Dziubka i Długosz w Stan Wyjątkowym o kryzysie polsko-ukraińskim i SAFE: Nawrocki zadziałał w emocjach. Ukraina zorientowała się, że napięcie jest kosztowne

Kamil Dziubka i Dominika Długosz omawiali w podcaście Stan Wyjątkowy kulisy kryzysu polsko-ukraińskiego, decyzję Nawrockiego o orderze, oświadczenie Kosiniaka-Kamysza i program zbrojeniowy SAFE.

Zełenski chciał głosów nacjonalistów

Dziubka przypomniał, że pierwotna propozycja żołnierzy zakładała nadanie jednostce imienia Kłyma Sawura — dowódcy UPA bezpośrednio odpowiedzialnego za zbrodnie na Polakach, którego metody budziły opór nawet samych Ukraińców. Z tej nazwy zrezygnowano. Ostateczna decyzja o bohaterach UPA była więc już wersją złagodzoną — choć z polskiej perspektywy i tak nie do przyjęcia. Ukraiński historyk Jarosław Chrycak, cytowany przez Jacka Pawlickiego, twierdzi że Zełenski się z tej decyzji nie wycofa.

Oboje rozmówców ocenili, że Zełenski podjął tę decyzję z myślą o nadchodzących wyborach — chciał zdobyć głosy ukraińskich nacjonalistów. Gdyby teraz zaczął się wycofywać, straciłby to poparcie w dwójnasób. Dziubka przypomniał też, że jeszcze w 2019 roku, na inauguracji swojej prezydentury, Zełenski sugerował w rozmowie z polską delegacją, że temat UPA jest mu jako człowiekowi z południowo-wschodniej Ukrainy obcy i że być może Ukraina będzie budowała swój panteon bohaterów wokół Semena Petlury czy dowódców kozackich. Jednak UPA wciąż wraca.

Długosz wyjaśniła mechanizm, który za tym stoi: dla wielu Ukraińców UPA to nie jest historia rzezi wołyńskiej, tylko historia walki z Sowietami. Ukraina nie ma momentu założycielskiego narodu — dopiero od czterech lat tworzy go obecna wojna. A poprzednią taką historią była walka UPA z bolszewicką okupacją. To dlatego te dwie narracje łączą się w głowach wielu Ukraińców. Zastrzegła, że tego nie tłumaczy — uważa, że Zełenski powinien brać pod uwagę polską wrażliwość — ale tak jest w rzeczywistości.

Nawrocki zadziałał w emocjach

Dziubka ocenił zapowiedź odebrania Orderu Orła Białego jako działanie pochopne — Nawrocki powinien był poczekać, zamiast wyciągać największe działa w pierwszej fazie konfliktu. Długosz przyznała, że rozumie, dlaczego prezydent tak zareagował — Nawrocki był głęboko zaangażowany w sprawę ekshumacji na Wołyniu jeszcze jako prezes IPN i to są jego autentyczne emocje. Ale dodała, że teraz musi się z nich jakoś wycofać i być może najchętniej usłyszałby od kapituły i od Tuska, że nic z tego nie będzie — żeby mógł pogrzmiać, a sprawa rozeszłaby się po kościach.

Oboje zaznaczyli, że zapowiedź odebrania orderu i tak już poszła w świat i trudno się z niej wycofać. Dziubka zwrócił uwagę na paradoks: Nawrocki może odebrać order samodzielnie, bo to nie jest prerogatywa konstytucyjna wymagająca kontrasygnaty — ale bez kontrasygnaty premiera postanowienie jest niemożliwe do wykonania. Premier Tusk musi więc zdecydować, czy podpisać. Długosz oceniła, że kontrasygnata jest możliwa — Tusk czyta nastroje, a te są jednoznacznie po stronie Nawrockiego. Res Futura ustaliła, że 98% komentarzy internetowych po zapowiedzi odebrania orderu było pozytywnych i że około 90% z nich to autentyczne konta, nie boty.

Długosz zwróciła uwagę na ważne rozróżnienie, które wyłania się z badania nastrojów: wyborcy koalicji rządzącej oddzielają order od pomocy wojskowej. Mówią — on nas obraził, ale wiemy, że musimy pomagać Ukrainie, bo Ukraina zatrzymuje Rosjan. Order Orła Białego jest więc kosztem politycznym, który Tusk może uznać za warto ponieść.

Andrzej Duda milczał, potem napisał

Dziubka opisał kulisy milczenia byłego prezydenta przez kilka dni po zapowiedzi Nawrockiego. Według jego rozmówcy z otoczenia Dudy, były prezydent nie chciał narazić się Nawrockiemu, z którym ma dobre relacje, a równocześnie nie chciał kasować własnej agendy opartej na bliskich relacjach z Zełenskim. W końcu Duda odpowiedział SMS-owo — jego słowa przytoczyła też redakcja Onetu. Napisał, że Zełenski otrzymał order w innym czasie i gdy warunki były inne, teraz one się zmieniły i zachowanie Zełenskiego także i to wyraźnie, a decyzja należy do prezydenta Nawrockiego. Dziubka przyznał, że nie wie, co z tego wynika — statement jest niejednoznaczny.

Dziubka zwrócił też uwagę na ironię: Marcin Przydacz, szef Biura Polityki Międzynarodowej Nawrockiego, był dokładnie na tym samym stanowisku gdy Duda wręczał Zełenskiemu order w 2023 roku — i wtedy mówił jedno, dziś mówi drugie.

Oświadczenie Kosiniaka-Kamysza

Długosz i Dziubka omówili oświadczenie wicepremiera, które — jak zauważył Dziubka — zrobiło karierę medialną najpierw na Ukrainie, nie w Polsce. Zostało wyemitowane w czwartkowy wieczór w największym serwisie informacyjnym głównego kanału ukraińskiej telewizji, zanim polskie media zdążyły je szeroko omówić. Dziubka ocenił, że to oświadczenie nie było skierowane do Polaków, tylko do Ukraińców. Kosiniak-Kamysz nie niuansuje historii, ale apeluje do ukraińskiej wrażliwości — mówi, że Ukraina ma własnych bohaterów, żołnierzy broniących Charkowa i Donbasu, i nie potrzebuje patronów, którzy ranią pamięć polskich ofiar. Używa przy tym słowa ludobójstwo. Długosz oceniła, że bardzo dobrze się stało, że oświadczenie trafiło do ukraińskich mediów.

Narracja antyukraińska rośnie

Długosz zwróciła uwagę na niepokojący trend: narracja antyukraińska w Polsce trzyma się coraz mocniej i nie jest wyłącznie inspirowana rosyjską propagandą. Polacy po czterech latach są zmęczeni, nie czują, że ta wojna jest dla nich realna, nie rozumieją, dlaczego część polskiego sprzętu wojskowego pojechała na Ukrainę, dlaczego tylu młodych Ukraińców jest w Polsce. To wszystko narasta. Zełenski powinien sobie z tego zdawać sprawę — w tej atmosferze decyzje takie jak ta z UPA tylko tę narrację podbijają. I za chwilę sympatii do Ukraińców w Polsce w ogóle nie będzie.

SAFE i zbrojenia

Dziubka i Długosz omówili spór między Pałacem Prezydenckim a rządem wokół programu SAFE. Kosiniak-Kamysz ogłosił w Stalowej Woli, że w ciągu trzech dni zakontraktowano więcej w polskim przemyśle zbrojeniowym niż przez osiem lat — 62 umowy na 120 miliardów złotych. Szef BBN Grodecki zaatakował program twierdząc, że zapowiedzi przeznaczenia ponad 90% środków dla polskiego przemysłu miały więcej wspólnego z politycznym przekazem niż z rzeczywistymi wyliczeniami. Kosiniak-Kamysz odparł: w trzy dni zakontraktowaliśmy więcej w polskim przemyśle zbrojeniowym niż przez osiem lat.

Długosz zwróciła uwagę na kontekst strategiczny: w otoczeniu premiera i Ministerstwa Obrony panuje przekonanie, że Polska musi robić te zakupy teraz, nie może na nic czekać — bo może się okazać, że za dwa lub trzy lata będzie za późno, a jakiekolwiek pożyczki okażą się najmniejszym problemem. Dodała, że słyszała, iż część pożyczki może zostać umorzona i że nie będzie spłacana przez 45 lat ani w pełnej wysokości. To ryzyko świadomego wyboru wobec oceny zagrożenia.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *