałem do „przeszkadzania” Ukrainie, co ma dziś realne znaczenie.

Nie ma bezwarunkowej pomocy

Szeligowski zdecydowanie odrzucił tezę, jakoby Polska bezwarunkowo pomagała Ukrainie niezależnie od okoliczności. Przypomniał, że fundamentalne założenie pomocy z 2022 roku było proste: Polska przekazuje broń, a Ukraina używa jej do skutecznej obrony — inaczej niż np. Niemcy czy Stany Zjednoczone, które początkowo uzbrajały Ukrainę raczej do wojny partyzanckiej, zwiększając pomoc dopiero po udanej obronie Kijowa.

Asymetria w relacjach polsko-ukraińskich

Analityk opisał kluczową, jego zdaniem, asymetrię: Polska dysponuje większym potencjałem i szerszym systemem sojuszy, ale jest przy tym znacznie bardziej wrażliwa politycznie na prowokacje ze strony ukraińskiej — każda decyzja związana z polityką pamięci automatycznie wywołuje presję społeczną na dowolny polski rząd. Porównał to do amerykańskiej polityki praw człowieka wobec ZSRR w czasie zimnej wojny — nie wynikającej z altruizmu, lecz z rozpoznania w niej skutecznego instrumentu nacisku. W jego ocenie nastroje społeczne w Polsce można łatwo podkręcić z zewnątrz, co stawia każdy polski rząd w trudnej sytuacji.

Nadanie jednostce imienia bohaterów UPA

Zapytany o decyzję Zełenskiego o nadaniu jednostce wojskowej imienia związanego z UPA, Szeligowski ocenił, że był to gest skierowany wewnętrznie, do środowisk wojskowych, obliczony na budowanie wspomnianego już „paktu o nieagresji” z armią, praktycznie bezkosztowy politycznie wewnątrz kraju. Zaznaczył, że decyzja przeszła na Ukrainie bez żadnego echa, a w Polsce wywołała reakcję dopiero po dwóch–trzech dniach, najpierw medialną, potem polityczną — co sugeruje, że Zełenski mógł się spodziewać braku reakcji, ponieważ podobne decyzje podejmowano już wcześniej bez polskiej odpowiedzi. Gdy jednak spór wybuchł, prezydent szybko dostrzegł w nim korzyść polityczną — zadziałał ten sam mechanizm „jednoczenia się wokół flagi”, który wcześniej zaobserwowano po jego konfrontacji z Donaldem Trumpem w Białym Domu, przynosząc wspomniany już wzrost poparcia o 8 punktów procentowych. Szeligowski zwrócił uwagę na nowy, niepokojący element tego sporu: tym razem poparcie dla Zełenskiego wzrosło również w dwóch grupach społecznych wcześniej mu niechętnych — środowisku skrajnie prawicowym i radykalnym oraz środowisku inteligenckim, które po raz pierwszy od dawna, niezależnie od podziału na patriotów i liberałów, opowiedziało się jednomyślnie po stronie prezydenta.

Order Orła Białego — czy zabolał Zełenskiego?

Analityk ocenił, że odebranie Zełenskiemu Orderu Orła Białego rzeczywiście go zabolało, mimo że wcześniej — jego zdaniem — prezydent nie wierzył, iż Polska rzeczywiście się na to zdecyduje. Jako dowód przywołał wcześniejszą wypowiedź Zełenskiego dotyczącą nadania nazwy „Wonderland” pewnej instytucji czy usłudze w Kijowie, przy której miał on zapewnić, że tego oznaczenia nikt mu nie odbierze — co, zdaniem Szeligowskiego, do dziś tkwi w jego pamięci.

Zwrot orderów: dobrowolny czy pod naciskiem?

Na pytanie, czy osoby oddające polskie odznaczenia (w tym generał Budanow czy byli prezydenci) robiły to z własnej woli, Szeligowski odpowiedział jednoznacznie przecząco. Przypomniał, że Zełenski był w stanie nałożyć sankcje na byłego prezydenta Petra Poroszenkę, który przed wojną był bliski aresztowania i uratował go w praktyce sekretarz generalny NATO — w tym kontekście prezydent z pewnością miał możliwość nakłonienia innych do zwrotu odznaczeń. Ocenił, że z byłym prezydentem Kuczmą odbyło się to „po dobroci”, a z Poroszenką — pod groźbą, natomiast dyrektywa dotycząca zwrotu medalu miała wyjść bezpośrednio z Biura Prezydenta, co zdaniem Szeligowskiego nie jest żadną tajemnicą — potwierdzali to również unijni dyplomaci obecni na konferencji odbudowy w Gdańsku. Zwrócił uwagę na ciekawy mechanizm solidarności ukraińskiej klasy politycznej: mimo ostrych sporów wewnętrznych, na zewnątrz krytyka Zełenskiego pozostaje zarezerwowana wyłącznie dla samych Ukraińców — podobnie jak wcześniej działo się to w reakcji na spór z Trumpem.

Rola ukraińskiego Stratkomu

Zapytany o możliwe zaangażowanie ukraińskich służb w kształtowanie narracji medialnej w Polsce, Szeligowski stwierdził, że trudno mu to jednoznacznie zidentyfikować, natomiast nie jest tajemnicą sprawne działanie ukraińskiego Stratkomu, przygotowującego jednolite „przekazy dnia” rozsyłane do dyplomatów i polityków — czego efektem miała być zauważalna spójność wypowiedzi uczestników konferencji odbudowy w Gdańsku, od opozycji przez partię rządzącą po biznes i przedstawicieli mniejszości ukraińskiej w Polsce.

Ustawa o Panteonie Narodowym

Analityk potwierdził przyjęcie ustawy o Panteonie Narodowym, na mocy której — jak zaznaczył z pewną ironią, porównując to do Donalda Trumpa — każdy prezydent Ukrainy automatycznie znajdzie się w tym gronie. Kluczowe pytanie dotyczy tego, czy w panteonie, obejmującym okres od Jarosława Mądrego po współczesność, znajdzie się także dowództwo UPA z okresu II wojny światowej — decyzję w tej sprawie podejmować będzie za każdym razem parlament, którego skład może się zmieniać, co Szeligowski określił mianem „strzelby Czechowa” w relacjach polsko-ukraińskich — gotowej „wystrzelić” w dowolnym przyszłym momencie eskalacji.

Ustawa o ukrainofobii

Podobnym mechanizmem, zdaniem analityka, jest procedowana obecnie w parlamencie ustawa o tzw. ukrainofobii, wzorowana częściowo na rozwiązaniach izraelskich i rosyjskich, przewidująca odpowiedzialność karną m.in. za podważanie zasadności działań ukraińskiego ruchu narodowowyzwoleńczego. Szeligowski zwrócił uwagę na polityczny mechanizm jej ewentualnego przyjęcia: projekt przygotowała opozycja, dzięki czemu Zełenski będzie mógł twierdzić, że to nie jego inicjatywa, gdy zapadnie decyzja o jej odmrożeniu.

Chwilowa odwilż: finansowanie IPN, ekshumacje

Odnosząc się do najnowszych sygnałów odprężenia — zapowiedzi finansowania ukraińskiego IPN-u oraz nasilenia prac ekshumacyjnych — Szeligowski ocenił, że w krótkim terminie rzeczywiście może dojść do deeskalacji, częściowo w reakcji na przyjętą przez Parlament Europejski poprawkę krytykującą osobiście Zełenskiego za decyzję o nadaniu jednostce imienia UPA. Zaznaczył, że eurodeputowani głosowali za tą poprawką nie tyle ze względu na wiedzę o historii Wołynia, ile z nagromadzonej niechęci do stylu politycznego Zełenskiego, znanego z publicznego stawiania partnerów w niezręcznych sytuacjach — czego przykładem miała być wypowiedź w ONZ sugerująca współdziałanie Polski z Rosją przeciwko Ukrainie, a także wcześniejsze incydenty, jak głośna wypowiedź na szczycie NATO w Wilnie porównująca oczekiwania Ukrainy do zakupów w internetowym sklepie oraz odmowa dopuszczenia Zełenskiego do drugiego wystąpienia przed Kongresem USA. Ocenił, że tym razem krytyka w Parlamencie Europejskim odniosła skutek odwrotny od zamierzonego, skłaniając Kijów do chwilowej deeskalacji. Deeskalację tę uznał jednak za doraźną i strukturalnie nietrwałą — Zełenski dąży do usankcjonowania nowego układu sił i wejścia w tryb wyborczy do symbolicznej daty 24 sierpnia (Dzień Niepodległości Ukrainy), a jego projekt polityczny opiera się na dwóch filarach: idei narodowej (gloryfikacja bohaterów walk o niepodległość, w tym potencjalnie związanych ze zbrodniami wojennymi) oraz idei europejskiej (przyspieszone członkostwo w UE) — obie te idee stoją w sprzeczności z polskim interesem, co w dłuższej perspektywie ponownie postawi oba kraje na kursie kolizyjnym.

Recepta analityka: trzy wnioski z afery Fiodorowa dla relacji z Polską

Szeligowski zaproponował, by z wewnętrznej afery wokół Fiodorowa wyciągnąć wnioski dla polskiej polityki wobec Ukrainy. Po pierwsze, polityka czysto ugodowa się nie sprawdza — trzeba być asertywnym, tak jak Fiodorow, który otwarcie postawił się prezydentowi. Po drugie, warto dawać Zełenskiemu przestrzeń do eleganckiego wycofania się z decyzji, tak by mógł to przedstawić jako własny wybór — tak jak stało się to z odejściem Syrskiego. Po trzecie, kluczowe jest budowanie własnego kontekstu informacyjnego wewnątrz Ukrainy — Zełenski, zdaniem analityka, ustępuje nie pod presją partnerów zagranicznych, lecz pod presją własnej opinii publicznej, dlatego z ukraińską opinią publiczną trzeba aktywnie rozmawiać. Szeligowski ocenił, że obecność polskiego głosu w ukraińskiej przestrzeni medialnej jest dziś niemal żadna, ograniczona do garstki analityków (wymienił siebie i Zbigniewa Parafianowicza), co uznał za zdecydowanie niewystarczające.

Nowe „politbiuro” daje Polsce więcej pola do dialogu

Analityk zauważył, że w odróżnieniu od poprzedniego, zcentralizowanego duopolu Zełenski–Jermak, obecny, bardziej rozproszony układ władzy otwiera możliwość prowadzenia własnego dialogu z poszczególnymi wpływowymi postaciami — Budanowem, Arachamią i innymi — z których część ma własne interesy i część sama chciałaby zająć miejsce prezydenta.

Brak długoterminowych instrumentów wpływu

Szeligowski wskazał na brak polskich instrumentów budowania wpływu na Ukrainie w długim okresie — zaproponował szerszą obecność polskiego sektora finansowego (potwierdzając, że tego rodzaju negocjacje faktycznie się toczą), a także większe wsparcie dla środowisk eksperckich, na wzór niemieckich fundacji politycznych (przykładowo Fundacji Naumanna, finansującej szerokie spektrum środowisk). Odrzucił obawy związane ze słowem „lobbing”, uznając je za neutralne, oraz kontrargument, że dawniej finansowane środowiska stały się dziś antypolskie — jego zdaniem świadczy to jedynie o błędach we wdrożeniu koncepcji, a nie o jej wadliwości. Zasugerował przy tym, powołując się na książkę Zbigniewa Parafianowicza, by odejść od tradycyjnych, już nieskutecznych narzędzi budowania wizerunku — takich jak rozdawanie kalendarzy z wizerunkiem papieża — na rzecz docierania do nowych, realnie wpływowych środowisk. Przyznał jednak, że każda polityka zagraniczna wymaga budżetu, a uzasadnienie takich wydatków opinii publicznej pozostaje trudne, zwłaszcza gdy partner nie okazuje wzajemności.

„Populistyczny suwerenizm” Ukrainy

Analityk opisał zjawisko, które nazwał „populistycznym suwerenizmem” — dążeniem Ukrainy do uniezależnienia się od wszystkich partnerów, w tym zarówno Moskwy, jak i Brukseli, częściowo jako efekt psychologicznego wyparcia, częściowo jako cyniczną kalkulację powrotu do dawnych metod prowadzenia polityki i biznesu bez zewnętrznej kontroli. W tym kontekście polska polityka pamięci automatycznie budzi ukraińskie reakcje w duchu „nikt nam nie będzie mówił, co robić” — co sprawia, że stare narzędzia nacisku (kija i marchewki), stosowane wcześniej skutecznie zarówno przez Polskę, jak i przez Brukselę czy Waszyngton, przestają działać. Ukraina, zdaniem Szeligowskiego, „stawia się” dziś wszystkim, od Berlina po Waszyngton, ale koszt stawiania się akurat Warszawie pozostaje z jej punktu widzenia najniższy.

Czy ukraińska dyplomacja jest „sowiecka”?

Odnosząc się do tezy z książki Zbigniewa Parafianowicza „Kłopoty z Zełenskim”, opisującej ukraińską dyplomację jako prowadzącą politykę twardych faktów w stylu sowieckim, Szeligowski zdystansował się od samego przymiotnika, uznając sowiecką (a obecnie rosyjską) dyplomację raczej za profesjonalną i piekielnie skuteczną — z zastrzeżeniem, że obecny szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow swoim zachowaniem tę skuteczność osłabia. Ukraińskiej dyplomacji analityk odmówił jednak takiej skuteczności, wskazując na powtarzające się błędy wobec Polski, Stanów Zjednoczonych i innych partnerów. Wyjaśnił to zjawisko poczuciem funkcjonowania w swoistym „Truman Show” — społeczeństwie straumatyzowanym piątym rokiem wojny, obserwowanym każdego dnia przez cały świat, otrzymującym z zewnątrz instrukcje dotyczące uzbrojenia czy kierunków ataków — co rodzi desperacką potrzebę odzyskania autonomii i sprawczości za wszelką cenę, przejawiającą się m.in. w rozwoju krajowego przemysłu zbrojeniowego czy niekoordynowanych z partnerami operacjach wojskowych (jak wejście do obwodu kurskiego czy ataki na rosyjskie rafinerie wbrew amerykańskim naciskom). Szeligowski ocenił, że w kwestiach polityki historycznej (nie historii jako takiej) Polska i Ukraina w najbliższym czasie się nie dogadają.

Jak Ukraińcy postrzegają samego Szeligowskiego

Zapytany o własną pozycję jako analityka mówiącego niewygodne prawdy, Szeligowski stwierdził, że jak dotąd nikt nie dał mu do zrozumienia, że jest niemile widziany, co przypisał pragmatycznemu, niepochlebczemu podejściu — jego zdaniem strona ukraińska nie szanuje zachodnich komentatorów bezkrytycznie powtarzających oficjalne „przekazy dnia”, nawet jeśli chętnie z nich korzysta, a niektórym zachodnim dziennikarzom nie ujawnia się nawet wszystkich informacji, w tym wspomnianej wcześniej dyrektywy dotyczącej zwrotu orderów.

Sytuacja militarna: przenoszenie wojny na terytorium Rosji

Szeligowski ocenił, że skuteczną strategią Ukrainy pozostaje przenoszenie części ciężaru wojny na terytorium Rosji — mimo wysokiego rosyjskiego progu bólu, ograniczanie rosyjskiego potencjału militarnego przybliża, jego zdaniem, koniec wojny, choć nie jest to szybka ścieżka. Proces ten byłby łatwiejszy przy większym zaangażowaniu administracji Trumpa w naciski gospodarczo-finansowe na Rosję.

Front nie jest już głównym problemem — kruche zaplecze

Analityk podkreślił, że w jego ocenie sytuacja frontowa nie stanowi obecnie kluczowego zagrożenia dla Ukrainy — bardziej niepokoi go stan zaplecza: rosnący poziom demoralizacji, zmęczenia i zrezygnowania zarówno w społeczeństwie, jak i w armii, pogłębiany przez afery korupcyjne oraz zawiedzione oczekiwania (np. w związku z opóźnieniem otwarcia klastrów negocjacyjnych z UE). Wskazał trzy główne źródła niezadowolenia przeciętnych Ukraińców według sondaży: samą wojnę, niezadowolenie z systemu zarządzania państwem i korupcję oraz sytuację ekonomiczno-społeczną, w tym problemy z energetyką i wodą. To na tym kruchym fundamencie, jego zdaniem, Ukraina wejdzie w tegoroczną, najgorszą jak dotąd zimę wojny — gorszą nawet od poprzedniej, którą kraj przetrwał, zdaniem analityka, w dużej mierze dzięki szczęściu.

Fatalny moment na rekonstrukcję kadrową

Szeligowski ocenił obecny moment na przeprowadzenie zmian kadrowych jako wyjątkowo niekorzystny — brak w pełni umocowanych ministrów obrony i spraw zagranicznych przez kilka tygodni w okresie przygotowań do zimy uznał za argument przeciwko teoriom o rzekomo wyreżyserowanym charakterze całej „afery” wokół Fiodorowa: gdyby Zełenski rzeczywiście reżyserował kryzys, nie zrobiłby tego w najgorszym możliwym dla przygotowań energetycznych i zbrojeniowych momencie.

Ryzyko eskalacji ze strony Rosji

Zapytany o możliwość nowej fali eskalacji ze strony Rosji — w kontekście oskarżeń Moskwy wobec Łotwy o rzekome zagrożenie dla mniejszości rosyjskiej — Szeligowski ocenił, że eskalacja pozostaje jedną z opcji, jeśli koszty ponoszone przez Rosję na froncie ukraińskim będą nadal rosły bez możliwości ich zniwelowania. Za mało prawdopodobne uznał natomiast ponowne groźby użycia broni jądrowej wobec Ukrainy, oceniając, że Ukraińcy działają w ramach cichego przyzwolenia na ataki w głąb Rosji, dopóki nie wiążą się z lądową inwazją wojsk.

Odessa, porty i geografia

Odnosząc się do ograniczonej dostępności ukraińskich portów czarnomorskich, Szeligowski przypomniał, że od początku wojny tłumaczono ukraińskim partnerom, iż istnieją tylko dwie bezpieczne bramy tranzytowe — Morze Czarne i droga lądowa przez Polskę — z których tylko ta druga jest w pełni bezpieczna, mimo że droga morska pozostaje tańsza. Ocenił, że negatywne konsekwencje wcześniejszych decyzji strony ukraińskiej ujawnią się w pełni dopiero w dłuższej perspektywie.

Co obserwować w najbliższych miesiącach

Zamykając rozmowę, Szeligowski wskazał kluczowe sygnały do obserwacji: powrót ukraińskiego parlamentu do sprawnego funkcjonowania (obecnie sparaliżowanego, z trudnościami nawet w skompletowaniu kworum) jako miarę powodzenia nowego układu sił — spodziewanego najwcześniej po wakacjach; dalszy rozwój sytuacji politycznej w Niemczech i Francji oraz wynik amerykańskich wyborów połówkowych jako czynniki wpływające na przyszłe wsparcie dla Ukrainy; a także sytuację w samej Rosji po jej wyborach. Zapytany o Iran, ocenił, że nie jest to temat pierwszoplanowy dla Ukrainy, choć przekierowanie części dostaw uzbrojenia na Bliski Wschód realnie pogłębia braki w ukraińskiej obronie powietrznej.

Najlepszy scenariusz dla Rosji z ukraińskiej perspektywy

Na zakończenie, zapytany o hipotetyczny, najkorzystniejszy dla Ukrainy i Polski scenariusz rozwoju sytuacji w Rosji, Szeligowski — zastrzegając, że nie jest specjalistą od Rosji — wskazał żartobliwie na scenariusz nagłego, trwałego wycofania się przywódcy Rosji z życia politycznego z przyczyn zdrowotnych i odsunięcia go przez rosyjskie „politbiuro”. Ocenił to jako scenariusz korzystniejszy niż głęboki wewnętrzny wstrząs w samej Rosji, ponieważ taki wstrząs przekierowałby uwagę największych graczy międzynarodowych, w tym Stanów Zjednoczonych i Chin, na stabilizację sytuacji w Rosji kosztem pomocy dla Ukrainy — a nawet zakończenie wojny nie rozwiąże, jego zdaniem, wszystkich problemów, bo odbudowa kraju będzie wymagała ogromnych środków finansowych i czasu, w trakcie których w pełni ujawnią się także negatywne konsekwencje decyzji podejmowanych dziś przez ukraińskie władze.


Rozmowę przeprowadził Patrycjusz Wyżga z Danielem Szeligowskim, koordynatorem programu Europa Wschodnia i głównym analitykiem do spraw Ukrainy w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych, w materiale „Ukraina zapłaci wysoką cenę za konflikt z Polską. Zima będzie koszmarem II Daniel Szeligowski” na kanale didaskalia na YouTube, liczącym 435 tys. subskrybentów. Data premiery: 26 lipca 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *