Ukrainiec Jurek w podcaście Bez Tajemnic: Decyzja Zełenskiego ws. UPA to totalny koszmar. Nie wierzę, żeby prezydent nie znał historii

Yuriy Maksymiuk, Ukrainiec mieszkający w Polsce od 2011 roku, rozmawiał z Dmytrem Błaszczykiem w podcaście Bez Tajemnic o decyzji Zełenskiego w sprawie UPA, stosunku do Ukraińców w Polsce, wojnie, mobilizacji i swoim życiu między dwoma krajami.

Decyzja Zełenskiego — totalny koszmar

Kiedy Maksymiuk dowiedział się o nadaniu jednostce wojskowej imienia bohaterów UPA, jego pierwsza reakcja była: totalny koszmar. Ciężko mu było w to uwierzyć. Polska dała Ukrainie ogromną pomoc — humanitarną, militarną, przyjęła miliony uchodźców — i w odpowiedzi Zełenski zrobił coś takiego, wiedząc historię. Nie wierzy, żeby jej nie znał. Jest mu z tego powodu bardzo przykro osobiście.

Przypomniał sobie początki wojny — jak wszyscy politycy wstawali gdy Zełenski wchodził do sali, jak był bohaterem. I nie może sobie wyobrazić, kto nim kierował i dlaczego w ogóle to zrobił. Nie potrafi na to pytanie odpowiedzieć.

Zełenski nie jest dla niego prezydentem. Znał go jeszcze jako komikarza z telewizji ukraińskiej, którego oglądał z babcią — to był taki kabaret, i był wtedy jego fanem. Kiedy Zełenski objął urząd i media pisały kabareciarz został prezydentem, Maksymiuk nie czuł z tym żadnego związku — Polska była już jego domem. Od początku wojny obserwował go z dystansem — bardziej angażuje go to, co dzieje się w Polsce niż na Ukrainie. Dziś ocenia go neutralnie — popełnił bardzo potężny błąd w sprawie UPA, ale Ukraina to nie jest kraj, w którym Maksymiuk na co dzień żyje. Dodał, że prezydent Nawrocki to dobry wybór — tak właśnie powinno wyglądać sprawowanie urzędu.

Wołyń — temat tabu, Bandera w podręcznikach

Maksymiuk wyjeżdżał z Ukrainy mając 11 lat, więc niewiele pamięta z tamtego okresu. Ale potwierdził, że Bandera był obecny w ukraińskich podręcznikach szkolnych — teraz sobie to przypomniał. Zastrzegł jednak — jeśli był tam dlatego, że walczył ze Związkiem Radzieckim, to okej, ale jeśli dlatego, że robił negatywne rzeczy wobec Polaków — to tego wychwalać nie można, bo to było czyste ludobójstwo, masakra.

Przyznał, że jest jakaś część Ukraińców — banderowcy — którzy te rzeczy wychwalają. Tak jak w każdym kraju są skrajne grupy. Czy on to rozumie? Nie, w ogóle nie, totalnie nie.

Prowadzący Błaszczyk powiedział, że sam próbował przeczytać ukraińskie komentarze na temat Bandery i UPA przez translator — i komentarze były bardzo wychwalające. Maksymiuk potwierdził — tak to wygląda w części ukraińskiego internetu.

Mentalność polska, krew ukraińska

Maksymiuk przyjechał do Polski w maju 2011 roku jako jedenastolatek. Skończył tu gimnazjum i technikum. Języka polskiego nauczył się w trzy miesiące — obcując z rówieśnikami na boisku, grając w piłkę, rozmawiając. Jako dziecko przyswajał wszystko szybciej. Polska ukształtowała jego mentalność — zna prawo polskie lepiej niż ukraińskie, tu się wychował jako człowiek, tu nauczył się żyć.

Kiedy rozmawia z ludźmi, zapomina, że jest Ukraińcem. To nie jest sztuczne — tak po prostu jest po 16 latach. Kocham ten kraj, mówi wprost. Czuję, że to jest mój kraj.

Porównał to do tych Ukraińców, którzy przyjeżdżają do Polski mając 20, 30, 40 lat — mają już ukształtowaną mentalność, której się tak łatwo nie zmienia. On miał tę przewagę, że uczył się wszystkiego od zera jako dziecko. Ukraińcy pracujący z Ukraińcami — w fabrykach, w Biedronkach — nie mają przestrzeni do nauki języka, bo nie muszą po polsku mówić. Stąd brak integracji językowej.

Flagi, głośność, roszczeniowość — co go denerwuje

Maksymiuk przyznał wprost, że woli, żeby na polskich budynkach wisiały polskie flagi, a nie ukraińskie co trzecie skrzyżowanie. Sam tak to postrzega. Był dwa dni we Wrocławiu i czuł się jak na Ukrainie — w Poznaniu ma to samo. Rozumie, że ludzie jednocząc się ze swoimi czują się pewniej w obcym kraju — swój ze swoim jest łatwiej — ale nie zawsze to wychodzi na korzyść.

Denerwuje go głośność Ukraińców w miejscach publicznych. Mówi, że często ich rozpoznaje — i to nie po wyglądzie, ale po tym, że rozmawiają głośno. Gdyby rozmawiali normalnie, nikt by nie wiedział, że to Ukrainiec.

Denerwuje go też roszczeniowość, która się pojawiła z czasem. Najpierw był zryw serca ze strony Polaków — nikt niczego nie oczekiwał, wszyscy pomagali bezinteresownie. A potem pojawił się festiwal roszczeniowości — Ukraińcy zaczęli czegoś oczekiwać, mieć pretensje, emanować bogactwem i poczuciem wyższości.

Przywołał konkretny przykład — influencer Havryliw, który wjechał Corvette na Morskie Oko wiedząc, że nie wolno, a potem wydał oświadczenie że nie wiedział. Określił to jako cwaniarstwo, które idzie w złą stronę. Jest mu z tego wstyd — naprawdę czuję taką frustrację, że nie powinno tak być.

Jednocześnie wyraźnie zastrzegł — nie mówi tego o wszystkich Ukraińcach. Zna wielu, którzy pracują uczciwie, chcą się osiedlić, szanują Polskę i są jej wdzięczni. Generalizowanie jest złe. Zauważył też, że nagonka medialna powoduje, że każda sytuacja z udziałem Ukraińca jest bardziej nagłaśniana niż z kimkolwiek innym. I że zazwyczaj ci, którzy wyzywają Ukraińców na ulicy, to nie są ludzie elokwentni i ogarnięci — to patologia. Normalni ludzie tak się nie zachowują.

Zełenski a Ukraińcy — postać niejednoznaczna

Na pytanie, jak Ukraińcy w Polsce postrzegają Zełenskiego — Maksymiuk odpowiedział ostrożnie, że jego zdaniem nie jest postacią pozytywną dla wielu Ukraińców. Zaraz potem dodał z uśmiechem, że nie chce być na świeczniku, bo jeszcze nie ma polskiego obywatelstwa.

Ukraina — korupcja, TCK, niemożność powrotu

Ukraina była i jest głęboko skorumpowanym krajem — i Maksymiuk się tego nie wstydzi powiedzieć. Wojna to są potężne pieniądze — po coś te wojny są. Boi się pomyśleć, co się tam teraz dzieje.

Miał duże problemy z wyrobieniem ukraińskiego paszportu. Dowiedział się, że potrzebuje ukraińskiego odpowiednika PESEL-u, który można wyrobić tylko osobiście na Ukrainie. Próbował to załatwić przez notariusza, przez ambasadę — wszędzie słyszał: jedź na Ukrainę. Ocenił to jako celowe działanie — głowa ukraińskiego mężczyzny jest w tej chwili cenna, ktoś na tym zarabia ogromne pieniądze.

Zapytany wprost, co by się stało gdyby wrócił na Ukrainę, odpowiedział bez wahania: nie dojechałby do miejscowości rodzinnej. Na granicy czekałoby wojsko i front jako mięso armatnie. Nie ma możliwości powrotu na Ukrainę na ten moment — i przez najbliższe lata też nie.

Ocenił, że trzy czwarte ludzi walczących na froncie zostało złapanych przez TCK — oddziały jeżdżące busami i łapiące mężczyzn na ulicach siłą. Ktoś poszedł na zakupy i do domu może nie wrócić. Określił to jako ludobójstwo w biały dzień. Wyobraź sobie, mówił, że masz żonę, dziecko w drodze, swoje życie — a ich to nie obchodzi, bo nie ma kim walczyć.

Dodał, że ta wojna już nie jest taką wojną jak kiedyś. Teraz walczą pieniądze, nie bohaterstwo. Jeden czerwony guzik — i po co tyle ludzkich żyć. Szanuje tych, którzy poszli dobrowolnie. Ale nie nazwie zdrajcami tych, którzy uciekli — dlaczego miałby walczyć za głupie decyzje kogoś na górze.

Rodzina na Ukrainie — żyją, ale to odczuwają

Ma na Ukrainie babcię i ciocię — z babcią wychowywał się przez pierwsze 11 lat życia. Rozmawia z nimi regularnie, choć czasem nie ma internetu. Babcia zawsze kończy rozmowę tymi samymi słowami: uważaj, co robisz. Babcia widziała, jak Polacy podchodzą do Ukraińców, i martwi się o niego.

Nie widziała ciotki bardzo długo. Babcia przyjeżdżała do Polski dwa, trzy razy przez ostatnie pięć lat — ale nie chce zostawać, bo ma tam swój dom, ogród, spokój. Mieszkają z dala od frontu, mają jedzenie z ogrodu, są szczęśliwe tam gdzie zbudowały swoje życie. Ale drony latają — dostają alerty. Poczty bombardują — musiał szukać innego sposobu na wysłanie dokumentów. Ceny są wyższe, bywa brak internetu. To wszystko odczuwają — nawet bez bezpośrednich uderzeń rakietowych.

Przyznał ze smutkiem, że te czasy, które wspomina — rzeka, las, wędkowanie, bieganie po łące, kościół trzy kilometry od domu — nigdy już nie wrócą. Tego nie da się odbudować w jedno pokolenie. Ci, którzy wrócą z frontu, wrócą z PTSD. Alkohol i flashbacki będą robiły swoje. Ziemia musi od nowa się oczyścić — i to są pokolenia.

Wychowanie i przyszłość córki

Maksymiuk spodziewa się córki. Zapytany, czy chce ją wychować w duchu polskim czy ukraińskim, odpowiedział, że najważniejsze jest dla niego, żeby była normalnym człowiekiem — żeby szanowała drugiego człowieka, nieważne jaki ma status materialny. Żeby nigdy nie patrzyła z góry na innych, tak jak on był poniżany w dzieciństwie przez rówieśników w szkole na Ukrainie. Żeby nie była jak pokolenie Z — kluby, imprezy, bez wartości. I żeby miała ciepło rodzinne, którego on sam w dzieciństwie nie miał w nadmiarze. Wychowuje ją w Polsce, bo tu jest jego dom. To od rodziców zależy jak się wychowuje dziecko — nie od narodowości.

Polska — najlepszy kraj do życia w Europie

Maksymiuk mówi o Polsce z wyraźnym przywiązaniem. Ocenił ją jako jeden z lepszych krajów do życia w całej Europie — bezpieczny, czysty, sprawnie działający. Na Orlenie czyste toalety i dobry żurek. Włochy piękne, ale brud i niebezpieczeństwo. Niemcy w wyraźnym regresie. Polska rośnie, a nie spada — widać to w budownictwie, w infrastrukturze, w jakości życia.

Policja reaguje szybko — był świadkiem zderzenia tramwaju z autobusem na skrzyżowaniu w Poznaniu i w trzy minuty były trzy straże pożarne, kilka karetek i policja. Sam Błaszczyk potwierdził — bywał w Włoszech i Hiszpanii niedawno i Polska jest nieporównywalnie bezpieczniejsza.

Zakochany jest w kotlecie schabowym i żurku. Stwierdził, że Polska za kilka lub kilkadziesiąt lat będzie absolutnie przodującym krajem na podium w Europie.

Czy Polska i Ukraina mogą żyć zgodnie?

Kiedyś tak — Euro 2012 bardzo zbliżyło oba narody, była wspólna pasja, nie było aż tak wielu Ukraińców w Polsce. Dziś nie — temat jest zbyt napompowany przez media i internet, zbyt dużo emocji, zbyt dużo Ukraińców, żeby relacje były naturalne. Może się mylić — ale tak to teraz widzi.

Wyraził życzenie, żeby Ukraińcy w Polsce mieli takie samo nastawienie jak on. Żeby szanowali prawo i kulturę kraju, w którym są. To nie jest zbudowanie rakiety atomowej — to są prozaiczne rzeczy, które powinny być oczywiste. Jak ktoś przyjedzie do Niemiec, respektuje warunki życia w Niemczech. Dlaczego to jest dla niektórych nie do przeskoczenia — nie rozumie i nie zgadza się z tym.


Materiał przygotował Dmytro Błaszczyk, autor kanału Bez Tajemnic. Podcast dostępny na kanale Bez Tajemnic na YouTube, liczącym 369 tys. subskrybentów. Opublikowany 8 lipca 2026 roku.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *