Prof. Marcin Matczak w swoim kanale „Prawy i Rozum” poświęcił odcinek filozoficznej analizie kryzysu w relacjach polsko-ukraińskich — od sprawy influencera na Morskim Oku po decyzję Zełenskiego o nazwie jednostki wojskowej. Jego teza jest prosta: emocje narodowe przesłaniają nam myślenie i prowadzą do przypisywania winy zbiorowej tam, gdzie powinna być wyłącznie indywidualna.
Zmęczenie empatią i mechanizm kozła ofiarnego
Matczak opisuje zjawisko, które antropolog René Girard nazwał mechanizmem kozła ofiarnego. Kiedy wspólnota jest wewnętrznie napięta i nie wie, jak sobie poradzić z narastającymi emocjami, szuka kogoś, kogo może obwinić i wypędzić. Na kozła ofiarnego nadaje się ktoś „trochę swój, trochę obcy” — i właśnie tacy są Ukraińcy w Polsce. Nie różnią się od nas kolorem skóry, często mówią po polsku, ale mówią z akcentem i między sobą rozmawiają po ukraińsku.
Sprawa influencera, który wjechał samochodem na Morskie Oko, dostał sto złotych mandatu i chwalił się tym w mediach społecznościowych, była — zdaniem Matczaka — dokładnie takim właśnie przypadkiem. Reakcja państwa była nieproporcjonalna: deportacja i pięcioletni zakaz wjazdu do strefy Schengen za wykroczenie drogowe. Profesor przypomina, że przepisy o zobowiązaniu cudzoziemca do powrotu stosuje się wobec osób stanowiących zagrożenie dla porządku publicznego na przyszłość — jedno wykroczenie nie stanowi do tego podstawy prawnej. „To jakby rzeczywiście facet kogoś tutaj udusił” — skomentował.
Matczak nie kwestionuje, że influencer zachował się bezczelnie i głupio. Pyta jednak, co ta reakcja mówi o nas: czy nie stał się on w naszej zbiorowej wyobraźni reprezentantem wszystkich Ukraińców? Czy nie szukaliśmy pretekstu, żeby w końcu móc sobie powiedzieć „oni wszyscy tacy są”?
Decyzja Zełenskiego — błąd polityczny, nie wina narodu
Matczak odróżnia dwa rodzaje odpowiedzialności. Wina kryminalna i moralna są zawsze indywidualne — dotyczą konkretnych ludzi, którzy dokonali konkretnych czynów. Wina polityczna jest inna — to odpowiedzialność państwa i jego reprezentantów za pamięć, przeprosiny, zadośćuczynienie i dbanie o to, żeby zło się nie powtórzyło. To właśnie ta odpowiedzialność polityczna pozwala nam żądać od Niemiec pamięci o Holokauście i od Ukrainy — pamięci o Rzezi Wołyńskiej.
W tym kontekście Zełenski popełnił poważny błąd. Nadając jednostce imię „bohaterów UPA” nie zachował wrażliwości na polską pamięć historyczną i nie wypełnił swojej odpowiedzialności politycznej. „To był cios, to była niewdzięczność, to było coś, za co powinien przeprosić” — powiedział Matczak.
Ale to nie oznacza, że wina spada na cały naród ukraiński. Rozciąganie odpowiedzialności jednej osoby na miliony jest zdaniem profesora jednym z najgroźniejszych błędów myślowych w historii. „To jest dokładnie też to, co doprowadziło do Rzezi Wołyńskiej, to jest to, co doprowadziło do odpowiedzialności Żydów w oczach Niemców, co doprowadziło do Holokaustu” — powiedział wprost.
Dwa rodzaje narodu — zdrowy i chory
W drugiej części odcinka Matczak analizuje samo pojęcie narodu. Odróżnia naród polityczny — wspólnotę ludzi połączonych miłością do czegoś wspólnego, historii, języka, kultury, poczuciem wzajemnych obowiązków — od narodu rozumianego jako podmiot moralny, który może być zbiorowo dobry albo zbiorowo zły, może zbiorowo cierpieć i zbiorowo atakować.
To drugie rozumienie narodu jest według Matczaka głęboko chore i historycznie niebezpieczne. Wszystkie największe ludobójstwa — Holocaust, Rwanda, agresja Rosji na Ukrainę — były dokonywane w imię obrony narodu przed zagrożeniem ze strony innego narodu. „Jak zaczynamy myśleć, że ktoś jest zły, bo jest Ukraińcem — to jest jedna z najgorszych, najbardziej chorych myśli, jakie sobie można wyobrazić” — podsumował profesor.
Matczak kończy apelem o mądrość: krytykujmy Zełenskiego, oczekujmy od Ukrainy odpowiedzialności politycznej, upominajmy się o ekshumacje i pamięć — ale nigdy nie mówmy „oni wszyscy tacy są”. Bo to zdanie, wypowiedziane o kimkolwiek, jest początkiem najgorszych rzeczy, jakie człowiek człowiekowi może zrobić.