Piotr Pietrzak w „Historii Nieoczywistej”: jak UPA zmuszała ukraińskich chłopów do mordowania Polaków
Piotr Pietrzak na kanale „Historia Nieoczywista” zmierzył się z pytaniem, które od dekad dzieli historyków i publicystów: czy zwykli ukraińscy mieszkańcy Wołynia naprawdę chcieli mordować swoich polskich sąsiadów, czy zostali do tego zmuszeni przez zorganizowaną, uzbrojoną strukturę nacjonalistów. Zapowiedział na wstępie, że materiał nie będzie oparty na spekulacjach, lecz na wspomnieniach, źródłach i badaniach naukowych.
Janówka i Gaj: scena, która streszcza cały mechanizm
Pietrzak otworzył materiał sceną z lata 1943 roku, udokumentowaną w zeznaniach świadków i opisaną przez prof. Grzegorza Motykę, przedstawionego jako jednego z najważniejszych badaczy zbrodni wołyńskiej. Do wsi Janówka wjeżdża oddział UPA, ale nie przychodzi po Polaków – zbiera mężczyzn narodowości ukraińskiej w wieku od 16 do 60 lat i prowadzi ich do sąsiedniej wsi Gaj, gdzie nad świeżo wykopanym dołem klęczą już związani Polacy. Pada rozkaz zabicia związanych – kto odmówi, sam znajdzie się w dole.
Skala zbrodni: od 9 lutego 1943 do maja 1945
Pietrzak przypomniał, że zbrodnia wołyńska była ludobójczą czystką etniczną przeprowadzoną przez OUN we frakcji Bandery (OUN-B) oraz podległą jej UPA, trwającą w różnym natężeniu od 9 lutego 1943 do 18 maja 1945 roku, obejmującą Wołyń, Małopolskę Wschodnią, a echami sięgającą także dzisiejszej południowo-wschodniej Polski.
Pierwszą ofiarą zaplanowanej akcji była wieś Parośla I w gminie Antonówka, gdzie 9 lutego 1943 roku UPA wymordowała niemal wszystkich polskich mieszkańców – historycy szacują liczbę ofiar na 149 do 173 osób. Według prof. Motyki akcją dowodził Hryhorij Perehiniak, pseudonim Dowbeszka-Korobka, choć Pietrzak zaznaczył, że nie wszyscy badacze się z tym zgadzają – Władysław Filar czy Iwan Olchowski przypisują dowództwo innym oddziałom. Sam Perehiniak zginął już kilkanaście dni później, 22 lutego 1943 roku, nie doczekawszy rozwoju akcji, którą, jak się przyjmuje, zapoczątkował. Niezależnie od tych sporów, Pietrzak podkreślił jeden niesporny fakt: pierwszą wieś wymordował zorganizowany oddział UPA, a nie przypadkowy tłum chłopów z widłami.
Łączną liczbę ofiar wśród ludności polskiej historycy szacują różnie – prof. Motyka podaje 100 tysięcy zamordowanych na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Ewa i Władysław Siemaszko, autorzy uznanych prac na ten temat, szacowali od 50 do 60 tysięcy zabitych na samym Wołyniu, przy czym Ewa Siemaszko w późniejszych pracach podawała już liczby wyższe, a niektórzy badacze mówią nawet o 130 tysiącach – co daje ostateczny rozrzut sięgający od 60 do ponad 130 tysięcy. Mimo tej rozbieżności najczęściej w źródłach podaje się liczbę około 100 tysięcy zamordowanych Polaków.
Obalenie mitu spontanicznego tłumu
Pietrzak zwrócił uwagę na powszechny w relacjach z epoki obraz rozjuszonego tłumu wiejskiego mordującego z siekierami i widłami bez żadnego rozkazu, z czystej nienawiści – obraz wykorzystywany po stronie ukraińskiej jako argument, że zbrodnia była spontanicznym wybuchem długo tłumionych niechęci, a nie zaplanowaną operacją polityczną. Prof. Motyka, badający tę sprawę wiele lat, także bezpośrednio w archiwach ukraińskich, stawia tezę wprost przeciwną – nie jest znany ani jeden udokumentowany przypadek, w którym niepowiązani z OUN-B chłopi samodzielnie, z własnej inicjatywy dokonaliby masowego mordu na polskiej miejscowości. Wszędzie tam, gdzie udało się ustalić sprawców, wśród nich byli członkowie OUN-B lub oddziałów UPA.
Dlaczego zaganiano chłopów, skoro UPA była samowystarczalna
Pietrzak wyjaśnił, opierając się na ustaleniach Motyki, powtarzalny schemat działania UPA. Dobrze uzbrojone, kadrowe oddziały były w pełni samowystarczalne – do opanowania i wymordowania wsi liczącej kilkaset osób nie potrzebowały wsparcia z zewnątrz. Przymusowe angażowanie ukraińskich chłopów nie było więc koniecznością, lecz świadomym wyborem dowództwa OUN-B i UPA.
Cywilów organizowano w oddziały pomocnicze, uzbrajając ich w to, co mieli pod ręką – siekiery, widły, kosy, drągi – lub każąc podpalać zabudowania. Ich obecność miała znaczenie propagandowe, tworząc wrażenie, że to sama miejscowa ludność występuje przeciw polskim sąsiadom. Ofiarom celowo zadawano śmierć w sposób prymitywny i okrutny – siekierą, widłami, łomem – właśnie po to, by ocalali świadkowie i przyszli badacze odnieśli wrażenie żywiołowego samosądu, a nie zaplanowanej z góry operacji. Okrucieństwo, jak podsumował Pietrzak za Motyką, było kamuflażem maskującym fakt, że za każdym napadem stała zorganizowana struktura polityczno-wojskowa realizująca odgórną decyzję.
Rozkaz Kłyma Sawura z czerwca 1943 roku
Kluczową postacią dla zrozumienia zorganizowanego charakteru czystki jest Dmytro Kłaczkiwski, pseudonim Kłym Sawur, dowódca UPA na Wołyniu. Jak zeznał po wojnie w rękach sowieckiego wywiadu jeden z jego podkomendnych, Jurij Stelmaszczuk, pseudonim Rudy, to właśnie od Kłaczkiwskiego otrzymał w czerwcu 1943 roku ustną, tajną dyrektywę nakazującą całkowitą fizyczną likwidację ludności polskiej na terenach zachodniej Ukrainy. Żaden pisemny rozkaz się nie zachował – decyzję przekazywano ustnie od dowódcy do dowódcy, co Pietrzak określił jako typowy sposób maskowania odpowiedzialności za zbrodnię planowaną z góry.
Zaznaczył też, że czerwcowy rozkaz wykraczał poza wcześniejsze, luźniejsze ustalenia kierownictwa OUN-B z lutego 1943 roku, mówiące jedynie o eliminacji osób powiązanych z polskim aparatem administracyjnym – oznaczał nakaz całkowitego usunięcia polskich wsi z tych ziem. Gdy latem 1943 roku część kierownictwa OUN-B krytykowała tę metodę jako błąd polityczny, po stronie Kłaczkiwskiego opowiedziała się większość centralnego prowidu, w tym naczelny komendant UPA Roman Szuchewycz – co, zdaniem Pietrzaka, jednoznacznie umiejscawia odpowiedzialność za planowanie czystki w kierownictwie struktury, a nie w oddolnych nastrojach ludności.
Janowa Dolina i powtarzalność mechanizmu
Pietrzak przywołał dwa potwierdzone przypadki ilustrujące ten mechanizm. W nocy z 22 na 23 kwietnia 1943 roku silne, dobrze uzbrojone zgrupowanie UPA zaatakowało Janową Dolinę, paląc miejscowość i mordując około 600 Polaków – ofiary ginęły w płomieniach, były zabijane siekierami i widłami podczas prób ucieczki z płonących zabudowań. Towarzyszyli oddziałowi zebrani z okolicznych wsi chłopi, którym nakazano wyłącznie podpalanie osady – nie mieli broni palnej i nie brali bezpośredniego udziału w egzekucjach w tym samym zakresie co członkowie UPA. Jeden z tych chłopów przy pierwszej nadarzającej się okazji uciekł i złożył zeznania, dzięki którym historycy mogli zrekonstruować mechanizm mobilizowania cywilów.
Drugi przykład to opisana na wstępie Janówka i Gaj – Pietrzak przywołał ją ponownie, podkreślając powtarzalny schemat: inicjatywa i dowodzenie zawsze należą do struktur UPA, a miejscowa ludność cywilna jest wciągana, przeważnie pod przymusem, w rolę wykonawców najbardziej widocznej, najbrutalniejszej części zbrodni – tej, która później trafiała do zeznań ocalałych jako obraz sąsiadów z siekierami.
Nie wszyscy szli pod przymusem
Pietrzak zastrzegł, że nie wszyscy zmobilizowani chłopi reagowali tak samo. Prof. Motyka, pytany o ten mechanizm, zaznaczał, że reakcje ludności były różne – część dołączała chętnie, być może z przekonań nacjonalistycznych, chęci zemsty za rzeczywiste lub wyimaginowane krzywdy, albo z obawy przed napiętnowaniem; inni dołączali opornie; jeszcze inni działali wyłącznie pod bezpośrednim zagrożeniem życia. Pietrzak podkreślił, że choć nie wszyscy byli zmuszani i zdarzały się jednostki działające z własnej inicjatywy, to inicjatywa, planowanie i przymus zawsze wychodziły od struktury OUN-B i UPA, nigdy odwrotnie.
Historia jednego człowieka: ratował i mordował tego samego dnia
Pietrzak przywołał opisaną przez prof. Motykę historię szczególnie wstrząsającą w swojej złożoności – Ukraińca, który uratował grupę Polaków, ukrywając ich w stodole, a następnie, na oczach tych samych ukrywanych przez siebie ludzi, został pod karabinem odprowadzony przez UPA-owców do sąsiedniej wsi, gdzie – jak później opowiadał – zmuszono go siekierą do zabijania polskich mieszkańców pod groźbą, że w przeciwnym razie sam zostanie zabity. Jeden człowiek w odstępie kilku godzin ratował życie jednym Polakom i pod groźbą śmierci mordował innych – Pietrzak podkreślił, że to nie była abstrakcyjna masa ludzka, lecz konkretny, zmuszony do zbrodni człowiek.
Ilu ludzi w tym uczestniczyło: mniej niż 1 procent populacji
Według szacunków historyków w mordach na ludności polskiej – dobrowolnie bądź pod przymusem – uczestniczyło łącznie nie więcej niż 35-45 tysięcy osób. Pietrzak zestawił tę liczbę z faktem, że Wołyń i Małopolskę Wschodnią zamieszkiwało wówczas około 4,5 miliona Ukraińców, co oznacza, że nawet przy najbardziej pesymistycznych szacunkach w bezpośrednich mordach brał udział mniej niż 1 procent populacji – co nie umniejsza skali zbrodni ani nie zdejmuje odpowiedzialności ze sprawców, ale wyklucza twierdzenie, jakoby cała społeczność ukraińska masowo i entuzjastycznie poparła eksterminację Polaków.
Sprawiedliwi Ukraińcy: rozstrzał liczb od 384 do kilkudziesięciu tysięcy
Pietrzak przywołał ustalenia historyka Romualda Niedzielki, autora wydanej przez IPN „Kresowej Księgi Sprawiedliwych” – ponad 1300 Ukraińców z około 500 miejscowości narażało własne życie, by ratować Polaków: ostrzegali ich przed atakami, ukrywali, wskazywali drogi ucieczki, a czasami odmawiali wykonania rozkazu zabicia współmałżonka lub krewnego w mieszanych polsko-ukraińskich rodzinach. Dzięki tej odwadze ocalało łącznie ponad 2500 Polaków, a co najmniej 384 Ukraińców zapłaciło za tę pomoc życiem, zamordowanych przez UPA jako zdrajcy.
Pietrzak podkreślił, że liczba ukraińskich ofiar zamordowanych za pomoc Polakom jest jednym z najbardziej spornych punktów całego tematu – rozstrzał szacunków jest drastyczny: IPN podaje 384 udokumentowane przypadki, jedno ze stowarzyszeń kresowych szacuje tę liczbę na około tysiąca, a niektórzy badacze powołujący się na źródła ukraińskie mówią nawet o liczbie sięgającej kilkudziesięciu tysięcy, co pokazuje, że temat pozostaje otwarty i wymaga dalszych badań.
Dlaczego to rozróżnienie ma znaczenie
Pietrzak wyjaśnił, dlaczego w ogóle warto drążyć ten temat, skoro sam fakt zbrodni – 100 tysięcy zamordowanych Polaków, zaplanowana czystka etniczna spełniająca definicję ludobójstwa w prawie międzynarodowym – wydaje się wystarczający. Odpowiedź dotyczy sposobu rozliczania historii: jeśli przyjmie się fałszywy obraz spontanicznego ludowego zrywu, to zgodnie z ustaleniami badaczy takich jak Motyka, obraz ten rozmywa odpowiedzialność prawdziwych sprawców – OUN-B i UPA, które świadomie inscenizowały i pozorowały ludowy charakter zbrodni. Pietrzak zauważył, że dokładnie ten sam uproszczony obraz, z odmiennych powodów, ale z podobnym skutkiem bywa dziś powielany zarówno przez część ukraińskiej narracji historycznej, jak i przez uproszczone, emocjonalne narracje po stronie polskiej.
Podkreślił jednak, że rzetelne badania źródłowe prowadzą do jednoznacznego wniosku – odpowiedzialność za zaplanowanie, zapoczątkowanie i dowodzenie czystką spoczywa na konkretnej strukturze politycznej i wojskowej OUN-B i UPA, a nie na całej społeczności ukraińskiej. Zastrzegł jednocześnie, że nie można też całkowicie zdjąć odpowiedzialności z tych spośród zmobilizowanych chłopów, którzy przyłączali się do mordów chętnie, mając choćby ograniczony wybór – historia, jak podsumował, nie daje tu prostych i wygodnych odpowiedzi.
Wracając na koniec do sceny w Janówce i Gaju, Pietrzak podsumował, że to nie jest obraz ludowego buntu, lecz starannie zaplanowanego mechanizmu, w którym zorganizowana struktura polityczno-wojskowa świadomie wciągała cywilów w rolę wykonawców najbardziej widocznej części zbrodni, by zamazać ślady własnej odpowiedzialności i przedstawić eksterminację jako żywiołowy odruch skrzywdzonego ludu. Zaapelował o podążanie za badaniami, dokumentami i zeznaniami historyków takich jak prof. Motyka czy państwo Siemaszko, zamiast wybierania wersji wygodniejszej – czy to uniewinniającej całkowicie zwykłych ludzi, czy obarczającej winą całą społeczność.
Materiał przygotował i poprowadził Piotr Pietrzak. Dostępny na kanale Historia Nieoczywista na YouTube, liczącym 21,1 tys. subskrybentów. Opublikowany 9 lipca 2026.




