Dziennikarz Jakub Korus był gościem Dominiki Długosz w programie „Onet Rano”. Rozmowa dotyczyła wpływu decyzji prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego na polską scenę polityczną oraz licytacji polskich partii na temat skali pomocy udzielonej Ukrainie.
Zełenski połączył polską scenę polityczną
Korus ocenił, że sprawy polsko-ukraińskie będą jednym z głównych tematów kampanii wyborczej 2027 roku. Zwrócił uwagę na paradoks: decyzja Zełenskiego dotycząca nadania imienia bohaterów jednej z jednostek wojskowych, mimo że wywołała napięcia w relacjach polsko-ukraińskich, doprowadziła też do tego, że informacja o zbrodniach UPA na Wołyniu i w Małopolsce dotarła do szerszej opinii publicznej w całej Europie. Ocenił, że w tej sprawie doszło do rzadkiego porozumienia ponad podziałami – rozmawiając z politykami zarówno Koalicji Obywatelskiej, jak i PiS oraz Konfederacji, usłyszał od wszystkich to samo stanowisko, w tym od senatora Grzegorza Schetyny, że kwestię tę można podnosić przy okazji rozmów akcesyjnych Ukrainy z Unią Europejską. Zwrócił uwagę, że w Parlamencie Europejskim miał być prezentowany raport dotyczący początku rozmów akcesyjnych z Ukrainą, w ramach którego planowano głosowanie poprawek odnoszących się do rzezi wołyńskiej.
Długosz zgodziła się, że wybuch nastrojów antyukraińskich w Polsce był tylko kwestią czasu, ale to Zełenski – jej zdaniem kierujący się potrzebą oparcia się na elektoracie nacjonalistycznym w wewnętrznej polityce ukraińskiej – bezpośrednio go wywołał.
Licytacja partii na temat skali pomocy
Oboje rozmówcy skrytykowali sytuację, w której – jak to ujęła Długosz – dwie największe polskie partie licytują się, kto pomógł Ukrainie mniej. Korus zwrócił uwagę na kontekst wewnątrzpolityczny tego sporu, wskazując, że temat oddania Ukrainie w marcu pocisków do systemów Patriot podnoszą teraz najgłośniej Patryk Jaki z PiS, politycy Konfederacji oraz minister Marcin Przydacz z Kancelarii Prezydenta. Przypomniał przy tym stanowisko wiceministra obrony Cezarego Tomczyka, który miał zaprzeczyć twierdzeniom, jakoby Polska odstąpiła swoje miejsce w kolejce do produkcji tych pocisków w Stanach Zjednoczonych.
Korus ocenił sytuację jako „schizofreniczną” – wskazał, że to premier Mateusz Morawiecki jako pierwszy zabiegał o realną, a nie symboliczną pomoc dla Ukrainy na początku wojny (nawiązując do krytykowanego wcześniej przekazania przez Niemcy jedynie pięciu tysięcy hełmów), a mimo to dziś politycy PiS rozliczają rząd z zbyt małej pomocy. Ocenił, że obecna sytuacja, w której wszystkie strony sceny politycznej próbują się „odnaleźć” wobec rozbudzonych nastrojów antyukraińskich, będzie się nasilać w perspektywie kampanii 2027 roku.
Pułapka polskich polityków
Długosz przywołała rozmowy z ministrami rządu Donalda Tuska, którzy deklarują konieczność gaszenia nastrojów antyukraińskich, argumentując, że wojna toczy się tuż za polską granicą i zaniechanie wsparcia dla Ukrainy grozi bezpośrednim zagrożeniem dla Polski.
Korus ocenił jednak, że polscy politycy – w tym środowisko prezydenckie, mimo deklarowanego rozdzielania spraw historycznych od spraw bezpieczeństwa – w praktyce nie będą w stanie utrzymać takiego rozróżnienia, ponieważ kampania wyborcza skoncentruje się nie tyle na kwestiach bezpieczeństwa, co na pojedynczych, medialnych incydentach (np. dotyczących zachowania ukraińskich obywateli w Polsce). Ocenił to jako „dżina wypuszczonego z butelki”, którego nie da się już schować z powrotem, oraz wskazał na ryzyko, że premier Donald Tusk – jego zdaniem skłonny przejmować retorykę PiS – zacznie w kampanii ścigać się z opozycją o to, kto jest bardziej stanowczy wobec Ukrainy. Długosz jako przykład takiej absurdalnej sytuacji przywołała wcześniejszą reakcję premiera na incydent z udziałem obywatela innego kraju, który wjechał samochodem na teren Morskiego Oka.
Korus wyraził przy tym ubolewanie, że głównymi ofiarami napięcia między Warszawą a Kijowem staną się zwykli ukraińscy uchodźcy w Polsce, którzy – jego zdaniem – często świadomie wybrali Polskę zamiast Ukrainy z powodu korupcji i dysfunkcji państwa ukraińskiego, a teraz spotykają się z rosnącą radykalizacją nastrojów wobec nich. Przywołał ocenę profesora Grzegorza Motyki, znawcy stosunków polsko-ukraińskich, według którego na obecnym konflikcie najbardziej zyskali dotąd prezydenci Zełenski i Karol Nawrocki.
Pozostałe wątki programu
W dalszej części rozmowy, niezwiązanej z tematyką ukraińską, Korus i Długosz szeroko omówili rozwój afery wokół Szpitala Południowego w Warszawie, dymisje wiceprezydentek stolicy, spekulacje dotyczące przyszłości minister zdrowia Izabeli Sobierańskiej-Grendy oraz szersze wyzwania systemowe polskiej służby zdrowia, w tym kwestię wysokich zarobków lekarzy kontraktowych i ryzyko wykorzystania tego tematu politycznie przez PiS w kampanii 2027 roku.
Program „Onet Rano” dostępny na kanale Onet Rano na YouTube, liczącym 309 tys. subskrybentów. Opublikowany 6 lipca 2026.