Były premier Leszek Miller rozmawiał z Emilią Wierzbicki i Wojciechem Biedroniem w programie Wierzbicki i Biedroń mówią jak jest w wPolsce24 o sprawie Orderu Orła Białego, misji Budanowa w Warszawie i instrumentach nacisku, jakie Polska ma wobec Ukrainy.
Decyzja powinna być dzisiaj
Miller ocenił, że odwlekanie decyzji w sprawie Orderu Orła Białego działa na niekorzyść Polski. Dopóki piłka leżała po stronie Kijowa — bo to Kijów zaczął ten mecz — Polska miała przewagę. Odwlekanie oznacza, że piłka znowu jest po polskiej stronie, i to jest bardzo zły układ. Każda kolejna godzina bez decyzji wysyła do Kijowa sygnał, że Polaków można upokarzać i robić z nimi co się chce, a oni nie są w stanie podjąć właściwej decyzji. Miller powiedział wprost: decyzja powinna być znana już dzisiaj, można czekać 24 godziny, ale nie więcej.
Budanow — twardy banderowiec
Miller zakwestionował interpretację misji Budanowa w Warszawie jako sygnału gotowości do kompromisu. Jego zdaniem był to kolejny prowokacyjny gest po decyzji o nadaniu jednostce imienia bohaterów UPA. Budanow jest znany na Ukrainie ze swoich probanderowskich poglądów, jest zaangażowany w rehabilitację Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i UPA, i odegrał aktywną rolę w niedawnej ceremonii pogrzebowej jednego z przywódców ruchu banderowskiego. Gdyby Zełenski naprawdę chciał przekazać Warszawie sygnał dotyczący kompromisów, wysłałby kogoś innego — ale na pewno nie twardego banderowca, jakim jest Budanow.
Tusk chwiejny
Miller ocenił postawę Donalda Tuska jako dosyć chwiejną. Na początku kryzysu premier używał bardzo łagodnych słów pod adresem Kijowa, potem się zradykalizował i mówił, że nie może być różnicy zdań między prezydentem a premierem. Miller przyjął tę zmianę, sugerując, że Tusk zobaczył badania opinii publicznej i uznał, że takie chwiejne postępowanie Polakom się nie podoba.
Jedna dźwignia — akcesja do UE
Miller stwierdził, że Polska przez lata wyzbyła się prawie wszystkich instrumentów nacisku na Ukrainę — Ukraińcy wiedzą, że mogą sobie pozwolić na wszystko. Pozostała jedna dźwignia: Ukraina bardzo chce wejść do Unii Europejskiej, a wchodząc musi zaakceptować podstawowe wartości unijne i kryteria kopenhaskie — i tam na nacjonalizm nie ma miejsca.
Jako wzór podał Chorwację, która starając się o akcesję do UE miała zapaskudzoną przeszłość z okresu II wojny światowej i rozpadu Jugosławii. Dostała jasny sygnał: musicie się od tego odciąć, bo inaczej was nie przyjmiemy. Wobec Ukrainy należy postąpić tak samo: albo odetniecie się od swojej fatalnej przeszłości i nie będziecie stawiać pomników krwawym bohaterom, albo nie wchodzicie. Nikt nie powiedział, że Ukraina musi być za wszelką cenę w Unii Europejskiej — może być, ale po spełnieniu warunków.
Miller dodał, że w interesie Polski jest blokowanie członkostwa Ukrainy tak długo, jak długo trwa na niej kult banderyzmu. Jeśli po zakończeniu wojny i kolejnych wyborach zmieni się tam władza i zostanie wyłoniona taka, która nie będzie opierała się na idei banderyzmu — wtedy tak. Ale dopiero wtedy.
Koniec bezwarunkowej pomocy
Miller sformułował listę warunków, które Polska powinna Ukrainie postawić: koniec z bezwarunkową pomocą; tranzyt przez Polskę — tak, ale z opłatami; odbudowa Ukrainy z udziałem polskich firm i oczekiwanie listy kontraktów dla tych firm w najszybszym możliwym terminie; ochrona interesów polskiego rolnika, przewoźnika i przedsiębiorcy; ekshumacje bez łaski — nie potrzebujemy waszej łaski, potrzebujemy zgody; pamięć bez knebla. Polska nie jest darmowym zapleczem wojny ani darmową stacją przeładunkową.