Lachowski w „Frontach Wojny”: „Zełenski potrzebował tematu przykrywającego taśmy korupcyjne. Ukraińcy nie spodziewali się aż takiej reakcji Polski”

Mateusz Lachowski, korespondent wojenny i autor kanału na YouTube, omówił w podcaście „Fronty Wojny” kulisy decyzji Zełenskiego o nazwie jednostki wojskowej i jej konsekwencje dla relacji polsko-ukraińskich.

Czym jest ta jednostka

Lachowski wyjaśnił, że Samodzielne Centrum Operacji Specjalnych Północ to nie jest pomniejsza jednostka. To operatorzy sił specjalnych — elita ukraińskiej armii — którzy mają za sobą wiele bojowych epizodów, między innymi walki pod Kijowem na początku wojny. Ironią sytuacji — zauważył Lachowski — jest fakt, że te siły specjalne były w dużej mierze szkolone przez Polaków. To sprawia, że nadanie im tej nazwy jest tym bardziej bolesne dla osób w Polsce, które wspierają Ukrainę.

Dlaczego Zełenski to zrobił

Lachowski przedstawił kilka hipotez. Pierwsza, do której się skłania, to że Zełenski potrzebował tematu przykrywającego nowe taśmy korupcyjne. Pojawiają się one od ponad roku, ale najnowsze są wyjątkowo dotkliwe — na nagraniach osób tworzących schemat korupcyjny pojawia się „Wowa”, czyli skrót od Włodymyra. Co prawda Zełenski nie uczestniczy bezpośrednio w procederze, ale zdaje się go tolerować. Rozmawia się tam o milionach i dziesiątkach milionów dolarów. Afera bardzo obniżyła ratingi prezydenta.

Druga hipoteza, którą Lachowski usłyszał od rozmówców w Ukrainie: żołnierze tej jednostki chcieli tej nazwy i prezydent nie miał możliwości odmówić.

Trzecia hipoteza, którą Lachowski traktuje jako uzupełnienie: seria decyzji — stworzenie Panteonu w Kaniowie, pochowanie Melnyka, planowane pochowanie Konowalca — może być częścią szerszych zabiegów Zełenskiego o poparcie wśród partii prawicowych i środowisk wojskowych. Po odejściu Jermaka prezydent stracił większość w parlamencie i prowadzi rozmowy z partią Poroszenki, partią Tymoszenko i innymi. Decyzja o nazwie jednostki może być gestem w kierunku tych środowisk.

Jak Ukraińcy patrzą na UPA

Lachowski wyjaśnił zasadniczą różnicę w postrzeganiu. Polacy patrzą na UPA przez pryzmat lat 1943-1945, czyli ludobójstwa na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Ukraińcy patrzą na UPA od 1944 roku wzwyż — jako na tych, którzy najdłużej walczyli z Sowietami po II wojnie światowej, byli wywożeni na Syberię, rozstrzeliwani. Kiedy Polacy przedstawiają dokumenty i fakty historyczne potwierdzające odpowiedzialność UPA za zbrodnie, Ukraińcy odpowiadają, że to mogą być falsyfikaty stworzone przez Sowietów, którzy po wojnie celowo tworzyli czarny obraz tej organizacji.

Lachowski porównał tę sytuację do Chorwacji i Ustaszów — podobny problem z organizacją, której zbrodnie jedna strona uznaje, a druga relatywizuje. Dodał jednak, że bez dialogu trudno to przezwyciężyć.

Ukraińcy się nie spodziewali

Lachowski ocenił, że Ukraińcy mimo wszystko nie spodziewali się aż tak silnej reakcji Polski. Zakładali, że skoro w nazwie nie ma Szuchewycza ani Bandery, to może przejdzie. Tymczasem w Polsce temperatura jest wysoka po obu stronach sceny politycznej — sens reakcji jest ten sam, choć jej intensywność różna.

Wątek Kłyma Sawura

Prowadzący Marcin Wyrwał zwrócił uwagę na informację z wywiadu ukraińskiego historyka Jarosława Hrycaka w Newsweeku — że wcześniej pojawiała się propozycja, żeby jednostkę nazwać imieniem Kłyma Sawura, czyli Dmytro Klaczkowskiego. To pseudonim dowódcy UPA, który według części historyków wydał tajny rozkaz eksterminacji Polaków i jest głównym sprawcą ludobójstwa wołyńskiego. Wyrwał ocenił, że zestawienie tej informacji z zapewnieniami, że decyzja nie jest wymierzona przeciwko Polakom, budzi pytanie o to, czy nie mamy do czynienia z realnym wzrostem nastrojów antypolskich na Ukrainie — nie tylko z grą polityczną.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *