Parafianowicz w Radio TOK FM o książce „Kłopot z Zełenskim”: „On jest w lidze Wałęsy i Mandeli. Ale metoda, którą przyjmuje, wyczerpuje się”

Zbigniew Parafianowicz, dziennikarz Wirtualnej Polski i autor książki „Kłopot z Zełenskim”, rozmawiał w podcaście „Półka z książkami” Radia TOK FM z Anną Sobańdą o kulisach prezydentury Zełenskiego, postsowieckiej szkole dyplomacji i kryzysie polsko-ukraińskim.

Za co Parafianowicz szanuje Zełenskiego

Parafianowicz zaczął od przewrotnego pytania, które prowadząca postawiła mu na początku rozmowy. Szanuje Zełenskiego za to, że 24 lutego 2022 roku został w Kijowie i nie skorzystał z podwózki oferowanej przez Amerykanów. Za to, że bardzo długo był politykiem skutecznym. I za to, że mimo piątego roku wojny zachowuje prawie 60% aprobaty Ukraińców — co jest dużo jak na polityka tak bardzo zużytego i funkcjonującego poza kadencją w oparciu o ustawy o stanach nadzwyczajnych. Ocenił, że w skali międzynarodowej Zełenski jest obiektywnie w lidze Wałęsy i Mandeli — i że żadna krytyka tego nie zmienia.

Zaznaczył, że postacie historyczne są wielowymiarowe i brzmią polifonicznie — nigdy nie jest to wyłącznie lukier i brąz. Tak jak Wałęsa przeszedł od ikony Solidarności do dość kuriozalnych pozycji quasi-publicysty, nie tracąc przez to swojej roli z lat osiemdziesiątych, tak samo Zełenski jest postacią, której nie należy oceniać jednowymiarowo.

Formuła książki — mozaika anonimowych głosów

Parafianowicz wyjaśnił, dlaczego zdecydował się na formułę anonimowych wypowiedzi — polityków, dyplomatów ukraińskich, ludzi z otoczenia Zełenskiego. Im dłużej trwa prezydentura Zełenskiego, tym łatwiej jest ich namówić na rozmowę. Ukraina pozostaje państwem pluralistycznym z wieloma rozczarowanymi politykami i byłymi współpracownikami. Formuła Chatham House — opublikowanie tez bez nazwisk — daje rozmówcom swobodę i szczerość, której nie byłoby w wywiadach oficjalnych. Parafianowicz porównał to do powszechnie obowiązującej w dyplomacji zasady, że państwa nie negocjują z terrorystami i nie płacą okupów — a w rzeczywistości zawsze negocjują i najczęściej płacą.

Postsowiecka szkoła dyplomacji

Parafianowicz nie chciał oceniać zachowań Zełenskiego w kategoriach kultury politycznej — bo to implikuje wartościowanie jako lepsze lub gorsze. Wolał mówić o szkole. Zełenski wywodzi się ze środowiska, które rozumie zasady funkcjonowania państwa sowieckiego — tak jak Litwini, którzy przez lata stosowali wobec polskiej mniejszości argumenty o rzekomej agenturze rosyjskiej, nie mając żadnych dowodów, ale skutecznie blokując polskich polityków. Źródłem jest wspólne państwo przed 1991 rokiem i pewna tradycja reprodukowana z pokolenia na pokolenie.
Jednym z elementów tej szkoły jest nieobrażanie się. Post-Sowiec może sobie nawrzucać, a na drugi dzień usiąść i w ogóle nie pamiętać o tym, że ta dyskusja miała miejsce. To zderzenie z polską szkołą musiało rodzić komplikacje i w końcu się skumulować.

Główny kłopot — skuteczność, nie intencje

Parafianowicz podkreślił, że jego zarzut wobec Zełenskiego dotyczy skuteczności, nie intencji. Zełenski jest nacjonalistą i patriotą ukraińskim — i pełni dla swojego państwa właściwą rolę. Ale jest politykiem eskalacyjnym — w lidze Netanjahu, Trumpa i Putina — który gra powyżej swojej wagi, nie mając porównywalnych zasobów. Ukraina jest klientem wspólnoty międzynarodowej, jej budżet wisi na pomocy zewnętrznej. Bycie w tej sytuacji irytującym i namolnym niekoniecznie jest dobrą metodą.

Przykłady, które Parafianowicz przywołał: pouczanie przywódców europejskich w Davos w piątym roku wojny, spinowanie mediów brytyjskich przed pierwszą wizytą Starmera w Kijowie — że nie ma sensu przyjeżdżać bez nowych Storm Shadowów. Próba ingerowania w wybory na Węgrzech — słowa o tym, że żołnierze ukraińscy znają adres Orbana i mogą go odwiedzić, które wstrząsnęły nawet Madziarem, głównym konkurentem Orbana. Zakręcenie kurka z ropą na ropociągu przyjaźni jako element gry politycznej przeciwko Orbanowi. Drony ukraińskie naruszające przestrzeń powietrzną państw bałtyckich — co doprowadziło do dymisji rządu łotewskiego.

Ze strony polskich dyplomatów na najwyższym szczeblu Parafianowicz słyszy standardowo, że Zełenski to bardzo trudny partner, z którym nie sposób czasami osiągnąć żadnego kompromisu. Zachód jest wyczerpany — nie tylko Stany Zjednoczone, ale też Europa Zachodnia i Polska. Bycie irytującym w takiej sytuacji jest nieskuteczne.

UPA — wierzchołek góry lodowej

Parafianowicz ocenił, że decyzja o nazwie jednostki to mała kalkulacja wewnątrzpolityczna — uśmiechanie się do środowisk skrajnie prawicowych i nacjonalistycznych, próba przejęcia trzech do sześciu procent elektoratu związanego z Azowem. Ale koszty tej małostkowej gry odbijają się bardzo negatywnie na relacjach ukraińsko-polskich i stosunku Polaków do diaspory ukraińskiej.

Zaznaczył, że to tylko wierzchołek góry lodowej. Zełenski na swoim Telegramie wrzuca zdjęcia z odznaczenia żołnierzy oddziału, który na szewronach nosi symbolikę SS. Środowiska wojskowe związane z ruchem Azow regularnie biorą udział w koncertach kapel neonazistowskich i białych supremacjonistów. To jest woda na młyn putinowskiej narracji o denazyfikacji Ukrainy — i paliwo dla farm trolli.

Parafianowicz podkreślił, że nie można budować mitu założycielskiego państwa zapominając o tym, że UPA nie tylko walczyła z Sowietami, ale również odpowiada za ludobójstwo Polaków i Żydów. Trend zmierza w kierunku tego, co Ośrodek Studiów Wschodnich nazywa armią nacjonalistycznego wzoru.

Kiedy jest właściwy moment na szczerą rozmowę

Parafianowicz odniósł się do powracającego argumentu, że nie czas na dyskusję o historii, bo trwa wojna. Przypomniał, że zadawał pytania o trudne sprawy polsko-ukraińskie już po pomarańczowej rewolucji w 2004 roku, potem w 2015 roku — i za każdym razem słyszał, że teraz nie czas. Zapytał wprost: kiedy w takim razie będzie czas? Jeśli nie teraz, to wtedy gdy ludzie będą okopani w bańkach i obrzucali się tylko błotem — i wtedy dyskusja będzie już niemożliwa. Kongres historyczny nie przebije narracji internetów, które żyją własnym życiem.

Przywołał też słowa jednego z polityków PiS, który prosił o niecytowanie, ale powiedział: każdy dojrzały naród powinien umieć rozliczyć się ze swoimi stodołami — z nieprzypadkowym nawiązaniem do Jedwabnego. To dotyczy obu stron.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *