Rafał Ziemkiewicz w specjalnym, jednoosobowym wydaniu programu „Riserczu” (pod nieobecność Wiktora Świetlika) skomentował najważniejsze wydarzenia minionego tygodnia. Główną częścią odcinka była analiza obchodów rocznicy rzezi wołyńskiej, kontrowersyjnej wypowiedzi kierownika polskiej placówki w Kijowie Piotra Łukasiewicza oraz reakcji polskich polityków i komentatorów na spór historyczny z Ukrainą. Ziemkiewicz odniósł się też do innych tematów tygodnia: sporu o odszkodowanie od Gazpromu, zablokowania kont Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej przez belgijski sąd na rzecz Pfizera, kontrowersji wokół minister zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy oraz zapowiedzi dotyczących polskiej agencji kosmicznej.
Joanna Mucha „nie rozumie” własnego rządu
Ziemkiewicz otworzył odcinek komentarzem do wypowiedzi byłej minister Joanny Muchy, która w wywiadzie przyznała wprost, że nie rozumie działań obecnego rządu, wskazując, że poza nielicznymi wyjątkami stanowiska objęły osoby bez przygotowania czy koncepcji reform, a administracja państwowa poniżej szczebla wiceministrów funkcjonuje, jego zdaniem, na zasadzie „strajku włoskiego”. Ziemkiewicz odpowiedział ironicznie, że politycy zyskują nagłą mądrość dopiero po wypadnięciu z polityki, i zasugerował, że przyczyną paraliżu administracyjnego są rozliczenia zapowiedziane przez Donalda Tuska w kampanii wyborczej – urzędnicy, obawiając się represji za podpisywanie jakichkolwiek dokumentów po tym, jak część z nich trafiła do aresztu w toczącym się utajnionym procesie, wolą nie podejmować żadnych decyzji.
Minister Domański „ocalił pieniądze Gazpromowi”
Ziemkiewicz ogłosił ministra finansów Andrzeja Domańskiego „cichym bohaterem tygodnia” za zablokowanie wypłaty 174,5 miliona złotych odszkodowania zasądzonego prawomocnie przez polski sąd od Gazpromu, mimo że środki te są zabezpieczone na zamrożonych w Polsce aktywach rosyjskiego koncernu. Ocenił tłumaczenia ministra dotyczące kwestii formalnych (dotyczących właściwego urzędu skarbowego) jako przewlekanie sprawy, porównując to do wcześniejszego opóźniania przez Domańskiego wypłaty dotacji dla PiS nakazanej przez PKW. Przypomniał też, że podobnie zwolnił Gazprom z zasądzonych odszkodowań poprzedni rząd PO-PSL za czasów ministra Waldemara Pawlaka.
Ziemkiewicz zażartował, spekulując, czy przyczyną tej „niezwykłej łaskawości” kolejnych rządów Tuska wobec Gazpromu nie jest przypadkiem obecność byłego kanclerza Niemiec Gerharda Schrödera w radzie nadzorczej koncernu – lub może przekazał on tę „opiekę” nad polskimi sprawami któremuś z kolejnych byłych kanclerzy. Zasugerował ironicznie, że Gazprom może być traktowany jako „mienie nieruszalne” ze względu na plany powrotu do współpracy gospodarczej z Rosją, wspominając w tym kontekście możliwość odblokowania gazociągu Nord Stream i budowy jego trzeciej nitki.
Belgijski sąd zamroził konta na rzecz Pfizera
W kontraście do sprawy Gazpromu, Ziemkiewicz opisał, jak sąd w Belgii, nie czekając nawet na prawomocny wyrok, zamroził 80 procent przychodów Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej na rzecz roszczeń Pfizera dotyczących niewykorzystanych szczepionek na COVID-19 (sprawa warta około pięciu miliardów złotych). Ocenił to jako pokazowy kontrast: podczas gdy zagraniczny sąd bez wahania sięga po pierwsze dostępne polskie aktywa, polski minister finansów nie potrafi wyegzekwować nieporównywalnie mniejszej kwoty od Gazpromu. Przypomniał też kontekst zakupu szczepionek – decyzję o zakupie w dużej mierze wymusiła presja polityczna ze strony krytyków ówczesnego rządu Mateusza Morawieckiego oraz nieprzejrzysta korespondencja przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen z Pfizerem.
Krwawa niedziela i milczenie, które trwało dekadami
Ziemkiewicz przypomniał, że 11 lipca to rocznica tak zwanej krwawej niedzieli – największego natężenia zbrodni ukraińskich nacjonalistów na Polakach w ramach rzezi wołyńskiej, obejmującej nie tylko sam Wołyń. Ocenił, że była to wielka, zaplanowana i zorganizowana akcja, o której wcześniej informował wywiad Armii Krajowej za pośrednictwem polskich agentów, ale dowództwo AK nie chciało w to uwierzyć, a gdy w końcu wspomniano o zbrodniach w oficjalnym przemówieniu, wycofano się z tego, by nie zaogniać sytuacji. Zdaniem Ziemkiewicza to unikanie tematu trwało nieprzerwanie aż do momentu, gdy Wołodymyr Zełenski nazwał imieniem UPA swoje siły specjalne – dopiero wtedy zareagował prezydent Karol Nawrocki, były prezes IPN.
Prezydent Nawrocki: nie oskarżamy narodu, ale banderowską ideologię
Ziemkiewicz przytoczył fragment wystąpienia prezydenta Karola Nawrockiego podczas obchodów rocznicowych, w którym prezydent zastrzegł, że nie oskarża całego narodu ukraińskiego, lecz banderowską ideologię – zarówno tych, którzy mordowali, jak i tych, którzy dziś przywołują czerwono-czarne barwy UPA. Nawrocki argumentował, że pochwała ludobójstwa lub odwracanie od niego wzroku jest zachętą do kolejnego ludobójstwa, i postawił retoryczne pytanie, czy świat byłby dziś gotów nazwać Adolfa Hitlera dobrym przywódcą tylko dlatego, że walczył ze Stalinem, albo odwrotnie.
Ziemkiewicz rozwinął tę myśl, przywołując dane sondażowe: w 2014 roku 80 procent pytanych Ukraińców określało UPA jako złą tradycję, do której nie chcą nawiązywać, podczas gdy dziś – po latach stawiania pomników, nazywania ulic imionami UPA i przy całkowitej biernością (a czasem wręcz współpracy) strony polskiej – odsetek ten spadł do 8 procent. Ocenił rzeź wołyńską jako zbrodnię szczególnie podle potraktowaną w polskiej pamięci zbiorowej – wypartą już w trakcie wojny, na emigracji i w PRL, gdzie było ona notabene, jak zauważył, częściej wzmiankowana, choć w zafałszowanej, zawyżonej formie łączonej ze zbrodniami sowieckimi. Podkreślił z osobistym zaangażowaniem, że pracując wcześniej nad tym tematem dla TVP Historia, spędził kilka bezsennych nocy po zapoznaniu się ze szczegółami zbrodni, oceniając je jako niewyobrażalnie okrutne wobec spokojnej, osiadłej od pokoleń ludności polskiej.
Jerzy Stępień: prezydent sprowokował Zełenskiego książką o Wołyniu
Ziemkiewicz ostro skrytykował wypowiedź byłego prezesa Trybunału Konstytucyjnego Jerzego Stępnia, który ocenił, że to prezydent Nawrocki cynicznie sprowokował Wołodymyra Zełenskiego, wręczając mu podczas wizyty w Polsce książkę o mordzie na Wołyniu – i że właśnie ta „prowokacja” doprowadziła do obecnego kryzysu w relacjach polsko-ukraińskich. Ziemkiewicz odpowiedział z ironicznym niedowierzaniem, sugerując Stępniowi sprawdzenie w słowniku definicji słowa „cynizm”, i podkreślił, że książka jedynie przypominała Zełenskiemu o niezałatwionej sprawie historycznej – ofiarach wciąż leżących w bezimiennych dołach śmierci, których nikt nie pochował. Przywołał wspomnienia zmarłego satyryka Jana Tadeusza Stanisławskiego, pochodzącego z terenów mieszanych polsko-ukraińskich, opisujące systematyczne niszczenie wszelkich śladów polskiej obecności – w tym rozbieranie polskich szkół i wycinanie sadów – w ramach planu przypisywanego ideologowi Dmytrowi Doncowowi i Stepanowi Banderze, zakładającego wymordowanie wszystkich „obcych”, w tym – jak zaznaczył Ziemkiewicz – również około 10 tysięcy etnicznych Ukraińców uznanych za niepasujących do tej wizji.
Kierownik placówki w Kijowie: symetria win w rocznicę ludobójstwa
Ziemkiewicz wyjaśnił ironicznie genezę braku formalnego ambasadora RP w Kijowie: Polska nie ma obecnie akredytowanych ambasadorów, ponieważ – jak to ujął – minister Sikorski „chciał zagrać na nosie prezydentowi”, w efekcie czego funkcjonują jedynie tzw. kierownicy placówek, stanowisko nieistniejące formalnie w żadnym akcie prawnym, co jego zdaniem rodzi pytanie, czy pobierane przez nich pensje nie będą musiały zostać kiedyś zwrócone. Z tego właśnie wykpiwająco ukuł określenie „Kierplac” (kierownik placówki), którym konsekwentnie posługiwał się zamiast słowa „ambasador” w odniesieniu do Piotra Łukasiewicza przez resztę komentarza. Określił jego wypowiedź jako największy skandal tygodnia.
Przytoczył fragment wystąpienia Łukasiewicza, w którym ten, „pochylając głowę nad polskimi ofiarami przemocy ukraińskiej na Wołyniu”, jednocześnie przypomniał o „ukraińskich ofiarach przemocy państwa polskiego” na terenach dawnej II Rzeczpospolitej, zastrzegając przy tym, że nie tworzy symetrii ani nie stawia znaku równości.
Ziemkiewicz ocenił to jako niedopuszczalne w kontekście uroczystości rocznicowej upamiętniającej ofiary ludobójstwa, porównując tę sytuację do hipotetycznego wystąpienia izraelskiego ambasadora podczas obchodów Holokaustu, przypominającego o rzekomych „winach” Żydów wobec Niemców. Podkreślił, że żadnemu Polakowi nigdy nie przyszło do głowy, by wymordować wszystkich Ukraińców mieszkających w granicach II Rzeczpospolitej, podczas gdy taki właśnie plan stworzył Dmytro Doncow w ramach dążenia do budowy nacjonalistycznego imperium ukraińskiego. Zwrócił też uwagę na trwającą od lat odmowę strony ukraińskiej wydania zgody na ekshumacje ofiar rzezi wołyńskiej – w kontraście do tego, że Niemcy zgodziły się na ekshumacje własnych żołnierzy Wehrmachtu walczących z Armią Czerwoną.
Minister Sikorski broni Łukasiewicza i obwinia Nawrockiego
Ziemkiewicz przeszedł do krytyki ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, przypominając w wywiadzie dla RMF FM z Tomaszem Terlikowskim wypowiedź ministra dotyczącą niepodpisanych przez prezydenta Nawrockiego wniosków nominacyjnych dla ambasadorów – Sikorski stwierdził, że czeka na te decyzje już 338 dni, podczas gdy poprzedni prezydent podpisał 24 analogiczne wnioski, sugerując, że Nawrocki próbuje w ten sposób budować nieformalny ustrój prezydencki. Ziemkiewicz ocenił porównanie przez Sikorskiego rozmowy z polskim prezydentem do rozmowy z Koreą Północną jako obrazujące pogardliwy stosunek środowiska ministra do głowy państwa wybranej wbrew ich oczekiwaniom.
Ziemkiewicz dosadnie podsumował postrzeganie prezydentury przez to środowisko polityczne, parafrazując ich stosunek słowami: prezydenta wybrała im „jakaś hołota”, z którym się nie mogą dogadać i którym gardzą – a mimo to, jak zauważył z ironią, gdy przychodzi co do czego, ten sam obóz deklaruje gotowość „rozmowy z Koreą Północną”, ale nie z własnym prezydentem Rzeczpospolitej.
Skomentował też krytycznie fakt, że Sikorski, broniąc Łukasiewicza, jednocześnie przypisał część odpowiedzialności za obecny kryzys prezydentowi Nawrockiemu – mimo złamania przez Zełenskiego niepisanej wcześniejszej umowy z poprzednim prezydentem Andrzejem Dudą, zgodnie z którą Ukraina miała nie podnosić drażliwych tematów historycznych do zakończenia wojny.
Poseł Fogiel: to „wstyd i hańba”
Ziemkiewicz przytoczył komentarz posła PiS Radosława Fogla, który ocenił zachowanie ministra Sikorskiego w ostatnich dniach jako „wstyd i hańbę”, krytykując próbę przyjęcia przez niego neutralnej pozycji w sporze i rozkładania winy po równo między prezydenta Nawrockiego a decyzję Zełenskiego o nadaniu jednostce wojskowej imienia UPA. Fogiel ocenił też, że obrona przez Sikorskiego skandalicznej wypowiedzi Łukasiewicza, tworzącej symetrię między Polską a Ukrainą, nie jest przypadkiem, lecz świadomą linią polityczną.
Ziemkiewicz spekulował, że może to być celowa strategia liberalno-progresywnego ośrodka władzy, zakładająca, że zadowolenie Ukrainy przekłada się na zadowolenie Niemiec, co z kolei może przełożyć się na korzystne stanowiska w strukturach unijnych po ewentualnej utracie władzy w Polsce. Jako test tej hipotezy wskazał kwestię ewentualnej dymisji Piotra Łukasiewicza, zapowiadaną przez Donalda Tuska w kontekście szerszych „wniosków personalnych” – jeśli do dymisji nie dojdzie, będzie to, jego zdaniem, dowodem na to, że wypowiedź Łukasiewicza nie była błędem, lecz oficjalną linią.
Minister zdrowia: „mam kontrakt z premierem”
W dalszej części odcinka Ziemkiewicz skomentował sytuację wokół minister zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy. Przywołał pytanie dziennikarki Julii Burkowskiej z Telewizji w Polsce 24, która podczas konferencji dotyczącej afer w służbie zdrowia zapytała wprost, dlaczego minister nie poda się do dymisji. Sobierańska-Grenda odpowiedziała, że ma „kontrakt zawarty z premierem każdego dnia” i będzie pozostawać w resorcie, dopóki ten kontrakt trwa, wskazując na liczbę wydanych aktów prawnych jako miarę swojej skuteczności.
Ziemkiewicz ocenił tę odpowiedź jako dowód na to, że obecny rząd funkcjonuje jak prywatna firma Donalda Tuska, w której poszczególni koalicjanci i ministrowie otrzymują „działki” do zarządzania bez realnej odpowiedzialności przed wyborcami. Skrytykował propozycję reformy przedstawioną przez minister zdrowia, zakładającą ograniczenie zarobków wszystkich lekarzy do etatowego pułapu, mimo że opisywane w mediach afery (jak przypadki lekarzy pracujących nielegalnie po kilkadziesiąt godzin tygodniowo w kilku szpitalach naraz) dotyczą pojedynczych osób wyłudzających pieniądze, a nie systemowego problemu zarobków.
Przywołał też ustalenia dziennikarza śledczego Szymona Jadrzaka, według których sama Sobierańska-Grenda miała ukrywać część swojego majątku, przepisując go na męża, oraz że tuż przed objęciem stanowiska ministra, będąc jeszcze prezesem spółki Szpitale Pomorskie, doprowadziła do zmiany własnego kontraktu, zapewniającej jej kilkaset tysięcy złotych odszkodowania za „zakaz konkurencji” w razie odejścia ze stanowiska – a po objęciu teki ministra zrezygnowała z tej wypłaty.
Prawnicy przy władzy – „renta mafijna” ponad afery lekarskie
Ziemkiewicz przeszedł do szerszej krytyki kontraktów prawniczych zawieranych przez samorządy i spółki Skarbu Państwa, przywołując przykład prezydenta Zielonej Góry, który zapłacił półtora miliona złotych za obsługę prawną wspólnikowi lokalnego radnego. Porównał to do wcześniejszej sprawy w Krakowie, gdzie podobny, kilkusettysięczny kontrakt otrzymał znajomy prezydenta miasta, co było jedną z przyczyn jego odwołania. Wspomniał też o wysokich honorariach kancelarii prawnej reprezentującej ratusz warszawski w sprawach reprywatyzacyjnych, sugerując, że skala tych kontraktów przewyższa aferę wokół zarobków lekarzy, a mimo to nie budzi porównywalnego zainteresowania medialnego.
Pozew ministra Kierwińskiego i „salonik Schrödingera”
Ziemkiewicz opisał pozew cywilny złożony przez szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego przeciwko dziennikarce Joannie Miziołek (Polsat News, Super Express) w związku z jej publikacją zdjęcia luksusowego pokoju VIP w Szpitalu Południowym, które Kierwiński określił jako sfałszowane. Ziemkiewicz zwrócił uwagę na sprzeczność: kilka dni później Donald Tusk publicznie zapowiedział likwidację takich „saloników VIP”, tym samym pośrednio potwierdzając ich istnienie – co uznał za jawną sprzeczność z zaprzeczeniami Kierwińskiego i posła Arłukowicza.
Polska Agencja Kosmiczna jako „nagroda w niebie”
Na zakończenie Ziemkiewicz skomentował ironicznie zapowiedź premiera dotyczącą lokalizacji siedziby Europejskiej Agencji Kosmicznej w Warszawie, porównując tę zapowiedź do dawnych propagandowych „sukcesów” w rodzaju lotu Mirosława Hermaszewskiego w czasach Edwarda Gierka. Przypomniał przy tym sprawę polskiego astronauty Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego, który miał zostać objęty zakazem wypowiadania się po tym, jak skrytykował całą inicjatywę kosmiczną jako pozbawioną naukowej wartości i motywowaną wyłącznie kalendarzem wyborczym.
Materiał „Obchody rocznica Wołynia, Pfizer, Sobierańska-Grenda | Riserczu” z udziałem Rafała Ziemkiewicza opublikowano w ramach cyklu „Riserczu” na kanale Super Ring. Premiera odbyła się 13 lipca 2026.