Giełzak i Dymek w „Dwie Lewe Ręce”: „Emocje zastępują nam politykę. Ukraińcy w Polsce nic nie zawinili”

Marcin Giełzak i Jakub Dymek nagrali specjalny odcinek podcastu „Dwie Lewe Ręce” poświęcony kryzysowi w relacjach polsko-ukraińskich — z wyraźną intencją wyjścia poza emocje i spojrzenia na sytuację z perspektywy racji stanu.

Emocje zamiast polityki

Dymek postawił tezę, że emocje nie tylko towarzyszą polskiej polityce wobec Ukrainy, ale ją zastępują. Oburzenie jest uzasadnione, decyzja Zełenskiego jest skandaliczna — ale po oburzeniu trzeba zadać pytanie: i co teraz? Polityka oparta na emocjach jest synonimem amatorszczyzny i doskonałym sygnałem dla wszystkich na świecie, że takie państwo jest łatwe do rozgrywania. Giełzak dodał, że jego ambicją było pokazać, że mamy jeszcze szansę mówić o relacjach polsko-ukraińskich w duchu racji stanu — i że całą energię intelektualną powinniśmy wkładać nie w wyliczanie win Zełenskiego, bo to jest łatwe, ale w szukanie skutecznych instrumentów nacisku.

Obaj przywołali obserwację, że Polska zrobiła błąd już po 2022 roku — media, klasa polityczna i ekspercka zmówiły się i przedstawiały Polakom ocenzurowaną wersję rzeczywistości. Ukraina miała za chwilę wygrać, nacjonalizm i korupcja były wyłącznie rosyjską propagandą, a przyszłość obu krajów miała być idyllą. Dziś to się mści — Polacy, którym wmawiano sielankę, teraz widzą problemy i skłaniają się ku narracji, że od początku rację mieli radykałowie. Wahadło, które wypchnięto za mocno w jedną stronę, uderza teraz z siłą w drugą.

Narracja o braku wdzięczności: ślepa uliczka

Dymek ocenił, że wdzięczność nie jest kategorią polityczną — opisuje relacje między jednostkami, nie między państwami. Ocena tego, czy wdzięczność została okazana i czy jest wystarczająca, zawsze leży po stronie tego, kto jej oczekuje — więc ta druga strona ma bardzo ograniczone możliwości zadośćuczynienia. Co konkretnie musiałaby zrobić Ukraina, żeby Polacy stwierdzili, że są kwici? Więcej pomników? Więcej medali? Ukraińcy kłaniający się w każdym sklepie ze słowami dziękuję za waszą pomoc?

Ktoś powie: przeprowadzone ekshumacje wołyńskie byłyby wystarczającą rekompensatą. Ale — zauważyli obaj — ekshumacje nie są kwestią wdzięczności, lecz zobowiązania prawnego i uczciwości historycznej. Poza tym Giełzak zwrócił uwagę, że niepokojąco duża część ekshumowanych szczątków to będą szczątki bardzo małe — należące do dzieci. Reakcja na to odkrycie nie będzie wdzięcznością za przeprowadzenie ekshumacji, lecz podkreślaniem skali zbrodni. A dla środowisk odruchowo antyukraińskich żaden gest nigdy nie wystarczy — zawsze znajdzie się kolejna ulica z imieniem Bandery.

Ukraińcy w Polsce nic nie zawinili

Obaj podkreślili z mocą, że Ukraińcy mieszkający w Polsce nie ponoszą odpowiedzialności za decyzje Zełenskiego i nie mogą być pociągani do zbiorowej odpowiedzialności. Dymek przywołał absurdalność tego żądania: to tak, jakby domagać się rozliczenia Polaków mieszkających w Australii za politykę historyczną prezydenta Dudy. Giełzak dodał, że połowa Polaków nienawidzi premiera, a druga połowa prezydenta, i nikt nie dałby się rozliczać z ich decyzji — bo „to nie mój prezydent”. Ukraińcy mają takie samo prawo do tego zastrzeżenia, tym bardziej że na Ukrainie od dawna nie było wyborów.

Dymek opisał sytuację, w której osoby polskiego pochodzenia z ukraińskimi nazwiskami są atakowane w internecie tylko dlatego, że mają ukraińskie nazwiska — i oczekuje się od nich symbolicznego ukorzenia. Przywołał też historię znajomej, która podczas procesu o obywatelstwo polskie była poddawana przez komisję swoistej ceremonii samoponiżenia: dopiero gdy mówiła o Ukraińcach z odpowiednio negatywnymi emocjami, dawano jej do zrozumienia, że dostatecznie się odcięła. Porównał to do japońskich chrześcijan zmuszanych do deptania krzyża.

Ekonomiczne argumenty przeciwko karaniu Ukraińców

Giełzak przedstawił szczegółowe dane pokazujące, że migracja z Ukrainy do Polski była pod każdym względem korzystna. W szczytowym momencie ponad 70% osób w wieku produkcyjnym podjęło pracę — najwyższy odsetek spośród wszystkich państw europejskich przyjmujących uchodźców wojennych. Praca ta wygenerowała w 2023 roku wartość odpowiadającą od 0,7 do 1,1% polskiego PKB. Jedynie 12% Ukraińców deklaruje zerową znajomość języka polskiego. Nie ma napięć na tle kulturowym, nie ma gettoizacji, nie ma ukraińskich gangów, nie ma istotnego wzrostu przestępczości.

Odebranie niepracującym obywatelom Ukrainy świadczeń 800+ byłoby dla polskiego budżetu praktycznie niezauważalne — każdy Polak odzyskałby około 8 złotych miesięcznie. Za tę kwotę zniechęciłoby się młodych Ukraińców wychowanych w Polsce do pozostania, zakładania firm i płacenia podatków — albo do wyjazdu do Niemiec czy Wielkiej Brytanii. To jest, jak ocenił Dymek, redystrybucja okrucieństwa pozbawiona ekonomicznego sensu.

Polityka historyczna: narzędzie, nie cel

Dymek postawił tezę, że Polska jest bodaj jedynym państwem, które osadza swoją politykę historyczną na fundamentach prób zmiany cudzej. Zamiast budować własną narrację służącą konkretnym celom państwowym, próbujemy meblować cudze wyobrażenia o historii — co jest niezwykle trudne albo wręcz niemożliwe, szczególnie w przypadku narodów dumnych i przekornych.

Przywołał przykład Izraela, który prowadzi niezwykle asertywną politykę historyczną — ale po to, żeby osiągać cele państwowe: uzyskać wyłączenie z pewnych reguł, zdobyć przewagę w debacie, osłonić własne działania przed krytyką. Izrael ma znakomite relacje z Rumunią i niemal nigdy nie wspomina publicznie, że Rumunia wymordowała bez udziału III Rzeszy około 350-400 tysięcy Żydów. Dlaczego? Bo bad na Rumunów nie jest potrzebny — Rumunia jest proizraelska. To jest czysty realpolitik, nie prostowanie cudzych poglądów na historię.

Polityka historyczna służy realizacji celów państwowych, a nie zaspokajaniu emocji. Jeśli wynikiem naszej polityki historycznej będzie mocniejsza pozycja negocjacyjna wobec Ukrainy, korzystniejsze warunki akcesji, lepszy dostęp do ukraińskich technologii zbrojeniowych — to dobrze. Jeśli jedynym wynikiem będzie to, że więcej Polaków zagłosuje na tę czy inną partię i poczuje się lepiej — to tkwimy w kole zaspokajania emocji.

Nacjonalizmowi ukraińskiemu przeciwstawiać patriotyzm

Giełzak przestrzegł przed scenariuszem zderzenia nacjonalizmów. Nacjonalizmowi ukraińskiemu — którym Zełenski gra niemądrze, bo dawka czyni truciznę — nie należy przeciwstawiać polskiego nacjonalizmu, lecz polski patriotyzm. Przypomniał lekcję z 1918-1920 roku: nacjonalizmy młodych narodów wybiły się nawzajem, a bolszewik przyszedł na gotowe. Polska się ostała, bo zachowała się jak stary, poważny naród, którego elity kierowały się racją stanu. Dziś potrzebny jest solidaryzm antyrosyjski — i jeśli Zełenski tego nie rozumie, sytuacja na froncie mu o tym przypomni. Polska powinna to rozumieć bez czekania na dramatyczne pogorszenie sytuacji wojennej.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *