Zemke i Meissner w Polsat News o rakietach Patriot i Budanowie: Kłótnia o kilka pocisków to żenada. Budanow zachowuje się jak uczestnik bieżącej bijatyki politycznej, nie mąż stanu

Nowe

Były wiceminister obrony Janusz Zemke i analityk Marek Meissner rozmawiali z Agnieszką Gozdyrą w Polsat News o sporze wokół przekazania rakiet Patriot Ukrainie, słowach Budanowa, sytuacji na froncie i szczycie NATO w Ankarze.

Kłótnia o kilka pocisków — żenada

Donald Tusk zapewnił, że wszystkie dotychczasowe polskie donacje były precyzyjnie koordynowane i ustalane z szefostwem NATO. Kosiniak-Kamysz wziął na siebie pełną odpowiedzialność za decyzje dotyczące donacji — zarówno poprzednie jak i ostatnie — i oświadczył, że nie była to decyzja prezydenta, choć prezydent wiedział o tej decyzji.

Tymczasem minister Przydacz z otoczenia prezydenta powiedział publicznie, że odpowiedzialność za przekazanie Ukrainie najnowocześniejszego polskiego sprzętu ponosi Kosiniak-Kamysz i rząd Tuska — i wezwał wicepremiera, żeby choć raz był odważnym człowiekiem i przyjął na klatę odpowiedzialność za własne decyzje, a nie zachowywał się jak tchórz. Nawrocki przez lektora odczytanego tweeta odpowiedział Kośniakowi-Kamyszowi, że rozmawia z nim na różnych forach, często bez konkluzji — i nie opowiada potem, że coś ustalili. Kosiniak-Kamysz ze swojej strony ocenił, że PiS to dziś partia skończonych hipokrytów — bo udzielili dobrej pomocy na początku wojny i koalicja ich za to broniła, a teraz oni o tych decyzjach chcą zapomnieć. Dodał, że ta rosyjska narracja czasem nie potrzebuje nawet służb — wystarczą pożyteczni idioci, których w Polsce nie brakuje.

Zemke ocenił spór jako żenujący i zaapelował do prezydenta, żeby jego współpracownik ważył słowa — bo Przydacz nie występuje jako osoba prywatna, lecz jako jeden z najbliższych współpracowników głowy państwa. Na szczycie NATO to prezydent stoi na czele delegacji — bo przy spotkaniach NATO ta rola przypada prezydentowi, nie premierowi — i szef delegacji powinien dbać o cywilizowane relacje w tej delegacji, a nie atakować jej uczestników przez media.

Meissner wyjaśnił, że przekazanie pocisków Patriot Ukrainie odbywało się na wniosek Amerykanów i było precyzyjnie koordynowane z sojusznikami. Chodzi o od pięciu do piętnastu pocisków — wyjątkowo nowoczesnych i drogich, bo jeden kosztuje pięć do sześciu milionów dolarów. Polska dysponuje dwoma bateriami Patriot z łącznie szesnastoma wyrzutniami i zamówiła kilkaset pocisków, z których większość jest już w kraju — bo systemy ogłoszono jako operacyjne. Meissner wyjaśnił też, że w marcu, gdy Kosiniak-Kamysz mówił o ochronie polskiego nieba, nie było jeszcze tej prośby ze strony sojuszników albo dopiero się zaczynała — więc zestawianie tych słów z późniejszą decyzją jest nieuczciwe.

Zemke ocenił, że przekazanie kilku do kilkunastu pocisków nie uszczupla polskich zdolności obronnych. Postawił pytanie wprost: czy mamy się patrzeć, jak rosyjskie rakiety balistyczne bezkarnie zabijają dziesiątki ludzi w szpitalach, szkołach i stacjach, czy podjąć próbę pomocy? Nie ma nowocześniejszego systemu niż Patriot do niszczenia rakiet balistycznych i manewrujących. Mówił też dosadnie: wolę bitwę kijowską niż bitwę warszawską — to nie cynizm, to realizm. Bezkarne demolowanie ukraińskiego zaplecza jest też problemem dla frontu — bo nie będzie można wyposażać żołnierzy ani remontować sprzętu.

Zemke zwrócił uwagę na poseł Muławę z Konfederacji, który nazywał Kośniaka-Kamysza kłamcą, hipokrytą i tchórzem. Stwierdził wprost: pomagając Ukrainie walczymy m.in. o to, żeby pan Muława, który jest w poborowym wieku i wygląda zdrowo — dostałby kategorię A — nie musiał iść do wojska i narażać życia. Jak jest zagrożenie wojenne, nikt się nie pyta, czy ktoś jest łaskaw iść do wojska — jest przymusowy pobór i koniec.

Meissner dodał, że polityczna kłótnia o kilka pocisków nakręca skrajne środowiska na Ukrainie, które mówią: patrzcie, Polacy są prawie jak Rosjanie, nie chcą nam pomóc. Takie środowiska mają teraz swoje pięć minut flirtu z ośrodkami władzy. Pomagając — wytrącamy ten argument nacjonalistom.

Budanow — irracjonalny, nie mąż stanu

Zemke był zaskoczony słowami Budanowa, który zapowiedział eskalację ze strony Polski przed 11 lipca i zrównał polskie oczekiwania historyczne z ultimatum jak ze strony Rosji. Ocenił, że odpowiedzialny polityk tak nigdy nie powinien mówić. Albo mówimy o człowieku uczestniczącym w bieżącej bijatyce politycznej, albo o mężu stanu — i przymiot męża stanu do tych wypowiedzi nie pasuje.

Zemke wyraził obawę, że Zełenski myśląc o zbliżających się wyborach prezydenckich chce grać na nucie nacjonalistycznej i to właśnie ten kontekst stoi za wypowiedziami Budanowa — bo Budanow jako szef biura prezydenckiego jest ustami Zełenskiego.

Meissner wyjaśnił mechanizm: Zełenski miał przez długi czas poważny problem z nacjonalistycznym środowiskiem Biłeckiego, które zarzucało mu, że swoimi rządami niszczy Ukrainę. Zełenski zawarł z nimi pokój — kosztem Polski. Dlaczego kosztem Polski? Bo doszedł do wniosku, że Polska ma już niewiele do dania, a poza tym dostał zawrotu głowy od sukcesów — rozmawia z Amerykanami, Brytyjczykami, Francuzami, Niemcami, to po co z Polakami. Bardzo krótkowzroczne — bo Polska i Ukraina nie zmienią miejsca na mapie i nadal będą sąsiadami.

Meissner ocenił też, że Budanow jako były szef wywiadu stał się kiepskim politykiem — co dowodzi, że szefowie wywiadu nie powinni być politykami.

Sytuacja na froncie i ukraińskie ataki na rosyjskie rafinerie

Meissner wyjaśnił, że front nie jest ustabilizowany w tym sensie, że nic się nie dzieje — Rosjanie atakują w Kupiańsku, trwają walki o Konstantyniwkę. To, że nie nastąpiło przerwanie obrony ukraińskiej i wyjście Rosjan w przestrzeń operacyjną, nie oznacza sytuacji jak na froncie zachodnim w 1918 roku. Front jest płynny, tylko zmiany terytorialne są małe.

Ukraińskie ataki na rosyjskie rafinerie Meissner ocenił jako bardzo celne strategicznie. Armia rosyjska zabierze paliwo cywilom — cywile nie zatankują, bo armia musi. Obniży to morale społeczeństwa, ale nie spowoduje żadnych wystąpień przeciwko władzy — rosyjskie społeczeństwo wyraża bezsilne przekleństwa i na tym koniec. Natomiast tak zwane mid-strike, czyli ataki na odległości do 150 km od linii frontu, systematycznie degradują rosyjską logistykę — dostawy paliw na front są coraz gorsze. Rosyjscy wojenkorzy już mówią o potrzebie budowy małych rafinerii przy każdej brygadzie — to dowód desperacji.

Zemke dodał, że ataki na rafinerie uderzają też w główny eksportowy produkt Rosji. Rosja mająca niższe dochody z eksportu ma większe problemy z finansowaniem wojny — a już teraz między 40 a 54% budżetu rosyjskiego przeznaczone jest wyłącznie na wojnę.

Szczyt NATO w Ankarze

Zemke ocenił, że szczyt przyniesie dwa ważne elementy: finalne decyzje o wspieraniu Ukrainy w kwocie 70 mld euro rocznie — co dałoby jej oddech i perspektywę — oraz konkretne porozumienia przemysłowe, jak to podpisane przez Polskę w sprawie produkcji barrakudy w WZL Bydgoszcz. Polityczna piana osiądzie, ale realia wzmacniające obronność i przemysł mają szansę pozostać. Meissner oczekiwał rozmydlonego oświadczenia i tych 70 miliardów — nic więcej.


Rozmowę przeprowadziła Agnieszka Gozdyra. Program dostępny na kanale Polsat News na YouTube, liczącym 505 tys. subskrybentów. Opublikowany 8 lipca 2026 roku.


You may also like

Strona 1 z 75
Strona 1 z 75

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *