Oczkoś i Piekarski w TVP Info o kryzysie polsko-ukraińskim: Nawrocki wyczuł falę i postanowił na niej płynąć. Tusk jest w trudnej sytuacji bez wyjścia

Dr Mirosław Oczkoś i Mariusz Piekarski rozmawiali z Karoliną Opolską w programie Pytanie Tygodnia o decyzji Zełenskiego, losach orderu Orła Białego i pozycji polskich polityków w tym kryzysie.

Nawrocki zareagował natychmiast i bez namysłu

Oczkoś ocenił, że Nawrocki zareagował na decyzję Zełenskiego natychmiast — podchwycił pomysł posła Płaczka z Konfederacji i rozdmuchał sprawę we wszystkie możliwe strony. Ironicznie zauważył, że Nawrocki sam się skrytykował, mówiąc, że decyzja Zełenskiego daje paliwo Moskwie — bo podobnie można powiedzieć o tym, że on sam rozdmuchał tę sprawę do rozmiarów, które to paliwo produkują. Nie było tu większego namysłu strategicznego. Oczkoś przypomniał też, że Nawrocki przez osiem lat rządów poprzedniego obozu uczestniczył w IPN-ie w różnych sytuacjach związanych z ekshumacjami na Wołyniu — a mimo to w tamtym czasie nic się w tej sprawie nie wydarzyło, choć mieli i prezydenta, i parlament. Teraz to wszystko jest na wewnętrzny użytek.

Order — gest symboliczny, który nic nie zmieni

Piekarski ocenił, że odebranie orderu to w stosunkach dyplomatycznych bomba — tym bardziej że orderu do tej pory nie odebrano nikomu. Zrobić to jako pierwszy krok, bez wcześniejszych działań dyplomatycznych, jest nieracjonalne. Nawrocki powiedział, że nie ma miejsca na dyplomację — a potem to premier Tusk wzywa do dyplomatycznej rozmowy między prezydentami. Role się odwróciły. Co więcej, jeśli Nawrocki mówił, że decyzja Zełenskiego dała paliwo Moskwie, to Piekarski zapytał: czym będzie odebranie orderu dla Ławrowa i Pieskowa? Odpowiedź jest oczywista — że nawet najbliższy sojusznik Ukrainy odbiera jej order, bo uważa Ukraińców za faszystów.

Tusk w klinczu — kontrasygnata

Obaj komentatorzy zwrócili uwagę na mechanizm prawny: order można nadać samodzielnie przez prezydenta, ale odebrać — tylko z kontrasygnatą premiera. To stawia Tuska w bardzo trudnej sytuacji. Pierwsze internetowe sondaże pokazywały 94% poparcia dla odebrania orderu, pełne sondaże — 53%. Piekarski ocenił, że w kancelarii premiera dojrzewa decyzja, że jeśli trzeba będzie podpisać, kontrasygnata może być — tym bardziej że wizyta Budanowa nie przyniosła niczego konkretnego. Obaj mieli marsowe miny po tym spotkaniu — nie jak przyjaciele z wspólnym wrogiem, tylko ludzie zniesmaczeni sytuacją.

Oczkoś zaproponował inne wyjście: Tusk może zastosować metodę, którą nazwał pokarolkowaniem — czyli nie kontrasygnować niezwłocznie, tylko zastanawiać się kilka miesięcy. Nigdzie nie jest napisane, że musi zrobić to natychmiast. Mógłby spokojnie do grudnia rozważać decyzję.

Zełenski przestrzelił kalkulację

Oczkoś ocenił, że Zełenski przestrzelił. Liczył pewnie, że ta burza się rozejdzie, że Polska jest tak ważna dla Ukrainy i Europy, że sprzeciw potrwa chwilę i wygaśnie. Może też kalkulował zmianę władzy w Polsce za półtora roku. Piekarski dodał, że Zełenski powinien wiedzieć, że nie ma teraz na świecie bardziej poważnego adwokata sprawy ukraińskiej niż Polska — i że oby nie przekalkulował, że jej nie potrzebuje. Zwłaszcza przy Trumpie w Białym Domu Ukraina wciąż potrzebuje Polski.

Piekarski zwrócił też uwagę na symboliczny gest Zełenskiego — po raz pierwszy wylatując z Ukrainy, nie poleciał przez Rzeszów, tylko przez lotnisko w Mołdawii. To może być sygnał, że nie zamierza robić żadnego gestu wobec Polski i próbuje pokazać, że Polska nie jest mu niezbędna.

Decyzja Zełenskiego — do wewnątrz

Piekarski postawił tezę, że to, co robi Nawrocki, jest ustawione do wewnątrz, na potrzeby polskiej polityki — a to, co zrobił Zełenski, też było obliczone na użytek wewnętrzny. Interesy Nawrockiego i Zełenskiego są tu symetrycznie wewnątrzpolityczne. Zełenski od początku kampanii prezydenckiej nie był proukraiński w stylu, który zadowalałby Polskę — sam mówił, że nie widzi miejsca dla Ukrainy w UE.

Wyjście z sytuacji — ekshumacje

Oczkoś ocenił, że łatwego wyjścia z sytuacji nie ma. Zełenski nie wycofa się z nazwy jednostki, bo to byłoby dla niego wewnętrzną klęską. Jeśli miałby być jakiś widomy znak, to musiałoby to być coś namacalnego — na przykład szerszy dostęp do ekshumacji, coś, co się faktycznie wydarzy, a czego wcześniej nie było. Gest musi być nośny i konkretny, bo sama symbolika już nie wystarczy.

Wrota piekieł otwarte

Oczkoś podsumował sytuację obrazowo: wrota piekieł są otwarte i polskie piekło 24 godziny na dobę pracuje pełną parą. Cała sytuacja — od orderu, przez Konfederację już składającą wnioski do von der Leyen o odebranie Zełenskiemu europejskiego odznaczenia, po wojnę narracyjną między Pałacem Prezydenckim a Kancelarią Premiera — to jest pożywka zarówno dla nacjonalizmu ukraińskiego, jak i dla rosyjskiej dezinformacji. Ktokolwiek wychodzi z kryzysu wzmocniony — to na pewno nie Polska.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *