Wielkie przesiedlenia Polaków z Kresów Wschodnich 1944–1946. Jak wyglądała ewakuacja po Wołyniu
Kanał „Powojnie” opublikował obszerny materiał dokumentalny poświęcony przesiedleniom polskiej ludności z Kresów Wschodnich w latach 1944–1946 — procesowi, który nastąpił bezpośrednio po rzezi wołyńskiej i objął setki tysięcy Polaków zmuszonych do opuszczenia rodzinnych stron.
Plany Stalina i operacja „Sejm”
Już w 1944 roku Józef Stalin i sowieckie kierownictwo zakładały, że wschodnie ziemie przedwojennej Rzeczpospolitej pozostaną w granicach Związku Radzieckiego, o czym przesądzała obecność Armii Czerwonej na tych terenach. Na początku roku władze sowieckich republik Ukrainy, Białorusi i Litwy otrzymały dyrektywę nakazującą likwidację polskich organizacji niepodległościowych — operację nazwano kryptonimem „Sejm”. Sowieci systematycznie demontowali struktury Polskiego Państwa Podziemnego, internując wielu żołnierzy Armii Krajowej oraz delegatów rządu londyńskiego. Po zajęciu Lwowa latem 1944 roku Polaków zaczęto usuwać z administracji i zastępować głównie Ukraińcami, a Stalin nakazał rozbrajanie oddziałów AK i nasilenie represji wobec Polaków. W efekcie już w sierpniu 1944 roku setki polskich rodzin zaczęły uciekać na zachód, podczas gdy w przeciwnym kierunku przemieszczały się rodziny ukraińskie, obawiające się polskiego odwetu za wydarzenia Rzezi Wołyńskiej.
Pomysł Grabskiego i porozumienia o ewakuacji
Koncepcję rozwiązania problemu narodowościowego poprzez wzajemne przesiedlenie obu narodów przedstawił Stalinowi Stanisław Grabski podczas spotkania 3 sierpnia 1944 roku. Pomysł dojrzewał przez kolejne tygodnie, aż na początku września polscy komuniści oraz sowieckie władze Ukrainy podpisały porozumienie o ewakuacji ludności polskiej i ukraińskiej; podobne umowy zawarto również z Litwą i Białorusią. Choć formalnie przesiedlenia miały mieć charakter dobrowolny, w praktyce uruchomiono jeden z największych procesów migracyjnych w powojennej Europie.
Ukrainizacja Lwowa i opór Polaków
Równolegle trwał proces zniechęcania Polaków do pozostania na Kresach. Już w sierpniu 1944 roku Moskwa zdecydowała o ukrainizacji Lwowa — mimo że w mieście nadal funkcjonowały polskie szkoły, teatr i prasa, władze konsekwentnie dążyły do usunięcia Polaków z dawnych ziem II Rzeczpospolitej. Uruchomiono szeroką kampanię propagandową, tłumaczącą Polakom, że ich przyszłość leży w „Nowej Polsce” budowanej przez komunistów, choć początkowo nie przynosiła ona zamierzonych efektów — ludzie nie chcieli opuszczać domów. Pod koniec września 1944 roku władze sowieckie wprowadziły obowiązek nauki w językach ukraińskim i rosyjskim na uczelniach i w szkołach średnich. W odpowiedzi na pogarszającą się sytuację 1 listopada Polacy zorganizowali dużą manifestację na Cmentarzu Orląt Lwowskich, a protesty przeciwko polityce Moskwy odbywały się też w innych ośrodkach. Nikita Chruszczow alarmował wówczas Stalina, że bez zmiany składu narodowościowego zachodnich obwodów Ukrainy sytuacja może wymknąć się spod kontroli — Stalin podzielił tę ocenę i zapowiedział zdecydowane działania. Jeszcze przed końcem 1944 roku z map i dokumentów urzędowych zaczęły znikać polskie nazwy ulic i miejscowości, a 27 grudnia rozpoczęła się szeroko zakrojona akcja represyjna wobec Polaków pozostających na Kresach — do wiosny 1945 roku zatrzymano ponad 7 tysięcy osób, głównie w obwodzie lwowskim, a represje dotknęły też duchowieństwo. Polskich patriotów przedstawiano jako wrogów nowego porządku, co skłaniało coraz więcej osób do decyzji o wyjeździe.
Zasady ewakuacji i pierwsze transporty
Zgodnie z zawartymi porozumieniami przesiedleńcy mogli zabrać ze sobą do dwóch ton dobytku na rodzinę — odzież, żywność, sprzęt domowy i narzędzia pracy — natomiast sowieckie władze zakazały wywozu większych sum pieniędzy i kosztowności. Na Kresach utworzono sieć polskich pełnomocników odpowiedzialnych za organizację wyjazdów. Choć na rejestrację przewidziano początkowo tylko miesiąc, termin wielokrotnie przedłużano, a zgłoszenia przyjmowano jeszcze na początku 1946 roku. Ławrientij Beria polecił jednocześnie, by z terenu Związku Radzieckiego nie wyjeżdżały osoby mogące mieć znaczenie dla działań operacyjnych sowieckich służb, a polscy pełnomocnicy na terenie ZSRR pozostawali pod ochroną funkcjonariuszy NKWD.
Strona polska borykała się z ogromnymi problemami organizacyjnymi — brakowało ludzi, pieniędzy i podstawowego wyposażenia. Pełnomocnikiem PKWN do spraw ewakuacji został Władysław Wolski, komunistyczny działacz od lat związany ze Związkiem Radzieckim. Podlegli mu urzędnicy pracowali często w bardzo trudnych warunkach — brakowało żywności, biura były słabo wyposażone, a NKWD zdarzało się aresztować osoby odpowiedzialne za organizację wyjazdów pod zarzutem działalności nacjonalistycznej lub współpracy z podziemiem; protesty polskich komunistów niewiele w takich sytuacjach pomagały. W efekcie część pracowników wolała wyjechać do Polski, niż ryzykować aresztowanie, co dodatkowo opóźniło start całej akcji o kilka miesięcy. Wolski sprzeciwiał się przy tym niekontrolowanej migracji, jednak wobec utrzymujących się ataków na Polaków na Ukrainie zgodził się na wyjazd 3 tysięcy osób z najbardziej zagrożonych terenów jeszcze przed pełnym uruchomieniem akcji. Pierwsze transporty trafiały do Chełma, Hrubieszowa i Przemyśla — do końca listopada 1944 roku na zachód wyjechało ponad 4 tysiące osób. Wielu Polaków opuszczało rodzinne strony w atmosferze strachu — z jednej strony uciekając przed tym, co mogło ich spotkać po wydarzeniach na Wołyniu, z drugiej nie wiedząc, co czeka ich po drugiej stronie granicy. Dodatkowo obowiązywał zakaz przewozu bydła koleją, który — jak zaznaczono w materiale — rzadko dotykał transportów ludności ukraińskiej z Polski. Do końca 1944 roku polskie władze zwiększyły limit przesiedleń do 4 tysięcy rodzin, choć aż do marca 1945 roku obowiązywał formalny zakaz wyjazdu ludności miejskiej.
Dramatyczne warunki podróży
Sama podróż na zachód była dla przesiedleńców kolejnym trudnym doświadczeniem. W przepełnionych wagonach ludzie jechali wraz z całym dobytkiem, a transporty regularnie miały wielogodzinne opóźnienia — zdarzało się, że przesiedleńcy czekali na odjazd wiele dni w nieogrzewanych wagonach bez dostępu do żywności. Nawet po wyruszeniu podróż przebiegała bardzo powoli — liczącą zaledwie 80 kilometrów trasę ze Lwowa do Przemyśla składy pokonywały niekiedy w dwa dni. Na granicy dochodziło do konfiskaty przez sowieckich urzędników mienia przekraczającego limity — mebli, narzędzi pracy, a nawet instrumentów muzycznych. Podróży nie przeżywali wszyscy — największe problemy mieli najmłodsi i najstarsi przesiedleńcy. Całej akcji towarzyszył ogromny pośpiech, bo Sowieci dążyli do jak najszybszego usunięcia Polaków ze spornych terenów; część osób wręczała łapówki, by przewieźć cały dobytek lub bydło, jednak mimo to warunki transportu przez wiele miesięcy pozostawały bardzo trudne.
W lutym 1945 roku zgodzono się na przesiedlenie kolejnych 7 tysięcy rodzin, a wkrótce limit dla Galicji Wschodniej i Wołynia zwiększono o kolejne 3 tysiące. Wraz z postępami Armii Czerwonej transporty zaczęły docierać coraz dalej na zachód — pod koniec marca 1945 roku ruszyły pociągi do Łodzi, Krakowa i Katowic, a Władysław Wolski zdecydował o rozpoczęciu masowej ewakuacji bez wcześniejszych ograniczeń, zakładającej przesiedlenie nawet 600 tysięcy osób.
Chaos organizacyjny i obozowisko w Pyszkowcach
Problemy piętrzyły się na każdym etapie — brakowało furmanek i ciężarówek do przewozu dobytku, a koszty wynajęcia transportu bywały absurdalnie wysokie. Choć urzędowo w każdym wagonie miało podróżować co najmniej 15 osób, a Sowieci deklarowali codzienne podstawianie składów, obietnice te były rzadko realizowane. Polscy pełnomocnicy wysyłali skargi między innymi do Nikity Chruszczowa, odpowiedzialnego za tę część ZSRR, jednak Moskwa pozostawała bierna, podczas gdy na stacjach kolejowych całe rodziny koczowały tygodniami w deszczu i błocie, bez dostępu do żywności, toalet czy miejsc do umycia się.
Ludzie, którzy opuścili swoje domy, w praktyce stawali się bezdomni, co rodziło narastające rozgoryczenie. Nie mogąc doczekać się transportu, przesiedleńcy szukali schronienia w pobliskich miastach i miasteczkach — w samym Tłustem liczba mieszkańców nagle wzrosła o około 2500 osób, mimo że miejscowość była poważnie zniszczona: ludzie mieszkali w ruinach budynków, ziemiankach i prowizorycznych schronieniach, a setki rodzin gnieździły się na niewielkiej przestrzeni, czekając na możliwość wyjazdu. Gdy na stację wreszcie podjeżdżał pociąg, nie wszyscy mogli odjechać, co prowadziło do kłótni ze strażnikami niepozwalającymi zabrać całego dobytku. Aby przyspieszyć ewakuację, sowieckie władze zaczęły wykorzystywać wagony towarowe, w tym otwarte węglarki — przesiedleńcy godzili się na takie warunki, bo często nie mieli innego wyjścia. Po licznych skargach sowiecka administracja poleciła dołączać do każdego transportu kilka wagonów krytych, jednak w praktyce obsługa pociągów często ignorowała to zalecenie, nadal wysyłając ludzi w drogę w skrajnie trudnych warunkach — bez miejsc siedzących, z brudnymi podłogami i bez dostępu do toalet. Równocześnie na Polaków wywierano coraz silniejszą presję, by jak najszybciej opuścili Związek Radziecki: zwalniano ich z pracy, a w mieszkaniach pojawiali się funkcjonariusze pytający, kiedy wreszcie wyjadą. Lokalni urzędnicy robili też wszystko, by przesiedleńcy zabrali ze sobą jak najmniej dobytku, wprowadzając kolejne zakazy — odbierano meble, niekiedy nawet podczas załadunku wagonów, a pod pretekstem przepisów weterynaryjnych zakazywano wywozu zwierząt, dla których zresztą przeznaczone wagony często były zupełnie nieprzystosowane. Na stacjach panował przy tym totalny chaos — sowieccy kolejarze potrafili podstawiać składy późno w nocy, gdy większość przesiedleńców spała na rampach lub w pobliskich budynkach, przez co ludzie musieli w pośpiechu zbierać dobytek i walczyć o miejsce w pociągu.
Najbardziej dramatyczny przebieg miała sytuacja na stacji w Pyszkowcach, wybranej na punkt załadunku dla Polaków z powiatu buczackiego — mimo że stacja znajdowała się pośrodku pustego pola, docierały do niej rodziny z miejscowości oddalonych nawet o 50 kilometrów. Już w maju 1945 roku wokół stacji koczowało około 700 osób, a wskutek braku wagonów i chaosu na sowieckiej kolei do końca października wokół torów wyrosło prowizoryczne miasteczko liczące 7 tysięcy mieszkańców. Gdy zbliżała się zima, na wyjazd czekało tam już 11 tysięcy osób, z których większość głodowała, a wśród oczekujących szerzyły się choroby. Przełom nastąpił dopiero po interwencji polskiego ambasadora w Moskwie Henryka Raabego u ludowego komisarza kolei ZSRR generała Iwana Kowalowa — już 17 listopada, dziesięć dni po interwencji, wywieziono połowę mieszkańców obozowiska, a do 6 grudnia w Pyszkowcach nie pozostał już prawie nikt. Nie zakończyło to jednak dramatu przesiedleńców — jeden z transportów wiozący 375 osób utknął na tydzień na stacji Dublany, oczekując na nową lokomotywę, wskutek czego podróż do Rzeszowa trwała łącznie trzy tygodnie, a czterech pasażerów jej nie przeżyło.
Finał akcji i liczby
W całym 1945 roku z Wołynia, Galicji Wschodniej i Północnej Bukowiny na zachód wyjechało około 600 tysięcy osób, w tym większość polskich mieszkańców Wołynia. W pierwszych miesiącach 1946 roku tempo przesiedleń wyraźnie spadło — część rolników odkładała wyjazd ze względu na zbliżające się prace polowe, a problemy organizacyjne, w tym utrzymujący się brak wagonów, nie ustępowały. Na rampach w Samborze i Dobromilu wciąż tłoczyły się setki oczekujących, a w Stanisławowie na 60 wagonów obiecanych na marzec 1946 roku kolejarze podstawili zaledwie 15. Wśród oczekujących coraz częściej dyskutowano o polityce — docierały do nich informacje o przemówieniu Winstona Churchilla dotyczącym „żelaznej kurtyny”, co budziło nadzieje, że konflikt między Zachodem a ZSRR może jeszcze odmienić losy Kresów, skłaniając część ludzi do zwlekania z wyjazdem. Równocześnie polskie i sowieckie władze nasilały propagandę zachęcającą do osiedlania się na Ziemiach Zachodnich, szczególnie intensywnie we Lwowie, skąd ewakuacja — obejmująca między innymi pracowników naukowych — trwała jeszcze latem 1946 roku. Cała akcja przesiedleńcza zakończyła się dopiero w listopadzie 1946 roku, wraz z likwidacją odpowiedzialnych za nią urzędów.
Spory dotyczące dokładnej liczby wysiedlonych pozostały nierozstrzygnięte — w przypadku Stanisławowa polscy urzędnicy mówili o 91 tysiącach wyjeżdżających, podczas gdy strona ukraińska podawała liczbę bliższą 7 tysiącom. Nie budziło jednak wątpliwości, że operacja objęła zdecydowaną większość polskiej ludności zachodnich obwodów Ukraińskiej Republiki Sowieckiej — do wyjazdu zarejestrowało się około 98 procent tamtejszych Polaków, a ostatecznie Kresy opuściło ponad 788 tysięcy dawnych polskich obywateli. Największa fala wyjazdów objęła Galicję Wschodnią, z Wołynia natomiast wyjechało około 134 tysięcy Polaków. Zdecydowaną większość przewieziono koleją, tylko nieliczni dotarli do Polski ciężarówkami lub własnymi furmankami.
Nowe miejsca osiedlenia
Komunistyczne władze starały się rozmieszczać osadników z Kresów w większych skupiskach, choć w praktyce kierunek przesiedlenia zależał głównie od przebiegu linii kolejowych. Większość transportów z Galicji Wschodniej trafiała do Krakowa, na Górny i Dolny Śląsk oraz w okolice Wrocławia, natomiast mieszkańców Wileńszczyzny kierowano głównie na Warmię i Mazury, do Poznania, Warszawy i Szczecina. Osoby z województwa lwowskiego najczęściej osiedlały się na Śląsku, dla wielu dawnych mieszkańców Stanisławowa nowym domem stało się Opole, a wielu mieszkańców Tarnopola trafiło do Brzegu. Różne terminy rejestracji, problemy transportowe i kwestie majątkowe sprawiały jednak, że mieszkańcy jednej miejscowości często trafiali do różnych części Polski — wyjątki od tej reguły zdarzały się rzadko. Życie w nowym miejscu nie zawsze było łatwe — przesiedleńcy często mieli trudności z odnalezieniem wspólnego języka z osadnikami z innych regionów kraju, zwłaszcza z Polski centralnej, co prowadziło do konfliktów wynikających z odmiennych doświadczeń, zwyczajów i systemu wartości; budowanie nowych relacji trwało latami.
Polacy, którzy zostali
Mimo przeprowadzonych przesiedleń na terenie zachodniej Ukrainy pozostało jeszcze około 80 tysięcy Polaków — zaledwie 2 procent stanu sprzed wojny, choć stanowili oni wciąż blisko jedną czwartą wszystkich Polaków pozostających w granicach Związku Radzieckiego. W 1947 roku na Wołyń powróciła również część zesłańców deportowanych wcześniej do Kazachstanu. Liczba Polaków w regionie nadal się zmieniała, a do kolejnych wyjazdów skłaniały wielu z nich represje prowadzone przez NKWD.
Materiał „Wołyń utracony. Wielkie przesiedlenia Polaków po wojnie. Kresy przestają być polskie” opublikował kanał Powojnie na YouTube, liczący 357 tys. subskrybentów. Opublikowany 10 lipca 2026.




