Doktor Olena Babakowa, badaczka Atlantic Council, wykładowczyni Akademii Vistula i dziennikarka, była gościnią Piotra Drabika w podcaście „Świat według Polski”. Rozmowa dotyczyła najnowszej odsłony kryzysu w relacjach polsko-ukraińskich, ukraińskiej polityki pamięci wobec UPA i Wołynia, wpływu tego sporu na perspektywy akcesji Ukrainy do Unii Europejskiej, a także wyników badania dotyczącego sytuacji społeczności ukraińskiej w Polsce.
Szerszy kontekst geopolityczny: spór jako „mecz”, w którym obie strony przegrywają
Babakowa umieściła obecny spór w szerszym kontekście bezpieczeństwa regionalnego. Przypomniała rosyjskie żądania z grudnia 2021 roku, z których wynika, że Moskwa, nawet jeśli nie planuje agresji militarnej wobec Polski i innych państw regionu, otwarcie chce, by utraciły one status pełnoprawnych członków NATO. Zwróciła też uwagę, że Stany Zjednoczone konsekwentnie wycofują się z Europy i są dziś partnerem znacznie mniej przewidywalnym niż jeszcze kilka lat temu. W tym kontekście oceniła, że obecne napięcia między Warszawą a Kijowem mogą mieć konsekwencje wykraczające daleko poza relacje dwustronne.
Skrytykowała sposób, w jaki komentatorzy po obu stronach granicy relacjonują spór – jako swoisty „mecz piłki nożnej” z podziałem na „naszą” i „waszą” drużynę, rachunkiem krzywd i najbardziej dosadnych, ciętych replik, które są następnie zliczane, jakby chodziło o wynik meczu. Jej zdaniem taka rama prowadzi do sytuacji, w której obie strony ostatecznie przegrywają – nie tylko w wymiarze wsparcia wojskowego dla Ukrainy, które pozostaje geopolitycznym priorytetem, ale też w wymiarze intensywnej wymiany gospodarczej między dwoma krajami, na co nie zwraca się wystarczającej uwagi w emocjonalnej debacie publicznej.
Początek najnowszej odsłony sporu i kwestia intencji Zełenskiego
Babakowa wskazała, że obecna, najnowsza odsłona kryzysu zaczęła się 26 maja, gdy podczas obchodów Dnia Sił Operacji Specjalnych na Ukrainie prezydent Wołodymyr Zełenski podpisał decyzję o nadaniu jednej z jednostek tych sił imienia bohaterów Ukraińskiej Powstańczej Armii, po złożeniu odpowiedniego wniosku przez samą jednostkę. Od tego momentu doszło do wymiany ostrych wypowiedzi między stronami oraz do wzajemnego odebrania sobie odznaczeń państwowych przez prezydentów Karola Nawrockiego i Wołodymyra Zełenskiego. Najnowszym elementem sporu jest decyzja Zełenskiego o wniesieniu do ukraińskiego parlamentu projektu ustawy ustanawiającej Panteon Narodowy – świecką nekropolię na wzór francuski, przeznaczoną dla osób szczególnie zasłużonych dla ukraińskiej niepodległości.
Babakowa zrelacjonowała, że rozmawiała z wieloma ukraińskimi dziennikarzami w Kijowie i nikomu z nich nie udało się potwierdzić, że decyzja o nazwaniu jednostki wojskowej była zamierzoną prowokacją wobec Polski, choć w polskich mediach dominował właśnie taki przekaz. Zaznaczyła, że brak oszacowania konsekwencji międzynarodowych nie jest okolicznością łagodzącą, jednak – według jej rozmówców – nawet jeśli Zełenski zdawał sobie sprawę z potencjalnych konsekwencji w Polsce, nie przywiązywał do tego większej wagi. Inaczej, jak zaznaczyła, wygląda sprawa Panteonu Narodowego – tę decyzję oceniła jako świadomie obliczoną na wywołanie konkretnego efektu politycznego, zarówno w Warszawie, jak i w ukraińskiej polityce wewnętrznej.
Stan wiedzy Ukraińców o Wołyniu i mechanizm odrzucania rosyjskiej narracji
Babakowa oceniła, że przeciętni Ukraińcy, w tym także Ukraińcy mieszkający w Polsce, wiedzą o zbrodni wołyńskiej bardzo mało – z wyjątkiem osób długo mieszkających w Polsce i pracujących w zawodach eksponowanych społecznie, jak media, polityka czy akademia. Wskazała, że temat Wołynia nie jest szczególnie eksponowany w ukraińskim programie szkolnym i akademickim, który koncentruje się na walce UPA z Sowietami i Rosją.
Zwróciła uwagę na istotny mechanizm utrudniający dyskusję: znaczna część dorosłych Ukraińców dowiedziała się o Wołyniu dopiero około 2014 roku, gdy temat ten zaczęła nagłaśniać rosyjska propaganda, posługując się prawdziwymi i sfabrykowanymi relacjami. Ponieważ stosunek do rosyjskiej propagandy w Ukrainie jest jednoznacznie odrzucający, to źródło ukształtowało u wielu osób pierwsze, sceptyczne podejście do samego tematu.
Babakowa podkreśliła, że nie spotkała żadnego poważnego ukraińskiego historyka, polityka czy intelektualisty, który zaprzeczałby samemu faktowi zabójstw polskich cywilów na Wołyniu i w Galicji ze strony ukraińskich sąsiadów. Sporne pozostają natomiast liczby ofiar oraz – co uznała za kluczową różnicę – zakres odpowiedzialności instytucjonalnej: ukraińscy rozmówcy mówią zwykle o odpowiedzialności konkretnych osób i oddziałów, nie całej UPA jako instytucji, podczas gdy polskie prawo, w tym ustawa o IPN, jednoznacznie przypisuje odpowiedzialność UPA jako organizacji.
Dlaczego głosy krytyczne wobec ukraińskiej polityki historycznej słabo wybrzmiewają
Babakowa wyjaśniła, że osoby, które wcześniej mogłyby przybliżać ukraińskiemu społeczeństwu polską perspektywę, są dziś w dużej części zaangażowane w wojnę – przywołała przykład znajomego wcześniej aktywnego w dialogu polsko-ukraińskim, który obecnie służy na linii frontu i ma inne priorytety. Drugim czynnikiem jest, według niej, silne przenikanie się polskich i ukraińskich debat w mediach społecznościowych, gdzie algorytmy promują treści najbardziej agresywne, co nie sprzyja poszukiwaniu zniuansowanego języka.
Zadeklarowała osobiście, że nie jest zachwycona ukraińską polityką historyczną i uważa, że dla postaci takich jak Roman Szuchewycz czy Kłym Sawur nie powinno być miejsca w ukraińskim Panteonie, jeśli ten powstanie. Zaznaczyła jednak, że tej debacie w Ukrainie nie pomaga, w jej ocenie, paternalistyczny ton części polskich komentatorów i polityków, sprowadzający się do komunikatów typu „musicie się dokształcić”. Wskazała też na brak sformalizowanych, konkretnych oczekiwań ze strony polskiej – rozróżniając między celem bardzo ambitnym i trudnym do osiągnięcia (całkowite zaprzestanie pozytywnych konotacji wobec OUN i UPA) a celem bardziej realistycznym (zaprzestanie weryfikacji i honorowania konkretnych osób odpowiedzialnych za rozkazy zabijania polskiej ludności cywilnej) – oceniając, że te konkretne żądania giną w ogólnej wymianie wzajemnych inwektyw.
Gloryfikacja UPA a wymiar antykolonialny wojny
Odpowiadając na pytanie, czy państwo ukraińskie gloryfikuje osoby odpowiedzialne za zbrodnię wołyńską, Babakowa stwierdziła jednoznacznie, że jeśli UPA lub związane z nią osoby są w Ukrainie gloryfikowane, to nie z powodu zabijania Polaków, lecz z powodu walki z Związkiem Radzieckim i Rosją – co można nazwać hipokryzją pomijającą krzywdy wobec polskiej ludności cywilnej, ale nie jest tym samym co celebrowanie tych krzywd. Zwróciła uwagę, że dominującym podejściem ukraińskim jest wskazywanie na własne zastrzeżenia wobec polityki historycznej innych państw, w tym Polski – przywołując postać Romana Dmowskiego i ocenę historyczną części oddziałów Armii Krajowej zamieszanych w czystki etniczne na pograniczu polsko-ukraińskim – bez traktowania tego jako podstawy do kryzysu dyplomatycznego.
Wskazała, że wojna z Rosją ma dla Ukraińców silny wymiar antykolonialny – możliwość samodzielnego decydowania o własnej historii i przyszłości – i że nawet merytoryczne, umiarkowane uwagi polskiej strony bywają odczytywane w tym kontekście jako próba narzucania Ukrainie zewnętrznej wizji, analogiczna do rosyjskich prób ingerencji. Wyraziła przekonanie, że gdyby nie inwazja pełnoskalowa, debata nad rolą UPA rozwijałaby się w Ukrainie naturalnie, bardziej przypominając polską debatę historyczną z lat 2000. i 2010., natomiast egzystencjalne zagrożenie dla państwa ukraińskiego tę debatę wyraźnie zatrzymało.
Wpływ sporu na proces akcesyjny Ukrainy do Unii Europejskiej
Babakowa oceniła, że w najbliższym czasie nie widzi szans na akcesję Ukrainy do UE, choć kolejne klastry negocjacyjne będą otwierane i reformy będą kontynuowane. Zaznaczyła, że sposób, w jaki Polska rozgrywa ten spór na arenie międzynarodowej, tworzy dla innych partnerów europejskich wygodny pretekst do tłumaczenia braku postępów – porównując tę sytuację do roli, jaką przez lata odgrywał w podobnym kontekście premier Węgier Wiktor Orbán.
Odnosząc się do niedawnej Ukraine Recovery Conference w Gdańsku, w której osobiście uczestniczyła, Babakowa zrelacjonowała, że rozmówcy z biznesu polskiego i ukraińskiego, z branż logistyki, usług cyfrowych i produkcji, byli bardzo zadowoleni ze spotkania i nawiązanych kontaktów, mimo doniesień medialnych o niewielkiej liczbie podpisanych umów. Podkreśliła, że polski eksport od lat mocno trzyma się na rynku ukraińskim, a bieżąca wymiana słowna między politykami szkodzi licznym sferom współpracy pozapolitycznej.
Wyniki badania o sytuacji Ukraińców w Polsce
Babakowa przedstawiła wyniki badania przeprowadzonego wraz z Instytutem Krytyki Politycznej i profesorem Przemysławem Sadurą na przełomie kwietnia i maja, przed obecnym zaostrzeniem kryzysu, wśród 25 osób identyfikujących się jako Ukraińcy, mieszkających na terenie Warszawy i Mazowsza – migrantów zarobkowych, uchodźców wojennych oraz osób posiadających już polskie obywatelstwo.
Zaobserwowano, że po okresie wyraźnego ocieplenia stosunków w latach 2022–2023 nastawienie Polaków do Ukraińców zaczęło się najpierw powoli, a potem gwałtownie pogarszać – zjawisko to potwierdzają też badania CBOS, według których obecnie więcej Polaków deklaruje negatywny niż pozytywny stosunek do Ukraińców. Respondenci badania wskazywali jako punkt zwrotny kampanię prezydencką z 2025 roku i sposób prowadzenia w niej dyskusji o programie 800+ dla ukraińskich uchodźców oraz o Ukraińcach w Polsce ogólnie. Z tym momentem wiązali nasilenie się nieprzyjemnych incydentów – zaczepek na przystankach, w miejscu pracy, mikroagresji sąsiedzkiej, a w kilku przypadkach nawet przemocy fizycznej wobec osób mówiących po ukraińsku lub rosyjsku.
Babakowa zauważyła charakterystyczny wzorzec w rozmowach: respondenci najpierw deklarowali, że w Polsce jest „fajnie” i wyrażali wdzięczność za możliwość pracy i płacenia podatków, po czym spontanicznie opowiadali o trudnych doświadczeniach – np. o trzymiesięcznych trudnościach w wynajęciu mieszkania z powodu niechęci właścicieli do wynajmu Ukraińcom, wielokrotnych wyzwiskach na przystankach czy zmianie szkoły przez dziecko z powodu szykanowania przez polskich kolegów – co oceniła jako silny mechanizm wypierania negatywnych doświadczeń.
Z badania wynika też, że Ukraińcy w Polsce bardzo słabo śledzą polską politykę i debatę publiczną – w dużej mierze nie korzystają z platform popularnych w Polsce (Facebook, X), preferując Telegram, a część rozmówców zadeklarowała, że świadomie zrezygnowała z polskich mediów społecznościowych po napotkaniu dużej ilości treści antyukraińskich. Mimo to respondenci intuicyjnie czuli potrzebę podkreślania, że pracują, płacą podatki i nie są „darmozjadami” – co, jak oceniła Babakowa, świadczy o tym, że presja społeczna dociera do nich mimo braku śledzenia debaty medialnej, poprzez bezpośrednie interakcje społeczne. Zaznaczyła również, że nawet dobrze zintegrowani językowo Ukraińcy prawie nie mają polskich przyjaciół, co wynika częściowo z przeciążenia pracą, a częściowo z ograniczonej otwartości społeczeństwa przyjmującego.
Respondentki opisywały też konkretne strategie unikania – np. nieodbieranie telefonu w miejscach publicznych, aby nie zdradzić się akcentem, czy poszukiwanie mieszkania z garażem podziemnym, by ukryć samochód na ukraińskich tablicach rejestracyjnych. Babakowa zaznaczyła, że temat Wołynia czy polityki historycznej pojawiał się spontanicznie w rozmowach bardzo rzadko – w przeciwieństwie do opowieści o codziennej, ciężkiej pracy i emocjonalnym zawieszeniu, w jakim żyją respondenci.
Na zakończenie każdej rozmowy badacze pytali o plany pozostania w Polsce oraz o to, czy respondenci poleciliby Polskę znajomym w Ukrainie jako miejsce emigracji. Większość osób pracujących fizycznie, poniżej swoich kwalifikacji, deklarowała chęć pozostania i poleciłaby Polskę – doceniając bezpieczeństwo i możliwość zarobku. Osoby starsze, borykające się z problemami zdrowotnymi i utrudnionym dostępem do NFZ po wygaszeniu ochrony czasowej, rozważały powrót do Ukrainy lub wyjazd dalej na zachód. Trzecia grupa – osoby dobrze zintegrowane, w wieku 35–40 lat, płynnie mówiące po polsku i angielsku, pracujące w zawodach wymagających wysokich kwalifikacji – deklarowała, że nie poleciłaby Polski, mimo dobrej sytuacji materialnej, z powodu narastającej, upolitycznionej niechęci społecznej. Babakowa oceniła to jako sygnał ostrzegawczy: właśnie najlepiej zintegrowani i najbardziej pożądani na rynku pracy migranci zaczynają rozważać wyjazd.
Prognoza na przyszłość: eskalacja bardziej prawdopodobna niż uspokojenie
Odpowiadając na pytanie o rocznicę tzw. Krwawej Niedzieli 11 lipca oraz szersze perspektywy sporu, Babakowa oceniła, że spodziewa się dalszej eskalacji. Wskazała, że relacje z Ukrainą już wcześniej zadomowiły się jako temat polskiej polityki wewnętrznej, a teraz – po raz pierwszy – także ukraińscy politycy zaczynają odkrywać, że twarde podejście wobec Polski może przynieść im wewnętrzne korzyści polityczne, mimo że w obecnej sytuacji wojennej trudno mówić o realnej socjologii wyborczej w Ukrainie.
Oceniła, że efektem tej dynamiki jest to, iż temat, który powinien być przedmiotem klarownej mapy drogowej dla dyplomatów, zamienił się w wewnętrzne „piekiełko” polityczne po obu stronach. Podkreśliła, że nie identyfikuje się z żadną ze stron sporu jak z drużyną narodową – uznała, że krytyczna refleksja nad polityką historyczną byłaby potrzebna Ukrainie przede wszystkim dla niej samej, podobnie jak krytyczna refleksja nad własną historią jest w pierwszej kolejności potrzebna Polakom, nie Ukraińcom, Izraelowi czy Stanom Zjednoczonym.
Zaapelowała do ukraińskich polityków o wyjęcie tematu relacji z Polską z polityki wewnętrznej i pozostawienie go dyplomacji, a do polskich polityków – o stanowcze rozgraniczenie tematu relacji z państwem ukraińskim od tematu społeczności ukraińskiej mieszkającej w Polsce, podkreślając, że ukraińscy mieszkańcy Polski nie mogą odpowiadać za decyzje prezydenta Zełenskiego, tym bardziej że – jak wynika z jej badań – temat ten w zdecydowanej większości ich zwyczajnie nie interesuje. Ostrzegła, że zlepienie tych tematów tworzy niebezpieczny klimat społeczny, w którym kolejny incydent z udziałem Ukraińca, nagłośniony w mediach społecznościowych, może doprowadzić do tragedii.
Rozmowę przeprowadził Piotr Drabik. Program dostępny na kanale Fakt na YouTube, liczącym 410 tys. subskrybentów. Opublikowany 4 lipca 2026.