Igor Zalewski w Kanale Zero: „Panteon” tych, którzy przełamywali zmowę milczenia wokół Wołynia

Igor Zalewski w monologu na kanale Kanał Zero przedstawił sylwetki osób, które w Polsce lat 90. i pierwszej dekady XXI wieku, w czasach gdy temat ten był politycznie niewygodny i spychany na margines, jako pierwsze podejmowały temat rzezi wołyńskiej.

Punkt wyjścia: Panteon Narodowy i „bohaterowie ostatniej godziny”

Zalewski rozpoczął od przypomnienia, że ukraiński parlament przegłosował ustawę o utworzeniu Panteonu Bohaterów Narodowych. W odpowiedzi na obecne powszechne oburzenie sprawą Wołynia — w które włączyła się nawet Koalicja Obywatelska, składając w Parlamencie Europejskim poprawkę piętnującą zbrodnie UPA, mimo że wcześniej krytykowała decyzję prezydenta Nawrockiego o odebraniu Orderu Orła Białego prezydentowi Zełenskiemu — Zalewski zaproponował stworzenie własnego, symbolicznego „panteonu” osób, które od lat 90. walczyły o upamiętnienie zbrodni wołyńskiej, gdy nie było to jeszcze tematem powszechnie akceptowanym.

Doktryna Giedroycia jako przyczyna wieloletniego przemilczenia

Zalewski wyjaśnił, że przez dekady temat Wołynia był spychany na margines przez elity III RP w wyniku dominacji tzw. doktryny Giedroycia — uproszczonej, jego zdaniem, interpretacji spuścizny Jerzego Giedroycia, redaktora paryskiej „Kultury”. Elity III RP przyjęły zasadę, że nie należy krytykować niczego, co dzieje się na Ukrainie, ponieważ istnienie niepodległej Ukrainy uznawano za egzystencjalnie ważne dla bezpieczeństwa Polski wobec Rosji — nawet kosztem przemilczania niewygodnych dla Ukrainy faktów historycznych.

Władysław i Ewa Siemaszkowie — fundament wiedzy o Wołyniu

Na pierwszym miejscu wśród osób zasługujących na uznanie Zalewski postawił Władysława i Ewę Siemaszków — ojca i córkę, autorów monumentalnej monografii „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939–1945″, wydanej w 2000 roku. Władysław Siemaszko, urodzony na Wołyniu w 1919 roku i osobiście doświadczający tamtych wydarzeń, żołnierz AK represjonowany później przez władze komunistyczne, zmarł w 2021 roku w wieku 100 lat. Nie był z zawodu historykiem — podobnie jak jego córka Ewa, z wykształcenia inżynier technolog żywności. Przez dziesięć lat oboje prowadzili benedyktyńską pracę badawczą, docierając do świadków i weryfikując relacje. Mimo statusu historyków-amatorów ich dzieło zyskało uznanie zawodowych badaczy dzięki rzetelności metodologicznej. Zalewski przypomniał, że mainstreamowe media, takie jak „Gazeta Wyborcza” czy „Polityka”, niechętnie pisały o książce, a krytycy kwestionowali użycie słowa „ludobójstwo”, proponując łagodniejsze określenia jak „czystki etniczne”. Siemaszkowie jako jedni z pierwszych postawili tezę — później potwierdzoną przez kolejne pokolenia historyków — że rzeź wołyńska nie była spontanicznym, ludowym zrywem, lecz metodycznie zaplanowaną akcją skrajnie nacjonalistycznych struktur ukraińskich, w której miejscowa ludność była jedynie narzędziem. Zalewski zaznaczył przy tym z pewnym zaskoczeniem, że książka Siemaszków otrzymała dofinansowanie z Kancelarii Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego.

Marian Piłka — polityczny orędownik sprawy wołyńskiej

Wśród polityków Zalewski na pierwszym miejscu wymienił Mariana Piłkę, działacza ZChN z miejscowości Trąbki koło Garwolina, związanego wcześniej z opozycją antykomunistyczną, później przez pewien czas z PiS w otoczeniu Marka Jurka. Piłka, poseł od 1991 roku (z przerwami przez kilka kadencji), od początku lat 90. konsekwentnie podnosił kwestię Wołynia w interpelacjach, projektach uchwał i wystąpieniach sejmowych, co — jak zaznaczył Zalewski — nie zawsze spotykało się z przychylnością. Piłka opowiadał Zalewskiemu, że za czasów rządów AWS (1997–2001) jego projekt uchwały upamiętniającej ludobójstwo na Wołyniu został wprawdzie przyjęty przez klub AWS, ale ostatecznie zablokowany przez ówczesnego ministra spraw zagranicznych Bronisława Geremka, głównego przedstawiciela nurtu giedroyciowskiego — marszałek Sejmu Maciej Płażyński osobiście poinformował wówczas Piłkę, że nie ma szans na przyjęcie takiej uchwały.

Piłka nie zaprzestał starań. W 2003 roku, przy okazji 60. rocznicy rzezi wołyńskiej, w Sejmie zdominowanym przez rząd Leszka Millera rywalizowały ze sobą dwa projekty uchwał: jeden lansowany przez Kancelarię Prezydenta Kwaśniewskiego, drugi przez Piłkę i środowiska prawicowe. Sporną kwestią ponownie było użycie słowa „ludobójstwo” — Kwaśniewski, dbający o dobre relacje z prezydentem Ukrainy Leonidem Kuczmą, dążył do złagodzenia treści uchwały. Ostatecznie przyjęto łagodniejszą wersję, a Piłka poniósł polityczną porażkę w tym starciu, choć nadanie sprawie wołyńskiej rangi instytucjonalnej pozostało jedną z głównych misji jego działalności politycznej.

Jan Łopuszański i środowiska narodowe

Zalewski wspomniał również Jana Łopuszańskiego, dziś postać w dużej mierze zapomnianą, wówczas jednego z tzw. trzech muszkieterów ZChN-u (obok Stefana Niesiołowskiego i Marka Jurka), który również poruszał kwestię Wołynia w Sejmie. Podkreślił, że temat ten był istotny dla całych środowisk narodowych, w prasie narodowej i neoendeckiej regularnie domagano się prawdy i sprawiedliwości w tej sprawie, choć Zalewski zaznaczył, że nie będzie wymieniał wszystkich zaangażowanych w to publicystów.

Roman Giertych i Liga Polskich Rodzin

Po zniknięciu ZChN ze sceny politycznej sprawę wołyńską podjęła Liga Polskich Rodzin, na czele z Romanem Giertychem, a promotorem tematu był w niej także Wojciech Wierzejski. Giertych publicznie mówił wówczas o asymetrii w relacjach polsko-ukraińskich i konieczności zmiany fundamentów tych relacji. Zalewski zauważył z ironią, że dziś, jako lojalny poseł Koalicji Obywatelskiej, Giertycha znacznie bardziej zajmują sprawy bieżącej polityki krajowej niż temat zbrodni wołyńskiej, który — jego zdaniem — znajduje się dziś na bardzo odległym miejscu listy jego zainteresowań.

Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zalewski — głos środowisk kresowych

Znaczącą część wystąpienia Zalewski poświęcił księdzu Tadeuszowi Isakowiczowi-Zalewskiemu, autorowi książki „Przemilczane ludobójstwo na Kresach” (2008), który stał się głosem środowisk kresowych i niestrudzenie nagłaśniał sprawę przez wiele lat. Zalewski opisał go jako duchownego podejmującego „misje niemożliwe” — oprócz sprawy wołyńskiej ksiądz Isakowicz-Zalewski intensywnie zabiegał również o lustrację w Kościele, badając przypadki współpracy księży ze Służbą Bezpieczeństwa, co nie spotykało się z entuzjazmem hierarchii kościelnej. Zalewski podkreślił skromność życia duchownego, żyjącego w ubóstwie, bez oznak bogactwa typowych dla części dostojników kościelnych. Przypomniał też, że ksiądz Isakowicz-Zalewski jeszcze przed śmiercią publicznie skrytykował prezydenta Andrzeja Dudę za, jego zdaniem, poświęcanie sprawy ofiar rzezi wołyńskiej na ołtarzu dobrych relacji osobistych z prezydentem Zełenskim — na co prezydent Duda zareagował, według relacji Zalewskiego, dość obcesowo, mówiąc o preferowaniu dyplomacji zakulisowej nad „polityką wideł”.

Rafał Ziemkiewicz — front publicystyczny

Na zakończenie listy Zalewski wymienił Rafała Ziemkiewicza, który na froncie dziennikarsko-publicystycznym starał się przełamać, jego zdaniem, zmowę propagandowo-medialną utrudniającą wejście tematu Wołynia do głównego nurtu debaty publicznej. Zalewski ocenił, że Ziemkiewicz z właściwą sobie swadą realistycznego endeka konsekwentnie argumentował, że polityka uległości wobec Ukrainy i zapominania o zbrodniach popełnionych na Polakach jest nie tylko nieetyczna, ale również politycznie nieskuteczna i w dłuższej perspektywie obróci się przeciwko Polsce — co, jak zauważył Zalewski, wydaje się dziś się potwierdzać.

Efekt: przesunięcie okna Overtona

Podsumowując, Zalewski podkreślił, że w latach 90. i na początku XXI wieku środowisko liberalne dysponowało w Polsce zdecydowaną przewagą medialną, decydując o tym, co trafia do głównego nurtu debaty publicznej, a co spychane jest na margines jako temat „oszołomów”. Osoby, które przełamywały ten mur milczenia wokół Wołynia, były często atakowane i wyśmiewane. Dzięki ich pracy przeciętny Polak wie dziś, że na Wołyniu wymordowano sto tysięcy niewinnych, niestanowiących dla nikogo zagrożenia osób — może nie znamy wszystkich szczegółów, ale znamy tę główną, kluczową liczbę i istotę zbrodni. Zalewski zastrzegł, że wymienione postacie nie wyczerpują pełnej listy zasłużonych w tej sprawie. Ocenił, że dzięki ich wieloletnim staraniom udało się przesunąć tzw. okno Overtona tak, że dziś przeciętny Polak wie, czym była rzeź wołyńska i kim byli banderowcy — a bez ich pracy prawdopodobnie nie powstałby film „Wołyń”, ani temat ten nie trafiłby nawet do tekstów polskiego hip-hopu, gdzie dziś regularnie pojawiają się odniesienia piętnujące banderyzm.


Materiał dostępny na kanale Kanał Zero na YouTube, liczącym dwa miliony trzysta dwadzieścia tysięcy subskrybentów. Opublikowany 3 lipca 2026. Audycja przeznaczona dla osób powyżej 16. roku życia.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *