Stanisław Srokowski u Dudkiewicza: „zło rodzi się w ciszy” — świadectwo z Kresów sprzed 1939 roku
Pisarz Stanisław Srokowski, świadek i ocalały z rzezi na Kresach, rozmawiał z Rafałem Dudkiewiczem o swojej najnowszej książce „Święcenie noży. Nowe opowiadania kresowe”, genezie zbrodni ukraińskiej sięgającej 1939 roku oraz o współpracy z Wojciechem Smarzowskim przy filmie „Wołyń”.
Wcześniejsze książki wydawnictwa i planowane ekshumacje w Hucie Pieniackiej
Dudkiewicz otworzył rozmowę, przedstawiając dorobek wydawnictwa Fronda związany z tematyką kresową: „Widma nocy”, „Strach”, „Zanim spłonęli żywcem” oraz „Z kościoła do piekła”. Zaznaczył, że ta ostatnia pozycja jest szczególnie aktualna, ponieważ trwają obecnie poszukiwania, które zakończyły się w Hucie Pieniackiej — nie jest jednak pewne, czy strona polska zostanie dopuszczona do planowanych na przyszły rok ekshumacji.
Obrona Lwowa wypadła z kalendarza obchodów
Dudkiewicz zauważył, że napięcia na Kresach trwały znacznie dłużej niż tylko okres lipca 1943 roku — przypomniał wydarzenia po zakończeniu I wojny światowej z lat 1918-1919, w tym pamiętną obronę Lwowa, która, jego zdaniem, „wypadła z kalendarza obchodów” jakiś czas temu, co przypisał elementowi politycznej poprawności.
„Wołyń” to za wąskie słowo: zbrodnia zaczęła się w 1939 roku w Tarnopolskiem
Srokowski od razu skorygował powszechne nazewnictwo — podkreślił, że mówienie wyłącznie o „Wołyniu” czy „zbrodni wołyńskiej” zawęża świadomość zbiorową do jednego województwa i jednego roku, 1943, podczas gdy zbrodnia ukraińska objęła siedem województw i rozpoczęła się już 17 września 1939 roku — tego samego dnia, gdy Sowieci zaatakowali Polskę od wschodu. Tego dnia ukraińskie bandy zaczęły napadać na polskie miejscowości w województwie tarnopolskim, wykorzystując bezradność państwa polskiego pozbawionego rządu, wojska i policji. Srokowski, urodzony we wsi Gnilcze w powiecie Podhajce, wspominał, że już dwa dni później dotarła do niego wiadomość o zaatakowaniu pobliskiej wsi Sławentyn. Podkreślił, że dziś historycy dysponują już pełną mapą wiedzy o przebiegu tych wydarzeń — konkretnych wsiach i powiatach (Brzeżany, Buczacz, Podhajce), gdzie zbrodnia się rozpoczęła.
Zwrócił też uwagę na podwójny cios, jaki spotkał wówczas polskie wsie — równolegle z atakami ukraińskimi Sowieci natychmiast wywozili na Sybir lub mordowali (Katyń) polską inteligencję, pozbawiając te tereny naturalnych przywódców i obrońców.
Trzy religie jednego miasteczka
Dudkiewicz opisał typową strukturę kresowej miejscowości z tamtych czasów — współistnienie kościoła katolickiego, cerkwi greckokatolickiej i bożnicy, przy czym katolicy i grekokatolicy często wymiennie korzystali ze swoich świątyń przy okazji różnych uroczystości czy choroby księdza.
Przyjaźń przerwana słowem „lach”
Centralnym punktem rozmowy była opowieść Srokowskiego o jego dziecięcej przyjaźni z ukraińskim chłopcem, Sławkiem, sąsiadem, z którym się wychowywał — nierozłączną „na śmierć i życie”, pełną wspólnych wycieczek i zabaw. Pewnego dnia Srokowski przyszedł jak zwykle pod jego dom, wołając „Sławko, chodź, pobawimy się” — chłopiec jednak długo nie wychodził, a gdy wreszcie się pojawił, stanął w progu, założył ręce i milczał. Na pytanie, co się dzieje, odpowiedział chłodno: „ja z tobą nie będę rozmawiał, bo ty lach, bo ty Polak” — po czym odwrócił się na pięcie i odszedł. Srokowski, który wówczas nie znał nawet znaczenia słowa „lach”, opisał to jako moment, w którym zło pojawiło się nagle i w ciszy. Jego matka wytłumaczyła mu później, że to nie sam Sławko wypowiedział te słowa z własnej woli, lecz przekazał mu je ktoś ze starszych domowników — rodzina zainfekowana ideą nienawiści płynącą z góry.
Dmytro Doncow: ukraiński tłumacz „Mein Kampf”
Srokowski wskazał źródło tej ideologii — wydaną w 1926 roku książkę Dmytra Doncowa „Nacjonalizm”, określając ją jako „biblię” rodzącego się ukraińskiego nazizmu. Podkreślił, że Doncow był tłumaczem i wielbicielem Hitlera, przełożył „Mein Kampf” i wzorował na nim swoją koncepcję jednorodnego państwa ukraińskiego, opartego na jednym wodzu (Banderze) rządzącym bez miejsca dla innych narodów — analogicznie do idei „Niemcy ponad wszystko”. Dudkiewicz zauważył przy tym, że sami Ukraińcy chętnie porównują Doncowa do Romana Dmowskiego, na co Srokowski odparł, że to wygodna dla nich analogia, niemająca wiele wspólnego z rzeczywistością — przywołując też pisma biskupa Hryhorija Chomyszyna, opisującego naturę ukraińskiego nacjonalizmu, oraz symbolikę czarno-czerwonej flagi nawiązującej do niemieckiej idei „krwi i ziemi”.
Andrzej Szeptycki, wiceminister i spadkobierca biskupa
Dudkiewicz, prowadząc rozmowę o trzech religiach kresowego miasteczka, wspomniał, że obecny polski wiceminister Andrzej Szeptycki jest potomkiem słynnego biskupa Andrija Szeptyckiego — nawiązując do tego współczesnego kontekstu politycznego przy okazji pytania o rolę Kościoła greckokatolickiego w podsycaniu nastrojów nacjonalistycznych.
Obrona przed zarzutem propagandy: dowody, dokumenty, świadkowie
Dudkiewicz zapytał wprost, czy prawdą jest, że Kościół greckokatolicki podsycał nastroje skrajnego nacjonalizmu ukraińskiego, zaznaczając, że temu twierdzeniu często zarzuca się bycie jedynie niechętną grekokatolikom propagandą czy stereotypem o „święceniu narzędzi zbrodni”. Srokowski odpowiedział zdecydowanie twierdząco, podkreślając, że Ukraińcy bronią się przed tym „wszelkimi dostępnymi metodami”, ponieważ dla nich to „kula u nogi” — istnieją jednak dowody, fakty, dokumenty, fotografie i wciąż żyjący świadkowie.
Kazanie o kąkolu i pszenicy w cerkwi
Srokowski opisał wstrząsającą osobistą scenę z dzieciństwa — jako siedmio- czy ośmioletni chłopiec, wraz z matką, ciotką Stasią i kuzynem Marianem, uczestniczył we mszy w cerkwi (gdy nie było możliwości pójścia do kościoła), podczas której miejscowy pop wygłosił kazanie o biblijnej przypowieści o pszenicy i kąkolu — utożsamiając Ukraińców z cenną pszenicą, a Polaków z chwastem, który należy wyrwać z korzeniami. Srokowski wspominał, że mimo niepełnego zrozumienia poczuł przerażenie, a matka po cichu ścisnęła jego dłoń, dając sygnał do wyjścia — zauważył też wrogie, zmienione spojrzenia sąsiadów-Ukraińców, którzy dotąd byli im życzliwi.
Następnego dnia kuzyn Marian zrelacjonował mu wizytę swojego przyjaciela Wasylka, nastolatka, który przyszedł do niego, długo milczał, po czym wyjął scyzorek i oznajmił spokojnie, że gdyby wbił go w brzuch Mariana, „poszedłby jak masło”. Srokowski, analizując tę scenę z perspektywy czasu wraz z rodzinną „radą starszych” zbierającą się w jego domu, doszedł do wniosku, że chłopak prawdopodobnie otrzymał od dorosłych rozkaz zamordowania przyjaciela, ale nie zdołał go wykonać — zamiast tego werbalnie „wyrzucił z siebie” tę zaszczepioną nienawiść.
Życie z traumą przez 80 lat
Dudkiewicz zapytał, jak długo Srokowski zmagał się wewnętrznie z tymi przeżyciami. Pisarz odpowiedział, że demony przeszłości towarzyszą mu do dziś — kilka dni przed nagraniem obudził go własny krzyk „uciekam, uciekam”, gdy we śnie wciąż uciekał przed mordercami, mimo upływu 80 lat. Podkreślił, że zbrodnia nie była jednorazowym aktem, lecz procesem rozciągniętym na lata 1939-1943, a strach towarzyszył mu od dzieciństwa, gdy słuchał opowieści rodzinnej „rady starszych” o kolejnych okrucieństwach w okolicy — obciętych językach, wyłupionych oczach, ludziach wrzucanych żywcem do studni. Wspomniał scenę, w której jako przerażone dziecko chował się w psiej budzie, szukając pocieszenia u psa — tę właśnie scenę osobiście przekazał Wojciechowi Smarzowskiemu, który umieścił ją w filmie „Wołyń”.
Literatura jako oczyszczenie
Zapytany, czy pisanie pełni dla niego funkcję terapeutyczną, Srokowski potwierdził, że twórczość jest próbą uporządkowania i zrozumienia przeżytego rozpadu świata jego dzieciństwa — sposobem na oczyszczenie się z koszmaru, podłości i nienawiści, które opętały tamten świat.
Jak powstał film „Wołyń”: pięć lat korespondencji ze Smarzowskim
Srokowski szczegółowo opisał genezę współpracy z Wojciechem Smarzowskim, który zadzwonił do niego po przeczytaniu wszystkich jego książek i zaproponował spotkanie we Wrocławiu. Podczas pierwszej, trzygodzinnej rozmowy Srokowski przekonał reżysera, by nie ograniczał filmu wyłącznie do Wołynia i roku 1943, lecz pokazał szerszy zakres zbrodni, począwszy od 1939 roku w Tarnopolskiem — podając konkretne nazwy wsi (Sławentyn, Szumlany, Boki). Ocenił, że Smarzowski uczciwie i rzetelnie przyjął te uwagi, modyfikując koncepcję filmu, który ostatecznie rozpoczyna się właśnie od 1939 roku, sceną powracających z wojska chłopców. Ich współpraca trwała pięć lat, obejmując wymianę kolejnych wersji scenariusza — Srokowski określił Smarzowskiego jako mądrego, wrażliwego artystę, umiejącego słuchać i dopytywać, którego filmy mają „ostry pazur”, choć sam reżyser w rozmowie okazał się łagodnym i rzetelnym analitykiem przekazywanych mu faktów.
Zełenski i banderyzacja: proces trwający 30 lat
Odnosząc się do decyzji Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek wojskowych imienia UPA, Srokowski zachował chłodny dystans, argumentując, że to nic nowego — Ukraina od ponad 30 lat systematycznie buduje „państwo banderowskie”, z ideą banderowską jako naczelną ideą państwową. Wskazał na istnienie muzeów Bandery i Szuchewycza, filmów i dzieł literackich gloryfikujących przywódców UPA (wymienił też Kłaczkiwskiego, Łebedia, Melnyka), a przede wszystkim na wprowadzenie historii UPA i OUN jako obowiązkowego elementu programu szkolnego, przedstawiającego zbrodniarzy jako bohaterów. Ocenił, że decyzja Zełenskiego jest jedynie kolejnym, stosunkowo niewielkim elementem tego wieloletniego procesu — porównując muzea Bandery i Szuchewycza do „potężnych budowli” uwiarygodniających tożsamość narodową, wobec których sama nazwa jednostki wojskowej jest już tylko drobnym dodatkiem.
Historycy odrabiają lekcje, kino dociera do mas
Dudkiewicz zauważył, że mimo skomplikowanej historii badań nad tematem (m.in. wczesna, szybko wycofana pod naciskiem sowieckiego ambasadora publikacja o UPA z początku lat 70., czy praca Ewy i Władysława Siemaszków oraz Grzegorza Motyki, który — jak zauważył prowadzący — z czasem odszedł od bardziej „filoukraińskich” wcześniej ocen w stronę większego realizmu), to właśnie kino i literatura, a nie naukowe monografie, realnie kształtują zbiorową świadomość społeczną. Przypomniał też, że w czasach PRL temat był tabu, ponieważ Ukraina była jedną z sowieckich republik, a nieliczne próby jego poruszenia — jak „Ogniem i szablą” czy praca magisterska młodego wówczas Grzegorza Motyki, później rozwinięta w „Łuny w Bieszczadach” — pozostawały marginalne.
Zamknięcie: zapowiedź kolejnej rozmowy
Kończąc spotkanie, Dudkiewicz zapowiedział, że rozmowa na ten temat będzie kontynuowana w przyszłości, i polecił widzom nie tylko najnowszy zbiór „Święcenie noży”, ale i wcześniejsze książki Srokowskiego, wciąż dostępne w sprzedaży.
Rozmowę poprowadził Rafał Dudkiewicz z udziałem Stanisława Srokowskiego. Materiał „Stanisław Srokowski, który przeżył Wołyń: „to zło rodzi się w ciszy”” dostępny we współpracy Wydawnictwa Fronda i księgarni XLM na YouTube. Opublikowany 7 lipca 2026




