Marek Miśko: dlaczego atak Rosji na Polskę byłby nieopłacalny dla Niemiec i mało prawdopodobny w praktyce

Marek Miśko w monologu na swoim kanale „Czuwaj!” przedstawił krytyczną analizę tezy, że rosyjska agresja na Ukrainę jest jedynie wstępem do ataku na Polskę, wskazując na ekonomiczne, geopolityczne i logistyczne przesłanki podważające, jego zdaniem, prawdopodobieństwo takiego scenariusza, oraz przedstawił własną ocenę roli wywiadów sojuszniczych, Niemiec i Ukrainy w regionie.

Punkt wyjścia: krytyka dominującej narracji

Miśko rozpoczął od przypomnienia tezy, która według niego zdominowała debatę publiczną od pięciu lat: że rosyjska agresja na Ukrainę jest preludium do zajęcia przez Rosję dalszej części Europy, w tym Polski. Ocenił, że teza ta ograniczyła zdroworozsądkową dyskusję na temat polskiego zaangażowania w wojnę, a jej konsekwencją były decyzje, które określił jako panikę — wymienił wyłączanie syren alarmowych podczas polskich świąt państwowych z obawy przed „traumami” sąsiadów, zmiany w programach nauczania, przyznawanie numerów PESEL i obywatelstwa Ukraińcom, a także transfer broni, technologii i środków finansowych „w zamian za nic, w zasadzie za pogardę”. Ocenił, że wyraził niezmienne od początku wątpliwości wobec tej narracii, mimo że znalazła ona poklask w środowiskach, jego zdaniem, historycznie niezbyt przyjaznych Polsce, oraz zadeklarował satysfakcję z tego, że – jak stwierdził – „starał się trzymać łeb na karku” niezależnie od dominującego nurtu opinii.

Metoda: pytania retoryczne jako narzędzie analizy

Miśko zadeklarował, że chce przeprowadzić „intelektualną grę” polegającą na zadawaniu pytań o logikę i motywacje poszczególnych aktorów geopolitycznych, zamiast opierać się na zasłyszanych opiniach – zarówno cudzych, jak i własnych. Zaproponował widzom, by odłożyli na bok indywidualne oceny słuszności tezy o rosyjskim zagrożeniu i wspólnie z nim przeszli przez logiczny ciąg pytań, argumentując, że prawda „obroni się sama przez fakty i logikę”.

Argument ekonomiczny: dlaczego atak na Polskę zaszkodziłby Niemcom

Centralnym elementem analizy Miśki było porównanie gospodarczego znaczenia Polski i Ukrainy dla Niemiec. Przedstawił dane, według których handel towarowy między Polską a Niemcami w 2025 roku przekroczył 150–180 miliardów euro, osiągając rekordowe poziomy i czyniąc Polskę czwartym partnerem handlowym Niemiec, tuż za Francją. Niemiecki eksport do Polski wyniósł około 100 miliardów euro, a import – około 80 miliardów euro, co dawało Niemcom nadwyżkę handlową rzędu 20 miliardów euro. Miśko podkreślił, że choć relacja ta jest asymetryczna na korzyść Niemiec, obie strony odnoszą z niej korzyści – Polska jest przy tym silnie zależna od niemieckiego rynku, który odpowiada za 27–30 procent całego polskiego eksportu, ale zależność ta działa też w drugą stronę.

Dla porównania handel niemiecko-ukraiński w 2025 roku, mimo wojny i mimo osiągnięcia rekordowego dla siebie poziomu, wyniósł jego zdaniem tylko 12–13 miliardów euro – ułamek wymiany handlowej z Polską. Miśko zaznaczył, że wojna na Ukrainie faktycznie uderzyła w niemiecką gospodarkę, ale głównie poprzez wzrost cen energii i zerwanie relacji gospodarczych z Rosją, a nie poprzez utratę handlu z samą Ukrainą. Na tej podstawie argumentował, że ewentualny konflikt zbrojny w Polsce – zniszczenie infrastruktury, mobilizacja mężczyzn, przerwy w dostawach energii – natychmiast uderzyłby w niemiecki przemysł, powodując wzrost kosztów, brak komponentów produkowanych w Polsce i spadek produkcji, a w konsekwencji możliwą inflację i recesję odczuwalną w całej Europie. Podsumował, że dla Berlina Polska jest strategicznym, wysoko zintegrowanym partnerem przemysłowym, niemal „rozbudowaną kolonią” i przedłużeniem niemieckiego przemysłu, a atak Rosji na Polskę byłby wybitnie niekorzystny dla Niemiec i – co za tym idzie – mało realny, o ile Berlin nie wie czegoś, czego nie wie opinia publiczna, lub nie „knuje ponad naszymi głowami”, bo decyzja o konflikcie światowym już zapadła.

Argument sojuszniczy: co by się stało, gdyby NATO nie zareagowało

Miśko rozważył hipotetyczny scenariusz braku reakcji NATO na atak na Polskę, oceniając, że osłabiłoby to fundamentalnie sens istnienia całego sojuszu, niezależnie od dyplomatycznych tłumaczeń, jakimi poszczególne państwa członkowskie mogłyby uzasadniać swoją bierność przed własnymi społeczeństwami. Rozważył też drugi scenariusz – reakcję sojuszników i wybuch wojny – zaznaczając, że nie sposób przewidzieć, czy miałaby ona charakter regionalny, czy przekształciłaby się w konflikt globalny.

Argument historyczny: Drang nach Osten a rosyjski ekspansjonizm

Odnosząc się do argumentu o „wiekowej” ekspansjonistycznej polityce Rosji wobec zachodu, Miśko zauważył, że analogiczny argument historyczny można postawić wobec Niemiec, przywołując XIX-wieczną koncepcję Drang nach Osten. Zasugerował, że różnica między Rosją a Niemcami polega jedynie na metodzie realizacji celu, jakim od wieków miało być wyeliminowanie państwa polskiego stojącego między dwoma silnymi sąsiadami – Berlin miałby wybrać kolonizację gospodarczą i wciąganie Polski w strefę własnych zależności, podczas gdy Rosja nadal preferowałaby środki militarne. Zapytał retorycznie, skąd wynika pewność, że Niemcy faktycznie zrezygnowały z realizacji swojej historycznej polityki wschodniej, jeśli Rosji tej pewności się nie przyznaje.

Działania wywiadów „sojuszniczych” jako przejaw gry interesów

Miśko przedstawił obszerną argumentację, że przynależność do wspólnego sojuszu, takiego jak NATO czy Unia Europejska, nie oznacza braku działań wywiadowczych czy szkodliwych dla partnera – definiując działania wrogie jako ogół czynności obiektywnie osłabiających suwerenność, bezpieczeństwo, tożsamość kulturową lub interesy ekonomiczne danego państwa. Przywołał artykuł „Rzeczpospolitej”, według którego francuski wywiad prowadzi w Polsce „szczególnie wzmożoną aktywność”, w tym agresywny lobbing na rzecz francuskich interesów gospodarczych, politycznych i technologicznych, określany przez informatorów gazety jako coraz bardziej „rozpasany”. Zauważył, że skoro ktoś może być metaforyczną „ruską onucą”, to równie dobrze może być „francuską peruką lub perfumą” – ironicznie zauważając, że perfumy wynaleziono właśnie po to, by maskować nieprzyjemny zapach. Podsumował, że żaden sojusz nie jest synonimem braku konkurencji, a państwa niezależnie od przynależności blokowej realizują swoje interesy narodowe, często kosztem słabszych partnerów, przy czym im głośniej mówi się o przyjaźni i wspólnych wartościach, tym intensywniej – jego zdaniem – dane państwo infiltruje partnera „od tyłu, od spodu, z boku”.

Wzajemność w traktowaniu mniejszości polskich na Litwie i Ukrainie

Miśko przeszedł do kwestii wzajemności w relacjach z Litwą i Ukrainą, przypominając, że polska mniejszość stanowi około 6–7 procent ludności Litwy, głównie na Wileńszczyźnie, i od lat skarży się na systemowe ograniczenia praw mniejszościowych, mimo traktatu polsko-litewskiego z 1994 roku oraz zobowiązań wynikających z Ramowej Konwencji Rady Europy o ochronie mniejszości narodowych. Jako konkretny przykład przywołał obowiązujący do 2022 roku całkowity zakaz używania polskich liter (takich jak „w” czy „ę”) w dokumentach urzędowych, co zmuszało Polaków na Litwie do zapisywania nazwisk według alfabetu litewskiego – zmiana z 2022 roku była, jego zdaniem, jedynie częściowym ustępstwem, a problemy z polskim szkolnictwem na Litwie trwają nadal. Analogiczne ograniczenia miałyby dotyczyć Ukrainy – ograniczanie nauczania języka polskiego (oraz języków innych mniejszości) od poziomu przedszkolnego, trudności Kościoła rzymskokatolickiego związane z brakiem kompleksowej umowy państwo–Kościół utrudniającej zwrot świątyń skonfiskowanych w czasach sowieckich, a także likwidację i przekształcanie szkół z polskim językiem nauczania. Miśko podkreślił przy tym różnicę między Polonią (która wyemigrowała z Polski) a Polakami mieszkającymi na Kresach (którzy nigdy nie opuścili swojej ziemi, a zmieniły się tylko granice), argumentując, że skoro Polska gwarantuje Litwie bezpieczeństwo powietrzne własnymi myśliwcami, zasada wzajemności w traktowaniu mniejszości polskiej powinna, ale nie jest, respektowana.

Sprawa zwerbowanych Ukraińców i finansowanie manifestacji

Miśko szczegółowo przeanalizował komunikat ministra koordynatora służb specjalnych Tomasza Siemoniaka o zatrzymaniu przez ABW i Straż Graniczną, przedwczoraj względem nagrania, dziewięciu obywateli Ukrainy i dwóch obywateli Białorusi, podejrzewanych o rekrutowanie i opłacanie – od jesieni 2025 roku – uczestników demonstracji wśród ukraińskich uchodźców w Polsce, w ramach mechanizmu inspirowanego i finansowanego, według komunikatu ABW, przez Rosję. Miśko podkreślił, że sam nie jest w stanie zweryfikować, czy faktycznie stoją za tym służby rosyjskie – zaznaczając, że jest to jedyna „poprawna odpowiedź” na to pytanie – wskazując przy tym na wcześniejsze nadwyrężenie wiarygodności polskich instytucji, przywołując m.in. skandal wokół Szpitala Południowego w Warszawie oraz sprawę Przewodowa, gdzie rakietę ukraińską przedstawiono na forum ONZ jako rosyjską, a Polska do dziś nie otrzymała za to przeprosin ani odszkodowania.

Zwrócił uwagę na logiczną niekonsekwencję komunikatu: nie odnotowano, jego zdaniem, żadnej manifestacji Ukraińców w Polsce skierowanej przeciw własnemu państwu, co sugeruje, że mogło chodzić raczej o finansowanie demonstracji proukraińskich, mające na celu zapewnienie im odpowiedniej frekwencji i wywołanie niechęci społecznej wśród Polaków obserwujących takie zgromadzenia – zjawisko, które określił jako możliwe pośrednie działanie na rzecz rosyjskiej strategii destabilizacji Polski, jeśli przyjąć, że Rosji zależy na tym, by takie marsze się odbywały.

Podatność jako pomijany czynnik ryzyka

Miśko wprowadził pojęcie „podatności” jako czynnika, w jego ocenie, nieanalizowanego przez komentatorów zajmujących się od pięciu lat tematem wojny. Wskazał na doniesienia „Rzeczpospolitej” o aktywności ukraińskiego kontrwywiadu na terenie Polski – rozpracowywanie polskich zakładów przemysłowych i werbowanie pracowników urzędów, co miałoby być przedmiotem kilku nienagłaśnianych postępowań prokuratorskich, prowadzonych dla dobra relacji międzypaństwowych. Rozważył także mechanizm werbowania kobiet – sekretarek, partnerek czy żon osób na ważnych stanowiskach – jako standardową, choć rzadko wprost nazywaną praktykę wywiadowczą, zaznaczając, że nie każda kobieta w takiej sytuacji jest agentką, ale każda stanowi potencjalny cel zainteresowania obcego wywiadu. Podsumował ten wątek serią pytań retorycznych o to, czy kolejni polscy politycy odpowiedzialni za bezpieczeństwo – wymienił Morawieckiego, Kaczyńskiego, Dworczyka, Dudę, Tuska i Kierwińskiego – podjęli działania zapobiegające takiej podatności, odpowiadając samemu sobie przecząco w każdym przypadku, z wyjątkiem Siemoniaka, wobec którego wyraził pewną niejednoznaczność.

Grupy przestępcze ze wschodu jako potencjalne narzędzie wywiadu

Autor odniósł się do doniesień polskich służb i polityków o działalności zorganizowanych grup przestępczych pochodzących ze wschodu, przypominających, jego zdaniem, gangi z lat 90. i wczesnych 2000., oceniając, że nie każda taka grupa realizuje zadania obcego wywiadu, ale każda stanowi atrakcyjny potencjalny partner dla służb ze względu na możliwość zapewnienia nieformalnego finansowania, rozpracowywania obiektów i miejsc, pozyskiwania informacji, przenikania w najbardziej skorumpowane obszary państwa oraz – w razie potrzeby – prowadzenia działań dywersyjnych.

Krytyka polityki niemieckiej wobec Polski

Miśko przywołał własne wcześniejsze materiały dotyczące powiązań gospodarczych Berlina z Moskwą, Pekinem i blokiem Mercosur w ramach zwykłej rywalizacji gospodarczej, którą – jego zdaniem – Niemcy muszą przechylać na swoją korzyść nawet kosztem takich partnerów jak Polska. Ocenił niemiecką politykę zagraniczną wobec Polski jako formę działania wrogiego w sferze gospodarczej – blokowanie kluczowych inwestycji energetycznych i transportowych (m.in. niemożność udrożnienia polskich rzek ze względu na opór ekologów), promowanie zależności od rywali strategicznych, odcinanie od dostaw oraz pomijanie polskich interesów na forum międzynarodowym. Do tego dodał subtelniejsze, często pomijane formy wpływu, takie jak wsparcie dla narracji historycznych podważających granice, zakłamywanie historii oraz budowanie tożsamości opartej na gloryfikacji „antywzorców”, które mogą w przyszłości stanowić podłoże niebezpiecznych, radykalizujących wydarzeń.

Ukraińska propozycja stacjonowania wojsk w Polsce

Miśko przywołał informację, według której Ukraina miała zaproponować Stanom Zjednoczonym stacjonowanie własnych wojsk nad Wisłą w razie decyzji o wycofaniu amerykańskiego kontyngentu z Europy Wschodniej, w ramach przejęcia realizowanej dotąd przez Amerykanów misji. Ocenił to jako przykład prowadzenia przez Kijów rozmów z sojusznikami Polski „ponad głowami” polskich polityków – informację, która, jego zdaniem, była całkowicie przemilczana w polskich mediach mimo swojej wagi.

Ukraińska lista Polaków „przeznaczonych do eliminacji” i groźby destabilizacji

Autor wskazał na funkcjonującą w internecie listę prowadzoną, jego zdaniem, przez stronę ukraińską, wymieniającą Polaków „przeznaczonych do eliminacji”, pytając retorycznie, jaką reakcję na to podjęło polskie państwo. Przywołał też pojawiające się w mediach sugestie, że brak „grzecznego” zachowania Polski może skłonić do podpaleń czy wewnętrznych rozruchów, z przypomnieniem, że na terytorium Polski mieszka ponad milion Ukraińców – oceniając, że tego rodzaju wypowiedzi nie spotkały się z żadną ostrą reakcją, mimo że w jego ocenie noszą znamiona działania wrogiego i destabilizującego.

Dlaczego militarne zajęcie Polski byłoby dla Rosji niepraktyczne

Miśko rozwinął argument demograficzno-cywilizacyjny, stawiając pytanie, jaki właściwie byłby cel hipotetycznego ataku Rosji na Polskę – zajęcie terytorium do Wisły, czy całego kraju aż do Odry, i co miałoby nastąpić potem. W przeciwieństwie do Ukrainy, Polska, licząca blisko 38 milionów mieszkańców, nigdy nie była częścią Związku Radzieckiego, nie dzieli z Rosją alfabetu, języka ani osiemdziesięcioletniej historii transformacji „ludzi na ludzi radzieckich”, ani nie przynależy do tej samej cywilizacji – co jego zdaniem czyni „przerobienie Polaków na Rosjan” praktycznie niewykonalnym w warunkach XXI wieku, przy powszechnej dostępności nagrań, fotografii i zdjęć satelitarnych, które dokumentowałyby każdą próbę „ostatecznego rozwiązania sprawy polskiej”. Rozważył także, że hipotetyczny atak wymagałby od Rosji uwzględnienia rozległej, niestabilnej linii frontu, ciągłych zrywów oporu na zajmowanych terenach, ewentualnych reakcji Szwecji i Turcji oraz stanowiska Chin – ostatnie, jego zdaniem, są zainteresowane pokojem w Europie, ponieważ zarabiają na produktach cywilnych, a nie na sprzedaży broni, więc wojna w Europie nie byłaby dla Pekinu korzystna.

Wiarygodność deklaracji rosyjskich i gra wielu aktorów

Miśko przypomniał, że Rosja wielokrotnie okazywała się niewiarygodna w swoich deklaracjach dyplomatycznych, przywołując przykład zapewnień udzielonych dowódcy NATO na krótko przed inwazją w 2022 roku, że koncentracja wojsk wokół granic Ukrainy nie oznacza planów inwazji – po czym stu tysiącom żołnierzy przekroczyło granicę ukraińską. Na tej podstawie skonkludował, że nie można ufać żadnej ze stron, ponieważ w toczącej się grze o wysokie stawki jawnie uczestniczą, jego zdaniem, także Ukraińcy, a pośrednio również Francuzi i Niemcy poprzez swoje wywiady i interesy gospodarcze.

Scenariusz „czarny”: obrócenie Ukraińców przeciw Polsce

W dalszej części Miśko przedstawił hipotetyczny, najbardziej pesymistyczny scenariusz, w którym Ukraińcy „zaczęli sobie mocno pogrywać”, ponieważ – jego zdaniem – musieli dostać na to „zielone światło”, najprawdopodobniej nie od Trumpa, lecz od Berlina, zainteresowanego jak najszybszym zakończeniem wojny ze względu na własne straty gospodarcze wynikające z zerwania relacji handlowych z Rosją. Zasugerował, że Niemcy, jako „poważne państwo”, muszą jednak zakładać również bardziej dramatyczne scenariusze, w których wspólnota europejska ustępuje miejsca czystym interesom narodowym – w najczarniejszym z takich scenariuszy Niemcom miałoby zależeć na sytuacji, w której polska granica wschodnia „płonie w kilku miejscach”. Ocenił, że Rosja jest w stanie odwrócić Ukraińców przeciwko Polsce, wykazując Zełenskiemu (przy ewentualnym wsparciu Amerykanów), jak bardzo skorumpował kraj w czasie pięciu lat wojny, co mogłoby doprowadzić do rewolucji na wzór Majdanu i kontrolowanej zmiany władzy – bez potrzeby formalnego, instytucjonalnego zaangażowania, wystarczyłoby, jego zdaniem, dobrze zapłacić kilku najemnym brygadom złożonym z zaprawionych w boju weteranów wojennych.

Postulaty dotyczące polityki granicznej i migracyjnej

Miśko opowiedział się za zamknięciem granicy i zaprzestaniem programów łączenia rodzin ukraińskich uchodźców, argumentując zagrożeniem, jakie mogą stanowić powracający z frontu weterani, którzy od pięciu lat nie znają innego życia, poszukujący swoich żon w polskich miastach, często okaleczeni traumami wojennymi i zespołem stresu pourazowego (PTSD) – mogący, jego zdaniem, zasilać grupy przestępcze, ponieważ „potrafią zabijać”. Zaznaczył, że temat ten rozwinął szerzej w pierwszym wydaniu własnego magazynu „Czuwaj”, poświęconego bezpieczeństwu. Rozszerzył tę refleksję na szersze rozważania o potencjalnym zachowaniu się imigrantów kulturowo odmiennych, zasiedlających w wielkim stopniu Europę Zachodnią, ale też Polskę, w sytuacji wybuchu szerszego konfliktu i chaosu państwowego – zadając pytania retoryczne, czy w warunkach wojny, braku dostępu do żywności i pracy, tacy imigranci wróciliby do swoich krajów, wstąpili do armii kraju przyjmującego, czy raczej zaczęliby zasilać lub tworzyć grupy przestępcze, wykorzystując dezorganizację systemu.

Zakończenie: wezwanie do samodzielnego przygotowania

Miśko zakończył wystąpienie zastrzeżeniem, że rozważane przez niego scenariusze, choć nieprzyjemne, jawią mu się jako realne pod warunkiem spełnienia konkretnych, opisanych wcześniej przesłanek, a nie jako panika determinująca jego decyzje, lecz jako logiczne wnioskowanie. Zaapelował do widzów o samodzielne, spokojne przygotowanie się na trudne czasy, zachowanie czujności oraz podstawowe zabezpieczenie się na wypadek kryzysu.

Fragment odczytany z powieści „Dziedzictwo” Romana Dmowskiego

W dalszej części materiału, po przerwie reklamowej, wyemitowano czytany fragment powieści „Dziedzictwo” autorstwa Romana Dmowskiego, przedstawiający rozmowę między postaciami Twardowskiego i Kozienieckiego, dotyczącą rodziny Kulmerów, tajnej organizacji o zasięgu międzynarodowym oraz mechanizmu manipulacji młodym, ambitnym naukowcem przez starszego kolegę, który miał go wprowadzić do tej organizacji, obiecując dostęp do wyższego poziomu życia.


Materiał dostępny na kanale Marek Miśko, Czuwaj! na YouTube, liczącym sto siedemdziesiąt siedem tysięcy subskrybentów. Opublikowany 30 czerwca 2026.


You may also like

Strona 1 z 76
Strona 1 z 76

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *