Piotr Witwicki i Marcin Fijołek w podcaście „Polityczny WF” Interii omówili kulisy zmiany nastrojów Polaków wobec Ukrainy, opierając się m.in. na książce Zbigniewa Parafianowicza „Kłopot z Zełenskim”.
Kiedy nastąpiło otrzeźwienie
Fijołek wskazał na konkretny moment przełomu — incydent z rakietą, która wylądowała w Polsce i przez kilka godzin wyglądała jak rosyjski atak. Zełenski szybko wypuścił do mediów sygnały potwierdzające, że to rosyjska rakieta — co okazało się nieprawdą. Nie przyznał się do błędu, nie przeprosił, nie zapłacił odszkodowań. „Wtedy coś pękło” — ocenił Fijołek. Potem kolejne krople dokładały się do czary: luksusowe samochody Ukraińców w Polsce, afera z rakietą, a finalnie — wystąpienie Zełenskiego na forum ONZ, gdzie zestawił Polskę i Rosję przy okazji sporu o zboże.
Witwicki dodał, że w książce Parafianowicza wyłania się obraz Zełenskiego jako polityka, który od początku próbował wciągnąć Polskę w bezpośredni konflikt z Rosją — zawyżał liczby dronów wlatujących w polską przestrzeń powietrzną, apelował o reakcję bez konsultacji z Warszawą. „To było jasne, że każda jego wypowiedź jest analizowana z tej perspektywy” — powiedział Witwicki.
Postsowiecka mentalność
Obaj dziennikarze odwołali się do tezy Ziemowita Szczerka, że mentalność ukraińskiej władzy i części elit to ta sama postsowiecka mentalność co w Rosji. Jeszcze cztery lata temu taki tekst był nie do przyjęcia — dziś brzmi inaczej. Na ilustrację przytoczyli fragment książki Parafianowicza o aferze z bokserem Usykiem na lotnisku w Krakowie, gdzie ktoś z jego ekipy był bardzo pijany. Reakcja Kijowa była natychmiastowa — zadzwonił sam Jermak, szef kancelarii prezydenta, żądając interwencji. Komentarz cytowanego przez Parafianowicza urzędnika BBN: „Ukraińcy nie są w stanie zrozumieć, że jak jest problem z Usykiem i jego pijanym kumplem, to po prostu działają procedury lotniskowe. Ale w Bizancjum tego się nie rozumie.”
Witwicki zwrócił uwagę na inny fragment — urzędnik Donalda Tuska w KPRM powiedział wprost: „Zełenskiego naprawdę trudno lubić. Niczym się nie różni od Muska czy Trumpa.” Na szczycie NATO w Wilnie Zełenski zaproponował Polsce rozmieszczenie ukraińskich wojsk w zamian za amerykańskie — bez żadnych konsultacji z Warszawą.
Paradoks Francji
Fijołek wskazał na paradoks: Francja, która w pierwszych miesiącach wojny była odsądzana od czci i wiary za ostrożność, dziś ma podpisane ogromne kontrakty na odbudowę Ukrainy. Polska, która była pierwsza w otwieraniu granic i magazynów z bronią, negocjuje z pozycji słabszej. „My gdzieś domyślnie uznaliśmy, że wdzięcznością ułożymy te relacje. W polityce paliwo wdzięczności wyczerpuje się bardzo szybko, a w polityce międzynarodowej zmyka od razu” — powiedział Fijołek.
Obaj zaznaczyli, że trzeźwi ocenę sytuacji mieli w Polsce zarówno urzędnicy rządu PiS, jak i obecnej koalicji — ale ta analiza nie przekładała się na decyzje. Jeden z cytowanych urzędników przyznał gorzko, że gdyby nie daj Boże coś takiego jak na Ukrainie zdarzyło się w Polsce, nie jest pewien, czy Ukraina przyszłaby z pomocą tak szybko i jednoznacznie jak Polska w 2022 roku.
Reakcje polityków i pytanie o proporcje
Witwicki zestawił różne reakcje polskich polityków na decyzję Zełenskiego — od Sikorskiego, który mówi o prawie do rozczarowania bez zrywania relacji, przez Tusimoniana nazywającego to „fatalnym błędem”, po Czarnka, który twierdzi, że Ukraina przetrwała dzięki Polsce. Jego zdaniem prawa strona trafniej oddaje dziś emocje polskiego społeczeństwa niż ostrożny rząd.
Fijołek zadał jednak pytanie o proporcjonalność reakcji — zarówno w sprawie influencera na Morskim Oku, jak i pięcioletnim zakazie wjazdu do strefy Schengen dla łowiącego suma w warszawskim jeziorku. „Czy mamy reagować nad wyraz na pojedyncze wybryki Ukraińców w Polsce tylko dlatego, że takie są nastroje?” — pytał. Jego zdaniem służby powinny robić swoje, niezależnie od politycznych nastrojów, a reakcja państwa powinna być adekwatna — nie instrumentalna.