Agnieszka Bryc i Witold Jurasz rozmawiali w podcaście Raport Międzynarodowy o decyzji Zełenskiego, polskiej reakcji i tym, dlaczego panika moralna jest najgorszą możliwą strategią.
To jest nie do obrony, ale…
Bryc i Jurasz zgodzili się w punkcie wyjścia: to co zrobił Zełenski jest nie do obrony i nie podlega relatywizowaniu. UPA dopuściła się ludobójstwa na około stu tysiącach Polaków — i tu nie ma symetrii z AK, bo celem UPA było wybicie całej polskiej ludności, a akcje AK były odwetowe i nie miały charakteru ludobójczego. Nie należy też dać sobie wmówić, że Ukraina przepraszała — bo przepraszała, a chwilę później stawiała pomniki Szuchewycza i nadawała Banderze tytuł bohatera Ukrainy. Te przeprosiny nigdy nie były szczere. Podobnie z ekshumacjami — postęp jest iluzoryczny, a państwo ukraińskie od początku swojego istnienia w tej sprawie ściemnia. I nie ma żadnego dobrego momentu — bo zawsze był zły.
Jednak zdaniem obojga — to co nastąpiło po tej ocenie, czyli polska reakcja — jest osobnym problemem.
Czysta polityka wewnętrzna po obu stronach
Bryc oceniła, że Zełenski podjął tę decyzję kierując się polityką wewnętrzną i zbagatelizował element polski. UPA jest mitem założycielskim obecnego ukraińskiego nacjonalizmu i kształtującego się narodu — i jest interpretowana przez władze w Kijowie z wielkimi białymi plamami: mordy na Polakach są zaciemniane, a ważna jest tylko symbolika oporu wobec Sowietów. Z tej perspektywy Zełenski nie miał problemu z tą decyzją.
Jurasz dodał, że Nawrocki zareagował natychmiast — podchwycił pomysł Konfederacji bez większego namysłu. Moralnie Jurasz się z nim zgadza, ale politycznie — nie. Bo polityka to nie dawanie świadectwa, tylko załatwianie sprawy. I tu pojawiła się kluczowa teza: Polska zareagowała tak, jak reaguje — bo mamy wybory.
Jesteśmy narodem zdolnym do paniki moralnej co najwyżej
Jurasz powiedział wprost: gdybyśmy byli dojrzałym narodem i dojrzałym państwem, zdolnym do myślenia trochę cynicznego, trochę wyrachowanego — moglibyśmy przemyśleć reakcję. Ale jesteśmy narodem zdolnym do paniki moralnej co najwyżej, do wzmożeń — i to jest jedyne na co nas stać.
Bryc rozwinęła ten wątek: zamiast histerycznie reagować, można było poczekać spokojnie na konferencję odbudowy Ukrainy w Gdańsku — aż będzie jej zależeć na przysłudze ze strony Polski — i wtedy uderzyć. Nic nie stało na przeszkodzie. Zamiast tego wszczęto panikę moralną i wzniecono wielki pożar antyukraiński, który natychmiast przekreślił możliwość skutecznego działania. Jeśli naprawdę zależy nam na załatwieniu sprawy — ekshumacji, edukacji historycznej w Ukrainie, oczyszczenia z obciążenia banderowskiego — to histeria niszczy wypracowane modele i uniemożliwia osiągnięcie celów.
Co zamiast histerii — konkretne narzędzia
Jurasz zaproponował zestaw narzędzi, które byłyby skuteczniejsze niż odbieranie orderu. Po pierwsze — zakaz wjazdu dla Wiatrowycza i kilkunastu innych osób odpowiedzialnych za negacjonizm. Po drugie — zlecenie ABW i władzom skarbowym identyfikacji dwóch, trzech spółek będących ukraińskimi pralniami powiązanymi z władzą i zablokowanie tych środków. Po trzecie — dyskretne przyblokowanie Ukraińców w Brukseli na wybranym etapie negocjacji akcesyjnych. Po czwarte — wymiana osób prowadzących dialog z Ukrainą, bo dotychczasowy model nie działa.
Co do orderu — Jurasz przywołał George’a Kennana, twórcę sowietologii: Sowieci ustępują, o ile unika się walki, która obejmuje kwestie prestiżu. Odebranie orderu jest dokładnie taką walką — i dlatego nie zadziała. A zamknięcie lotniska w Jasionce to pomysł idioty, bo Polska ma żywotny interes w tym, żeby Ukraina tej wojny nie przegrała.
W kwestii połączenia jednostki z inną — Jurasz zasugerował, że można było dyskretnie porozmawiać ze skrajną prawicą ukraińską, która paradoksalnie jest często bardzo propolska, i znaleźć formulę: fikcyjne połączenie dwóch jednostek w jedną z nową nazwą. Bez prestiżowych konfrontacji, z zachowaniem twarzy po obu stronach.
Kowal — obciążenie czy nie
Jurasz ocenił Pawła Kowala jako obciążenie — bo Ukraińcy chcą z nim rozmawiać właśnie dlatego, że efektem tych rozmów jest to, że nie ustępują w niczym. Bryc zachowała ostrożność — chciałaby zobaczyć pełną ocenę: co Kowal osiągnął na Ukrainie i jakie są koszty wewnętrzne. Bez tych danych nie wyda wyroku. Zauważyła jednak, że staje się politycznym obciążeniem dla rządu.
Oboje zgodzili się, że wśród ekspertów i polityków przez lata działało środowisko, które sabotowało asertywność wobec Ukrainy — biegnąc tłumaczyć ukraińskiej stronie, żeby się nie przejmowała polskim wzmożeniem, bo to chwilowe. Ten model zawiódł.
Katyń i selektywna pamięć
Bryc zakończyła apelem skierowanym do środowisk, które najbardziej histerycznie reagują na sprawę ukraińską — a zupełnie ignorują to, co Rosja robi z Katyniem. Rosja weszła na ścieżkę negacjonizmu katyńskiego, coraz bardziej wycofuje się ze swojego historycznego przyznania się do tej zbrodni. A ci, którzy pilnują każdej wypowiedzi ukraińskiej o Wołyniu, kompletnie olewają sprawę katyńską. Jurasz skonkludował: Ukraina nigdy nie zeszła ze ścieżki negacjonizmu wołyńskiego — ale Rosja weszła właśnie na ścieżkę negacjonizmu katyńskiego. Warto to pilnować z równą uwagą.