Szeligowski w rozmowie z Wojczalem: Zełenski nie brał pod uwagę reakcji Polski. Polska nie zbudowała systemowo wpływu na Ukrainie — to trzeba naprawić

Dr Daniel Szeligowski, koordynator programu Europa Wschodnia w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych, rozmawiał z Krzysztofem Wojczalem o przyczynach decyzji Zełenskiego, ukraińskim suwerenizmie i o tym, jak Polska powinna budować swoje wpływy na Ukrainie.

Dlaczego Zełenski to zrobił

Szeligowski ocenił, że decyzja o nazwie jednostki była podyktowana wyłącznie ukraińską polityką wewnętrzną. Zełenski buduje sobie taktyczny sojusz z opozycją — wyciąga rękę do frakcji wojskowych i nacjonalistów, mruga okiem do tego elektoratu. To jedyny czynnik, którym się kierował. Polska reakcja w ogóle nie była brana pod uwagę — Polska po prostu nie istniała w tej kalkulacji jako czynnik, bo nigdy nie budowała systemowo wpływu na Ukrainie i Zełenski to doskonale rozumie.

Szeligowski ocenił, że Zełenski postąpił słusznie z perspektywy wewnętrznej, ale niesłusznie z perspektywy strategicznej — bo to jednak jest bardzo ważna sprawa dla strony polskiej, nie jest jakimś drugorzędnym gestem. Błąd Kijowa polega na tym, że zignorował koszty tej decyzji po polskiej stronie.

Kluczowe według Szeligowskiego jest pytanie o proporcjonalność polskiej odpowiedzi. Dopóki nie wybuchła wrzawa w Polsce, na Ukrainie nikt o tej decyzji nie słyszał. Polska odpowiedź powinna uderzyć dokładnie w te benefity wewnętrzne, które Zełenski chciał osiągnąć — i je zniwelować. Na czym to konkretnie polega, Szeligowski zostawił jako wskazówkę bez rozwinięcia, zaznaczając że nie jego rolą jest proponowanie rozwiązań. Zbyt gwałtowna lub nieprzemyślana odpowiedź może wywołać efekt zjednoczenia wokół flagi na Ukrainie — co zresztą już częściowo nastąpiło po polskiej reakcji — i paradoksalnie pomóc Zełenskiemu.

Ukraiński populistyczny suwerenizm

Szeligowski opisał zjawisko, które nazywa populistycznym suwerenizmem. Ukraina zanurza się w przekonaniu, że jako suwerenne państwo może prowadzić suwerenną politykę historyczną i nikt nie będzie jej mówił, jakich bohaterów może czcić. Tę logikę łatwo obalić — Polska też jest państwem suwerennym i prowadzi suwerenną politykę historyczną, której elementem jest krytyka ukraińskiej polityki historycznej. To w żaden sposób nie ogranicza ukraińskiej suwerenności. Ale ta logika zgrzyta, bo suwerenizm ukraiński jest już miejscami na turbo dopalaczach — przejmowane są rosyjskie wrzutki o zarządzaniu z zewnątrz i kondominium.

Apogeum tej narracji był kryzys antykorupcyjny na Ukrainie, gdy Zełenski tłumaczył czystkę w instytucjach antykorupcyjnych tym, że Bruksela i Waszyngton decydują za Ukrainę kogo ścigać. Tym populistycznym suwerenizmem wyciera się gębę przy każdej niewygodnej decyzji. Ukraina oczywiście ma prawo prowadzić suwerenną politykę historyczną — ale powinna też suwerennie i odpowiedzialnie liczyć się z kosztami, które takie decyzje generują.

Dlaczego Ukraina Polskę ignoruje

Szeligowski wyjaśnił, że Ukraina jest przekonana, iż gra w zupełnie innej lidze niż Polska. Jeden z ministrów dużego kraju europejskiego, który pojechał do Kijowa i niemile go przyjęto, powiedział mu, że Zełenski wydaje się przekonany, że światem rządzą Biden, papież i Zełenski, a potem długo nikt. To ego zbudowały pięć lat obrony, której nikt się nie spodziewał — Ukrainie dawano trzy dni, a ona się broni do dziś — oraz nieustanne zachodnie wizyty w Kijowie i poklepywanie po plecach.

To nie jest celowe ignorowanie Polski — po prostu Ukraina uważa, że Polska nie jest potrzebna do tej układanki. Polska nie decyduje o obronie przeciwlotniczej, rakietach dalekiego zasięgu ani miliardach zachodnich dotacji. Frakcja liberalno-europejska na Ukrainie mówi wprost: Polacy nie będą decydować o wejściu Ukrainy do Unii, bo to zadecyduje Berlin z Paryżem i ewentualnie naciśnie Waszyngton.

Szeligowski wskazał jednak, że za tym stoi percepcja błędna w dłuższym horyzoncie. Polska jest największym wygranym ładu postzimnowojennego, Ukraina największym przegranym. Polska broni status quo, Ukraina chce stolik przewrócić — i w tym kontekście każdy spór, w tym historyczny, nakłada się na tę rywalizację o nowy kształt architektury bezpieczeństwa w Europie. Ukraina walczy o to, żeby być integralną częścią nowego systemu i grać w nim ważną rolę — a do tego potrzebuje atutów, które ma teraz, a które po wojnie mogą być warte znacznie mniej.

Polska jako konkurent Ukrainy

Szeligowski potwierdził, że Ukraina postrzega Polskę jako rywala — i jest w tym pewna racja, bo rywalizacja o pozycję lidera w regionie Europy Środkowej jest realna. Na Ukrainie coraz szerzej krąży teoria o polsko-ukraińskim wyścigu do regionalnego prymatu — i Ukraina jest przekonana, że nas już wyprzedziła. W konsekwencji polskie działania — w tym spory historyczne — są odczytywane jako celowe i cyniczne narzędzie wbijania noża w plecy komuś, kto wygrał wyścig.

Szeligowski zauważył sprzeczność w tej logice: jeśli Ukraina uważa, że jest już w pierwszej lidze i nas nie potrzebuje, to tym bardziej powinna mieć czas na rozwiązanie sporu historycznego z Polską. A jeśli ten czas ma, to znaczy że nie potrzebuje już polskiej pomocy. Argumenty ukraińskie prowadzą do wniosku, który sami Ukraińcy chcieliby odrzucić.

Słabości ukraińskiego państwa po wojnie

Szeligowski ocenił, że zderzenie z rzeczywistością nastąpi dla Ukrainy z chwilą zakończenia wojny. W momencie gdy skończy się aktywny konflikt, uwaga i pomoc społeczności międzynarodowej w dużej mierze wyparuje. Ukraina bez pieniędzy z Zachodu nie przetrwa — gdyby zakręcono kurek, Ukraina przegrałaby wojnę. I to nie powinno budzić wątpliwości.

Trwałe słabości to: drastyczny spadek demograficzny — z ponad 50 milionów mieszkańców do być może 30 milionów lub mniej — ogromne zadłużenie, zniszczona infrastruktura, niestabilność polityczna po wojnie i nieuchronne rozliczenia. Kto szedł na wojnę, kto nie szedł, kto zarobił na dostawach, kto stracił — to wszystko wyjdzie na pierwszy plan. Silna armia i doświadczenie bojowe to atut, ale w warunkach pokoju trudno utrzymać armię pochłaniającą sto procent budżetu.

Szeligowski zwrócił uwagę na jedną interesującą kwestię: Ukraina prowadzi własną dyskusję o migracji — nie o powrocie emigrantów, ale o imporcie migrantów z Azji Środkowej i Afryki. To pokazuje, że realistycznie ocenia skalę demograficznego problemu. Szeligowski jest zdania, że większość ukraińskiej emigracji w Polsce nie wróci.

Jak Polska powinna budować wpływy na Ukrainie

Szeligowski podkreślił, że Polska nigdy nie budowała systemowo wpływu na Ukrainie — i to jest zasadniczy problem. Żeby każdy kolejny prezydent Ukrainy brał pod uwagę polską rację, trzeba ten wpływ budować cierpliwie i wielotorowo — w środowiskach eksperckich, w opozycji, w społeczeństwie, w biznesie.

Wskazał na rażącą dysproporcję: książki Wołodymyra Wiatrowicza — byłego szefa ukraińskiego IPN i obecnego deputowanego — są tłumaczone na języki zachodnie przy skromnym budżecie. A gdzie są angielskie tłumaczenia prac polskiego IPN wyjaśniające czym była rzeź wołyńska? Gdzie stypendia dla zachodnich badaczy zajmujących się tym tematem? Polska koncentruje się na doraźnym oburzeniu, zamiast zająć się sednem.

Kluczowy jest też instrument naming and shaming — presja moralna, wskazywanie palcem na winnego. To świetnie działało dla Ukrainy na początku wojny, gdy Zełenski wymuszał pomoc Zachodu. Polska powinna nauczyć się używać tego instrumentu na arenie zachodniej — żeby zachodnia opinia publiczna rozumiała, o co chodzi w sporze historycznym polsko-ukraińskim, zamiast widzieć tylko awanturujących się Polaków.

Na Ukrainie można robić interesy i budować wpływy — ale trzeba coś położyć na stół. Nie za ładne oczy i nie za pomoc z 2022 roku. Niemcy mieli fatalną pozycję wyjściową w 2022 i 2023 roku, a umiejętnie sobie to rozegrali — nie przez poklepywanie po plecach, lecz przez umiejętność zaoferowania czegoś konkretnego. Polska będzie miała trudniej, bo Ukraińcy widzą w nas konkurenta, a nie w Niemcach czy Amerykanach. Dlatego wysiłku trzeba włożyć więcej — ale to nie jest powód, żeby tego nie robić.


You may also like

Strona 1 z 76
Strona 1 z 76

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *