Jakub Dymek w autorskim materiale dla Kanału Zero wraca do sceny, która go poruszyła: starszy mężczyzna w tramwaju linii 17 zaczął głośno krzyczeć na nastoletnie dziewczynki rozmawiające po rosyjsku — wydzierał się o banderze, UPA i kulcie bandytów i morderców Polaków. Ktoś go uciszył, dziewczynki wróciły do telefonów i rozmów. Dymek pyta: czy te uczennice — może z Odessy, Charkowa albo Krzywego Rogu, uczące się w polskiej szkole — w ogóle wiedziały, o czym ten człowiek mówi? I dlaczego mają płacić cenę za decyzje Zełenskiego?
Propaganda zamiast prawdy
Dymek stawia tezę, którą — jak zaznacza — formułował publicznie już od pierwszego dnia pełnoskalowej inwazji, 24 lutego 2022 roku. Polskie media, elity i klasa polityczna wybrały wówczas propagandową wersję rzeczywistości: wizję szybkiego ukraińskiego zwycięstwa, nieuchronnego upadku Rosji, postawienia Putina przed trybunałami i niemal natychmiastowego przyjęcia Ukrainy do Unii i NATO. Niektórzy szli jeszcze dalej — postulowali powołanie wspólnego państwa polsko-ukraińskiego. Tuszowano fakty o rzeczywistej postawie administracji Bidena. Kto nie chciał powtarzać dominującego przekazu, był wyzywany od ruskich onuc.
Dymek napisał już wtedy, że napięcia prędzej czy później wybuchną. Że ci sami, którzy zbijali kapitał na pomocy Ukrainie, zwrócą się przeciwko Ukrainie i Ukraińcom, gdy tylko będzie to wygodne. I — jak ocenia — to jest dokładnie to, co dzieje się teraz.
Wdzięczność nie jest kategorią polityczną
Dymek przytacza fragment wystąpienia Marcina Giełzaka, z którym prowadził program: wdzięczność nie istnieje w słowniku poważnej polityki. Polska powinna była od początku patrzeć na Ukrainę realistycznie — doceniać, że ukraińskie wojsko absorbuje rosyjską agresję, bez złudzeń co do korupcji, polityki historycznej czy mentalności ukraińskich elit. Tak jak szlachta z Wielkopolski patrzyłaby na wojsko zaporoskie: może nie zaprosi go na obiad, ale doceni, że bije tych, których bić trzeba. Tymczasem Polska wybrała projekt przyjaźni, uścisków i porównywanie Zełenskiego do Mahatmy Gandhiego. Ludzie poczuli się oszukani, gdy okazało się, że Gandhim nie jest.
Odebranie orderu: politycznie genialny ruch, społecznie szkodliwy
Pomysł prezydenta Nawrockiego, żeby odebrać Zełenskiemu Order Orła Białego, Dymek ocenia jako politycznie wybitny — i społecznie szkodliwy. Wybitny, bo doskonale trafia w nastroje. Szkodliwy, bo nie zaspokoi żadnego realnego interesu Polski, a utrwali przekonanie o ukraińskiej niewdzięczności jako dominancie w relacjach. Polska klasa polityczna — pyta Dymek — dowiedziała się wczoraj o kulcie UPA na Ukrainie? Czy jej kalkulacja polskiego interesu zmieniła się na skutek jednej decyzji Zełenskiego?
Ukraińska odpowiedź: my was bronimy
Dymek poprosił swojego ukraińskiego kolegę, dziennikarza Oleksija, o przybliżenie ukraińskiej reakcji. Obraz jest symetryczny — Ukraińcy odpowiadają wytartym już sloganem, że to oni bronią Polski i Europy, i że relacja wdzięczności powinna być odwrócona. Mer Lwowa Andrij Sadowy napisał, że Zełenski przyjął order w imieniu narodu ukraińskiego i ukraińskiej armii, i zapytał ironicznie, czy Nawrocki odważy się przekroczyć granicę z Ukrainą, żeby ten order żołnierzom odebrać. Dymek ocenia, że taka wymiana argumentów może trwać w nieskończoność i nikogo do niczego nie prowadzi.
Luki w wiedzy, propaganda i nieuchronne napięcia
Dymek przytacza wyniki badań polskiego Centrum Miroszewskiego: Polacy niemal nie uczyli się w szkole historii Ukrainy. Jedynym punktem odniesienia w opowieściach o relacjach polsko-ukraińskich jest Wołyń. Bandera jest znany z nazwiska, ale wiedza o nim jest szczątkowa — w Polsce funkcjonuje wyłącznie jako symbol zbrodni, podczas gdy na Ukrainie ma status bardziej złożony. Ta luka w wiedzy sprawiła, że gdy pojawiły się realne napięcia — konkurencja o zasoby systemu socjalnego, trudności integracyjne, koszty przyjęcia milionów uchodźców — wybuchły one w połączeniu z emocjami historycznymi, a nie jako racjonalny spór o interesy.
Polskie elity — ocenia Dymek — chciały nas przekonać, że heroiczna walka Ukrainy pociągnie za sobą jej przeanielenie i wszystkie napięcia znikną. Zamiast rzetelnej debaty o problemach serwowano propagandę. Napięcia oczywiście nie zniknęły i wybuchają teraz ze zdwojoną siłą.
Ukraińcy w Polsce nie są winni
Dymek kończy tam, od czego zaczął — przy scenie w tramwaju. Największą tragedią i jednocześnie największym sukcesem wrogów Polski i Ukrainy byłoby, gdyby cenę za błędy Zełenskiego i jego ekipy płacili Ukraińcy mieszkający w Polsce: sąsiedzi, podatnicy, pracownicy, którzy nie są winni ani zbrodni swoich pradziadów, ani krótkowzroczności własnej klasy politycznej. Polacy mają prawo do emocji i do surowej oceny ukraińskiej polityki historycznej. Ale emocje nie powinny prowadzić polskiej polityki zagranicznej — bo ta powinna kierować się interesem, a nie poczuciem urażonej dumy.