Prof. Motyka w kanale Historia BEZ KITU o UPA: Zbrodnie na Wołyniu były planowane, nie spontaniczne. Ukraina nie może zrezygnować z pochowania ofiar

Prof. Grzegorz Motyka, historyk z Instytutu Studiów Politycznych PAN i dyrektor Wojskowego Biura Historycznego, rozmawiał o historii OUN i UPA — od korzeni ideologicznych przez rzeź wołyńską po akcję Wisła i współczesną pamięć historyczną na Ukrainie.

Dwie UPA i geneza ruchu nacjonalistycznego

Prof. Motyka wyjaśnił, że były dwie Ukraińskie Powstańcze Armie. Pierwsza — petlurowska — powstała w latach 20. po I wojnie światowej i została odtworzona w 1941 roku przez Tarasa Bulbę Borowcia na Wołyniu. Gdy Borowiec odmówił podporządkowania się OUN-B Bandery, banderowcy częściowo zlikwidowali jego formację, częściowo wcielili do własnych szeregów i przejęli jej nazwę — bo marka UPA cieszyła się już popularnością na całym Wołyniu i w Galicji Wschodniej.

OUN powstała w 1929 roku z różnych formacji ukraińskich, które nie chciały pogodzić się z porażką w wojnie polsko-ukraińskiej. W 1940 roku podzieliła się na dwie frakcje — banderowców i melnykowców. Była to organizacja radykalnie nacjonalistyczna, zafascynowana faszyzmem — porównywalna ideologicznie z chorwackimi ustaszami czy rumuńską Żelazną Gwardią. Wychodziła z założenia, że dla wywalczenia niepodległości wszystko jest usprawiedliwione.

Paradoksalnie OUN kierowała swoje uderzenia nie przeciwko najbardziej antyukraińskim Polakom, lecz przeciwko tym, którzy próbowali wypracować porozumienie polsko-ukraińskie. Ofiarami zamachów byli Tadeusz Hołówko — jeden z najbardziej pro-ukraińskich polityków II RP, proponujący autonomię Galicji Wschodniej — oraz minister Bronisław Pieracki. Planowano też zamach na Henryka Józewskiego, wojewodę wołyńskiego prowadzącego politykę równego traktowania wszystkich obywateli.

Plan Kołodzińskiego — źródło ludobójstwa

Motyka omówił kluczowy, mało znany dokument — pracę Michała Kołodzińskiego, wysokiego funkcjonariusza OUN odpowiedzialnego za referat bojowy. Kołodziejski, przebywając we włoskim internowaniu po zamachach na króla Jugosławii, napisał traktat wojskowy zakładający wybuch powstania w chwili wybuchu wojny między Niemcami a Sowietami.

Zakładał, że powstanie powinno być skierowane przede wszystkim przeciwko mniejszościom narodowym — Polakom i Żydom. Wprost planował masowe mordy ludności polskiej i żydowskiej, pisząc że nie należy się przejmować, czy zabije się milion Polaków, czy milion Żydów. Prof. Motyka jest zwolennikiem tezy, że kierownictwo OUN musiało znać tę pracę i przerabiać ją na kursach.

Kłym Sawur i decyzja o rzezi

Na Wołyń w 1942 roku skierowano Dmytra Klaćkiewskiego, który używał pseudonimu Kłym Sawur. Przejął kierownictwo OUN-B na Wołyniu i energicznie przystąpił do realizacji planu. W lutym 1943 roku jego oddziały zaatakowały pierwszą polską wieś — Parośle, mordując 150 Polaków.

Motyka odparł tezę profesora Plochiego, że rzeź wołyńska była reakcją na działania sowieckiej partyzantki atakującej Ukraińców. Sowiecka partyzantka rzeczywiście istniała, ale Kłym Sawur traktował ją jako dodatkowy czynnik przyspieszający realizację wcześniej podjętego planu. Widząc, że Niemcy dokonują aresztowań ukraińskich policjantów, uznał: okej, realizujemy plan, skoro ci policjanci przyszli do lasu.

Decyzja OUN o rozszerzeniu rzezi na Galicję Wschodnią

W maju 1943 roku Szuchewicz zwołał trzeci zjazd OUN. Przybyły na niego Kłym Sawur. Doszło do burzliwej dyskusji — część działaczy uważała, że zbrodnie wołyńskie są tak przerażające, że kompromitują organizację i trzeba się wycofać. Koniec końców OUN zaakceptowała to, co się stało na Wołyniu, przejęła nazwę UPA dla wszystkich oddziałów zbrojnych i zdecydowała o stosowaniu tej taktyki w Galicji Wschodniej.

Jesienią 1943 roku Szuchewicz osobiście przeprowadził inspekcję Wołynia i wrócił zachwycony — zobaczył zarys państwa ukraińskiego, o którym marzył.

Krwawa Niedziela 11 lipca 1943

Mimo docierających sygnałów — w tym meldunku cichociemnego, który dotarł aż do Londynu, a który zlekceważono — Polacy zostali całkowicie zaskoczeni. 11 lipca 1943 roku podjęto decyzję o jednoczesnym uderzeniu w polską ludność na całym przedwojennym województwie wołyńskim. Zaatakowano około 100 miejscowości w ciągu 48 godzin. Motyka wyjaśnił, że było to możliwe m.in. dlatego, że część Polaków miała nieuzasadnione poczucie wyższości wobec Ukraińców i nie wierzyła, że są oni w stanie zorganizować tak sprawne podziemie.

Skala ofiar — liczby i metodologia

Prof. Motyka wyraźnie podkreślił, że liczba około 100 tysięcy polskich ofiar wynika z długoletnich badań od dołu — liczenia nazwisko po nazwisku, wieś po wsi — i od góry z analizy statystyk przedwojennych i okupacyjnych. Na Wołyniu zginęło 40-60 tysięcy Polaków, w Galicji Wschodniej 30-40 tysięcy, kilka tysięcy na ziemiach dzisiejszej Polski.

Skrytykował dwa stanowiska: nacjonalistyczne — głoszące 120-130 tysięcy ofiar — oraz to, które traktuje wyniki badań naukowych jako nieistotne. Stwierdził wprost, że wystarczy posłuchać jakiej ktoś używa liczby, żeby poznać jego poglądy polityczne.

Po stronie ukraińskiej zginęło jego zdaniem 10-20 tysięcy osób — większość na ziemiach dzisiejszej Polski, w trakcie dwóch głównych operacji: rewolucji hrubieszowskiej w 1944 i napadów w 1945 roku na Piskorowice, Pawłokomę i Wierzchowiny.

Armia Krajowa wobec rzezi

AK stanęła przed trudnym dylematem — uważała, że masowe walki etniczne osłabią polskie prawo do tych terenów. Główne siły zachowywała na moment wkroczenia Armii Czerwonej, żeby zrealizować akcję Burza i pokazać polskość tych ziem. Bazy samoobrony zaczęły powstawać oddolnie, najsłynniejsza — Przebraże, gdzie przetrwało 10 tysięcy Polaków odpierając wielokrotne ataki UPA.

Dopiero po 11 lipca AK powołała kilka lotnych oddziałów partyzanckich. Na Lubelszczyźnie doszło do odwetowych mordów na ukraińskich cywilach. W AK wszczęto jednak śledztwa i postawiono sprawcom zarzuty oparte o przepisy Polski Podziemnej — co pokazuje fundamentalną różnicę: w UPA nikt za zbrodnie antypolskie nie odpowiedział.

Akcja Wisła

Motyka ocenił, że akcja Wisła nie była konieczna do rozbicia UPA. Siły UPA na ziemiach polskich były stosunkowo nieliczne, a KBW poradziłoby sobie z nimi tak jak poradziło z polską partyzantwą niepodległościową — metodami wywiadowczymi, bez wysiedleń.

Zdecydowano jednak o wysiedleniu nie tylko Ukraińców, ale też Łemków, Bojków i wszystkich, którzy mieli jakiekolwiek korzenie ukraińskie — ciotka Ukrainka, babcia Ukrainka. Zbrodniczy charakter akcji polegał nie tylko na przymusowym wysiedleniu, lecz na tym, że przez wiele lat pozbawiono tych ludzi możliwości powrotu i celowo zmierzano do ich wynarodowienia. To właśnie nadaje akcji rys sowieckiej deportacji.

Wiele z wysiedlonych osób w ogóle nie czuło się Ukraińcami — czuły się Polakami i przypadkowo miały ukraińskie korzenie.

Tajne porozumienie Duda-Zełenski

Motyka odniósł się do doniesień o tajnym porozumieniu prezydenta Dudy z Zełenskim z stycznia 2022 roku, na mocy którego obaj mieli zobowiązać się do powściągliwości w sprawach historycznych. Stwierdził, że Duda zaprzeczył istnieniu takiej umowy, ale nie neguję jej możliwości — analiza zachowania polskich instytucji przez ostatnie lata może na to wskazywać.

Współczesna pamięć na Ukrainie

Motyka ocenił, że na Ukrainie pamięta się wyłącznie chwalebny fragment historii UPA — walkę z Sowietami. Już w latach 90. na Ukrainie Zachodniej doszło do rehabilitacji UPA — co jest zrozumiałe, bo co dziesiąta osoba z tych terenów zginęła lub trafiła do łagru pod zarzutem współpracy z UPA. Od 2015 roku wszyscy członkowie OUN-UPA zostali oficjalnie uznani za pełnoprawnych kombatantów II wojny światowej — bez warunku niepopeł nienia zbrodni wojennych.

Motyka wyraził sceptycyzm wobec oczekiwań, że ukraińska świadomość historyczna może w tym punkcie ulec zmianie. Za nierealistyczne uznał żądania od Ukraińców rehabilitacji w postrzeganiu UPA. Podkreślił jednak, że Polska nie może zrezygnować z innego oczekiwania — zgody na pochowanie ofiar i refleksji na temat zbrodni. Powiedział wprost: gdybyśmy powiedzieli, że to jest nieważne, to byłby straszny kompromis etyczny — tak jakbyśmy powiedzieli, że mordowanie cywilów jest w porządku.

Zaznaczył jednocześnie, że dyskusja o przeszłości nie powinna wpływać na poparcie dla współczesnej walki Ukraińców o niepodległość — i że polskie władze niezależnie od barwy politycznej słusznie wspierają Ukrainę w wojnie z Rosją.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *