Dariusz Szymczycha — wiceprezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej, były rzecznik Aleksandra Kwaśniewskiego — był gościem Rozmowy Piaseckiego w TVN24, gdzie komentował wyniki szczytu URC w Gdańsku, kryzys w relacjach polsko-ukraińskich, szanse polskiego biznesu na udział w odbudowie Ukrainy oraz nieobecność Zełenskiego na konferencji.
Polsko-Ukraińska Izba Gospodarcza rośnie mimo kryzysu
Piasecki zwrócił uwagę na znaczek z flagami Polski i Ukrainy, który Szymczycha miał przypięty do klapy — i zauważył, że cztery lata temu takie znaczki były powszechne, a dziś coraz mniej osób ma ochotę albo odwagę je nosić. Szymczycha nie zgodził się. W 2021 roku Polsko-Ukraińska Izba Gospodarcza miała około 200 firm członkowskich — dziś ma 600 plus. Ludzie się nie boją.
Przyznał jednak, że w relacjach polsko-ukraińskich jest inaczej niż było. To prawda — wszyscy mamy w sobie trochę entuzjazmu na dzień dobry i dobrych serc na dzień dobry, a potem następuje zmęczenie. To jeden element. A drugi — nasi kochani politycy, i w Polsce, i na Ukrainie. Przez lata nie pamięta takiego kryzysu — emocjonalnego i zarazem politycznego — jak ten. Bardzo nad tym boli. I miał apel: „Koledzy, koleżanki z polityki polskiej, ukraińskiej, nie przeszkadzajcie przedsiębiorcom w dobrej robocie”.
My jesteśmy dwie długości do przodu — i pod względem merytorycznym, i organizacyjnym
Piasecki przywołał narrację polityków prawicy — zwłaszcza konfederatów — że Polska jest frajerem, bo Ukrainie pomaga, Ukraińców przyjmuje, a w zamian nie ma nic, a szczyt w Gdańsku to najlepszy dowód. Szymczycha odpowiedział, że ci politycy po prostu nie byli na konferencji — on był w Rzymie, w Berlinie i w Gdańsku, i może powiedzieć wprost: pod każdym względem, merytorycznym i organizacyjnym, jesteśmy dwie długości do przodu. Konferencja była najbardziej liczna — sześć tysięcy osób. Najbardziej ciekawa tematycznie — dołożono dwa ważne wymiary: spotkanie think tanków oraz politykę bezpieczeństwa i obrony. I podpisano dużo porozumień. Ci, którzy narzekają, nie wiedzą, co mówią.
Wymienił konkretne przykłady. Polska Grupa Zbrojeniowa podpisała umowę intencyjną z prywatnym producentem na temat skalowania produkcji w Polsce dronów bojowych różnego typu. Zakłady PGZ w ciągu ostatniego roku dostarczyły do Ukrainy elementy do produkcji amunicji za 200 milionów złotych — zapłacone. PZU, Polimex i Mostostal podpisały porozumienie w sprawie odnowy kościoła św. Mikołaja w Kijowie. KUKE zawarło umowę z EK — ukraińskim odpowiednikiem Korporacji Ubezpieczeń Kredytów — o współpracy z potencjalną bezpośrednią inwestycją BGK.
Odbudowa Ukrainy to 200 miliardów dolarów do wydania w ciągu 10 lat
Piasecki zapytał, czy polskie firmy mają szansę wziąć udział w odbudowie Ukrainy, czy nie wyprą ich inni potentaci europejscy i nieeuropejscy. Szymczycha odpowiedział inaczej — odbudowa Ukrainy to jest robota dla Ukraińców, którzy mają własne firmy budowlane. Mają też wielu przedsiębiorców i wiele firm tureckich, bardzo mocno umocowanych na tym rynku. Kilka tygodni temu powstało konsorcjum trzech poważnych polskich firm — Podimex Mostostal, Budimex i Synevia z grupy Monu — które będzie aplikowało o duże kontrakty odbudowy, ale takich dużych kontraktów dziś jeszcze nie ma. Firma Unibep od kilku lat, z powodu różnych kłopotów proceduralnych — i to jest wina Ukrainy — próbuje wybudować przejście graniczne polsko-ukraińskie. Firma BIAK z Bydgoszczy nadzoruje wykonawstwo robót wojskowych i cywilnych w Ukrainie.
Podał też szacunki finansowe. Ostatnie badanie Banku Światowego, rządu Ukrainy i Komisji Europejskiej ocenia straty i potrzeby odbudowy na blisko 600 miliardów dolarów — to 3,5 planu Marshalla. Bardziej racjonalnie oceniają to eksperci z BGK: twarde zniszczenia i twarde inwestycje niezbędne do ruszenia Ukrainy w przyszłości to około 200 miliardów dolarów do wydania w ciągu 10 lat. To jeden plan Marshalla — i jest do zrobienia z udziałem kapitału prywatnego i wsparcia państwowego. Pieniądze idą na razie po kawałku, bo takiej dużej odbudowy Ukrainy jeszcze nie ma — jest po prostu łatanie dziur. Natomiast idą środki skierowane na bieżącą pomoc dla funkcjonowania państwa ukraińskiego.
Polskie inwestycje w Ukrainie w ciągu przynajmniej ostatnich trzech lat wojny — zarówno prywatne jak i państwowe — to inwestycje i reinwestycje przekraczające 300 milionów dolarów. Wszyscy polscy inwestorzy, którzy zainwestowali w Ukrainie jeszcze przed wojną, w czasie wojny zostali.
Mera Lwowa nie spotkał — bo rząd Ukrainy go nie zaprosił
Piasecki zapytał o mera Lwowa Sadowego, który pojawił się w Gdańsku na własnym spotkaniu i chwali się podpisaniem porozumień. Szymczycha wyjaśnił, że na konferencję URC strona ukraińska zapraszała przedstawicieli Ukrainy — i rząd Ukrainy nie zaprosił mera Lwowa. Przyznał, że zna mera Lwowa — ma fajnego kota Lwowczyka, szarego, który chodzi po gabinecie, i bywa u niego. Ale sprawdził to, co mer ogłosił — 2,5 miliona euro wsparcia i sześć porozumień z zagranicznymi partnerami to na razie memoranda o współpracy z funduszami z kilku krajów i firmami, a nie kontrakty. Kontrakty będą wymagały przetargów. To jeszcze nie są przetargi.
Nie robiliśmy szczytu dla Zełenskiego — widziałem zażenowanie w oczach Ukraińców
Piasecki zapytał, czy nieobecność Zełenskiego nie zaciążyła negatywnie na szczycie. Szymczycha przyznał, że był deszczyk emocji — ale wraca z poczuciem satysfakcji i dobrej roboty. „Nie chcę obrazić prezydenta Zełenskiego, ale nie robiliśmy tego szczytu dla prezydenta Zełenskiego. Ten szczyt był robiony dla społeczności międzynarodowej i dla państwa ukraińskiego. Spotkałem wszystkich, których chciałem spotkać. Widziałem jak rozmawiają i widziałem w oczach moich ukraińskich znajomych i przyjaciół pewne zażenowanie z powodu nieobecności prezydenta Zełenskiego” — powiedział.
Rozmowę przeprowadził Konrad Piasecki. Program dostępny na kanale TVN24 na YouTube, liczącym ponad 204 tysiące subskrybentów. Materiał opublikowany 29 czerwca 2026 roku