Guzy w Polsacie: Zełenski popełnił fundamentalny błąd. Z tradycją UPA do Unii Europejskiej się nie wejdzie

Jarosław Guzy — ekspert ds. międzynarodowych — był gościem programu Punkt Widzenia Grzegorza Jankowskiego w Polsacie News, gdzie rozmawiał o kryzysie polsko-ukraińskim, decyzjach obu prezydentów, polityce historycznej Ukrainy, tradycji UPA i jej niekompatybilności z członkostwem w Unii Europejskiej, a także o merze Lwowa Andriju Sadowym i lokalnymi układami oligarchicznymi.

Obaj mają mocne charaktery — ale zaczął Zełenski

Jankowski zapytał o charaktery obu prezydentów — Zełenskiego i Nawrockiego. Guzy ocenił, że obaj mają mocne charaktery i że to właśnie charaktery grają w polityce ogromną rolę — to nie tylko twarde negocjacje i interesy, ale też psychologia. Obaj prezydenci rozpoczęli konkurencję, kto jest twardszy — choć jeden jest na wojnie, co jest zupełnie inną próbą. Twardość jest jednym z elementów, które polityk powinien posiadać — ale paradoksalnie, choć często narzekamy na elastyczność polityków, to elastyczność też się przydaje, zwłaszcza gdy spotykają się dwa twarde charaktery.

Co do pytania kto zaczął — odpowiedź jest jasna. Prezydent Zełenski popełnił fundamentalny błąd. Natomiast reakcja na ten błąd — jego zdaniem — mogła być lepsza. Były dostępne inne instrumenty. Na przykład twardy, jasny komunikat przekazany Zełenskiemu — niekoniecznie publicznie — o tym, o co chodzi. Nie tylko w kontekście tej jednej błędnej decyzji będącej zapalnikiem, ale szerzej — w kontekście całej polityki historycznej, którą państwo ukraińskie prowadzi jeszcze sprzed prezydentury Zełenskiego, a którą on kontynuuje i posunął się dalej. Twardy komunikat, bardzo jasny, ale niekoniecznie wypowiadany publicznie. Komunikacja zamieniła się w awanturę — a awantura nie służy rozwiązaniu problemu.

Elity ukraińskie myślą bieżącymi kategoriami — mało myślenia strategicznego

Guzy ocenił, że elity ukraińskie myślą bardzo krótkowzrocznie — bieżącymi kategoriami wojny, poszczególnych decyzji. Mało jest tam myślenia strategicznego. Teorie mówiące, że za decyzjami stoją skomplikowane konstrukcje dotyczące przyszłości układu w Europie, to jego zdaniem pisanie palcem na wodzie — nic wspólnego z rzeczywistością. Ukrainie zależy na wejściu do Unii Europejskiej, bo wejście do NATO pozostało w zawieszeniu — i zdali sobie z tego sprawę. UE jest dla nich bardzo ważna z powodów politycznych, bezpieczeństwa i gospodarczych.

I właśnie dlatego — powiedział Guzy — nikt im jeszcze jasno nie uświadomił, że z tradycją eksponowaną państwowo, jak UPA, do Unii Europejskiej się nie wejdzie. To nie jest kwestia wyłącznie polska — mamy bardzo dobry przykład Chorwacji. Ustasze to była formacja bardzo zbliżona do UPA — co do metod okrucieństwa i skali zbrodni. Państwo chorwackie nie nawiązuje do chorwackiego państwa z czasów III Rzeszy, gdzie rządzili ustasze, gdzie były obozy koncentracyjne dla Serbów, gdzie masakrowano Żydów. Ten bagaż trzeba było zostawić przy wejściu do Unii Europejskiej. I żaden kraj członkowski Unii Europejskiej nie powołuje się na tradycję organizacji czy instytucji państwowych typu faszystowskiego — a przecież mamy Portugalię z reżimem Salazara, Hiszpanię z Franco, Włochy z Mussolinim, Słowację z tradycją państwa księdza Tiso, Węgry z reżimem Horthiego i strzałokrzyżowcami. To wszystko będzie przedmiotem debaty przy negocjacjach akcesyjnych. Otwarto pierwszy klaster negocjacji z Unią Europejską — dotyczący kwestii praworządności i kryteriów kopenhaskich — który jest jednocześnie ostatnim, bo warunkuje sam fakt przystąpienia. Ukraina musi się z tym zmierzyć. Powinna zdać sobie z tego sprawę.

Odebranie orderu — gest symboliczny, który odbił się rykoszetem

Guzy ocenił, że gest odebrania orderu miał ogromną wagę symboliczną — ale uderzył też w Polskę rykoszetem. Zadał pytanie: czy wyobraża sobie Pan przywódcę zaprzyjaźnionego kraju, z którym nie mamy problemu, sympatycznego wobec Polski, któremu proponujemy Order Orła Białego — czy po całej tej sprawie z Zełenskim taki przywódca by się nie zawahał? Bo to jest order, który można dać, ale można i odebrać. Pytanie zawsze powinno być: czy ten gest pomaga rozwiązać problem czy nie.

Obserwuje dyskusje ukraińskie — przeważa reakcja obronna. Odebranie orderu zostało odebrane nie jako gest wobec prezydenta Zełenskiego, ale wobec Ukraińców jako takich. Sam Zełenski przyjmując order powiedział, że przyjmuje go w imieniu narodu ukraińskiego. To był gest z tego punktu widzenia dla Zełenskiego obraźliwy — i wielu Ukraińców, którzy z jego decyzją nie mieli nic wspólnego, stanęło murem za swoim prezydentem czasu wojny. Do tego odbiór takich gestów jest bardzo utrudniony w warunkach bombardowań i ginących ludzi — nie tylko na froncie. Polityk powinien zawsze przemyśleć, co dalej.

Co tak naprawdę wiemy o UPA — i czego Ukraińcy nie wiedzą

Guzy wyjaśnił, że UPA to były oddziały paramilitarne i partyzanckie — część wojskowa, podczas gdy OUN to była część polityczna. Najgorszą częścią UPA była jej służba bezpieczeństwa — odpowiedzialna między innymi za wymordowanie około tysiąca własnych żołnierzy, oskarżanych o zdradę i szpiegostwo. Służba bezpieczeństwa OUN była szkolona przez gestapo — od grudnia 1939 roku do mniej więcej połowy 1940 roku, w ramach przygotowań III Rzeszy do wojny ze Związkiem Sowieckim. Szkolono tam najbardziej zaufanych ludzi Bandery w torturach i metodach egzekucji — od najlepszych nauczycieli, czyli od gestapo. O tym Ukraińcy nie mają pojęcia — jest przekonany, że nie ma o tym pojęcia prezydent Zełenski, nie mają zwykli Ukraińcy, a zwłaszcza Ukraińcy ze wschodu i centrum kraju, którzy w ogóle nie mają tej tradycji upowskiej w swoich rodzinach ani okolicach — bo dotyczy ona przede wszystkim zachodniej Ukrainy.

To wielkie wyzwanie dla Ukrainy — oni sami muszą przejść przez tę lekcję, a Polska wymusić tego nie może. Nie ma instrumentów nacisku. Lecz do UPA nie sposób się odwoływać i jednocześnie prezentować się jako państwo oparte na cywilizowanych zasadach.

Niemcy jako przykład polityki historycznej — Rommel tak, Guderian nie

Guzy przywołał przykład Niemiec jako państwa, które miało zabagnioną przeszłość i musiało się z nią zmierzyć, budując na nowo siły zbrojne. Bundeswehr ma koszary imienia generała Rommla — wybitnego dowódcy, któremu nie przypisuje się znaczących zbrodni wojennych, a który pod koniec III Rzeszy był zmuszony do samobójstwa za udział w spisku przeciw Hitlerowi. Natomiast Heinz Guderian jest całkowicie wyklęty — nie ma żadnego imienia, żadnego upamiętnienia. Guderian miał zaszarganą przeszłość, zbrodnie popełniane przez jednostki mu podległe, i był nazistą do końca. Niemcy musieli tę subtelną politykę historyczną wypracować — oddzielić żołnierza zawodowego, któremu nie można zarzucić zbrodni wojennych, od nazisty i zbrodniarza. Tego właśnie nie robi Ukraina.

Jankowski przypomniał przy tej okazji sprawę Reinfardta — zbrodniarza wojennego odpowiedzialnego za mordowanie Polaków w Warszawie, który po wojnie został burmistrzem wyspy Sylt w Niemczech. Guzy potwierdził, że to obrzydliwy przykład niepełnego rozliczenia z przeszłością — ale i tak wskazuje, jak trudna jest ta droga i że Niemcy musieli się przez nią przebić, żeby funkcjonować jako demokratyczne państwo i być przyjęte do zachodnich struktur.

Sadowy to nie ideolog — to lokalny oligarcha

Guzy skomentował słowa Jarosława Kaczyńskiego, który nazwał mera Lwowa Andrija Sadowego banderowcem i powiedział, że nie powinien mieć wjazdu do Polski. Ocenił, że nazwanie go banderowcem jest bez sensu. Sadowy to biznesmen, lokalny oligarcha, który został burmistrzem Lwowa i twardą ręką trzyma lokalny układ. Polska firma, która wygrała tamtejsze przetargi, prawdopodobnie naruszyła czyjeś biznesy — i to z powodów biznesowych, nie ideologicznych, pojawił się problem. Znamy oligarchów na poziomie krajowym — Kołomojski, Achmetow i inni. Ale na Ukrainie są też lokalne układy oligarchiczne i we Lwowie taki układ istnieje, a jego spoiwem jest Sadowy. Ideologicznie prawdopodobnie mało się wszystkim przejmuje — interesy są dla niego kluczowe.

Politycy po obu stronach instrumentalizują konflikt

Guzy zaznaczył, że po obu stronach granicy mamy polityków, którzy instrumentalnie używają tego konfliktu i zaszłości historycznych po to, żeby podbudować się wewnętrznie politycznie. Po polskiej stronie są tacy, którzy nie mają nic do zaprezentowania poza pomysłem dezukrainizacji Polski, zamknięcia granic czy zrobienia czegoś z uchodźcami. Tymczasem konferencja odbudowy Ukrainy odbyła się, podpisano umowy — są pola wspólnych interesów, nie tylko wspólna walka z Rosją. Ukraina jest naszym sąsiadem i geograficznego położenia nie zmienimy. Ma nadzieję, że Ukraina zmieni się w tej kwestii, o której mówili.


Rozmowę przeprowadził Grzegorz Jankowski. Program dostępny na kanale Polsat News na YouTube, liczącym ponad 498 tysięcy subskrybentów. Materiał opublikowany 27 czerwca 2026 roku.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *