Dr Maciej Pieczyński, ukrainista z Uniwersytetu Szczecińskiego i publicysta tygodnika Do Rzeczy, omówił w rozmowie z kanałem Nowy Ład, jak Ukraina reaguje na kryzys wywołany decyzją Zełenskiego o nadaniu jednostce wojskowej imienia „bohaterów UPA” oraz jak wygląda ukraińska narracja historyczna o Wołyniu.
Polska reakcja wywołała furię, nie refleksję
Pieczyński ocenił, że zapowiedź odebrania Zełenskiemu Orderu Orła Białego przez prezydenta Nawrockiego wywołała na Ukrainie agresję medialną — nie refleksję nad własną polityką historyczną. Sondaż radia NV, w którym wzięło udział 717 respondentów, pokazał wymownie ukraińskie nastroje: 25 procent oceniło zapowiedź Nawrockiego jako obrazę dla sojusznika, 42 procent — z żalem, że Polska padła ofiarą populistów, a 33 procent — obojętnie. W sondażu nie zaproponowano żadnej odpowiedzi korzystnej dla Polski. Pieczyński podkreślił, że nie jest to medium nacjonalistyczne — to pokazuje, jak głęboki jest ukraiński konsensus w sprawie UPA, wykraczający daleko poza środowiska skrajne.
Ukraiński kruczek: to Polacy pierwsi rzucili kamieniem
Znany ukraiński dziennikarz Jurij Panczenko z Europejskiej Prawdy przedstawił — zdaniem Pieczyńskiego typową dla ukraińskich komentatorów — narrację, według której to Polska złamała niepisane porozumienie zawarte między Dudą a Zełenskim w Wiśle. Miało ono polegać na tym, że Ukraina nie będzie honorować na poziomie państwowym dowódców UPA odpowiedzialnych za mordy na Polakach, a Polska w zamian nie będzie ostro atakować kultu UPA jako całości. Ukraińcy — według Panczenko — zrozumieli to porozumienie tak, że decyzje lokalne władz samorządowych (nazwy ulic, pomniki) nie należą do sfery, za którą odpowiada Kijów. Kampania prezydencka Nawrockiego i jego zapowiedzi uderzeń w kult banderowski miały być tym „pierwszym kamieniem” rzuconym przez stronę polską.
Podręcznik szkolny: AK zaczęła, obopólne czystki etniczne
Pieczyński przytoczył fragment podręcznika do historii dla dziesiątej klasy wydanego na Ukrainie w 2023 roku. Wynika z niego, że przyczyną „zaostrzenia polsko-ukraińskich relacji” były „masowe zabójstwa Ukraińców dokonywane przez Armię Krajową”, a cały konflikt opisywany jest jako „krwawa wojna polsko-ukraińska”. Nie ma w nim mowy o ludobójstwie — jest „tragedia wołyńska”. To sformułowanie, jak wyjaśnił Pieczyński, jest kluczowe: tragedia to coś przypadkowego, bez wyraźnego sprawcy.
Ukraińscy publicyści stosują symetrię win ze wskazaniem na większą winę polską. Wzorcowym przykładem jest koncepcja historyka Wołodymyra Wiatrowicza, według którego miała miejsce „druga wojna polsko-ukraińska” trwająca od 1942 do 1947 roku — rozpoczęta mordami Polaków na Ukraińcach na Chełmszczyźnie i zakończona akcją Wisła. Pieczyński zwrócił uwagę, że Wiatrowicz sam pisze w tej samej książce o antypolskich wystąpieniach Ukraińców z 1939 roku, w których zginęło ponad 700 Polaków — jednak za początek „wojny” nie uznaje tych wydarzeń, bo nie pasują do narracji o polskiej agresji jako źródle konfliktu.
Kult UPA — lewica i liberałowie też go podzielają
Pieczyński podkreślił, że kult UPA, Bandery i Szuchewycza nie jest domeną skrajnych nacjonalistów. Wybitna ukraińska pisarka Oksana Zabużko — feministka o poglądach lewicowo-liberalnych — publicznie zachwycała się Szuchewyczem jako „hollywódzkim bohaterem”. Partia Solidarność Europejska Petra Poroszenki jest jednocześnie proeuropejska i broni kultu UPA. Ukraiński publicysta Serhij Terany opisywał, jak wschód Ukrainy „staje się banderowski” — rozumiejąc przez to wzrost poparcia dla UE i NATO, bo zarówno Bandera, jak i struktury zachodnie są antyrosyjskie. Pieczyński ocenił, że ten kult jest niesamowicie powierzchowny — UPA to dla Ukraińców symbol walki z Rosją, a nie z Polską, i nikt głębiej nie analizuje, co te organizacje naprawdę reprezentowały.
Polska jest dla Kijowa klientem od usług
W szerszym ujęciu Pieczyński stwierdził, że Polska była dla Kijowa nie partnerem, lecz dostawcą bezwarunkowej pomocy. Dopóki dawała wszystko bez zastrzeżeń, była chwalona. Każda próba wystawienia rachunku — zbożowego, wołyńskiego, przewodowskiego — spotykała się z ostrą krytyką i oskarżeniami o działanie na rzecz Putina. Ukraiński publicysta Witalij Portnykow jeszcze podczas kryzysu zbożowego sugerował, że Ukraina powinna orientować się na Francję i Niemcy, a nie dbać o dobre relacje z Polską czy Węgrami — bo potężniejsi gracze nie stawiają warunków historycznych.
Co można zrobić
Pieczyński wymienił kilka działań. Pierwsze — uhonorowanie Sprawiedliwych Ukraińców ratujących Polaków przed UPA, co buduje alternatywną narrację. Drugie — edukacja ukraińskich dzieci uczących się w Polsce, w tym pokazy filmu Wołyń z wyjaśnieniem kontekstu. Trzecie — dotarcie do ukraińskich mediów z polską perspektywą historyczną. Czwarte — naciski praktyczne: referendum w sprawie akcesji Ukrainy do UE (pomysł Mateusza Lachowskiego) albo kontrola specjalnego przejścia granicznego dla transportów związanych z odbudową Ukrainy (pomysł Zbigniewa Parafianowicza). Pieczyński ocenił jednak wprost, że tymi narzędziami można wymusić poszerzenie ekshumacji i poszukiwań ofiar, ale nie zmuszą Ukrainy do uznania UPA za organizację zbrodniczą.