Czaputowicz w Radio ZET: „Nawrocki pokazał słabość. Ukraina wygrała grę na prestiż”

Prof. Jacek Czaputowicz, były minister spraw zagranicznych, ocenił w podcaście „Machina władzy” Radia ZET, że Polska poniosła poważną porażkę prestiżową w sporze z Ukrainą o order Orła Białego — i że jest to kryzys nie tylko prezydenta Nawrockiego, ale całego polskiego państwa.

Nawrocki nie odbierze orderu — i to go kompromituje

Czaputowicz stwierdził, że jego zdaniem decyzja o odebraniu orderu nie zapadnie. Oświadczenie rzecznika prezydenta o podejmowaniu decyzji „w odpowiednim czasie” ocenił jako sygnał wycofania się — bo gdyby order miał zostać odebrany, zostałoby to już zakomunikowane zdecydowanie. Problem w tym, że nie ma dobrego wyjścia. „Zacytuję klasyka — jest prezydent miękiszonem. Obiecał swojemu elektoratowi, a nie zrobi” — powiedział.

Polska wystawiła ultimatum: Zełenski cofa nazwę jednostki, albo traci order. Zełenski nie cofnął nic i nie obiecał nic. „Ukraina wygrała grę w tchórza. Kto mrugnie pierwszy, kto pierwszy zjedzie z toru — Zełenski dokładnie nic nie zrobił. I teraz Polska pokazała słabość” — ocenił były szef MSZ.

Dodał, że gdyby order jednak odebrano, skutek byłby jeszcze gorszy. Zełenski znalazłby się w gronie — obok Witosa — jedynych kawalerów, którym odebrano to odznaczenie, podczas gdy na liście wciąż figurują Mussolini, Horthy i Schröder. „Traktujemy prezydenta państwa walczącego bohatersko o swoją niepodległość tak samo jak Mussoliniego. No po prostu kompromitacja wielka” — stwierdził.

Nieadekwatny instrument

Czaputowicz ocenił, że błąd polegał nie na ostrości reakcji, lecz na doborze nieadekwatnego narzędzia. Polskie państwo sięgnęło po instrument wewnętrzny — order — zamiast po tradycyjne instrumenty dyplomatyczne: ostrą notę protestacyjną, wezwanie ambasadora, obniżenie rangi stosunków. „Prezydent Zełenski ma kilkanaście orderów. Nikt tego nie rozumie. Żeśmy się w kozi róg zapędzili” — powiedział.

Za porażkę odpowiedzialny jest jednak nie tylko prezydent, lecz cały rząd. Kosiniak-Kamysz też uderzał w ostre nuty, Tusk wypowiadał się stanowczo, a minister Sikorski nie zajął żadnego jasnego stanowiska — ani za, ani przeciw odebraniu orderu. „Rząd prowadzi politykę zagraniczną zgodnie z konstytucją. Jakie były instrukcje? Jeżeli ich nie było — abdykuje. To jest sprzeczne z konstytucją” — stwierdził Czaputowicz. Ocenił, że rząd celowo przerzucił odpowiedzialność na prezydenta, wpisując się przy okazji w nastroje społeczne bez ponoszenia żadnych konsekwencji.

Polska w drugiej lidze

Czaputowicz zwrócił uwagę na szerszy kontekst: Polska wypadła z formatu rozmów o przyszłości Ukrainy i pokoju. W grudniu 2024 roku Macron po rozmowach z Trumpem wskazał cztery państwa, które mają się zająć kształtem misji stabilizacyjnej i rozmowami pokojowymi: Wielka Brytania, Francja, Niemcy i Polska. Polska odmówiła wysłania wojsk i zaangażowania się w jakikolwiek format poza własnym terytorium. Efekt: spotkanie Zełenskiego ze Starmerem, Merzem i Macronem w Londynie odbyło się bez polskiego przedstawiciela.

„Polska sama się z tego wyłączyła. Zostaliśmy zdegradowani. Ukraina może zasadnie myśleć, że Polska zawsze będzie tylko mówić, ale nie robić” — powiedział. Dodał, że retoryka zmieniła się z „albo jest się przy stole, albo jest się w menu” na „lepiej nie być tam, bo to podział Ukrainy” — co ocenił jako uzasadnianie klapy polskiej polityki zagranicznej.

Prawdziwy problem: armia bez oficerów i bez rezerw

Czaputowicz skrytykował też polską politykę obronną. Jego zdaniem Polska płaci Amerykanom „okup za ochronę” — kupując drogi sprzęt, który może być nieadekwatny do współczesnego pola walki — zamiast budować realne zdolności wojskowe. Wskazał, że w 2008 lub 2009 roku zniesiono pobór i od tamtej pory Polska nie szkoli kilkunastu roczników. Co roku jeden rocznik wychodzi poza wiek rezerwowy, a rezerwy się nie odtwarzają.

Przywrócenie poboru jest jednak niemożliwe nie dlatego, że społeczeństwo by się sprzeciwiło — lecz dlatego, że brakuje oficerów, koszar i poligonów do szkolenia poborowych. Polska armia ma jeden z najniższych odsetków oficerów w NATO — około 12 procent, przy średniej około 20 procent. Żołnierze zawodowi przechodzą na emeryturę w wieku 45–47 lat, podczas gdy w Niemczech czy Czechach jest to około 60 lat. System emerytalny jest politycznie niemożliwy do naprawy, bo wojsko ma wpływ na klasę polityczną.

„Za dużo wydajemy na sprawy socjalne, za mało na prawdziwe bezpieczeństwo. Prawdziwe bezpieczeństwo to zdeterminowanie społeczeństwa do ponoszenia kosztów — w tym służby wojskowej. Procenty nie walczą. Walczą ludzie” — podsumował były minister.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *