Michał Potocki i Karolina Wójcicka z Dziennika Gazety Prawnej omówili w podcaście „Polska Europa Świat” kulisy kryzysu polsko-ukraińskiego — od okoliczności decyzji Zełenskiego, przez wizytę Budanowa w Warszawie, po konsekwencje strategiczne dla pozycji Polski.
Jak doszło do decyzji — sygnały były ignorowane
Potocki ujawnił, że przed podjęciem decyzji o nazwie jednostki do biura prezydenta Ukrainy trafiały sygnały ostrzegające, że nada ona kontrowersje w relacjach z Polską. Sygnały te zostały zignorowane. W toku konsultacji Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej w swoim piśmie w ogóle nie uwzględnił czynnika zewnętrznego — analizował wyłącznie zgodność propozycji z ukraińskim ustawodawstwem wewnętrznym. Sprawą zajmował się pion wojskowy i wewnętrzny, a nie ludzie odpowiedzialni na co dzień za relacje z Polską.
Obie strony skonsolidowane — obie zaszkodzone
Potocki ocenił, że decyzja Zełenskiego była błędem, który trzeba teraz gasić — ale Polska dolała do ognia benzyny zapowiedzią odebrania Orderu Orła Białego, z którą część obozu władzy nie wiedziała co dalej zrobić. Trudno się wycofać, a realizacja prowadzi do dalszej eskalacji. Efekt obu decyzji jest symetryczny: decyzja Zełenskiego całkowicie skonsolidowała polską scenę polityczną od lewa do prawej, a reakcja Polski całkowicie skonsolidowała ukraińską scenę polityczną od lewa do prawej. To usztywnia stanowiska obu stolic.
Wójcicka dodała, że polscy politycy przez cały tydzień siedzieli na platformie X i kłócili się z anonimowymi kontami piszącymi po ukraińsku. Potocki ocenił to jako niepoważne — tym bardziej, że jesteśmy w momencie, w którym na infantylizm nie powinniśmy sobie pozwalać.
Wizyta Budanowa — bez przełomu
Budanow spotkał się w Warszawie ze wszystkimi ważnymi rozmówcami — szefami Biura Bezpieczeństwa Narodowego i Biura Polityki Międzynarodowej, ministrem Siemoniakiem i wiceministrem Bosackim. Przywiózł propozycję doprecyzowania nazwy jednostki — tak żeby dać do zrozumienia, że chodzi o bohaterów UPA walczących z Rosjanami, a nie tych, którzy mordowali na Wołyniu. Propozycja nikogo w Warszawie nie usatysfakcjonowała.
Po powrocie do Kijowa Budanow wydał zakaz komentowania rozmów do momentu poznania decyzji w sprawie orderu. Ukraińcy wstrzymali się z dalszymi krokami, traktując to jako gest, który mógłby dać szansę na wyjście z twarzą. Jednocześnie szykowali plan B na wypadek, gdyby Polska zdecydowała się na zwarcie — częścią sygnału było to, że Zełenski do Londynu poleciał z Kiszyniowa, a nie jak zwykle z Rzeszowa lub Krakowa.
Londyn bez Polski — porażka dyplomacji
Potocki ocenił, że nieobecność Polski w Londynie przy boku Merca, Macrona i Starmera jest ogromną porażką polskiej polityki zagranicznej ostatnich miesięcy. Format E3 ma nieprzypadkowo trójkę, a nie czwórkę — ale to nie zwalnia z obowiązku zabiegania o obecność. Jeśli Europa weźmie na siebie rozmowy z Rosją, to dotyczą one bezpośrednio Polski. Polska była wymieniona w rosyjskim ultimatum z grudnia 2021 roku — żądanie wyrzucenia z niej zachodnich wojsk i przekształcenia jej w szarą strefę bezpieczeństwa.
Polska i tak pozostanie kluczowym hubem logistycznym — Jasionki nie da się zastąpić w tej skali. Będzie też zaangażowana w odbudowę Ukrainy i w ewentualną misję stabilizacyjną. Tym bardziej istotne jest, żeby być przy stole, gdzie te sprawy są ustalane. Jeśli nie ma cię przy stole, a rozmowa zejedzie na twój temat, to cię tam dalej nie będzie — i będą decydować o rzeczach kluczowych dla twojego bezpieczeństwa bez ciebie.
Niemcy i Wielka Brytania zajmują miejsce Polski
Wójcicka relacjonowała z Kijowa, gdzie spotykała się wyłącznie z przedstawicielami sektora zbrojeniowego. Nie było spotkania, w którym nie narzekano by na Polskę — że nie jest otwarta na współpracę, że nie odpowiada na propozycje, w tym trójstronne, z innymi państwami. Polskie delegacje, gdy przyjeżdżają, nie są otwarte na innowacje i chcą iść w tradycyjny model obrony, podczas gdy Ukraina idzie w kierunku sztucznej inteligencji i zaawansowanych technologii.
Potocki dodał, że minister obrony Niemiec Pistorius przyjechał do Kijowa niemal natychmiast po odblokowaniu przez Węgry 90 miliardów euro i dogadał się z Ukraińcami, żeby niemiecki przemysł budował broń finansowaną z zamrożonych rosyjskich pieniędzy. Wielka Brytania otworzyła z kolei wspólne centrum rozwijające technologie AI na pole bitwy. Kto pierwszy, ten lepszy. Polskie firmy też są obecne na Ukrainie, ale mogłyby być szerzej i z większym wsparciem państwa.
Know-how ukraiński jest szczególnie cenny — to jedyna armia świata, która na bieżąco stawia czoła państwu, które może zagrożić też Polsce. Wiele z tych technologii wywodzi się co prawda z Doliny Krzemowej, a Ukraina jest poligonem doświadczalnym zachodnich firm zbrojeniowych — ale dostęp do tego know-how jest kwestią obecności i relacji.
Kampania wyborcza zamiast strategii
Potocki ocenił, że polska klasa polityczna zarządza negatywnymi emocjami społecznymi w sposób nieodpowiedzialny — podsycając je zamiast łagodzić. Premier Tusk wybierając z tysiąca wykroczeń drogowych akurat tego kierowcę spod Morskiego Oka wpisał się w logikę emocji, a nie interesów. W sytuacji, gdy o zwycięstwie wyborczym mogą decydować wyborcy skrajnie prawicowi, trwa licytacja między PiS a Koalicją Obywatelską o przejęcie części tego elektoratu. Ta logika nie zmieni się po żadnej kampanii — bo po jednej zaczyna się następna.
Polska nie ma konstruktywnych propozycji
Potocki wskazał, że żeby być zapraszanym do rozmów, trzeba proponować. Polska od trzech lat nie zaproponowała nic konstruktywnego. Ostatnie inicjatywy — przekazanie czołgów, inicjatywa akcesji Ukrainy do UE, kwestia sankcji sportowych — przypadają na początek inwazji. Od tamtego czasu Polska kategorycznie odżegnywała się od kolejnych propozycji płynących z Paryża, w tym od udziału w misji wojskowej na terenie Ukrainy. Nie oznaczało to konieczności wysyłania wojsk — ale kategoryczne nie sprawia, że trudno znaleźć temat do rozmowy.
Jednocześnie kohabitacja Tuska z Nawrockim jest kompletnie nieudana — na palcach jednej ręki można policzyć kwestie, w których panowała zgoda. Zachodni politycy byli świadkami sytuacji, gdy kancelaria Nawrockiego starała się o usunięcie Tuska z zagranicznych rozmów. To niepoważne i prowadzi do osłabiania własnej pozycji negocjacyjnej.