Generał profesor Bogusław Pacek, dyrektor Muzeum Wojska Polskiego i profesor Akademii Pożarniczej, w rozmowie z Dorotą Roman w wideopodcaście Gazety Wyborczej „Przysposobienie Obronne” ocenił, że postawa prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, którą określił jako „romantyzm wojenny”, szkodzi zarówno Polsce, jak i samej Ukrainie.
Ukraina nie stanie się liderem flanki wschodniej
Odnosząc się do zbliżającego się szczytu NATO w Ankarze oraz do wypowiedzi prezydenta Zełenskiego, według której to tylko Ukraina może obronić Polskę przed Rosją, generał Pacek ocenił, że choć Ukrainie może się wydawać, iż posiada potencjał wskazywany przez NATO, w rzeczywistości tak nie jest. Podkreślił, że o bycie i rozwoju państwa decyduje działanie pozytywistyczne, a nie romantyczne, a obecny romantyzm wojenny prezydenta Zełenskiego jest szkodliwy przede wszystkim dla samej Ukrainy i może zaważyć na jej przyszłości na wiele lat.
Generał ocenił szczyt w Ankarze jako swoisty sprawdzian dla NATO – pokaże, czy sojusz w 2026 roku rzeczywiście gwarantuje bezpieczeństwo swoim członkom, czy raczej zapowiada powstanie odrębnego, europejskiego systemu obronnego. Zaznaczył, że Ukraina, mimo swojej pewności siebie, a nawet pewnej buńczuczności ze strony prezydenta, nie byłaby w stanie przetrwać jako państwo bez pomocy wielu krajów, w tym europejskich i Polski, zwłaszcza że Stany Zjednoczone radykalnie zmieniły swoje podejście do wspierania Ukrainy. Dodał, że Ukraina potrzebuje dziś nie tylko amunicji, dronów czy wyrzutni, ale przede wszystkim pieniędzy – na spłatę długów, pensje nauczycieli i podstawowe zaopatrzenie sklepów, ponieważ w dużym stopniu funkcjonuje dziś na europejskim wsparciu finansowym.
Akcesja do NATO odległa, wejście do UE zagrożone przez politykę historyczną
Pytany, czy podczas szczytu w Ankarze może paść zaproszenie Ukrainy do NATO, generał Pacek zdecydowanie temu zaprzeczył, wskazując, że to przede wszystkim Stany Zjednoczone oraz Niemcy w największym stopniu przyczyniły się do odłożenia rozmów o członkostwie Ukrainy w sojuszu – już prezydent Joe Biden postawił warunki niemożliwe do spełnienia w ciągu jednej czy dwóch dekad, a obecna administracja Donalda Trumpa poszła w tym kierunku jeszcze dalej. Ocenił, że Rosja stanowczo sprzeciwia się członkostwu Ukrainy w NATO, Stany Zjednoczone się na nie nie zgadzają, a państwa europejskie, mimo chęci, nie wykazują zdecydowanej woli działania w tym kierunku.
Znacznie bardziej realną perspektywą dla Ukrainy jest według generała członkostwo w Unii Europejskiej, tym bardziej ubolewał on nad zaostrzającą sytuacją wywołaną przez prezydenta Zełenskiego i jego współpracowników. Ocenił, że nie wolno szantażować ani Unii, ani Ukrainy, a stanowiska w rodzaju „nie, bo tworzymy Panteon Bohaterów Ukrainy” nie mogą być podstawą polityki – gdyby w Panteonie rzeczywiście znalazł się Roman Szuchewycz, generał nie wierzy, by nawet najbardziej proukraińscy przywódcy europejscy odważyli się bronić dalszego wspólnego funkcjonowania Ukrainy w Unii Europejskiej przy tak ostrym zwarciu.
Polityka historyczna jako „tykająca bomba” przygotowana przez ukraińskich liderów
Generał Pacek ocenił bieżący spór historyczny jako tykającą bombę przygotowaną przez samych ukraińskich przywódców. Przywołał swoje wieloletnie doświadczenie pracy na Ukrainie, sięgające 2013 roku, zaznaczając, że przez lata zdecydowana większość Ukraińców nie miała żadnej wiedzy o UPA, OUN, Stepanie Banderze czy Szuchewyczu – nie chodziło o zapomnienie, lecz o brak wiedzy, którą później podano jednostronnie, w sposób budujący postawy nacjonalistyczne, dający siłę do walki i do głosowania. Ocenił, że proces ten rozpoczął się jeszcze za prezydentury Petra Poroszenki i jego poprzedników, którzy w ten sposób próbowali jednoczyć społeczeństwo wokół postaw patriotycznych.
Generał opowiedział, że wielu Ukraińcom podarował film „Wołyń”, a osoby, które go obejrzały, były zdumione i pytały, czy to, co widzą, jest propagandą lub kłamstwem. Kiedy opowiadał im o relacjach naocznych świadków tamtych wydarzeń, z którymi zetknął się jako dziecko, byli zszokowani informacjami o metodach zbrodni – nabijaniu dzieci na sztachety, przepiłowywaniu ludzi piłami do drewna, paleniu w stodołach – które określił jako zbrodnie na miarę ludobójstwa. Podkreślił, że rok 2022 pokazał, iż zwykli obywatele Polski i Ukrainy potrafią żyć w zgodzie mimo trudnej historii, a obecna eskalacja poprzez nadanie imienia jednostce wojskowej i kolejne działania zagraża tej zgodzie, mimo że – jego zdaniem – łatwo można było zejść z tego tematu w sposób niekonfliktowy dla obu stron.
Krytyka nadmiernego zaangażowania Polski w pomoc dla Ukrainy
Generał ocenił, że decyzja o nieprzekazywaniu Ukrainie samolotów MiG-29 nie jest ani dobra, ani zła – to decyzja należąca do Ukrainy, nie do Polski. Skrytykował sposób, w jaki Polska zaangażowała się w pomoc dla Ukrainy w 2022 roku, mówiąc o „nadmiarze otwarcia bez zastanowienia” – Polska przekazywała czołgi, transportery i samoloty bez wcześniejszej analizy własnych potrzeb, co uznał za szczere i „katolickie” podejście, ale jednocześnie ocenił, że Ukraińcy, podobnie jak zrobiłby to każdy inny naród w ich sytuacji, szybko przyzwyczaili się do takiej pomocy, traktując ją jako coś naturalnego i oczekując więcej. Zestawił to z postawą Niemiec, Francji czy Stanów Zjednoczonych, które – jego zdaniem – pomagały bardziej rozważnie.
Generał wyraził też niezrozumienie, dlaczego Ukraina nie przekazuje Polsce technologii dronowych, skoro są one wysoko oceniane, oraz zasugerował, że Ukraina może na tej postawie ostatecznie stracić, mimo że sam deklarował się jako zdecydowanie proukraiński i utrzymujący liczne kontakty z Ukraińcami, w tym z osobami, które podzielają jego zaniepokojenie obecną sytuacją. Odniósł się krytycznie do braku obecności prezydenta Zełenskiego na konferencji w Gdańsku, mimo że przyjechała tam „cała Europa”, a Polska i inne kraje przekazały Ukrainie łącznie 90 miliardów euro pomocy.
Panteon Bohaterów jako narzędzie odbudowy poparcia
Generał ocenił, że decyzja prezydenta Zełenskiego o nadaniu jednostce wojskowej imienia związanego z UPA, podjęta wkrótce po odebraniu mu Orderu Orła Białego, miała na celu odbudowę malejącego poparcia społecznego – po tych działaniach notowania prezydenta w ukraińskich badaniach opinii publicznej wzrosły chwilowo do 92 procent. Generał ostrzegł jednak, że nie wolno ryzykować losami państwa dla osiągnięcia takiego celu, nazywając to „grzechem, który przejdzie do historii”, jeśli sprawa zakończy się źle. Ocenił, że prezydent Zełenski zachowałby się jak mąż stanu, gdyby wzniósł się ponad osobiste ambicje i dał Ukrainie szansę.
Stała baza wojsk USA w Polsce
Generał Pacek opowiedział się za utworzeniem stałej bazy wojsk amerykańskich w Polsce, zaznaczając, że lokalizacja powinna wynikać z oceny ryzyka, możliwości logistycznych oraz połączenia ze stałym dowództwem V Korpusu w Poznaniu, a decyzja w tej sprawie zależy w większym stopniu od Stanów Zjednoczonych niż od Polski. Ocenił, że Stany Zjednoczone dążą do wycofania się z Europy w wymiarze rotacyjnym – zapowiadał to już Joe Biden, a kontynuuje to administracja Donalda Trumpa – jednak stała obecność wojskowa w Polsce byłaby w amerykańskim interesie jako skuteczne narzędzie odstraszania.
Odnosząc się do szacowanego kosztu utworzenia takiej bazy w wysokości 12 miliardów, generał wyraził przekonanie, że polscy podatnicy zaakceptują ten wydatek, ponieważ rozumieją, że chodzi o bezpieczeństwo kraju. Zaznaczył różnicę jakościową między stałą obecnością wojskową a rotacyjną, wskazując na przykład Niemiec, gdzie stacjonuje blisko 40 tysięcy amerykańskich żołnierzy wraz z rozbudowaną infrastrukturą i zdolnościami wywodzącymi się jeszcze z czasów zimnej wojny, które – jego zdaniem – powinny być dziś w większym stopniu przesunięte w stronę wschodniej flanki NATO.
Strategiczne cele Rosji pozostają niezmienne
Generał ocenił, że Rosja w pewnym stopniu powtarza dynamikę rywalizacji z okresu zimnej wojny między Ronaldem Reaganem a Leonidem Breżniewem, kiedy to amerykańska presja zbrojeniowa przyczyniła się do upadku Związku Radzieckiego. Zaznaczył, że reakcje rosyjskie na ukraińskie ataki dronowe są kosztowne, angażując drogie systemy takie jak pociski manewrujące, Pancyry czy Iskandery. Podkreślił, że mimo słabnącej gospodarki Rosja wciąż rozwija potencjał militarny i nie zrezygnowała ze swoich celów strategicznych ogłoszonych przez Władimira Putina w 2022 roku – budowy większego potencjału demograficznego i politycznego obejmującego Ukrainę, Białoruś, a być może również Gruzję i Mołdawię, a także przesunięcia granic bezpieczeństwa w Europie Środkowej w kierunku zachodnim.
Kwestia drugiej kadencji szefa Sztabu Generalnego
Odnosząc się do zbliżającego się końca kadencji generała Kukuły jako szefa Sztabu Generalnego, generał Pacek wyraził dla niego duże uznanie, przypominając jego wcześniejsze osiągnięcia jako zastępcy szefa Sztabu Dowództwa Wojsk Specjalnych, dowódcy jednostki komandosów w Lublińcu oraz współtwórcy rozbudowy Wojsk Obrony Terytorialnej. Odrzucił zarzuty, że generał Kukuła nie dowodził dywizją, wskazując, że podobnie było w przypadku innych cenionych szefów Sztabu Generalnego, takich jak generałowie Gągor czy Gocuł. Wyraził nadzieję, że generał Kukuła pozostanie na stanowisku, a jeśli odejdzie, obejmie inną ważną funkcję, podkreślając, że odchodzenie doświadczonych generałów szkolonych przez dziesięciolecia jest stratą dla państwa. Wyjaśnił też, że rzeczywisty wpływ na kreowanie sił zbrojnych ma dziś w dużej mierze dowódca generalny rodzajów sił zbrojnych, generał Marek Sokołowski, podczas gdy rola szefa Sztabu Generalnego koncentruje się na planowaniu strategicznym i koncepcyjnym.
Napięcie między MON a Kancelarią Prezydenta
Pytany o napięcia kompetencyjne między Ministerstwem Obrony Narodowej a otoczeniem prezydenta Karola Nawrockiego, generał ocenił to zjawisko jako długotrwały problem koabitacji, obecny za każdego z pięciu ministrów obrony, pod którymi służył. Zauważył, że Biuro Bezpieczeństwa Narodowego od dawna wykazuje ambicje wykraczające poza formalne doradzanie prezydentowi, co prowadzi do napięć z ministrem obrony narodowej. Wyjaśnił, że formalnie główne kierunki rozwoju sił zbrojnych zatwierdza prezydent, ale na wniosek Sztabu Generalnego, ministra obrony i premiera, natomiast w czasie pokoju to minister obrony narodowej sprawuje bezpośrednią kontrolę nad armią, podczas gdy w czasie wojny rolę tę przejmuje prezydent poprzez naczelnego dowódcę.
Ryzyko upolitycznienia armii po wyborach 2027 roku
Pytany o scenariusz zwycięstwa Prawa i Sprawiedliwości oraz ugrupowań konfederackich w wyborach 2027 roku i ryzyko ponownego upolitycznienia wojska, generał Pacek wyraził nadzieję, że do tego nie dojdzie, zaznaczając, że niezależnie od tego, kto sprawuje władzę, wojsko powinno pozostać apolityczne. Przyznał jednak, że za rządów Prawa i Sprawiedliwości ze Sztabu Generalnego odeszło aż 80 procent oficerów, co określił jako szok i stratę dla państwa, biorąc pod uwagę, że przygotowanie oficera do służby w Sztabie Generalnym zajmuje kilkanaście lat. Podkreślił, że awans, pozostanie w służbie lub zwolnienie żołnierza nie powinny nigdy zależeć od jego bliskości do danej partii politycznej, a jedynie od realizacji zadań wyznaczanych przez cywilnego ministra obrony narodowej – to na tym, jak zaznaczył, polega cywilna kontrola nad armią.
Rozmowę przeprowadziła Dorota Roman. Wydawczynią podcastu była Martyna Turska-Bukaty, realizację prowadzili Marcin Tynkowski i Patryk Marzęcki. Program dostępny na kanale Gazeta Wyborcza na YouTube, liczącym 47,8 tys. subskrybentów. Opublikowany 6 lipca 2026.