Bartosiak, Budzisz, Stefan i Świdziński: Polska i Ukraina wzajemnie potrzebują siebie, by wyjść z peryferyjności — ale żadna ze stron w to nie gra

Jacek Bartosiak, Marek Budzisz, Marek Stefan i Albert Świdziński w podcaście Strategy&Future przeanalizowali strategiczny wymiar relacji polsko-ukraińskich, wykraczający poza bieżący spór o Order Orła Białego i symbolikę UPA — koncentrując się na pytaniu, czy współpraca Polski i Ukrainy może przełamać peryferyjność obu krajów w globalnym systemie, oraz dlaczego żadna ze stron obecnie nie realizuje takiej strategii.

Teza wyjściowa: peryferyjności nie da się przełamać w pojedynkę

Bartosiak przedstawił tezę (przypisując jej autorstwo Markowi Stefanowi), że istnieje pewne prawo strategiczne regionu międzymorza — Polska i Ukraina nie są w stanie samodzielnie przełamać własnej peryferyjności w hierarchii narodów i podziale globalnej marży gospodarczej. Albo Rosja dogada się z Europą Zachodnią, albo Europa Zachodnia będzie rozgrywać oba kraje osobno — chyba że Międzymorze stanie się samodzielnym biegunem w tej rywalizacji. Zaznaczył, że polskie elity, świadomie lub nie, przyjęły postawę senioralną wobec Ukrainy (wyższe PKB, bliskość Zachodu, rola „gatekeepera” do UE), podczas gdy Ukraińcy, przekonani o własnym szybkim wzroście i wyjątkowej roli obrońcy Europy, nie czują się w żaden sposób podporządkowani. To wzajemne przeszacowywanie własnej pozycji, zdaniem Bartosiaka, prowadzi do najgorszego możliwego pola rywalizacji — pola symbolicznego, niewymiernego i emocjonalnie wybuchowego, którego obie strony powinny unikać na rzecz metod bardziej wymiernych i mniej eksponowanych na bieżącą opinię publiczną.

Stefan: drugi filar wielkiej strategii, obok wypchnięcia Rosji

Stefan podkreślił, że obok potrzeby wypchnięcia Rosji z europejskiej architektury bezpieczeństwa, drugim kluczowym elementem polskiej wielkiej strategii powinno być przełamanie dualizmu peryferyjności poprzez współpracę gospodarczą z Ukrainą. Przypomniał wcześniejsze, sprzed wojny, postulaty włączania Ukrainy do inicjatywy Trójmorza — kolej dużych prędkości łącząca Bałtyk ze Lwowem i portami czarnomorskimi, wspólne huby logistyczne — realizujące myśl geopolityczną Eugeniusza Romera. Zapytał Budzisza, czy po stronie ukraińskiej w ogóle dostrzega się ten potencjał wyjścia z peryferyjności poprzez współpracę z Polską, czy uwaga Kijowa skupia się wyłącznie na bieżących kwestiach bezpieczeństwa.

Budzisz: Zełenski wybiera racjonalną, choć odmienną strategię — rolę zmilitaryzowanego bastionu

Budzisz częściowo zgodził się z tezą wyjściową, zaznaczając jednak, że Międzymorze nie jest jedyną opcją wyjścia z peryferyjności dla Polski — alternatywą jest tzw. formuła czeska, czyli rezygnacja z samodzielnej strategii na rzecz wpisania się w niemiecką „Mitteleuropę”, co niesie ryzyko powrotu Berlina do polityki bismarckowskiej (porozumienia z Rosją kosztem Polski) oraz przekształcenia Polski w państwo buforowe z rosnącą dysproporcją rozwojową między częścią zachodnią a wschodnią kraju.

Co do Ukrainy, Budzisz wyraził wątpliwość, czy Międzymorze jest dla niej racjonalną opcją — ocenił, że Zełenski i ukraińskie elity, świadome, że Ukraina nie wejdzie do NATO, świadomie wybierają rolę zmilitaryzowanego bastionu wschodniego, finansowanego długoterminowo przez Europę, zamiast budowania sojuszu strategicznego z Polską. Uznał tę strategię za błędną w dłuższej perspektywie, ale racjonalną w krótkim terminie — Ukraina potrzebuje dziś przede wszystkim kapitału, a Polska, w przeciwieństwie nawet do aktywnych w wąskich obszarach Czech, jest w tej relacji generalnie pasywna. Przywołał dane: Ukraina wydaje na wojnę blisko 50% swojego PKB (około 100 mld dolarów budżetu wojennego przy PKB rzędu 220 mld dolarów), podczas gdy Polska wydaje dziesięciokrotnie mniej, notując przy tym większy wzrost gospodarczy niż Ukraina i zdecydowanie większy niż Niemcy (średnio 2,9% rocznie wobec 0,3% wzrostu Niemiec od 2019 roku) — co czyni krótkoterminową strategię „pasażera na gapę” kuszącą i racjonalną z polskiej perspektywy ekonomicznej, kosztem utraconej szansy na przebudowę układu sił w regionie.

Resentyment i asymetria kosztów rezygnacji z symboliki

Budzisz ocenił, opierając się na lekturze licznych ukraińskich komentarzy, że ujawniające się emocje to w istocie tłumiony resentyment antypolski, wynikający nie tylko z historii, ale i z niechęci Ukraińców do zmierzenia się z bolesną oceną własnego trzydziestolecia niepodległości (Polska w 1991 roku była biedniejsza od Ukrainy). Zaznaczył, że Ukraińcy mogliby rozważać współpracę z Polską wyłącznie w ujęciu transakcyjnym, żądając całkowitej rezygnacji z pola symbolicznego — warunek, który jednak kosztowałby polskie społeczeństwo znacznie więcej emocjonalnie niż stronę ukraińską, i w systemie demokratycznym byłby nie do zaakceptowania. Porównał to do sojuszu francusko-niemieckiego, który został „skonsumowany” dopiero wtedy, gdy zmaterializowało się realne zagrożenie (rozbieżność interesów francusko-amerykańskich po kryzysie sueskim) — bez analogicznego katalizatora (realnego odejścia Ameryki z Europy lub rosyjskich żołnierzy na polskiej granicy) Polska nie odejdzie od pola symbolicznego. Ocenił, że to Polska, a nie Ukraina, przeżywa większe rozczarowanie załamaniem się idei Międzymorza, ponieważ podświadomie liczyła, że Ukraińcy „wykonają za nią pracę” w drodze do suwerenności.

Świdziński: kooperatywa państw regionu jest z natury trudna do zbudowania

Świdziński zwrócił uwagę, że koncepcja Międzymorza jako „kooperatywy” równorzędnych państw narodowych jest historycznie rzadka i trudna do zrealizowania — zazwyczaj jedna strona musi zdominować taki układ w miarę łagodny sposób. Przywołał casus integracji europejskiej jako wyjątek, możliwy tylko dzięki specyficznym warunkom powojennym i zewnętrznej obecności militarnej tłumiącej wewnątrzeuropejskie spory. Zauważył też rozróżnienie między wyjściem z peryferyjności absolutnym a relatywnym — Polska może relatywnie awansować względem słabnącej Europy Zachodniej, ale to nie zmienia faktu, że globalne centrum przesuwa się w stronę Eurazji, więc nie byłoby to prawdziwe wyjście z peryferyjności, lecz przesunięcie się rdzenia gdzie indziej.

Scenariusz „Galapagos” dla Europy

Świdziński zasugerował, że w obliczu problemów gospodarczych Europy Zachodniej i ewentualnej próby ograniczenia wymiany handlowej z Chinami, Europa może zmierzać w stronę zamkniętego, izolowanego systemu gospodarczego, określonego przez niego żartobliwie jako „system Galapagos”. Stefan dodał krótko, że w takim scenariuszu „cała Europa zaliczy zjazd do półperyferyjności” — czyli nawet ewentualny relatywny awans Polski w ramach słabnącej Europy nie oznaczałby prawdziwego wyjścia z peryferyjności globalnej.

Przykład konferencji z Phillipem Karberem

Bartosiak przywołał wspomnienie z początków wojny — wizytę amerykańskiego stratega Phillipa Karbera w polskim Sztabie Generalnym, gdy podekscytowani polscy generałowie mówili o powrocie Rzeczpospolitej na wschód w sposób nieświadomie protekcjonalny, a Karber odpowiedział, że potrzebna jest raczej równowaga (owa „spółdzielnia”) niż odgórna dominacja.

Budzisz: brak jakiejkolwiek strategii jest głównym problemem Polski

Budzisz podsumował, że do zbudowania takiej pozycji potrzeba woli udziału w grze, jednolitego centrum decyzyjnego (niekoniecznie rządowego — przywołał przykład brytyjskich klubów dżentelmenów jako historycznych ośrodków kształtowania polityki), ambicji zagospodarowania przestrzeni oraz gotowości do przeznaczenia zasobów na realizację takiej koncepcji. Ocenił, że Polska nie spełnia żadnego z tych warunków — mamy do czynienia z abdykacją z polityki państwowej na rzecz modelu „czeskiego”: wygodnego życia bez konieczności podejmowania trudnych decyzji i ponoszenia kosztów ryzyka, przy jednoczesnym oddawaniu kierunku strategicznego innym (Amerykanom lub miraż europejskości). Skontrastował to z polityką Zełenskiego, której — mimo wielu błędów — nie można odmówić przynajmniej prowadzenia realnej gry strategicznej wymuszonej okolicznościami.

Krytyczna ocena Hala Brandsa: Polska „przystaje do sojuszy” bez pełnej wiary

Bartosiak przywołał ocenę amerykańskiego stratega Hala Brandsa (opublikowaną na łamach Bloomberga), według której polska strategia sprowadza się do przystawania do sojuszu z Amerykanami oraz delikatnej, pozbawionej pełnego przekonania wersji koncepcji Międzymorza. Budzisz zgodził się z tą diagnozą, ilustrując ją przykładem z niedawnego panelu na Forum Bezpieczeństwa Morskiego — polscy oficerowie precyzyjnie rozpoznają strategiczne znaczenie Bałtyku i Arktyki, ale nie wyciągają z tego wniosków dotyczących gotowości do projekcji siły.

Konkretne miejsca możliwej projekcji siły na Bałtyku

Budzisz, ilustrując brak polskiej gotowości do rzeczywistej projekcji siły, wymienił konkretne miejsca na Bałtyku, gdzie Polska teoretycznie mogłaby rozważać wysłanie choćby symbolicznych sił — Bornholm, Gotlandię, Litwę, a także estońskie wyspy Hiiumaa (Chiuma) i Sarema — zaznaczając, że nawet wysłanie pojedynczego batalionu wymagałoby wcześniej zbudowania ram prawnych, planów szkoleniowych i realnej woli politycznej, których obecnie brakuje. Skrytykował, że Polska nie zaoferowała nawet gotowości wysłania wojsk do Estonii czy Rumunii w zamian za odciążenie Francji i Wielkiej Brytanii rozważających korpus ekspedycyjny na Ukrainę, mimo że Kanada, borykając się z kryzysem rekrutacyjnym, musiała prosić Szwecję i Danię o pomoc w utrzymaniu batalionu na Łotwie, gdzie przecież Polska już jest obecna.

Ironiczne odniesienie do Kircholmu, Dorpatu i zamku Kiesia

W tym samym kontekście krytyki polskiej bierności wojskowej, Budzisz z ironią odniósł się do historycznych miejsc dawnych triumfów Rzeczpospolitej w regionie bałtyckim — Kircholmu, Dorpatu (dzisiejsze Tartu) i zamku Kiesia (Wenden/Cēsis w Inflantach) — zauważając, że współczesna Polska, mimo deklarowanych ambicji bycia naturalnym liderem regionu, nie jest gotowa zaryzykować obecności wojskowej nawet w tych symbolicznie ważnych miejscach dawnej ekspansji, oczekując zamiast tego, że to inni (Niemcy, Amerykanie) będą dostarczać zdolności wojskowe i ekonomiczne, a Polska jedynie „zawsze będzie zyskiwać”.

Stefan: Turcja jako kontrprzykład — realna projekcja siły, nie tylko deklaracje

Stefan zestawił bierność Polski z aktywną rolą Turcji w mediacjach kończących fazę wojny w Zatoce Perskiej, mimo że Ankara nigdy głośno nie domagała się uznania swojej roli — w przeciwieństwie do premiera Donalda Tuska, który zadeklarował, że żadna rozmowa o architekturze bezpieczeństwa Europy nie może odbyć się bez Polski, co, zdaniem Stefana, budzi jedynie „pusty śmiech” bez pokrycia w realnej zdolności projekcji siły. Podkreślił kluczowe rozróżnienie między potencjałem a potęgą — Ukraina, dysponując mniejszym potencjałem gospodarczym, wypracowała dziś większą potęgę militarną (ataki na Petersburg, infrastrukturę krytyczną Rosji) niż Polska.

Przykłady udanego wyjścia z peryferyjności: Tajwan, Korea Południowa, Czechy

Stefan przywołał przykłady państw, którym udało się awansować z peryferii do półperyferii w ramach istniejącego systemu globalnego — Tajwan z przemysłem półprzewodników, Korea Południowa, Singapur, a nawet Czechy z marką Škoda, będącą ważnym elementem koncernu Volkswagena. Jako pozytywny wzór zarządzania trudną historią przywołał relacje Japonii i Korei Południowej — mimo ogromnego bagażu historycznego obie strony konsekwentnie normalizują stosunki poprzez częste spotkania przywódców i współpracę w obszarze energetyki i bezpieczeństwa, zainicjowaną przy udziale USA, ale utrzymującą się także bez amerykańskiego wsparcia.

Świdziński: Polska ma „utajony potencjał”, ale brak mu zewnętrznego katalizatora

Świdziński zauważył, że w przeciwieństwie do Czech, które nie mają potencjału stworzenia alternatywnego ośrodka siły, Polska taki utajony potencjał posiada — wyrażający się choćby w pamięci zbiorowej i emocjonalnej porywczości, choć obecnie realizowanej w formie taniej symboliki zamiast realnej strategii. Zaznaczył jednak, że definiowanie się jako „Europejczycy” odnosi się do Europy, która już nie istnieje, a nie tej, która realnie się kształtuje.

Stefan: różnica energii społecznej między Warszawą a Pragą

Stefan, na podstawie własnych obserwacji z pobytu w Pradze, opisał wyraźną różnicę w „energii społecznej” między stolicami — Warszawa przypomina ul, podczas gdy Praga, bez turystów, byłaby cichym, prowincjonalnym miasteczkiem. Ocenił, że ta różnica w potencjale społecznym jest czymś, co odróżnia Polskę od Czech niezależnie od podziałów politycznych na suwerenistów i eurofilów, ale pozostaje niezagospodarowana przez elity.

Świdziński: racjonalny wybór wyborców wobec nieufnych elit

Budzisz zauważył, że elity są przez wyborców wybierane, a system trwa tak długo, jak długo wyborcy go akceptują — przywołał przykład brytyjskiego systemu politycznego funkcjonującego (mimo obecnego kryzysu) od dziewięćdziesięciu lat. Świdziński dodał, że taki model zarządzania — unikanie trudnych decyzji, obwinianie niekooperującej opozycji niezależnie od tego, kto rządzi — jest optymalny z punktu widzenia interesów samych elit politycznych, gwarantując im powrót do władzy bez ryzyka utraty systemowej pozycji, nawet kosztem realizacji idei Międzymorza. Budzisz podsumował, że dopóki polscy wyborcy — racjonalnie nieufni wobec kompetencji i moralności własnych elit — postrzegają politykę suwerenną jako zbyt ryzykowną, będą preferować polityków bez ambicji strategicznych, co zamyka ten samonapędzający się cykl.


Rozmowę prowadził Jacek Bartosiak z udziałem Marka Budzisza, Marka Stefana i Alberta Świdzińskiego. Podcast dostępny na kanale Strategy&Future na YouTube, liczącym 284 tys. subskrybentów. Data premiery: 26 czerwca 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *