W podcaście „Kurier Historyczny” Łukasz Szymura i Jakub Wojas omówili akcję „Wisła” z 1947 roku, opierając się na najnowszej książce prof. Grzegorza Motyki wydanej przez wydawnictwo, z którym kanał kontynuuje współpracę. Rozmowa nawiązywała do wcześniejszego materiału o tej samej tematyce, który wywołał ponad 1700 komentarzy pod filmem na głównym kanale.
Spór o tytuł książki: „czystka etniczna”
Punktem wyjścia była dyskusja wokół tytułu nowej książki prof. Motyki – „Akcja Wisła 47. Komunistyczna czystka etniczna” – który wzbudził sprzeciw części widzów. Jakub Wojas zastrzegł, że sam nie jest zwolennikiem stosowania do wydarzeń z okresu II wojny światowej i tuż po niej terminów prawnych ukutych później – ludobójstwa (wprowadzonego do prawa międzynarodowego w 1948 roku) czy czystki etnicznej (termin ukształtowany na fali wojny w Jugosławii w latach 90.). Ocenił, że bardziej adekwatnym, choć bardzo szerokim określeniem prawnym byłaby „zbrodnia przeciwko ludzkości”, jednak uznał samo określenie „czystka etniczna” za w pewnym stopniu uprawnione wobec akcji Wisła, mającej charakter przymusowego przesiedlenia ludności cywilnej.
Wojas przyznał, że tytuł książki wywołał kontrowersje odczytywane jako próba zrównania akcji Wisła ze zbrodnią wołyńską – co określił jako nieporozumienie, ponieważ czystka etniczna nie musi wiązać się z eksterminacją ludności. Podkreślił zasadniczą różnicę ciężaru obu zbrodni: na Wołyniu doszło do rzezi ludności cywilnej o charakterze ludobójczym, podczas gdy akcja Wisła polegała na przymusowych przesiedleniach – choć obie stanowiły zbrodnie przeciwko ludzkości. Zaznaczył, że lektura książki zmieniła jego wcześniejszy, bardziej pobłażliwy pogląd na akcję Wisła – dziś krytycznie ocenia samą ideę przesiedleń, uznając operację za nieskuteczną militarnie: nie miała on na celu zdławienia banderowskiego podziemia i – wbrew popularnemu przekonaniu – nie była odwetem za Wołyń, ponieważ planowano ją niezależnie od wydarzeń wołyńskich.
Dlaczego akcja przeprowadzono dopiero w 1947 roku
Łukasz Szymura wyjaśnił, że wcześniej władze komunistyczne były zaangażowane w rozprawę z legalną opozycją (Polskim Stronnictwem Ludowym Mikołajczyka) oraz polskim podziemiem niepodległościowym, traktując kwestię ukraińską drugorzędnie. Przypomniał, że już w 1944 roku PKWN podpisał z sowiecką Ukrainą umowę o dobrowolnej wymianie ludności, realizowaną w latach 1944–1946: z Polski wyjechało wówczas około 500 tys. Ukraińców i Łemków, głównie osób, które utraciły dobytek w konflikcie polsko-ukraińskim, a do Polski przybyło około 700 tys. Polaków z terenów zajętych przez ZSRR. Zaznaczył, że od 1945 roku przesiedlenia przestały mieć charakter dobrowolny, a ich realizacją zajęło się Wojsko Ludowe i NKWD, napotykając silny opór partyzantki UPA.
Kluczowym momentem, który – jak podkreślili obaj rozmówcy – radykalnie zmienił charakter operacji, była śmierć generała i wiceministra Karola Świerczewskiego, zabitego przez UPA. Wojas wyjaśnił, że wcześniej przygotowywano operację wojskową wymierzoną bezpośrednio w UPA, natomiast po zabójstwie Świerczewskiego paradoksalnie skoncentrowano się na ludności cywilnej – co, jego zdaniem, było działaniem przeciwskutecznym, ponieważ sympatia tej ludności do banderowców i tak malała (m.in. z powodu przymusowego wcielania chłopów do partyzantki). Wskazał, że towarzyszył temu plan polonizacji przesiedlanej ludności poprzez rozproszenie jej na terenach oderwanych od kultury ukraińskiej.
Różnica między akcją Wisła a wywózkami Polaków z ZSRR
Wojas rozwinął mit porównywania akcji Wisła do tzw. repatriacji Polaków z terenów wschodnich włączonych do ZSRR – podkreślił, że repatriacja odbywała się za pośrednictwem oficjalnych komisji, choć towarzyszyły jej naciski i szykany, podczas gdy akcja Wisła polegała na otoczeniu wsi przez wojsko i deportacji ludności z godziny na godzinę w nieznanym kierunku, co bardziej przypominało sowieckie zsyłki. Wskazał na paradoks: to strona sowiecka, obawiając się napływu ukrywających się wraz z ludnością cywilną banderowców, wstrzymała przyjmowanie kolejnych transportów Ukraińców z Polski, co zmusiło stronę polską do działania – gdyby wcześniej konsekwentnie zwalczano banderowskie podziemie, twierdzi Wojas, można było uniknąć przymusowego charakteru późniejszych przesiedleń.
Nieudolność pierwszego etapu akcji
Obaj rozmówcy podkreślili chaotyczny i dyletancki przebieg pierwszego etapu operacji: wywózki obejmowały omyłkowo także Polaków związanych z władzą komunistyczną, a banderowskie podziemie w tym czasie zdołało się w większości ukryć w leśnych kryjówkach. Przywołali ocenę generała Stefana Mossora ze sztabu Grupy Wisła, który 2 maja 1947 roku pisał: „Wysiedlano na początku na ślepo, bez planu i przewidywań. Nie zorganizowano pomiędzy odległymi punktami zbornymi a stacjami załadowczymi punktów pośrednich. Nie wykorzystano odpowiednio transportu kołowego i samochodowego do przewiezienia dobytku przesiedlonych”. Jako przykład nieudolności wskazano nieudaną obławę w rejonie masywu Chryszczatej, gdzie ukrywający się sprawcy zabójstwa Świerczewskiego wywołali pożar lasu i wymknęli się z okrążenia pod jego osłoną – do 16 maja polskim siłom udało się schwytać zaledwie 63 upowców, a większe sukcesy przyniosła dopiero skoordynowana współpraca z Armią Czerwoną i, jak podkreślono, szczególnie skuteczną w tej roli Armią Czechosłowacką, obstawiającą trasy ucieczki na zachód.
Brytyjski wywiad i Stepan Bandera
Wojas zwrócił uwagę na mniej znany wątek książki dotyczący zaangażowania brytyjskiego wywiadu MI6 we wspieranie banderowców, powołując się na relację Kima Philby’ego, sowieckiego agenta w wywiadzie brytyjskim, według której Brytyjczycy nawiązali kontakt ze Stepanem Banderą jeszcze przed II wojną światową – w okresie, gdy Wielka Brytania była sojusznikiem II Rzeczypospolitej. Szymura uzupełnił to oceną Bandery sporządzoną przez CIA, określającą go jako skrajnego nacjonalistę o zabarwieniu faszystowskim i nastawionego antyamerykańsko, przy czym Amerykanie nie odrzucili z nim współpracy z powodów ideologicznych, lecz dlatego, że jego radykalizm utrudniał budowanie szerszych kontaktów z innymi grupami narodowościowymi w ZSRR – co Szymura ocenił jako dowód, że w polityce zagranicznej liczą się wyłącznie interesy, nie wartości.
Życie przesiedlonych na nowych terenach
Wojas przywołał ustalenia książki obalające mit, jakoby przesiedlona ludność ukraińska trafiła na cywilizacyjnie wyższy poziom życia – budynki, do których ją kierowano, były ogołocone z umeblowania, pozbawione okien i ogrzewania. Zaznaczył, że część przesiedlonych sama prosiła za pośrednictwem ambasady sowieckiej o wywiezienie na sowiecką Ukrainę. Wspomniał też, że na terenach mazursko-warmińskich, gdzie osiedlano Ukraińców po akcji Wisła, odradzały się niewielkie grupy UPA, szybko jednak neutralizowane przez polskie służby.
Bardziej złożony konflikt niż powszechnie sądzi się
Na zakończenie Wojas podkreślił, że akcja Wisła stanowiła ostatni akord wieloletniego konfliktu polsko-ukraińskiego, postrzeganego na Ukrainie jako symetryczny – z czym się zdecydowanie nie zgodził, wskazując na brak symetrii w skali i charakterze zbrodni wołyńskiej. Zwrócił uwagę, że akcję Wisła przeprowadziły narzucone przez Sowietów władze komunistyczne, podczas gdy polskie podziemie niepodległościowe na Lubelszczyźnie współpracowało z UPA przeciwko Sowietom (czego efektem był wspólny atak na Hrubieszów), natomiast w Bieszczadach nadal dochodziło do ataków UPA na polską ludność cywilną nawet po maju 1945 roku.
Wojas umieścił źródła konfliktu w kontekście klęski ukraińskich dążeń niepodległościowych po I wojnie światowej – Ukraina, w jego ocenie, była państwem, które najbardziej straciło na traktacie wersalskim, mimo wcześniejszych nadziei otwartych traktatem brzeskim, co – jego zdaniem – zrodziło frustrację leżącą u podstaw późniejszego ukraińskiego nacjonalizmu. Podkreślił niezwykłą płynność podziałów narodowościowych w przedwojennej Polsce – przywołał przykłady rodzin Romana Szuchewycza i Stepana Bandery, mających polskie korzenie rodzinne, oraz wskazał, że kluczową osią podziału stało się wyznanie (grekokatolicyzm utożsamiany z ukraińskością, katolicyzm rzymski z polskością), często wynikające z przypadkowej bliskości danej świątyni. Podsumował, że historia tego konfliktu nie poddaje się prostym schematom dobrych i złych stron, przywołując m.in. porozumienia polsko-ukraińskiego podziemia na Lubelszczyźnie przy jednoczesnych walkach w Bieszczadach oraz sceptycyzm rządu Mikołajczyka wobec samej akcji Wisła.
Obaj rozmówcy zgodzili się, że Polska w tym konflikcie nie zawsze działała nienagannie i powinna być gotowa uznać własne, choć mniejsze, winy – zastrzegając jednocześnie, że nie ma dziś żadnego powodu, by bronić ówczesnych komunistycznych decydentów odpowiedzialnych za akcję Wisła. Na zakończenie zachęcili widzów do sięgnięcia po książkę prof. Motyki w celu pogłębienia wiedzy o złożoności relacji polsko-ukraińskich.
Podcast poprowadzili Łukasz Szymura i Jakub Wojas. Materiał dostępny na kanale Kurier Strategiczny na YouTube, liczącym 10,2 tys. subskrybentów. Opublikowany 19 lipca 2023 roku.