Zbigniew Parafianowicz, dziennikarz i autor książki Kłopot z Zełenskim, rozmawiał w kanale Super Ring o stylu uprawiania polityki przez Zełenskiego, relacjach polsko-ukraińskich i kulisach dyplomacji.
Zełenski — sowieto-liberał
Parafianowicz przedstawił jedno z kluczowych określeń ze swojej książki, ukute przez jednego z jego rozmówców: Zełenski jest sowieto-liberałem. To połączenie brutalności posowieckiej, backgroundu wynikającego z wychowania w środowisku gopników i bigunów — dresiarzy z osiedli z wielkiej płyty w Krzywym Rogu, gdzie w latach dziewięćdziesiątych statystyki policyjne pełne były zgonów wynikających z przemocy — z nowoczesnością i liberalnym stosunkiem do polityki i spraw obyczajowych. Zełenski dorasta zawodowo w Moskwie, a nie w Nowym Jorku czy Londynie, co zostawia ślad w sposobie myślenia o polityce.
Ten mix stoi jednocześnie w sprzeczności z ogólnym mentalem ukraińskiego interioru — konserwatywnego, wierzącego, niemającego nic wspólnego z liberalnymi fascynacjami elit kijowskich. Jeden z deputowanych ukraińskich powiedział Parafianowiczowi, że Zełenski bardzo polubił chodzenie w garniturze patrioty i przez ten mundur zaczął się dostosowywać do Ukrainy powiatowej. Łącząc sowietoliberalizm z garniturem patrioty utrzymuje do dziś około 58% poparcia dla swojej polityki — co w piątym roku wojny jest bardzo dobrym wynikiem jak na błędy, które jego ekipa popełnia.
Polityk eskalacyjny w lidze Trump-Putin-Netanyahu
Parafianowicz podpisał się pod opinią ze swojej książki, że Zełenski jest politykiem eskalacyjnym — używa eskalacji jako narzędzia w polityce, często próbuje grać postać nieracjonalną w tej eskalacji. To sytuuje go w określonej lidze: Trump, Putin, Netanyahu — wszyscy ci, którzy używają specyficznie pojętej agresji w polityce międzynarodowej do osiągania maksymalnych celów dyplomatycznych. Polskie elity polityczne dość późno się w tym zorientowały, co spowodowało pewne straty w relacjach.
Przewodów — gra o zaciągnięcie NATO
Parafianowicz wyjaśnił, dlaczego Ukraina nie przyznała się do zestrzelenia rakiety, która spadła w Przewodowie i zabiła dwóch Polaków. Ukraińcom zależało na jak największej liczbie graczy biorących udział w konflikcie z Rosją — nie przez kinetyczne starcie z Kremlem, ale przez zaangażowanie polskiej i natowskiej obrony powietrznej do ochrony nieba nad zachodnią Ukrainą. To była jesień 2022 roku i Ukraina bardzo potrzebowała tego zaangażowania. Nieprzyjęcie odpowiedzialności za incydent miało temu służyć — mimo że polscy politycy wystawiali piłeczkę bardzo prosto, sugerując, że rozumieją to jako incydent i proszą tylko o formalne przyznanie. Zełenski nigdy się na to nie zdecydował.
Parafianowicz ujawnił, że w książce Polska na wojnie opisuje sytuację, w której nieoficjalnie jeden z generałów ukraińskich zadzwonił do polskiego generała i przeprosił — prosząc jednocześnie, żeby nie potwierdzać tych informacji publicznie. Ale Zełenski oficjalnie nigdy tego nie zrobił.
Parafianowicz porównał go do Trumpa: gdyby Trump miał się przyznać do takiego incydentu, to jego zdaniem jest to nieprawdopodobne.
Konferencja w Gdańsku — listy intencyjne, nie umowy
Parafianowicz podzielił się obserwacją z bieżących rozmów dotyczących konferencji odbudowy Ukrainy w Gdańsku. Jego rozmówcy antycypują, że będzie to konferencja listów intencyjnych — nie konkretnych umów. Politycy nie widzą możliwości pokazywania się na tej konferencji w sposób, który opłacałby się sondażowo. W związku z tym trend jest taki: dystansowanie się od elit i biznesu ukraińskiego, przynajmniej na razie.
Dlaczego rozmówcy mówią pod anonimowością
Parafianowicz wyjaśnił mechanizm swojej metody pracy. Formuła Chatham House — rozmowy pod anonimowością — istnieje od dawna, szczególnie w świecie anglosaskim, gdzie całe pisanie o polityce opiera się na takich źródłach. Jest wartościowa poznawczo, bo pozwala poznać rzeczywistą pulę argumentów, którymi dysponują decydenci. Dla dziennikarza to coś niepowtarzalnego. A rozmówcy zgadzają się, bo każdy, kto bierze udział w wydarzeniach o wymiarze historycznym, chce zostawić po sobie ślad. Tym samym impulsem kierują się politycy dążący do funkcji ministerialnych. To oczywiście rodzi pola do manipulacji — i dlatego każda informacja musi być weryfikowana w co najmniej dwóch, trzech źródłach. Fakty można sprawdzić, bo zazwyczaj brało w nich udział więcej niż jedna osoba.
Tusk jako nieformalny ukrainosceptyk
Parafianowicz podzielił się oceną Donalda Tuska zawartą w jego książce i powtarzaną przez rozmówców. Tusk jest przede wszystkim politykiem prosondażowym — sondaże są dla niego celem samym w sobie, nie narzędziem kształtowania rzeczywistości. Poza tym dla Tuska narody zamieszkujące na wschód od Bugu to po prostu ruscy — tak jak dla wszystkich Polaków na początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy na bazarze mówiło się ruscy, nieważne czy to byli Litwini, Białorusini, Ukraińcy czy Rosjanie. Ta mentalna mapa się nie zmieniła.
Ciągłość polskiej polityki wobec Ukrainy
Parafianowicz wyraził optymizm w jednej kwestii: w fundamentalnych sprawach ważnych dla interesów ekonomicznych i historycznych Polski Platforma Obywatelska weszła w buty Zjednoczonej Prawicy w polityce wobec Ukrainy. Embargo na zboże, brak liberalizacji rynków dla ukraińskich produktów rolnych, domaganie się ekshumacji — Paweł Kowal kontynuuje linię Dworczyka i Glińskiego. To jedyny obszar oczywistej ciągłości pracy rządowej między obydwoma obozami politycznymi. I to jest w gruncie rzeczy informacja pozytywna, bo pokazuje, że w sprawach bezpieczeństwa od wschodu — Białorusi, obwodu królewieckiego, Ukrainy — istnieje jakiś zaczyn myślenia państwowego, a nie tylko walka o pięciominutową setkę w telewizji.
Zagrożenie z luki między emancypacją a gotowością
Parafianowicz ostrzegł przed specyficznym ryzykiem wynikającym z wymuszonej emancypacji Europy w sprawach bezpieczeństwa. Ta emancypacja finalnie przyniesie korzyści, ale jest prowadzona na siłę i przedwcześnie. Powstaje luka czasowa, w której Europa i wschodnia flanka NATO są narażone na przetestowanie przez Putina. Trump, prowokując go retoryką i nieprzewidywalnością, powoduje, że Putin zaczyna myśleć jak hazardzista — sprawdzający, czy mu się uda. Wariant rosyjskiego wtargnięcia do państw bałtyckich lub na przesmyk suwalski, połączonego z szantażem nuklearnym, Parafianowicz ocenił jako realny.
Polska nie powinna mieć złudzeń co do mechaniki artykułu piątego. Tak jak Ukraina musiała udowodnić w pierwszych tygodniach wojny, że jest w stanie utrzymać się jako państwo — zanim Zachód zaczął podejmować konkretne decyzje o wsparciu — tak samo Polska będzie musiała udowodnić swoją wydajność. Artykuł piąty nie zobowiązuje Ameryki do wysyłania żołnierzy, tylko do wsparcia zgodnie z własną oceną sytuacji. Polskie wojska będą pierwsze na linii ewentualnego konfliktu na wschodniej flance, a Amerykanie będą dostarczać dane wywiadowcze,
Brytyjczycy amunicję, Rammstein będzie bazą. Nie zagony pancerne przez Litwę. Polska wisi też na bardzo prozaicznych decyzjach za oceanem — jak polityka migracyjna Trumpa, która spowodowała sześciomiliardową lukę w budżecie wojsk lądowych i jest przyczyną wahań wokół obecności amerykańskiej w Polsce.