Marcin Bosacki, wiceminister spraw zagranicznych, był gościem programu „Gość Wydarzeń” na antenie Polsat News. Rozmowa dotyczyła rosyjskich przygotowań do prowokacji wobec NATO, sytuacji Białorusi, szczytu NATO w Ankarze, możliwej stałej obecności wojsk USA w Polsce, kryzysu w relacjach polsko-ukraińskich po decyzji Wołodymyra Zełenskiego dotyczącej UPA, perspektyw akcesji Ukrainy do Unii Europejskiej oraz sprawy Zbigniewa Ziobry.
Rosyjskie przygotowania do prowokacji wobec NATO
Bosacki potwierdził, że od kilku miesięcy napływają niepokojące informacje o rosyjskich planach i przygotowaniach do prowokacji wobec krajów NATO, o czym publicznie mówili już dowódcy NATO, szefowie europejskich wywiadów oraz dobrze poinformowani politycy z krajów bałtyckich i zachodnich. Zaznaczył, że nie wie, czy te plany zostaną zrealizowane, ale NATO jest przygotowane „jak jedna pięść” do odpowiedzi na ewentualne prowokacje.
Odnosząc się do Białorusi, ocenił, że z tego kierunku napływają ostatnio sygnały raczej deeskalujące niż eskalujące – znacząco zmniejszyła się liczba sztucznie sprowadzanych migrantów na polską granicę wschodnią, a Alaksandr Łukaszenka miał niedawno wręcz przepraszać Zełenskiego i Ukraińców, deklarując, że jego kraj nie będzie więcej wykorzystywany do ataków na Ukrainę. Bosacki opisał to jako typową dla Łukaszenki grę manewrowania między zależnością od Rosji a przymilaniem się do Zachodu, zaznaczając jednocześnie, że białoruski przywódca wciąż zamyka opozycjonistów i pozwala atakować Kijów z własnego terytorium, więc mimo zmiany retoryki, pozostaje silnie zależny od Putina.
Szczyt NATO w Ankarze i stała baza USA w Polsce
Bosacki ocenił, że przygotowania do szczytu NATO w Ankarze wskazują na wyjątkową, niewidzianą od dawna jedność między państwami członkowskimi, obiecując solidarność między Europą i Ameryką oraz demonstrację wojskowego, planistycznego i logistycznego przygotowania NATO do odparcia agresji, przede wszystkim rosyjskiej.
Potwierdził, że równolegle toczą się dwustronne rozmowy polsko-amerykańskie o zwiększeniu obecności wojsk USA w Polsce – z rotacyjnej na bardziej stałą – prowadzone przez rząd, głównie Ministerstwo Obrony Narodowej, w tym niedawną rozmowę wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza z amerykańskim odpowiednikiem w Brukseli. Zaznaczył, że nie oczekuje przełomu w tej sprawie jeszcze podczas szczytu w Ankarze, ale ocenił rozmowy jako będące „na dobrej drodze”. Odniósł się krytycznie do wypowiedzi ministra prezydenckiego Marcina Przydacza, że Kosiniak-Kamysz „powinien wziąć się do roboty” — Bosacki ocenił, że Przydacz zamiast zajmować się interesem Polski, zajmuje się podgryzaniem przeciwników politycznych.
Kryzys polsko-ukraiński: oczekiwanie na konkretne czyny
Bosacki odniósł się do decyzji prezydenta Zełenskiego o nadaniu elitarnej jednostce wojskowej imienia bohaterów UPA, wskazując, że Ukraińcy konsekwentnie zapewniają polską stronę, że nie było w tym intencjonalnego zamiaru dokuczenia Polsce. Zaznaczył, że gdyby to była prawda, Polska oczekiwałaby korekty tej decyzji – jednak mimo upływu miesiąca oczekiwania, korekty nie nastąpiło.
Odnosząc się do ukraińskich planów budowy własnego Panteonu Narodowego, Bosacki ocenił, że samo posiadanie takiego miejsca pamięci jest prawem każdego kraju, w tym Ukrainy, która ma też skomplikowaną przeszłość sowiecką i postsowiecką (przypomniał, że jeszcze kilkanaście lat temu krajem rządził marionetkowy, zależny od Kremla prezydent Wiktor Janukowycz, który zablokował wtedy europejską ścieżkę Ukrainy). Zastrzegł jednak stanowczo, że z uhonorowaniem w tym Panteonie dowódców UPA, takich jak Roman Szuchewycz, odpowiedzialnych za mordowanie kobiet i dzieci, Polska się nie pogodzi, i uznał to za mało prawdopodobne do zaakceptowania również przez całą Europę. Na pytanie prowadzącego, czy istnieje różnica w traktowaniu Szuchewycza i Stepana Bandery, Bosacki odpowiedział, że nie widzi różnicy między tymi dwiema postaciami – mimo że, w przeciwieństwie do Szuchewycza, historycy nie znaleźli jednoznacznego rozkazu Bandery nakazującego zabijanie Polaków, obaj dowodzili de facto tą samą formacją odpowiedzialną za rzeź Polaków w Galicji Wschodniej, Małopolsce Wschodniej i na Wołyniu.
Prowadzący zwrócił uwagę, że mimo wizyty szefa gabinetu prezydenta Ukrainy Kyryła Budanowa w Polsce i przedstawienia mu kilku propozycji wyjścia z sytuacji, żadna z nich nie została przyjęta, co pytanie o to, czy odpowiedzią Polski (odebranie orderu) nie zamknęła Zełenskiemu drogi do wycofania się z błędnej decyzji. Bosacki odpowiedział, że nie będzie tłumaczył postępowania ukraińskiej strony, uznając, że Zełenski i jego otoczenie popełnili poważny błąd i poszli bardzo daleko w antypolskiej retoryce – ale wskazał na pozytywny sygnał z wizyty ministra Andrija Sybihy w Warszawie, podczas której strona ukraińska zadeklarowała chęć zmniejszania napięć. Podkreślił, że na razie są to jedynie deklaracje – „po owocach ich poznacie” – i MSZ czeka na konkretne czyny, niekoniecznie ograniczone do sfery historycznej, ale również w postaci wzmocnionej współpracy przemysłów obronnych, wojskowej i gospodarczej.
Bosacki przypomniał przy tym, że obecnemu rządowi polskiemu i ukraińskiej administracji udało się, po raz pierwszy w historii niepodległości obu krajów, na dużą skalę ruszyć z programem poszukiwań polskich zbiorowych mogił na Wołyniu, co profesor Grzegorz Motyka określał jako sygnał wchodzenia relacji na dobrą drogę – zanim doszło do obecnej eskalacji.
Zapytany, czy uważa, że prezydent Nawrocki „przegrzał” odpowiedź na decyzję Zełenskiego, Bosacki nie odpowiedział jednoznacznie, zamiast tego zwrócił uwagę, że obu prezydentom może się politycznie opłacać podgrzewanie wzajemnie antyukraińskich i antypolskich nastrojów, ale odpowiedzialna dyplomacja musi pytać, czy to się opłaca obu krajom w obliczu agresywnej Rosji – i jego zdaniem odpowiedź jest jednoznacznie negatywna, więc napięcia powinny być zmniejszane, a nie podkręcane.
Perspektywy akcesji Ukrainy do Unii Europejskiej
Prowadzący przywołał wypowiedź wicepremiera Kosiniaka-Kamysza, że nie widzi już ze strony ukraińskiej takiej determinacji do integracji z UE, jaką wcześniej widział w kontekście NATO, oraz sugestię, że część kijowskich elit uznaje proces dostosowawczy do standardów unijnych za zbyt trudny i długi, podczas gdy część elit zachodnioeuropejskich (z uwagi na nadchodzące wybory w Niemczech i we Francji w 2027 roku) też nie jest zainteresowana szybkim przyjęciem Ukrainy — co sprawia, że rola Polski jako państwa formalnie blokującego proces jest wygodna dla wszystkich stron.
Bosacki zdecydowanie zaprzeczył, że Polska blokuje wejście Ukrainy do UE — podkreślił, że Polska domaga się rzeczywistej, poważnej integracji: prawdziwych reform, walki z korupcją, decentralizacji, tak jak wymagano tego od Polski ponad dwie dekady wcześniej. Przywołał przykład Chorwacji, która musiała zerwać z symbolicznym dziedzictwem Ustaszy przed wstąpieniem do UE, argumentując, że Ukraina podobnie nie wejdzie do wspólnoty „na sztandarach” z ludźmi odpowiedzialnymi za zabijanie kobiet i dzieci. Zaznaczył, że nawet jeśli część elit ukraińskich nie myśli serio o integracji europejskiej, jest przekonany, że naród ukraiński myśli o tym zupełnie poważnie.
Na pytanie, czy widzi w Kijowie determinację do przejścia przez proces negocjacyjny podobną do tej, jaką miała Polska, Bosacki odpowiedział, że ukraińskie elity na przełomie lat 90. i 2000. przeceniały własne znaczenie geopolityczne, uważając się za „środek ciężkości” między Wschodem i Zachodem, mogący pozostać neutralny – dopóki Władimir Putin nie pokazał im realiów tej pozycji poprzez aneksję Krymu i wojnę na Donbasie w 2014 roku, a zwłaszcza pełnoskalową inwazję w 2022 roku. Ocenił, że dopiero po tych wydarzeniach Ukraińcy na serio zdecydowali się na integrację z Zachodem, i że teraz, podobnie jak w przypadku deklaracji deeskalacyjnych ministra Sybihy, Polska czeka na konkretne działania potwierdzające tę determinację.
Sprawa Zbigniewa Ziobry
Bosacki odniósł się do decyzji sądu podtrzymującej wniosek o tymczasowe aresztowanie Zbigniewa Ziobry oraz do decyzji władz Węgier o cofnięciu mu statusu uchodźcy. Prowadzący przywołał wywiad, jakiego Ziobro udzielił dzień wcześniej w Waszyngtonie dziennikarzowi Polsatu Cyprianowi Jopkowi, w którym nazwał polski rząd „fajtłapami.
Bosacki ocenił, że Ziobro ucieka przed polskim systemem sprawiedliwości, ponieważ ma na sumieniu poważne, wątpliwe finansowo przekręty, i że jego ucieczka budzi zażenowanie nawet wśród kolegów partyjnych z Solidarnej Polski.
Potwierdził, że MSZ pośredniczy w wymianie dokumentów z partnerami węgierskimi i amerykańskimi w tej sprawie – resort otrzymał niedawno prośbę od strony amerykańskiej o szczegółowe sprecyzowanie żądań polskiego wymiaru sprawiedliwości, które są obecnie formułowane. Nie potwierdził konkretnej daty złożenia wniosku o ekstradycję, ale ocenił, że po cofnięciu przez Węgry Orbána przywilejów nadanych wcześniej Ziobrze, jego żonie i Marcinowi Romanowskiemu, sytuacja formalna dla Polski stała się korzystniejsza, a nie trudniejsza.
Prowadzący odniósł się następnie do podstawy formalnej, dzięki której Ziobro wjechał do Stanów Zjednoczonych, wskazując, że zniknęła ona po decyzji, którą w transkrypcie przypisano niejasno rozpoznanemu przez system „rządowi Petera Mediara” (zapis niejednoznaczny, prawdopodobnie błąd automatycznego rozpoznawania mowy). Bosacki, komentując tę zmianę sytuacji, postawił pytanie retoryczne do partnerów amerykańskich, czy będą chronić Ziobrę wbrew polskiemu, niezależnemu wymiarowi sprawiedliwości dysponującemu mocnymi dowodami, czy wydadzą go polskiemu państwu.
Odniósł się również krytycznie do porównania sytuacji Ziobry do sytuacji Donalda Trumpa dokonanego przez pełnomocnika prezydenta USA do spraw ułaskawień, nazywając je głęboko niesprawiedliwym i absurdalnym, podkreślając, że Polska ma dziś niezależny wymiar sprawiedliwości poszukujący osoby podejrzanej o udział w przekręcie wokół Funduszu Sprawiedliwości wartym dziesiątki milionów złotych.
Program dostępny na kanale polsatnews.pl na YouTube, liczącym 502 tys. subskrybentów. Opublikowany 4 lipca 2026.