Prof. Grzegorz Motyka, historyk i dyrektor Wojskowego Biura Historycznego, ocenił w programie „Bez Uników” w Polskim Radiu 24, że decyzja Zełenskiego o nadaniu jednostce wojskowej imienia „bohaterów UPA” była świadoma i obliczona na wywołanie politycznej awantury w Polsce — po to, żeby wewnętrzne problemy Kijowa zeszły na drugi plan.
Decyzja świadoma i obliczona politycznie
Motyka odrzucił tezę, że Zełenski mógł nie zdawać sobie sprawy z reakcji, jaką wywoła jego decyzja. Stosunek polskiego społeczeństwa do tradycji UPA jest powszechnie znany, a UPA odpowiada za masowe zbrodnie na ludności polskiej w latach 1943–1945 — około stu tysięcy ofiar śmiertelnych. „Bardziej przemawiają do mnie hipotezy, że Zełenski zrobił to świadomie, licząc na awanturę polityczną w Polsce, która sprawi, że ukraińska opinia publiczna stanie murem za prezydentem, a jego wewnętrzne problemy — w tym afera korupcyjna — zejdą na drugi plan” — powiedział historyk.
Jednocześnie postawił pytanie, które jego zdaniem pozostaje bez odpowiedzi: w jaki sposób ta decyzja i jej łatwe do przewidzenia skutki społeczne pomagają Ukrainie wygrać wojnę z Rosją? „Moim zdaniem jej skutki przeszkadzają w tej wojnie” — ocenił.
Zbrodnia wołyńska — ludobójstwo, nie spontaniczny bunt
Motyka odniósł się do pojawiającej się w ukraińskim otoczeniu władzy narracji o „buncie ludowym” — według której chłopi mieli spontanicznie chwycić za siekiery i mścić się na polskich ziemianach. Określił tę teorię jako kompletnie nieprawdziwą. Po pierwsze dlatego, że ziemian wywieziono na Syberię już w 1940–1941 roku i ofiarami padali polscy chłopi, nie ziemianie. Po drugie — po ponad trzydziestu latach badań nad tożsamością sprawców nie znalazł ani jednego przypadku, żeby jakakolwiek polska wioska została napadnięta przez spontanicznie działających chłopów. „Za każdym razem kiedy ustaliliśmy tożsamość sprawcy, byli to członkowie OUN i UPA Bandery. Czyli to była zorganizowana operacja, której celem było ludobójstwo” — powiedział.
Zbrodnia wołyńska spełnia definicję ludobójstwa w rozumieniu Rafała Lemkina i polskiego kodeksu karnego. Motyka stosuje też termin „ludobójcza czystka etniczna” — bo działania OUN i UPA miały na celu usunięcie ludności polskiej z Wołynia i Galicji Wschodniej poprzez wypędzenie lub wymordowanie, przy czym plan od początku zakładał masowe mordy ludności cywilnej.
Odebranie orderu — Motyka ostrożny
Historyk zachęcał do wstrzemięźliwości w kwestii odebrania Zełenskiemu Orderu Orła Białego. Zwrócił uwagę, że okoliczności, dla których order przyznano, nie ustały — Zełenski pozostał w Kijowie, ryzykując życiem własnym i rodziny, i uratował niepodległość Ukrainy. Bardzo prawdopodobne, że gdyby wyjechał, ukraińska obrona mogłaby się rozsypać. „Te okoliczności nie ustały” — powiedział.
Dodał, że ewentualna decyzja o odebraniu orderu byłaby tyleż ciosem w Zełenskiego, co w dorobek prezydenta Dudy, za którego kadencji order przyznano — i który jednocześnie wprowadził zakaz ekshumacji. Motyka ocenił, że tamta decyzja mogła być przedwczesna, ale decyzja odwrotna byłaby zbyt radykalna.
Nawrocki — ukrainosceptyk, nie antyukraińczyk
Zapytany, czy Nawrocki jest antyukraiński, Motyka odpowiedział, że używałby raczej określenia „ukrainosceptyk” — podobnie jak mówi się o eurosceptykach, a nie antyseuropeistach. Jego zdaniem na poglądy prezydenta wpływają ideały narodowej demokracji, która przed II wojną światową głosiła nawet, że naród ukraiński w ogóle nie istnieje. Zaznaczył jednak, że nie zarzuca Nawrockiemu złej woli — jego oburzenie decyzją Zełenskiego uznał za szczere i podzielane przez bardzo wielu Polaków. Równolegle jednak Nawrocki szybko dostrzegł w całej sprawie znakomitą okazję polityczną — szansę na zagospodarowanie fali społecznego oburzenia i przejęcie kontroli nad polityką informacyjną zarówno PiS, jak i Konfederacji.
Ekshumacje — zasługa obecnej ekipy, nie PiS
Motyka przypomniał, że Andrzej Duda jest jedynym prezydentem RP — licząc od Lecha Wałęsy po Nawrockiego — za którego kadencji wprowadzono zakaz ekshumacji i nie odbyły się żadne pochówki ofiar rzezi wołyńskiej. Poważne negocjacje w tej sprawie zostały podjęte dopiero pod koniec 2024 roku przez zespół kierowany przez ministra Pawła Kowala. Politykom PiS, którzy sugerują, że za ich rządów relacje z Ukrainą były lepsze, zarzucił grę na emocjach bez realnych działań.
Ukraina i UE — warunek rozliczenia z historią
Motyka stwierdził, że oczekiwanie od Ukrainy krytycznego spojrzenia na zbrodnie UPA nie jest wygórowane. Wszystkie państwa Europy Środkowej — w tym Polska, Litwa i Chorwacja — musiały pokazać krytyczny stosunek do czarnych kart własnej historii przed wejściem do Unii Europejskiej. Chorwacja musiała odstawić na dalszy plan kult Ustaszy, a Litwa — odwołać święto upamiętniające powstanie z 1941 roku, które było połączone z pogromami Żydów.
„OUN i Ustasze to ta sama rodzina jeśli chodzi o ruchy ideowe” — powiedział, przypominając, że jeden z ideologów OUN był instruktorem Ustaszy. Po ostatniej decyzji Zełenskiego polskie elity polityczne — jego zdaniem — nie będą miały innego wyjścia niż postawienie tego warunku wprost.