Historia Szeptem: kim naprawdę był Bohdan Chmielnicki

Autor kanału Historia Szeptem przedstawił obszerną analizę postaci Bohdana Chmielnickiego — dziś jednego z największych bohaterów narodowych Ukrainy, uznawanego niemal za ojca tamtejszej państwowości, a zarazem, jak podkreślił, postaci skrajnie niejednoznacznej, której współczesne interpretacje historyczne w dużej mierze mijają się z realiami epoki, w której żył.

Rzeź pod Batohem jako punkt wyjścia

Materiał otwiera przywołanie stepowego obyczaju wykupu jeńców — starego jak sam step zwyczaju, w którym schwytanych ludzi wykupywano zazwyczaj po to, by ich uwolnić, albo dla zarobku na okupie. Autor podkreślił, że Chmielnicki złamał tę tradycję: wykupił polskich jeńców od tatarskiego dowódcy nie po to, by ich wypuścić, ani nie dla okupu, lecz po to, by ich mieć — czyli metodycznie wymordować w ciągu dwóch dni na oczach całego obozu. Nadzorował to kozacki pułkownik Zołotarenko, który miał przy tym rzucić jedynie: „zdechły pies Nikonsa”. Zginęło od pięciu do ośmiu i pół tysiąca ludzi, w tym hetman polny koronny, generał artylerii oraz rodzony brat Jana Sobieskiego, przyszłego króla Polski. Autor przywołał ocenę historyka Długołęckiego, według której nie była to zemsta w gorącu bitwy, lecz zimna, wykalkulowana decyzja podjęta po to, by odzyskać autorytet wśród Kozaków i uniemożliwić Tatarom wywiezienie jeńców na Krym w charakterze niewolników — jak podsumował autor, nie odruch, lecz rachunek, bo wykupić bezbronnych po to, by ich metodycznie zgładzić, to nie szał bitwy, tylko decyzja podjęta na spokojnie, z sakiewką w ręku. Miejsce to bywa określane mianem „sarmackiego Katynia” — autor uznał to porównanie za trafne, ponieważ w obu przypadkach zginęła elita oficerska.

Kim naprawdę był Chmielnicki

Autor podkreślił, że większość Polaków zna tę postać głównie z powieści Henryka Sienkiewicza, w łagodniejszej literackiej wersji. Zaznaczył jednak, że prawdziwy Chmielnicki nie walczył o Ukrainę, ponieważ takie pojęcie w jego czasach nie istniało w znaczeniu państwowym czy narodowym — słowo to oznaczało wówczas kraniec, pogranicze. Chmielnicki był szlachcicem Rzeczypospolitej, oficerem rezerwy, weteranem jej wojen, jeszcze rok przed wybuchem powstania zwracał się ze skargami do króla jak każdy inny poddany.

Dzikie Pola i geneza kozaczyzny

Autor opisał geografię i historię terenów nad dolnym Dnieprem, gdzie kończyła się jurysdykcja europejskiego prawa, a zaczynały się Dzikie Pola nękane regularnymi najazdami tatarskimi po jasyr — według szacunków historyków przez dwa stulecia Chanat Krymski uprowadził z tych ziem nawet milion ludzi. Przypomniał, że stała tam niegdyś Ruś Kijowska, ochrzczona w obrządku wschodnim z Bizancjum, przy czym zastrzegł, że nazwa „Ruś Kijowska” jest wynalazkiem historyków XIX wieku, a samo słowo „Ruś” ma prawdopodobnie skandynawską etymologię. Po najeździe Mongołów i wygaśnięciu księstwa halicko-wołyńskiego ziemie te podzieliły między siebie Litwa i Korona, pozostawiając ludność ruską, prawosławną, bez własnej państwowości.

Na te pogranicza uciekali ludzie wszelkiego rodzaju — zbiegli chłopi, zadłużeni mieszczanie, szlachta po przegranych procesach, dezerterzy. Osiedlili się na dnieprowych wyspach, tworząc Sicz Zaporoską — rodzaj zbrojnej republiki bez pana, gdzie ogólne zgromadzenie wybierało i obalało atamanów. Pierwszą taką warownię na wyspie postawił kniaź o nazwisku Wiśniowiecki — postać wartą odnotowania, biorąc pod uwagę, że nazwisko to będzie później kojarzone z zupełnie innym, antykozackim Wiśniowieckim. Rzeczpospolita wprowadziła rejestr kozacki — spis osób branych na żołd królewski — co stało się źródłem trwałego napięcia: kozacy potrzebni w czasie wojny byli spychani z powrotem do stanu chłopskiego w czasie pokoju, mimo zachowanej broni i pamięci o żołnierskiej służbie.

Wyprawy morskie Kozaków

Autor szczegółowo opisał kozackie łodzie zwane czajkami — konstrukcje długości około osiemnastu metrów, budowane z wykorzystaniem wiązek trzciny zapewniających pływalność nawet po zalaniu wodą. Francuski inżynier Guillaume Le Vasseur de Beauplan, który spędził na tych ziemiach kilkanaście lat, odnotował, że sześćdziesięciu ludzi budowało taką łódź w dwa tygodnie, a flotylla stu jednostek powstawała w trzy tygodnie. Kozacy wypływali na tak skonstruowanych łodziach na pełne Morze Czarne przeciwko Imperium Osmańskiemu, choć — jak zaznaczył Beauplan — z takich wypraw rzadko wracała połowa uczestników.

Autor przywołał spalenie Synopy oraz nocny atak na przedmieścia Konstantynopola, podczas którego sam sułtan miał obserwować z okna płonące porty. Opisał także zdobycie Kaffy (dzisiejszej Teodozji) — największego targu niewolników nad Morzem Czarnym, przez który w ciągu dwóch stuleci przeszło ponad milion ludzi z Rzeczypospolitej i Moskwy, w większości Rusinów. Według różnych źródeł w wyprawie na Kaffę wzięło udział 150 czajek lub 6 tysięcy ludzi — Kozacy rozbili turecką eskadrę, weszli nocą do twierdzy i otworzyli bramy baraków, uwalniając z niewoli tysiące ludzi. Wyprawą tą dowodził Piotr Konaszewicz-Sahajdaczny, człowiek wykształcony w Akademii Ostrogskiej, który poprowadził też Kozaków pod Moskwę na pomoc królewiczowi Władysławowi oraz pod Chocim, gdzie odniósł rany, którym zmarł, zapisując majątek na rzecz prawosławnych szkół. Autor zastrzegł przy tym, że popularne przypisywanie Sahajdacznemu naczelnego dowództwa nad rajdem na Konstantynopol jest hipotezą, nie faktem, ponieważ buławę hetmańską otrzymał dopiero rok później.

Asymilacja ruskiej elity przez polską szlachtę

Autor wyjaśnił, że szlachecka tożsamość Rzeczypospolitej miała charakter stanowy, a nie etniczny, i mogła wchłonąć każdego posiadacza odpowiednio dużego majątku. Jako przykład wskazał Jeremiego Wiśniowieckiego — pochodzącego z prawosławnego rodu, spokrewnionego z metropolitą kijowskim Piotrem Mohyłą, wykształconego u jezuitów i w Bolonii, który przeszedł na katolicyzm i stał się jednym z największych magnatów kresowych oraz najzacieklejszym przeciwnikiem Kozaków. Podobny proces objął ród Ostrogskich — Konstanty Wasyl Ostrogski był obrońcą prawosławia i fundatorem pierwszej drukowanej Biblii cerkiewnosłowiańskiej, podczas gdy jego wnukowie stali się katolikami. Zdaniem autora problemem ruskiej ludności nie był brak własnej tożsamości, lecz utrata własnej elity na rzecz przeciwnej strony — nie zostawał magnat reprezentujący interesy Rusi przy stole decyzyjnym, tylko chłop, duchowny czy Kozak.

Przyczyny wybuchu powstania

Autor wskazał na kumulację czynników: unię z Litwą, która przesunęła ziemie ruskie pod bezpośrednią władzę Korony i sprowadziła polskich magnatów wraz z systemem pańszczyźnianym; kończące się okresy wolnizny dla osadników; napięcia religijne po powstaniu unii kościelnej, które postawiły prawosławie w niekorzystnej pozycji; oraz system arendy, w którym magnaci wydzierżawiali prawa do karczm, młynów czy poboru opłat, a dzierżawcami bywali często Żydzi, stając się najbardziej widoczną warstwą pośredniczącą między panem a poddanym. Autor przywołał zachowany kontrakt z okolic Witebska, w którym żydowscy dzierżawcy otrzymywali prawo — jak zapisano w dokumencie — „sądzić, rządzić i karać poddanych karami pieniężnymi”, oraz zanotowaną z niepokojem uwagę rabina Sirkesa, że miejscowa ludność zaczęła traktować dzierżawców jak królów i książąt. Autor zaznaczył, że to właśnie ta bliskość sprawiła, iż gniew chłopski w chwili wybuchu buntu uderzał najpierw w dzierżawców, choć system, który ich w tę rolę wstawił, należał do magnatów.

Osobista krzywda Chmielnickiego

Autor przedstawił biografię Bohdana Chmielnickiego jako podstarościego czehryńskiego, wykształconego prawdopodobnie u jezuitów, weterana klęski pod Cecorą (gdzie zginął jego ojciec, a on sam trafił do dwuletniej tureckiej niewoli), rejestrowego Kozaka i pisarza wojska zaporoskiego. Wenecki poseł Alberto Vimina, który widział go osobiście, opisał go jako człowieka postawnego, łagodnego w obejściu, pozbawionego cech demonicznych. Konflikt rozpoczął się od zajęcia jego majątku w Subotowie przez sąsiada, podstarościego Czaplińskiego, który miał też brutalnie pobić syna Chmielnickiego i uprowadzić kobietę z nim związaną. Gdy sądy zignorowały skargę ze względu na wpływowego protektora Czaplińskiego, Chmielnicki udał się do samego króla Władysława IV, który — jak przytoczono — miał odpowiedzieć, że skoro ma szablę u boku, niech sam wymierzy sprawiedliwość. Autor podkreślił, że to zdanie stanowi symboliczne przyznanie się państwa do bezsilności wobec własnych poddanych. Gdy Czapliński dodatkowo oskarżył Chmielnickiego o zdradę i kontakty z Tatarami, doprowadzając do jego uwięzienia, ten po zwolnieniu za poręczeniem zbiegł na Sicz Zaporoską, a następnie do chana krymskiego.

Wybuch powstania i pierwsze zwycięstwa

Autor wyjaśnił, że wcześniejsze bunty kozackie kończyły się klęską z powodu braku własnej jazdy — kluczową różnicą w przypadku Chmielnickiego było wynegocjowanie sojuszu z chanem krymskim Islamem Girejem, którego motywacją było osłabienie Rzeczypospolitej i udział w łupach, w tym w jasyrze, mimo formalnych zapewnień, że Tatarzy nie będą brać do niewoli prawosławnych Rusinów — w praktyce, jak zaznaczył autor, tego zapisu nie przestrzegano. O swoim tatarskim sojuszniku Tuchaj-beju Chmielnicki wyrażał się z czułością, nazywając go „bratem”, „swoją duszą” i „jedynym sokołem na świecie”, gotowym zrobić dla niego wszystko — mimo że w tym samym czasie Tatarzy pod jego dowództwem pędzili w kajdanach na krymskie targi tych samych ruskich chłopów, w których imieniu toczyło się powstanie.

Pierwsze starcie pod Żółtymi Wodami pokazało, jak system rejestru obrócił się przeciw Rzeczypospolitej — wysłani do stłumienia buntu rejestrowi Kozacy przeszli na stronę Chmielnickiego, a młody dowódca Stefan Potocki, syn hetmana, zginął w niewoli po złamaniu przez powstańców warunków rozejmu. Ten sam schemat — wynegocjowanie ustępstw, a następnie złamanie umowy — miał się, zdaniem autora, powtarzać przez cały przebieg konfliktu, aż po Batoh. Kolejne bitwy, w tym pod Piławcami, gdzie polskie wojsko w panice porzuciło obóz, doprowadziły do załamania sił Rzeczypospolitej w ciągu jednego sezonu. Litewski kanclerz Albrycht Radziwiłł, prowadzący w tym czasie pamiętnik, zanotował, że Chmielnicki trzymał wszystkich Rusinów w takim posłuszeństwie, iż byli gotowi wykonać każdy jego najmniejszy gest.

Zbrodnie po obu stronach

Autor przeanalizował krytycznie źródła dotyczące okrucieństw powstania. Wskazał, że część uniwersałów przypisywanych Chmielnickiemu wzywających do wybijania szlachty i Żydów jest, według ukraińskiego historyka Mychajła Hruszewskiego, XVIII-wiecznym fałszerstwem mającym nadać powstaniu charakter świętej wojny, choć język nienawiści faktycznie funkcjonował wśród lokalnych dowódców. Opisał pogrom dokonany przez oddziały pułkownika Maksyma Krzywonosa, które podstępnie, pod fałszywymi polskimi chorągwiami, wdarły się do miasta i wymordowały schronioną tam ludność żydowską i katolicką — kronikarz Natan Hanower podał liczbę sześciu tysięcy ofiar, choć współcześni historycy uznają tę liczbę za zawyżoną. Autor zwrócił uwagę na przypadek Tulczyna, gdzie popularna wersja o wydaniu Żydów przez polską szlachtę w zamian za ocalenie została zakwestionowana przez badacza Edwarda Frama, który wykazał, że Hanower przenosił do opisu Tulczyna wydarzenia z innych miejscowości.

Autor podkreślił, że Chmielnicki dopuszczał się przemocy również wobec własnych — zmuszał zbuntowanych chłopów do powrotu pod władzę polskich panów na mocy zawieranych ugód, wysyłając przeciw nim własne oddziały kozackie. Przywołał też rzeź dokonaną przez Jeremiego Wiśniowieckiego, który kazał wbijać schwytanych na pal po uprzednim obcięciu rąk, oraz działania Stefana Czarnieckiego, mszczącego się na całych miastach. Zaznaczył, że od pewnego momentu obie strony przestały brać jeńców, dążąc wyłącznie do wyniszczenia przeciwnika, a epidemie dżumy, tyfusu i ospy, nakładające się na wojnę, doprowadziły do wyludnienia sięgającego miejscami 40 procent — czego dowodem jest spadek podatku pogłównego płaconego przez ludność żydowską na Wołyniu do jednej czwartej stanu sprzed wojny.

Próby ugody z Rzeczpospolitą

Autor przedstawił ugodę zborowską, na mocy której Kozacy otrzymali podniesienie rejestru do 40 tysięcy, trzy województwa z urzędami zastrzeżonymi dla prawosławnych oraz miejsce w Senacie Rzeczypospolitej dla metropolity kijowskiego Sylwestra Kosowa — co Sejm zatwierdził. Kiedy jednak Kosow przybył do Warszawy, by zająć przyznane miejsce, katoliccy biskupi zagrozili opuszczeniem obrad, jeśli prawosławny hierarcha zasiądzie między nimi, a dwór, nie chcąc konfliktu z Kościołem, ustąpił, pozostawiając metropolitę bez obiecanego miejsca. Autor podkreślił, że to Rzeczpospolita złamała tę umowę, co dla radykalnego skrzydła kozackiego stało się dowodem na bezwartościowość polskich zobowiązań.

Klęska pod Beresteczkiem i weto Sicińskiego

Autor opisał bitwę pod Beresteczkiem, w której polskie wojsko zastosowało szyk uniemożliwiający Tatarom wykorzystanie przewagi szybkości, co doprowadziło do trzydniowych walk zakończonych ucieczką lub uwięzieniem chana — źródła różnią się co do przyczyn — co pozbawiło powstańców dowództwa Chmielnickiego w kluczowym momencie i doprowadziło do klęski. Rzeczpospolita narzuciła następnie znacznie surowszą ugodę w Białej Cerkwi, którą jednak zerwał brak ratyfikacji sejmowej po tym, jak poseł ziemi upickiej Siciński zablokował przedłużenie obrad i opuścił salę — autor zaznaczył, że historycy spierają się, czy było to pierwsze faktyczne liberum veto w dziejach Sejmu, przy czym jego znaczenie polega na tym, że ta sama procedura sto lat później doprowadzi do rozkładu państwa.

Awantura mołdawska

Autor wspomniał o wojnie wywołanej ambicjami dynastycznymi Chmielnickiego, który planował małżeństwo swojego syna Tymosza z córką hospodara mołdawskiego. Wyprawa zakończyła się klęską — Tymosz został ranny podczas oblężenia twierdzy i zmarł na gangrenę, co położyło kres marzeniom Chmielnickiego o założeniu własnej dynastii.

Perejasław i rzeczywista skala „zjednoczenia”

Autor obalił popularny obraz, jakoby Chmielnicki od początku dążył do zjednoczenia z prawosławną Moskwą — w rzeczywistości car był ostatnią opcją, po odrzuceniu przez niego wcześniej wasalstwa wobec sułtana tureckiego oraz prób sojuszy ze Szwecją, Siedmiogrodem i Mołdawią. Sam car Aleksy Michajłowicz przyglądał się z boku wzajemnemu wykrwawianiu się Rzeczypospolitej i Kozaków, licząc na własną korzyść, a decyzję o przyjęciu poddaństwa kozackiego zatwierdził specjalny sobór ziemski.

Autor opisał samą ceremonię w Perejasławiu w 1654 roku, poprzedzoną serią symbolicznych niepowodzeń — zniszczoną w transporcie carską chorągwią i wypadającymi z buławy klejnotami. Kluczowy spór dotyczył wzajemności przysięgi: Chmielnicki, wychowany w realiach Rzeczypospolitej, oczekiwał, że poseł carski w imieniu władcy złoży wzajemną przysięgę ochrony kozackich wolności, na co bojar Buturlin odpowiedział stanowczą odmową, argumentując, że car jako samodzierżca nikomu nie przysięga. Ostatecznie Chmielnicki przysiągł jednostronnie, ponieważ — jak ocenił cytowany historyk Serhij Płokhij — zależało mu na jak najszybszym uzyskaniu moskiewskiego wsparcia militarnego. Autor podkreślił, że przysięgę w Perejasławiu złożyło zaledwie 284 osoby, a nie, jak głosi tradycyjna narracja, miliony ludzi — a metropolita Kosow, wcześniej odepchnięty od senatorskiego krzesła w Warszawie, odmówił złożenia przysięgi carowi, nie chcąc podlegać moskiewskiemu patriarsze.

Kwestia zdrady i trzy możliwe odczytania

Autor przedstawił trzy interpretacje wydarzeń: polską, według której Chmielnicki zdradził Rzeczpospolitą; ukraińską, według której zawiódł własny naród, wpychając Ruś pod moskiewskie panowanie na kolejne trzysta lat; oraz interpretację, według której to Moskwa złamała warunki, których nawet formalnie nie zaprzysięgła. Autor zastrzegł, że nie zamierza rozstrzygać tego jednoznacznie, zaznaczając jedynie, że pojęcie zdrady ma tu sens wyłącznie jako wybór polityczny dokonany wobec istniejącej alternatywy.

Skromność Chmielnickiego według relacji Viminy

Wenecki poseł Alberto Vimina, który zasiadał przy stole Chmielnickiego, pozostawił jedną z niewielu bezpośrednich relacji o nim — zanotował, że Hetman jadł skromnie, na stole dominowały gorzałka, piwo i miód, a wino podawano wyłącznie najznamienitszym gościom zagranicznym. Izba, w której przyjmował, była urządzona surowo — jak zapisał Vimina, po to, by Hetman pamiętał o obowiązkach urzędu i nie pozwolił rosnąć własnej próżności.

Ruina i zmarnowana szansa unii hadziackiej

Autor opisał okres po śmierci Chmielnickiego, nazwany przez samych Ukraińców Ruiną — czas rozpadu na dwie części (lewobrzeżną, ciążącą ku Moskwie, i prawobrzeżną, ciążącą ku Polsce lub Turcji) oraz wewnętrznych walk między kozackimi hetmanami. Jako dowód na to, że nie istniał jednolity naród sprzedany przez jednego zdrajcę, przywołał bitwę pod Konotopem, w której następca Chmielnickiego, hetman Iwan Wyhowski, przy wsparciu Tatarów krymskich rozgromił armię moskiewską — zaledwie pięć lat po Perejasławiu.

Kluczowym wątkiem tej części materiału jest unia hadziacka, zawarta przez Wyhowskiego, przewidująca utworzenie Księstwa Ruskiego jako trzeciego, równorzędnego członu Rzeczypospolitej obok Korony i Litwy, z własnymi urzędami, wojskiem, sądownictwem i gwarancjami dla prawosławia. Autor określił tę ugodę jako realną szansę integracyjną, przewyższającą znaczeniem wszystko inne w tej historii, która jednak została rozerwana przez sejmowe okrojenie, sprzeciw katolickiego episkopatu, zbrojną interwencję Moskwy oraz bunt kozackich mas, którym elitarna ugoda nie dawała nic.

Pomnik w Kijowie i pytanie o zmarnowaną szansę

Na zakończenie autor opisał pomnik Chmielnickiego w Kijowie, zaprojektowany w XIX wieku przez rosyjskiego rzeźbiarza Michaiła Mikieszyna z pierwotnie antypolskim i antysemickim przekazem, ocenzurowany do samej konnej figury z uniesioną buławą. Obalił popularną legendę, jakoby buława wskazywała na Moskwę — w rzeczywistości, po obróceniu pomnika, by nie celował w pobliską cerkiew, wskazuje bez żadnego historycznego sensu w stronę Szwecji. Zauważył, że każda epoka interpretowała tę postać na swój sposób — carat i władza sowiecka jako tego, kto oddał Ruś Moskwie, ukraińska pamięć narodowa jako ojca państwowości, a Polska poprzez Sienkiewicza jako literacką karykaturę.

Autor zakończył refleksją, że Chmielnicki nie walczył o Ukrainę, ponieważ nie znał takiego pojęcia, i nie dążył do zniszczenia Rzeczypospolitej, lecz do uzyskania w niej miejsca — odmówionego mu trzykrotnie: przy senackich drzwiach, przez wyjście posła Sicińskiego z sali sejmowej oraz przez rozerwanie unii hadziackiej. Zaznaczył, że Ukraina wyrosła nie dlatego, że Chmielnicki ją stworzył, lecz dlatego, że Rzeczpospolita nie zdołała wchłonąć ziem ruskich, gdy jeszcze było to możliwe, a z tego samego pnia z czasem wyrosła też Białoruś. Autor przypomniał, że pomnik upamiętniający samą ugodę pereasławską w Perejasławiu został niedawno rozebrany, i postawił pytanie, jak wyglądałaby dziś mapa Europy Wschodniej, gdyby unia hadziacka doszła do skutku.


Materiał przygotował Marcin, autor kanału Historia Szeptem. Program dostępny na kanale Historia Szeptem na YouTube, liczącym 63,6 tys. subskrybentów. Opublikowany 5 lipca 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *