Prof. Antoni Dudek był gościem Przemysława Szubartowicza w programie „Punkt widzenia”. Politolog i historyk z SGH ocenił, że Donald Trump otwarcie dąży do pogrążenia Ukrainy, a Polska nie ma żadnych narzędzi, by to zmienić. Jego zdaniem więcej sensu ma zabieganie o stałą amerykańską bazę, która niestety stała się przedmiotem wewnętrznej rozgrywki. Zarzucił posłowi Adamowi Bielanowi, że daje Amerykanom do zrozumienia, by z decyzją poczekali na powrót prawicy do władzy. Skrytykował też Europę za bezradność po czterech latach wojny. Rozmowa dotyczyła również ordynacji wyborczej, sporu o Trybunał Konstytucyjny, rekordowego deficytu oraz ambicji Karola Nawrockiego w sprawie paktu senackiego prawicy.
Trump: Rosja zachowuje się wobec Ukrainy w porządku
Prowadzący zauważył, że prawica ma z amerykańskim prezydentem kłopot: z jednej strony go popiera, z drugiej Trump coraz wyraźniej zbliża się do Władimira Putina. W programie przypomniano wypowiedź Trumpa, który przekonywał, że Stany Zjednoczone dały Ukrainie bardzo dużo, a w zamian nie dostały niczego. Dodał, że Rosja zachowuje się wobec Ukrainy w porządku i niewiele robi. Szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow powtarzał podobną narrację. Zapewniał, że Rosja nigdy nie inicjowała ataków na cywilną infrastrukturę Ukrainy, chyba że służyła ona do uderzeń na rosyjskie terytorium.
Zupełnie inny obraz przedstawił Wołodymyr Zełenski. Ukraiński prezydent podziękował senatorom Richardowi Blumenthalowi i Thomowi Tillisowi za spotkanie, podczas którego opowiedział im o rosyjskim ataku dronów typu Szahed w obwodzie charkowskim. Zginęło w nim sześć osób, w tym matka z niespełna półtorarocznym dzieckiem. Zełenski pokazał senatorom zdjęcia z miejsca ataku, w tym martwe dziecko w wózku. Ocenił, że tak właśnie Rosja odpowiada na łagodzenie sankcji i zmniejszanie presji.
Mityczna zażyłość Nawrockiego z Trumpem
Szubartowicz przypomniał, że Zełenski znów prowadzi rozmowy z wysłannikiem Trumpa Steve’em Witkoffem. Zapytał, czy z Polski może wybrzmieć wspólny głos sprzeciwu, czy też znów będzie się tłumaczyć zachowanie Trumpa jego specyficznym stylem. Dudek ocenił, że Karol Nawrocki nie jest w stanie w żaden sposób wpłynąć na politykę amerykańskiego prezydenta. Zażyłość obu polityków nazwał mityczną. Jego zdaniem sprowadza się ona do tego, że Trump zapytany o Polskę odruchowo wspomina dobrego prezydenta Nawrockiego, który wygrał wybory dzięki jego poparciu. Profesor słyszał to z ust Trumpa kilka razy i nie spodziewa się niczego więcej.
Gość programu uważa, że nawet jednogłośny protest całej polskiej sceny politycznej niczego by nie zmienił. Cała Europa próbowała przekonać Trumpa, by nie przechodził na stronę rosyjską, i nic to nie dało, więc jeden kraj, i to nie najsilniejszy, tym bardziej nie zdoła. Zastrzegł, że politycy nie powinni milczeć. Paradoksalnie stanął jednak w obronie Nawrockiego i przyznał, że śmieszy go wyciąganie prezydenta do protestu, który z góry skazany jest na porażkę. Gdy prowadzący przypomniał, że otoczenie prezydenta mówi o jego szczególnych względach w Białym Domu, Dudek odparł, że właśnie tych względów nie ma. Uznał, że angażowanie się w akcję skrajnie proukraińską nie ma w tej sytuacji sensu, bo Polska nic nie osiągnie.
Baza jako prezent dla przyszłego rządu prawicy
Bardziej niż przekonywanie Trumpa, by nie topił Ukrainy, interesuje Dudka sprawa bazy, którą Polska może realnie uzyskać. Według niego Trump chce Ukrainę zatopić i widać to gołym okiem, choć nie wiadomo, czy mu się to uda. Profesor ma jednak wrażenie, że kwestia bazy stała się częścią polityki wewnętrznej. Formalnie wszyscy ją popierają. Rząd Donalda Tuska chciałby jednak, by powstała jak najszybciej, a prawica z PiS na czele wolałaby, żeby stało się to dopiero po jej powrocie do władzy. Wtedy zasługę mogliby przypisać sobie politycy prawicy wraz z prezydentem Nawrockim, a winą obarczyć Tuska, który rzekomo bazy nie chciał.
Zapytany, czy ktoś świadomie zabiega o opóźnienie, Dudek wskazał na Adama Bielana. Przyznał, że uważnie obserwował jego zabiegi w ostatnich miesiącach. Bielana uważa za najbardziej wpływowego polskiego polityka w Białym Domu. Ma nieodparte wrażenie, że poseł daje amerykańskim partnerom do zrozumienia między wierszami, że prawica bardzo chce bazy, ale jeszcze nie teraz, bo ma ona być prezentem dla polskiej prawicy po jej powrocie do władzy. Taką grę uznał za szkodliwą dla Polski, zwłaszcza w obecnej sytuacji międzynarodowej.
Prowadzący zwrócił uwagę, że ambasador USA Tom Rose chwali wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza, a szef MON ma wkrótce spotkać się z Pete’em Hegsethem. Historyk przyznał, że słyszy w tej sprawie dwie sprzeczne narracje. Według jednej decyzja zapadnie jeszcze przed końcem roku, według drugiej nic nie jest przesądzone. Przypomniał, że nawet po decyzji budowa bazy potrwa kilka lat. Samo ogłoszenie byłoby jednak bardzo dobrą wiadomością, bo stawiałoby Polskę w zupełnie innym położeniu geopolitycznym.
Europa usłyszała od Trumpa pożegnanie
Dudek ocenił, że gdyby poważnie traktować ostatnie wypowiedzi Trumpa o Europie, oznaczałyby one w praktyce pożegnanie ze Starym Kontynentem i polecenie, by radził sobie sam, bo Waszyngton ma wielkie interesy z Chińczykami i Rosjanami. Wyraził nadzieję, że amerykański prezydent jednego dnia mówi jedno, a następnego nieco modyfikuje swoje stanowisko. Szubartowicz zasugerował, że Trump może tak mówić z powodu zbliżających się wyborów, i przypomniał republikańskich kongresmenów, którzy załamują ręce. Profesor odpowiedział, że się im nie dziwi, bo część Partii Republikańskiej chce utrzymać współpracę transatlantycką, którą Trump od dawna degraduje.
Spotkanie Trumpa z Xi Jinpingiem i Putinem w Chinach byłoby według Dudka nową Jałtą. Prowadzący przytoczył zastrzeżenie Włodzimierza Czarzastego, że to porównanie jest nietrafione, bo w Jałcie nie było Hitlera. Politolog odparł, że wszyscy wiedzą, o co chodzi, i że można równie dobrze mówić o Monachium. Istotą obu analogii jest sytuacja, w której supermocarstwa rozstrzygają o losie kraju będącego ofiarą agresji. To mechanizm dobrze znany z historii, a to, że konfiguracje państw się zmieniają, nie ma znaczenia, bo nie chodzi o porównanie jeden do jednego.
Bezradność Starego Kontynentu i niewykorzystane Taurusy
Najbardziej ponure jest dla rozmówcy Szubartowicza to, że po ponad czterech latach wojny Europa wciąż jest bezradna, choćby w dziedzinie satelitarnego rozpoznania. Ten czas wystarczyłby jego zdaniem, by zbudować europejski odpowiednik systemów amerykańskich. Amerykanie mogą bowiem w każdej chwili wyłączyć Starlinki, co częściowo już się stało, i ograniczać dostawy kolejnych rodzajów broni. Profesora irytuje, jak mało zrobiono w Europie, by przygotować się na taki scenariusz. Nadal ma jednak nadzieję, że nie jest za późno i że Europejczycy zdążą coś uruchomić, zanim Amerykanie wycofają się do reszty.
Gdy prowadzący wskazał na rosnące poparcie dla prorosyjskiej AfD i zamieszki we Francji, Dudek zaproponował skupić się na Niemczech, gdzie wciąż rządzi kanclerz Friedrich Merz. Przypomniał wielomiesięczną debatę o przekazaniu Ukrainie rakiet Taurus. Gdyby Merz zapowiedział teraz, że Niemcy przekażą te pociski Ukrainie, jeśli Rosja podejmie wobec niej określone działania pod parasolem USA i Chin, prawdopodobnie wywołałoby to reakcję. Za pomocą Taurusów można bowiem przed zimą zniszczyć kilka rosyjskich elektrowni, co dałoby do myślenia i Waszyngtonowi, i Moskwie. Takiego głosu z Berlina historyk jednak nie słyszy. Zauważył, że Polska takich rakiet nie ma. Podobne możliwości mają Brytyjczycy, ale najwyraźniej nie chcą aż tak narażać się Waszyngtonowi.
Kapitol, nie Paryż, jako symbol upadku
Szubartowicz zwrócił uwagę, że Trump wykorzystuje obrazy z francuskich ulic jako dowód upadku Europy. Gość przypomniał, że już za rządów Trumpa w Stanach Zjednoczonych dochodziło do ogromnych zamieszek na tle etnicznym i nikt nie twierdził wtedy, że Ameryka upada. Za największy przykład upadku Ameryki w ostatnich dekadach uznał szturm zwolenników Trumpa na Kapitol i zdemolowanie siedziby parlamentu supermocarstwa. Ameryka straciła wtedy wiele na wizerunku, ale nikt nie twierdził, że przestała się liczyć. Rozruchy we Francji zdarzają się co jakiś czas i są częścią tamtejszej kultury politycznej. Francja pozostaje według Dudka silnym ogniwem UE i NATO, przynajmniej dopóki władzy nie przejmie ktoś pokroju Jeana-Luca Mélenchona.
Karta amerykańska w polskiej polityce
Prowadzący zapytał o spekulacje, że administracja USA może uzależnić bazę od rozwoju sporu o Trybunał Konstytucyjny. Dudek odpowiedział, że Bielan zapewne będzie sugerował, by coś takiego powiedział jakiś amerykański urzędnik, raczej niższego szczebla niż sam prezydent. Nazwał to wygrywaniem karty amerykańskiej w polityce wewnętrznej, co uznał za paskudne, bo stawia Polskę w roli republiki bananowej. Zaznaczył, że nie jest to nic nowego.
Przypomniał nowelizację ustawy o IPN z czasów rządów PiS. Przewidywała ona ściganie na całym świecie pomawiania narodu polskiego o współudział w Holokauście i wywołała oburzenie w Izraelu. Według Dudka Trump zapowiedział wówczas, że nie spotka się z nikim z Polski, dopóki ustawa obowiązuje. Prezes Jarosław Kaczyński wytrzymał w tej sytuacji pół roku, po czym skapitulował i przepisy wycofano. Profesor nazwał to niewyobrażalną kompromitacją. Dodał, że gdyby był wyborcą partii uważającej się za suwerennościową i godnościową, tylko z tego powodu nigdy więcej by na nią nie zagłosował. Gdy prowadzący zauważył, że Bielan zaprzecza zarzutom, politolog odparł, że poseł co do zasady zaprzecza mnóstwu rzeczy, o które bywa podejrzewany.
Ordynacja zepsuta w 2011 roku
Rozmowa zaczęła się od planu Koalicji Obywatelskiej, przedstawionego przez posła Mariusza Witczaka. Do lutego przyszłego roku KO chce urealnić liczbę mandatów w okręgach wyborczych. Dudek przyznał, że lepiej późno niż wcale. Zaznaczył jednak, że gdyby zajęto się tym zaraz po poprzednich wyborach, prezydentowi i prawicy trudniej byłoby zarzucać koalicji kuglarstwo przy ordynacji na rok przed głosowaniem. Przypomniał, że gdyby w 2011 roku, za rządów partii Witczaka, wprowadzono właściwe zasady, PKW co cztery lata sama aktualizowałaby liczbę mandatów zgodnie z migracjami ludności. Autorzy kodeksu wyborczego jego zdaniem spartolili sprawę. PiS nie był potem zainteresowany jej naprawą, bo obecny stan sprzyja wyludniającym się okręgom, w których przeważa prawica.
Na zarzut, że koalicja zmienia ordynację dla własnej korzyści, Dudek odpowiedział, że symulacje nie wskazują jednoznacznie na żadną stronę. Konstytucja gwarantuje równość głosu, a od kilkunastu lat ludzie przenoszą się z małych miasteczek do dużych miast. Wielkomiejskie okręgi rosną i powinny mieć więcej mandatów. To jego zdaniem nie jest kwestia prawicy czy lewicy, tylko zmian cywilizacyjnych.
Plan KO przewiduje kolejne podejścia. Jeśli prezydentowi zostanie przedstawiona nowelizacja dotycząca wyłącznie okręgów, bez zmian w sprawie komisarzy wyborczych, trudniej będzie mu uzasadnić weto. Gdyby i to nie przeszło, w przyszłym roku zostanie już tylko załącznik z aktualizacją mandatów, bez zmiany uprawnień PKW. Prezydent może oczywiście po prostu odmówić podpisu. Profesor chętnie jednak usłyszy, jak Nawrocki uzasadni pogląd, że zasada równości głosu nie obowiązuje. Liczy, że prezydent ustąpi, tak jak w sprawie ustawy o nadzwyczajnych zyskach koncernów paliwowych, gdy uznał, że weto zaszkodzi mu wizerunkowo. Gdyby zablokował aktualizację, to właśnie jemu można by zarzucić kuglarstwo przy wyborach.
Przy okazji gość odniósł się do odmowy zaprzysiężenia części sędziów TK. Prezydent uzasadniał ją tym, że te stanowiska należało obsadzić jeszcze za kadencji Andrzeja Dudy. Dudek przyznał, że koalicja zwlekała z obsadą wakatów podobnie jak z nowelizacją kodeksu. Wybór akurat tych czterech osób uznał jednak za oczywiście naciągany i dodał, że przeciwnikom nie należy dostarczać pretekstów.
Rekordowy deficyt, długi i 800 plus
W trakcie rozmowy w Sejmie trwała debata nad wnioskiem opozycji o odwołanie ministra finansów Andrzeja Domańskiego. Dudek nie miał wątpliwości, że minister obroni się w głosowaniu. Przyznał, że Domański mówi prawdę, twierdząc, że odziedziczył po PiS mnóstwo długów, w tym ukrytych. Zwrócił jednak uwagę, że minister, mówiąc o ich spłacie, przemilcza, że spłaca je kolejnymi pożyczkami. Faktem pozostaje, że przyszłoroczny budżet będzie miał największy deficyt w dziejach polskiego państwa.
Gospodarka nie musi się z tego powodu załamać, ale może, a wiele zależy od czynników zewnętrznych. Jeśli dojdzie do kryzysu, Domański zostanie przygnieciony długiem. Jeśli nie, temat będzie dla wyborców zbyt skomplikowany, by przesądzić o kampanii, o ile państwo nadal będzie się wywiązywać z licznych zobowiązań socjalnych. Gdyby jednak finanse się załamały i doszło do cięć, czyli w praktyce ograniczenia obecnych świadczeń, opozycja uczyni z tego główne narzędzie ataku.
Szubartowicz przypomniał, że Tusk ogłosił ułatwienie w programie 800 plus: wniosek będzie trzeba złożyć tylko raz, a nie ponawiać co roku. Profesor spodziewa się, że w kampanii pojawią się obietnice waloryzacji świadczenia i nowe projekty socjalne. Przy ich realizacji zalecał dużą ostrożność. Przypomniał też, że Tuskowi i tak będzie wypominana niespełniona obietnica podwojenia kwoty wolnej od podatku.
Służba zdrowia bez reform od czasów Buzka
Prowadzący zapytał, czy w kampanii nie zdominują dobrostan obywateli i ceny energii. Dudek wskazał na służbę zdrowia. Ocenił, że obecny rząd, podobnie jak wcześniej gabinet PiS, nie ma żadnego pomysłu na reformę, więc spór będzie dotyczył raczej braku pieniędzy dla stale deficytowego systemu. Przypomniał, że Kaczyński, gdy rządził, pochylał się nad SOR-ami i zapowiadał przełom, którego nie dokonał. Przełom wymagałby bowiem odważnych reform o niepewnym wyniku.
Politycy nauczyli się według profesora jednego od czasów dawno zapomnianego, choć wciąż żyjącego Jerzego Buzka: lepiej nie przeprowadzać głębokich reform. Rząd, który się na nie odważył, został przez niezadowolonych wyborców politycznie zdekapitowany. Dlatego nikt w Polsce nie chce ruszać systemu, a już zwłaszcza ochrony zdrowia.
Miasteczko przed Trybunałem i realna stawka sporu
Szubartowicz zapytał o spór wokół Trybunału, zapowiadane przez Kaczyńskiego wielomiesięczne demonstracje oraz zdjęcie Macieja Berka z pomieszczeń, których jeszcze niedawno bronił Bogdan Święczkowski. Dudek odpowiedział sceptycznie. Odkąd na alei Szucha działa tak zwane miasteczko, które nazwał raczej pseudomiasteczkiem, nie widzi tam rosnących tłumów zaniepokojonych rzekomym zamachem rządu na Trybunał. Jest tam raczej kilkanaście, w porywach kilkadziesiąt osób z tak zwanej frakcji kosynierów PiS. Wielu z nich działało w opozycji w czasach PRL i urządza tam wspominki z młodości.
Historyk nie wie, na czym miałaby polegać zapowiadana przez Nawrockiego twarda reakcja, jeśli Berek zacznie orzekać. Prezydent i tak osiągnął już to, na czym mu zależało: może mówić o nieprawidłowo powołanych sędziach i nie uznawać Trybunału. Rzeczywista stawka to jednak większość w przyszłym Sejmie. Zmiany w TK przetrwają tylko wtedy, gdy obecna koalicja utrzyma władzę. W przeciwnym razie prawica przystąpi do ich demontażu i ogłosi, że w Polsce nie ma prawidłowo działającego Trybunału, bo zasiadają w nim neosędziowie niezaprzysiężeni przez prezydenta.
Cichy pakt senacki i ludzie Brauna
Prowadzący przywołał sondaż Polsat News, według którego Koalicja Obywatelska wygrywa wybory, ale nie może samodzielnie rządzić. Zapytał, czy Nawrocki zbuduje wspólną listę prawicy z Grzegorzem Braunem. Dudek wykluczył jednolitą listę całej prawicy do Sejmu. Za możliwy uznał natomiast pakt senacki, który prezydent już kilkakrotnie zapowiadał. Szubartowicz przypomniał, że Kaczyński mówił wcześniej o Braunie rzeczy, które powinny wykluczać wspólny start. Profesor odpowiedział, że może to być cichy pakt. Oficjalnie nikt go nie ogłosi, ale w poszczególnych okręgach jednomandatowych wystartuje wyłącznie kandydat Korony Brauna, w innych Konfederacji, a w jeszcze innych PiS.
Szczególnie interesujące są dla niego medialne przecieki o kształcie takiej listy, na której pojawia się jeszcze jedno, nowe ugrupowanie związane z prezydentem. Świadczy to o daleko sięgających ambicjach Nawrockiego, który chce nie tylko pogodzić Koronę Brauna z PiS, Konfederacją i Rozwojem Plus Mateusza Morawieckiego, ale też mieć własną zaufaną grupę w Senacie. Dudek nazwał to wyższą szkołą jazdy. Jeśli się uda, będzie musiał przyznać, że Nawrocki jest mistrzem gier partyjnych, z czego dotąd nie był znany.
Zastrzegł, że będzie to szalenie trudne, ale bez paktu prawicy przejęcie władzy będzie znacznie trudniejsze. Nie wykluczył powtórki z poprzedniej kadencji, gdy prawica miała arytmetyczną większość w Sejmie, a obecna koalicja kontrolowała Senat. Prowadzący zapytał, czy współpraca z Braunem, który posługuje się kłamstwem oświęcimskim i rękoczynami, jest dla prawicy problemem. Rozmówca odpowiedział, że głównie dla PiS i Morawieckiego, ze względu na ich otwartą antyrosyjskość. Konfederacji Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka będzie się łatwiej dogadać, bo Braun się z niej wywodzi. Podkreślił, że chodzi nie tyle o koalicję z samym Braunem, ile z jego ludźmi. Wiele będzie zależało od tego, jak jego posłowie zachowają się w przyszłym Sejmie.
Rozmowę przeprowadził Przemysław Szubartowicz. Program „Trump chce zatopić Ukrainę? Dudek: To widać gołym okiem” dostępny na kanale polsatnews.pl na YouTube, liczącym 571 tys. subskrybentów. Opublikowany 21 października 2026.