Srokowski w Jan Pospieszalski Rozmawia: świadek ludobójstwa na Kresach o „Święceniu noży” i milczeniu polskiego państwa

Stanisław Srokowski, pisarz, poeta i świadek ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich na Kresach, był gościem Jana Pospieszalskiego w podcaście „Jan Pospieszalski Rozmawia”. Rozmowa dotyczyła najnowszej książki Srokowskiego „Święcenie noży. Nowe opowiadania kresowe”, jego osobistych wspomnień z dzieciństwa spędzonego na Kresach, mechanizmów ideologicznych stojących za zbrodnią ukraińską, udziału duchowieństwa greckokatolickiego w podburzaniu do mordów, a także zaniedbań polskiego państwa w kwestii ekshumacji i upamiętnienia ofiar.Skala ludobójstwa: siedem województw, nie tylko Wołyń

Srokowski, urodzony w 1936 roku na Kresach i wypędzony ze swoją rodziną jako dziecko, podkreślił, że powszechnie używane określenie „zbrodnia wołyńska” zawęża rzeczywisty obraz tragedii do jednego z siedmiu województw objętych mordami — wołyńskiego, tarnopolskiego, lwowskiego, stanisławowskiego oraz, w mniejszym zakresie, lubelskiego, poleskiego, krakowskiego i częściowo warszawskiego. Zaznaczył, że pierwsze cztery województwa zostały wymordowane całkowicie, co odpowiada około 52% terytorium przedwojennej Rzeczpospolitej, liczącej wówczas 16 województw. Pospieszalski zwrócił uwagę, że mimo tej skali terytorialnej liczba ofiar w ujęciu proporcjonalnym do populacji nie stanowiła połowy strat — przywołując badania rodziny Siemaszków, według których na samym Wołyniu zginęło 60 tysięcy Polaków. Srokowski, opierając się na własnych badaniach oraz pracach innych historyków, oszacował całkowitą liczbę ofiar ludobójstwa ukraińskiego na ponad 200 tysięcy Polaków.

Osobiste wspomnienia z dzieciństwa: rada starszych i schowanie się w psiej budzie

Srokowski opowiedział, że pierwsze mordy na Kresach rozpoczęły się już 17 września 1939 roku — tego samego dnia, gdy wojska sowieckie napadły na Polskę, Ukraińcy zaczęli mordować Polaków w województwie tarnopolskim, na trzy lata przed najbardziej znaną falą mordów na Wołyniu w 1943 roku. Opisał, jak w jego rodzinnym domu odbywały się zebrania rodzinnej rady starszych, podczas których dziadkowie i wujkowie relacjonowali kolejne akty przemocy w okolicznych wioskach — okaleczenia, wyrywanie oczu, obcinanie języków. Wspomnienia te, słyszane przez niego jako czterech-, pięcio- i sześcioletnie dziecko, były na tyle przerażające, że pewnego dnia uciekł z domu i schował się w psiej budzie, twierdząc później, że pies stał się dla niego wtedy ważniejszy od człowieka. Scena ta, jak zaznaczył, trafiła później do filmu Wojciecha Smarzowskiego „Wołyń”, którego reżyser skontaktował się z Srokowskim po przeczytaniu jego wcześniejszego zbioru opowiadań „Nienawiść”, uznając go za fundament scenariusza.

Zerwana przyjaźń z ukraińskim sąsiadem jako obraz indoktrynacji

Pisarz opowiedział o incydencie z dzieciństwa, gdy jego ukraiński przyjaciel Sławko, wcześniej bliski towarzysz zabaw, odmówił z nim rozmowy, tłumacząc to jego polskim pochodzeniem. Srokowski zaznaczył, że matka wytłumaczyła mu wówczas, że nie chłopiec był winny tej postawy, lecz rodzina, która wpoiła mu taką niechęć — co Srokowski przedstawił jako ilustrację mechanizmu, w jaki ideologia z pokolenia na pokolenie trafiała do najmłodszych.

Wieloetniczny świat Kresów i jego całkowita destrukcja

Srokowski opisał swoją rodzinną wieś jako liczącą 3,5 tysiąca mieszkańców społeczność polsko-ukraińsko-żydowską — właściwie małe miasteczko. Wspomniał, że oprócz przyjaciela Ukraińca Sławka miał też przyjaciela Żyda, młodego chłopca imieniem Berko, którego później zabrali Niemcy. Podkreślił, że ten wieloetniczny świat, funkcjonujący wcześniej w harmonii, uległ całkowitej, nieodwracalnej destrukcji — określił to jako „ruinę rzeczywistości”, ruinę nie tylko jego osobistego świata, ale też Rzeczpospolitej i wielu narodów, która nigdy więcej nie odrodzi się w tej postaci.

Ideologiczne korzenie zbrodni: Dmytro Doncow i wzorzec hitlerowski

Srokowski wskazał na Dmytra Doncowa, ukraińskiego ideologa, autora wydanej w 1926 roku książki „Nacjonalizm”, porównywanej przez pisarza do „Mein Kampf” Hitlera. Zaznaczył, że Doncow tłumaczył teksty Hitlera na ukraiński i wzorował się na niego, tworząc koncepcję państwa ukraińskiego pod wodzą Stepana Bandery, opartą na modelu wodza (führera) i podległej mu hierarchii. Pospieszalski zauważył, że Doncow rozwijał się intelektualnie w obszarze kultury niemieckiej, co mogło ukształtować jego wzorce myślenia.

„Święcenie noży”: udział duchowieństwa greckokatolickiego w podburzaniu do mordów

Odnosząc się do tytułu swojej najnowszej książki, Srokowski opisał sceny, w których duchowni greckokatoliccy i prawosławni otwarcie nawoływali z ambony do mordowania Polaków. Przywołał (w parafrazie, nie cytując dosłownie) wypowiedzi konkretnych duchownych z nazwiska i miejscowości: popa greckokatolickiego ze wsi Jezierzany w powiecie Borszczów, który miał nawoływać wiernych, by nie zważali na to, choćby krew polska miała płynąć rzekami, i oczyszczali ukraińską ziemię; popa z powiatu Kałusz, który miał deklarować, że nie ustaną, aż zniszczą wszystkie „wrogie korzenie”, włącznie z małymi dziećmi, i by nie kierowali się sumieniem; oraz popa z Monastyrzysk, który miał stać na czele bandy morderców razem ze swoją córką i kilkoma zakonnicami, głosząc, że za zabijanie Polaków nie będzie grzechu.

Historia Stasia Rybickiego i wsi Sławentyn

Srokowski opisał szczegółowo dwa wstrząsające wydarzenia, które utkwiły w jego pamięci. Pierwsze dotyczyło studenta Stasia Rybickiego, siostrzeńca miejscowego księdza, którego w 1943 roku porwano w zastępstwie nieobecnego duchownego, przywiązano do drzew w lesie i poddano długotrwałemu, wymyślnemu torturowaniu (w tym oślepieniu, obcięciu języka i okaleczeniom), zanim zginął — Srokowski, mając wtedy 7-8 lat, widział ciało chłopca wystawione przy plebanii. Drugie wydarzenie dotyczyło wsi Sławentyn, gdzie kobieta wracająca ze sklepu zauważyła grupę uzbrojonych w widły i łopaty mężczyzn — sąsiadów — nierozumiejąc, co planują, aż do wieczora, gdy rozpoczęła się masowa rzeź; sama została ranna widłami, przeżyła i przekazała relację swojej wnuczce, która ją opisała.

„Zaraza śmierci” — koncepcja utraty sumienia

Srokowski użył określenia „zaraza śmierci” na opisanie mechanizmu psychologicznego stojącego za zbrodnią, opisując go jako utratę sumienia i najgłębszych pokładów dobra w człowieku, prowadzącą do wyzwolenia w nim „zwierzęcia” czy „potwora”. Podkreślił, że najbardziej porażającym elementem zbrodni ukraińskiej nie było samo zabijanie, lecz czynienie z niego zabawy — systematyczne, wymyślne zadawanie coraz większych okaleczeń dla obserwowania reakcji ofiary, co określił jako „twórczą zbrodnię”.

Okupacja sowiecka, niemiecka i ponownie sowiecka — kontekst historyczny i bierność wojsk okupacyjnych

Srokowski przedstawił chronologię okupacji Kresów: sowiecką od 17 września 1939 do czerwca 1941 roku (obejmującą m.in. zsyłki na Sybir i zbrodnię katyńską), niemiecką od 1941 do 1944 roku, a następnie ponowną sowiecką od wiosny 1944 roku. Zaznaczył, że Ukraińcy w 1939 roku entuzjastycznie witali wkraczające wojska sowieckie, budując bramy triumfalne i obsypując żołnierzy kwiatami — podobnie jak Białorusini i Żydzi — co, jego zdaniem, komplikuje współczesną ukraińską interpretację, według której mordy miały być odwetem na Sowietach. Pospieszalski zwrócił przy tym uwagę na bierność formacji wojskowych obecnych wówczas na Kresach — przywołał relacje o niemieckim oddziale, który przyjechał do jednej ze wsi i jedynie obserwował rozgrywającą się zbrodnię, nie podejmując żadnej interwencji.

Strach i trauma na całe życie — wcześniejsze książki „Duchy dzieciństwa” i „Repatrianci”

Srokowski opowiedział, że trauma z dzieciństwa pozostała z nim na całe życie — jąkał się jako dziecko, bał się ludzi i zawsze oglądał się za siebie, sprawdzając, kto idzie z tyłu. Zaznaczył, że ten strach, zasiany w wieku 4-5 lat, towarzyszył mu przez dekady i dotyczy, jego zdaniem, całego jego pokolenia Kresowiaków. Podjął decyzję o pisaniu, by nie zostać jedynym depozytariuszem tej „strasznej tajemnej wiedzy” i podzielić się nią ze wspólnotą. Swoją pierwszą książkę, „Duchy dzieciństwa”, napisał już około 50 lat temu — opowiada w niej o wydarzeniach w rodzinnej wsi Hnilcze. Kolejna książka, „Repatrianci”, opisuje samą deportację jego rodziny — wielotygodniową podróż w wagonach dla bydła, wspólnie ze zwierzętami, z okolic Tarnopola, Lwowa i Stanisławowa na Ziemie Zachodnie. Zaznaczył, że po przesiedleniu na tereny wcześniej niemieckie rodzina żyła w stałym strachu przed powrotem wypędzonych Niemców — obawa ta, jak określił to „siedzenie na walizkach”, trwała aż do 1956 roku i przełomu gomułkowskiego.

Cenzura sowiecka za PRL

Srokowski opowiedział o cenzurze, jakiej podlegała jego twórczość w czasach PRL — jego powieść „Repatrianci”, napisana na początku lat 80., została zablokowana do wydania na wiele lat na skutek interwencji sowieckiego ambasadora (nazwiskiem Aristow), trafiając na rynek księgarski dopiero na przełomie 1988/1989 roku. Zaznaczył, że w PRL istniała podwójna cenzura — polska komunistyczna i nadrzędna wobec niej cenzura sowiecka.

Brak edukacji i wsparcia instytucjonalnego po 1989 roku

Srokowski skrytykował również okres po 1989 roku, zarzucając polskiemu państwu — niezależnie od kolejnych rządów — całkowite zaniedbanie edukacji o zbrodni ukraińskiej w programach szkolnych, brak zaangażowania żadnego z 25 polskich instytutów kultury za granicą w promowanie tej historii wśród zagranicznych odbiorców, a także brak systemowego wsparcia dla organizacji polonijnych na Ukrainie, gdzie — w przeciwieństwie do Litwy i Białorusi — środowisko polskie jest, według niego, całkowicie zmarginalizowane i nie posiada nawet własnego Domu Polskiego.

Pospieszalski wymienił konkretne polskie organizacje działające na rzecz Polaków za granicą: Wolność i Demokracja (organizacja pozarządowa, stowarzyszenie założone przez osoby prywatne), Pomoc Polakom na Wschodzie (instytucja działająca pod patronatem Senatu RP) oraz Wspólnota Polska (posiadająca własny gmach i rezydentury na Kresach). Zapytał, czy którakolwiek z nich zwracała się do Srokowskiego z propozycją przetłumaczenia jego książek lub organizacji spotkań na Zachodzie. Srokowski odpowiedział, że nie, oceniając działania tych organizacji jako czysto „dekoracyjne”, niebędące realną pomocą.

Oddolne inicjatywy: przykład Krzesimira Dębskiego

Pospieszalski przywołał wcześniejszą rozmowę z kompozytorem Krzesimirem Dębskim (w programie, który miał okazję prowadzić z udziałem obu — Srokowskiego i Dębskiego), w której Dębski opowiadał o własnych, oddolnych poszukiwaniach grobu swoich dziadków i przodków — docieraniu do miejsc pochówku, wypytywaniu miejscowych sąsiadów, póki żywa była jeszcze lokalna pamięć. Srokowski skomentował to jako przykład, że upamiętnienie ofiar w Polsce odbywa się wyłącznie z inicjatywy pojedynczych osób i rodzin, nigdy z inicjatywy czy autorytetu polskiego państwa.

Brak pochówków ofiar i zablokowane ekshumacje — przypadek Huty Pieniackiej

Srokowski podkreślił, że ofiary ludobójstwa nie zostały pochowane, lecz wrzucone do dołów, bez udziału kapłana czy modlitwy, i tak pozostają do dziś, ponad 80 lat później. Opisał szczegółowo przypadek Huty Pieniackiej, polskiej wsi zniszczonej 28 lutego 1944 roku, gdzie — według jego badań opisanych w dwóch napisanych przez niego książkach — spędzono do stodół i spalono żywcem co najmniej tysiąc Polaków, w tym małe dzieci, kobiety i starców. Zaznaczył, że prowadzona tam ekshumacja trwała jedynie 10 dni i została przerwana natychmiast po odnalezieniu pierwszych szczątków, po czym zakazano dalszych prac i ponownego zakopania ciał — co Srokowski ocenił jako obawę przed ujawnieniem pełnej skali zbrodni.

Zwrócił uwagę na paradoks, że mimo trwającej wojny rosyjsko-ukraińskiej, Niemcy prowadzą na terenie Ukrainy ekshumacje grobów swoich żołnierzy z okresu II wojny światowej, a nawet Rosja — kraj-agresor — dokonuje podobnych ekshumacji, podczas gdy Polska nie ma możliwości prowadzenia rzetelnych badań i pochówków własnych ofiar. Pospieszalski zwrócił uwagę na dodatkowy paradoks: Polska przekazała Ukrainie ogromne ilości uzbrojenia, wypłaca świadczenie 800+ na ukraińskie dzieci, zapewnia darmową opiekę zdrowotną i tworzy ukraińskie szkoły — a mimo to polskie państwo nie jest w stanie wynegocjować od Ukrainy tego, co uzyskuje kraj-agresor Rosja. Srokowski potwierdził, że fakt ten, choć brzmi nieprawdopodobnie, jest wielokrotnie przez niego zweryfikowany i możliwy do sprawdzenia w dostępnych źródłach.

Żądanie: uznanie zbrodni przez stronę ukraińską jako warunek pojednania

Odnosząc się do niedawnego kryzysu w relacjach polsko-ukraińskich związanego z decyzją prezydenta Karola Nawrockiego, Srokowski ocenił, że napięcie to obnażyło słabość dotychczasowych, jego zdaniem sztucznie napompowanych, deklaracji przyjaźni polsko-ukraińskiej. Stwierdził, że fundamentalnym warunkiem jakiegokolwiek pojednania musi być stanowcze — nie błagalne — żądanie polskiego państwa, by Ukraina formalnie przyznała się do popełnionej zbrodni i uznała ją za błąd historyczny, zanim możliwe będzie jakiekolwiek trwałe porozumienie.

Program minimum: co konkretnie powinno zrobić polskie państwo

Odpowiadając na pytanie o konkretny program minimum, jaki polskie państwo powinno zrealizować, Srokowski wymienił kroki: po pierwsze, odnalezienie miejsc pochówku (co określił jako niezwykle trudne ze względu na zmienioną w ciągu 80 lat topografię terenu — zarośnięte lasy i pola); po drugie, przeprowadzenie rzetelnej, a nie pokazowej ekshumacji, obejmującej pełne wydobycie szczątków; po trzecie, odprawienie mszy świętych nad miejscami pochówku; po czwarte, urządzenie prawdziwych grobów z tablicami wskazującymi personalia ofiar, datę i okoliczności śmierci. Zaznaczył przy tym, że dotychczasowe działania (jak przerwana po 10 dniach ekshumacja w Hucie Pieniackiej) nie spełniają żadnego z tych warunków i stanowią, jego słowami, „grę” i „udawanie” wobec Polski.

Rozróżnienie: zorganizowane struktury OUN-UPA i udział zwykłych sąsiadów

Odpowiadając na pytanie o mechanizm, w jaki zwykli, niezorganizowani wcześniej chłopi stawali się mordercami swoich sąsiadów, Srokowski rozróżnił formalne struktury — Organizację Ukraińskich Nacjonalistów jako partię polityczną oraz jej zbrojne ramię, Ukraińską Powstańczą Armię (liczącą, według różnych szacunków, od 40 do 60 tysięcy członków), a także Dywizję SS Galizien — od wieloletniego procesu budowania atmosfery nienawiści poprzez ideologię, kazania duchowieństwa oraz literaturę, przywołując wiersz Tarasa Szewczenki wezwanie do „rżnięcia Lachów”, którego pomnik, jak zauważył Pospieszalski, stoi obecnie w Warszawie.

Ukraińcy, którzy ratowali Polaków

Na zakończenie rozmowy Srokowski przypomniał, że zdarzały się przypadki Ukraińców ratujących Polaków — w tym jego własną rodzinę uratowała Ukrainka — zaznaczając jednak, że tacy ludzie byli zazwyczaj natychmiast mordowani przez własne organizacje nacjonalistyczne za sam fakt okazania człowieczeństwa wobec Polaków.


Rozmowę przeprowadził Jan Pospieszalski. Podcast dostępny na kanale Jan Pospieszalski na YouTube, liczącym 259 tys. subskrybentów. Data premiery: 26 czerwca 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *