Natalia Bryżko-Zapór, publicystka, była dyplomatka i autorka książki „Ja tu zostaję. Fenomen Wołodymyra Zełenskiego”, skomentowała kryzys w relacjach polsko-ukraińskich w rozmowie z Polskim Radiem dla Zagranicy — z perspektywy kogoś, kto od lat zawodowo zajmuje się Ukrainą i budowaniem mostów między oboma krajami.
Pierwsza reakcja: ręce opadają
Bryżko-Zapór przyznała, że gdy usłyszała o decyzji Zełenskiego, sama zareagowała emocjonalnie — podobnie jak wielu innych ludzi, którzy od lat zajmują się Ukrainą i polsko-ukraińskim pojednaniem. Poczucie, że ktoś jednym gestem marnuje wieloletnią pracę wielu osób, było natychmiastowe i zrozumiałe. Zełenski nie mógł nie spodziewać się reakcji — w to nie uwierzy. Może liczył, że będzie łagodniejsza. Tego nie wiemy.
Decyzja była tym bardziej prowokacyjna w swoim momencie, że zostaje ogłoszona właśnie wtedy, gdy po zniesieniu moratorium trwają wreszcie prace ekshumacyjne na Wołyniu i w Galicji Wschodniej — gdy z ziemi są wyjmowane szczątki zamordowanych Polaków. Zbieżność tych dwóch rzeczy jest, jej zdaniem, wręcz prowokacyjna.
Druga reakcja: błąd goni błąd
Po opadnięciu emocji Bryżko-Zapór oceniła jednak, że reakcja prezydenta Nawrockiego — natychmiastowe straszenie Ukrainy blokowaniem akcesji i odebraniem orderu — jest równie błędna jak sama decyzja Zełenskiego. „Błąd goni błąd i błędem pogania” — sformułowała to wprost.
Reakcja polska była nadmiernie afektowana i — co ważniejsze — przeciwskuteczna. Zełenski jest jednym z najbardziej doświadczonych polityków na świecie, bo jest prezydentem kraju w stanie wojny. Takie gesty nie zadziałają na niego jako presja, lecz raczej jako pretekst do dalszego ignorowania polskich oczekiwań.
Oceniła, że Polska powinna budować relacje międzynarodowe nie na emocjach, lecz na przemyśleniach i racjonalnych działaniach. Reagowanie w pierwszej chwili, bardzo emocjonalnie, nie buduje polskiej pozycji — ani na Ukrainie, ani na świecie. A pozycja ta jest, w stosunku do polskich aspiracji, wciąż niewystarczająca.
Ukraińscy uchodźcy — ofiary uboczne kryzysu
Bryżko-Zapór zwróciła uwagę na wątek, który jej zdaniem umyka w polskiej debacie: skutki kryzysu dla ukraińskich uchodźców w Polsce. Kobiety, które wyjechały, żeby chronić dzieci. Dzieci chodzące do polskich szkół, leczone w polskich szpitalach, niekiedy niepełnosprawne. Decyzja o powrocie do Ukrainy jest dla nich trudna lub niemożliwa. Tymczasem kryzys nakręca nastroje antyukraińskie, które są już widoczne i miejscami niebezpieczne dla tych ludzi.
Ich reakcja jest nerwowa i pełna niepokoju — ale skierowana nie przeciwko Polakom, lecz przeciwko własnym władzom, które ich zdaniem nie myślą o swoich obywatelach za granicą. To, jej zdaniem, jeden z ważniejszych skutków decyzji Zełenskiego, który przez znieczulenie wojną po prostu nie wziął pod uwagę dobra własnych obywateli przebywających w Polsce.
UPA w ukraińskiej i polskiej pamięci
Bryżko-Zapór zaznaczyła, że UPA nie jest w ukraińskiej pamięci zbiorowej skojarzona przede wszystkim z czystkami etnicznymi na Polakach — lecz z wieloletnią walką antysowiecką, trwającą długo po wojnie. Wielu partyzantów zostało po wojnie wymordowanych przez sowiety lub trafiło do najcięższych łagrów. To jest sojusznik narracji, który sprawia, że ukraińskie społeczeństwo nie kojarzy tego symbolu tak jak Polacy. Nie zmienia to faktu, że fakty historyczne są faktami — ale tłumaczy siłę tej narracji i dlaczego argumenty historyczne z polskiej strony trafiają w Ukrainie w próżnię.
Dodała jednocześnie ważne zastrzeżenie: UPA była ugrupowaniem partyzanckim, nie instytucją państwową — bo państwowości ukraińskiej wówczas nie było. Nie można przypisywać dzisiejszemu państwu ukraińskiemu odpowiedzialności za zbrodnie tamtej formacji, choć gloryfikowanie jej przez to państwo jest czymś innym i jest problemem realnym.
Ekshumacje trwają i nie powinny ucierpieć
Bryżko-Zapór wyraziła nadzieję, że kryzys dyplomatyczny nie zaszkodzi trwającym pracom ekshumacyjnym. W Późnikach zakończono w zeszłym roku prace, znaleziono szczątki ponad czterdziestu osób, odbył się pochówek — był to duży krok do przodu. Teraz trwają prace w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej, gdzie wcześniej — jeszcze przed moratorium z 2017 roku — znaleziono szczątki kilkuset osób. Ekipy polska i ukraińska pracują zgodnie i profesjonalnie. Zastrzegła, że przyznawanie zgód na kolejne miejsca następuje stopniowo — i oceniła to z pewnym zrozumieniem, biorąc pod uwagę, że Ukraina jest w stanie wojny i musi ważyć swoje zasoby i priorytety.
Co dalej
Bryżko-Zapór wyraziła nadzieję, że emocje opadną i relacje wrócą do normalności. Zwróciła uwagę, że nawet kongres historyków polsko-ukraińskich, który niedawno się odbył i nie przyniósł przełomu, był jednak krokiem w dobrym kierunku — ludzie o skrajnie różnych poglądach siedzieli przy jednym stole i debatowali przez dwa dni. Wyraziła żal, że ten wysiłek został teraz nadszarpnięty przez decyzję Zełenskiego.
Przyznała wprost, że pisała o Zełenskim książkę, zna jego życiorys i myślenie — i tej konkretnej decyzji po prostu nie rozumie. „Chciałabym znać odpowiedź na pytanie dlaczego i po co i w jakim celu i dla kogo była podjęta” — powiedziała.