Damian Rosłoniec z Zespołu Mediów Ośrodka Studiów Wschodnich oraz Krzysztof Nieczypor z Zespołu Białorusi, Ukrainy i Mołdawii OSW rozmawiali z prowadzącym Łukaszem Zielińskim o kulisach powstania filmu dokumentalnego „Charków: Kronika Przetrwania” oraz o tym, jak wygląda życie w mieście, które od pierwszych dni pełnoskalowej rosyjskiej inwazji stało się symbolem ukraińskiego oporu.
Cel filmu: pokazać miasto, nie tylko wojnę
Nieczypor wyjaśnił, że twórcom zależało na pokazaniu rzeczywistości Charkowa, a ponieważ toczący się konflikt bezpośrednio wpływa na nastroje i sytuację mieszkańców, naturalnym elementem produkcji stała się także podróż w pobliże linii frontu. Rosłoniec dodał, że chciał stworzyć pełny obraz miasta – swoistą „pocztówkę z Charkowa” – tak, by widz po obejrzeniu filmu wiedział, czym charakteryzuje się to miasto i jak funkcjonuje. Zaznaczył, że wokół Charkowa narosło wiele mitów, w tym mit „prorosyjskiego Charkowa”, a twórcom zależało na opowiedzeniu o mieście od strony ludzi i kultury.
Dlaczego bohaterowie filmu mówią po ukraińsku
Zieliński przywołał pytania widzów, dlaczego w filmie nie ma rozmówców rosyjskojęzycznych. Nieczypor wyjaśnił, że była to świadoma decyzja bohaterów filmu, którzy w większości są w rzeczywistości rosyjskojęzyczni, ale wybrali język ukraiński jako formę manifestacji tożsamości i oporu wobec Rosji. Ocenił to jako część przyspieszonego po wybuchu pełnoskalowej wojny procesu narodowotwórczego, obejmującego zwłaszcza wschodnią Ukrainę. Przywołał postać Jewhena Strelcowa, jednego z bohaterów filmu, który przez długi czas wierzył w koncepcję „dobrej Rosji” i możliwość przyjaznych relacji ukraińsko-rosyjskich, co było typowe dla części mieszkańców Charkowa jeszcze przed Rewolucją Godności w 2014 roku.
Rosłoniec dodał, że podczas spacerów po mieście napotykani mieszkańcy pytali twórców, czy wolą rozmawiać po ukraińsku czy po rosyjsku, co pokazuje, że język rosyjski wciąż jest obecny w codziennej komunikacji. Ocenił jednak, że gdyby Rosja była państwem przyjaznym, język rosyjski nadal by dominował – decyzja Władimira Putina o rzekomej „obronie rosyjskojęzycznych” poprzez bombardowanie miast spowodowała, że ludzie świadomie się od tego odcinają.
Paradoksalna rola Putina w ukrainizacji Charkowa
Nieczypor ocenił, że Władimir Putin i decydenci na Kremlu paradoksalnie przyspieszyli proces budowy ukraińskiej tożsamości opartej na języku i historii. Przywołał rozmowę z historykiem zawartą w filmie, według której rosyjska propaganda o rzekomo rosyjskich korzeniach Charkowa skłoniła mieszkańców do poszukiwania głębszych, ukraińskich korzeni miasta, w tym kozackiego mitu twierdzy charkowskiej sprzed okresu kolonizacji przez Imperium Rosyjskie.
Taksówkarz nieufny wobec Amerykanów i sentymenty za dawnym systemem
Rosłoniec wspomniał rozmowę z taksówkarzem, który wyraził niechęć wobec zaangażowania Amerykanów, tłumacząc to różnicą kulturową. Ocenił, że tego typu poglądy wciąż się zdarzają, porównując je do sentymentu części Polaków za czasami PRL, kiedy – w ich odczuciu – była praca i stabilność. Zaznaczył jednak, że nie są to poglądy reprezentatywne dla całego miasta, które obecnie wyraźnie zwraca się w stronę ukraińskości i derusyfikacji, dodając, że nikt nie zderusyfikował Ukrainy tak skutecznie, jak sami Rosjanie.
Bierna większość i proces wyboru tożsamości
Nieczypor przywołał postać Wołodymyra Czistilina, koordynatora Euromajdanu z 2014 roku i bohatera filmu, który szacował, że 40-60 procent mieszkańców Charkowa stanowiła bierna większość – ludzie niezaangażowani ani prorosyjsko, ani proukraińsko, zajęci codziennym życiem. Dla tej grupy wybór między integracją europejską a Unią Eurazjatycką był tematem dyskutowanym przez polityków i ekspertów, ale niedotykającym ich bezpośrednio. Zmieniło się to wraz z Rewolucją Godności w 2014 roku, a z pełną mocą – podczas pełnoskalowej inwazji, kiedy mieszkańcy Charkowa w przeważającej większości opowiedzieli się za ukraińską tożsamością narodową.
Rosłoniec przywołał archiwalną scenę z filmu, w której ówczesny minister spraw wewnętrznych Ukrainy Arsen Awakow ogłasza w 2014 roku wyparcie sił prorosyjskich z Charkowa – co ciekawe, robi to po rosyjsku, co pokazuje, że język rosyjski nie był wyznacznikiem politycznej lojalności. Zaznaczył, że wielu rosyjskojęzycznych mieszkańców Charkowa walczyło i nadal walczy przeciwko Rosji, a na froncie rozkazy bywają wydawane po rosyjsku.
Politycy zmieniający język po 2022 roku
Nieczypor wskazał, że film opisuje ten proces również na przykładzie pisarza Serhija Żadana oraz historyka Filipa Dikania. Zauważył, że następca zmarłego mera Giennadija Kernesa, Ihor Terechow, podobnie jak merowie Odessy (Hennadij Truchanow) i Dniepru (Borys Filatow), byli rosyjskojęzyczni w komunikacji publicznej aż do 2022 roku, po czym całkowicie przeszli na język ukraiński pod wpływem pełnoskalowej inwazji.
Flaga UPA i symbolika czerwono-czarna
Zieliński przywołał pytania widzów o obecność flagi UPA w filmie oraz o stosunek twórców do Bandery, OUN i UPA. Rosłoniec przyznał, że w filmie faktycznie pojawia się flaga w barwach czerwono-czarnych. Nieczypor wyjaśnił, że barwy te powstały wcześniej, niż zaczęła je wykorzystywać Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów i UPA, podobnie jak hasło „Sława Ukrainie – Herojam Sława”, które ma korzenie sięgające drugiej połowy XIX wieku i było po raz pierwszy używane właśnie w Charkowie, zanim przejęli je nacjonaliści. Zaznaczył, że w środkowej i wschodniej Ukrainie te barwy są postrzegane wyłącznie jako emblemat patriotyczno-wojskowy, associowany z siłami zbrojnymi Ukrainy, a nie z UPA czy Rzezią Wołyńską.
Rosłoniec dodał, że w Charkowie widzieli tylko jedną taką flagę, którą wykorzystano w filmie, podkreślając, że jej obecność nie oznacza poparcia dla UPA czy zbrodni wołyńskiej. Zaznaczył wyraźnie, że działania UPA wobec Wołynia zasługują na potępienie, a celem rozmowy jest wyłącznie wyjaśnienie, jak na te symbole patrzą sami Ukraińcy. Wyjaśnił też, że w Charkowie praktycznie nie ma flag UPA, ponieważ historia miasta – będącego stolicą radzieckiej Ukrainy, gdzie po korenizacji nastąpiła intensywna rusyfikacja – przebiegała inaczej niż w zachodniej Ukrainie, gdzie rozwijał się ruch UPA w konflikcie z przedwojenną Rzeczpospolitą. Przywołał historię charkowskiego Domu Słowa, gdzie zamordowano ukraińskojęzycznych artystów, oraz zaznaczył, że tożsamość charkowska odwołuje się raczej do mitu kozackiego niż do UPA.
Nieczypor dodał, że przodkowie obecnych mieszkańców Charkowa w większości służyli w Armii Czerwonej, która zwalczała UPA, co dodatkowo utrudnia zakorzenienie tam ideologii nacjonalistycznej – Charków pozostaje jedynym miastem obwodowym bez ulic czy skwerów poświęconych Stepanowi Banderze czy Romanowi Szuchewyczowi. Zaznaczył również, że wielu Ukraińców, w tym mieszkańców Charkowa, ma niewielką wiedzę o wydarzeniach wołyńskich, kojarząc UPA niemal wyłącznie z oporem wobec Związku Sowieckiego i nazistowskich Niemiec, co – jego zdaniem – tłumaczy niezrozumienie ze strony Ukraińców wobec polskich reakcji na tę symbolikę.
Formacja Hartia i wyjazd do Izjumu
Zieliński zapytał o spotkania z członkami formacji Hartia, założonej w Charkowie przez mieszkańców miasta, której członkiem jest również Serhij Żadan, oraz o wyjazd do Izjumu. Rosłoniec przyznał, że odczuwał silny strach, opisując go jako poczucie całkowitego braku kontroli nad własnym losem, różne od stresu przed wystąpieniem publicznym. Opowiedział o wjeździe do Charkowa, gdzie mimo widocznych śladów ostrzałów miasto funkcjonowało – działały nieliczne restauracje i sklepy, ludzie jeździli samochodami i wysyłali dzieci do szkół. Tydzień po ich wyjeździe doszło do jednego z największych od początku wojny ostrzałów infrastruktury energetycznej Charkowa.
Opisał też wjazd do Izjumu, który – w jego relacji – wyglądał jak zdjęcia wojenne z internetu: zniszczone budynki, kostka brukowa uszkodzona od wybuchów oraz alarm lotniczy podczas ich pobytu. Wspomniał również o funkcjonującym w Izjumie punkcie logistycznym przypominającym prowizoryczne miasteczko wojskowe, gdzie działały sklepy z jedzeniem, w tym kebabem i szaszłykami, oraz ze sprzętem wojskowym dla żołnierzy jadących na front lub wracających z niego.
Nieudany wywiad i trudna rozmowa z żołnierzem Hartii
Nieczypor poinformował, że nie udało się przeprowadzić wywiadu z przedstawicielami 3 Brygady Szturmowej należącej do 3 Korpusu generała Andrija Biłeckiego, ponieważ towarzyszący im rzecznik nie uzyskał zgody na oficjalną rozmowę i pozostał jedynie nieformalnym przewodnikiem po Izjumie. Najtrudniejszą rozmową całego projektu okazał się wywiad z żołnierzem Hartii, walczącym od czasów przed 2022 rokiem – Nieczypor opisał wyczuwalny dystans na początku spotkania, który udało się przełamać dzięki przypadkowej rozmowie o identycznym modelu obuwia obu stron oraz wspólnych zainteresowaniach wojskowych.
Spotkanie z żołnierzem w Izjumie
Rosłoniec opisał spotkanie z żołnierzem obsługującym amerykański pojazd Humvee w Izjumie, który – mimo początkowej niechęci do rozmowy – otworzył się dzięki obecności towarzyszącego im przedstawiciela 3 Brygady Szturmowej. Żołnierz, którego twarzy nie pokazano w filmie, powiedział, że walczy od 2014 roku, trzyma się i będzie się trzymać, wyrażając przekonanie o zwycięstwie. Zieliński zwrócił uwagę, że żołnierz ten w filmie krytykuje wahania sojuszników co do skali wsparcia dla Ukrainy, podczas gdy Rosja sprowadza sprzęt z Korei Północnej.
Historia dziennikarza Strelcowa
Zieliński wskazał, że najbardziej poruszyła go historia dziennikarza Jewhena Strelcowa, który opuścił Charków tuż po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji, obawiając się, że stanie się jedną z pierwszych ofiar Rosjan, gdyby ci przejęli kontrolę nad miastem. Nieczypor potwierdził zasadność tej obawy, przywołując własne doświadczenia z Chersonia, okupowanego przez osiem miesięcy w 2022 roku, gdzie rosyjscy żołnierze systematycznie przeszukiwali mieszkania według list proskrypcyjnych obejmujących uczestników operacji antyterrorystycznej na Donbasie, dziennikarzy i przedstawicieli elit intelektualnych, więżąc lub mordując tych, którzy się nie ewakuowali. Nieczypor podkreślił, że Strelcow, mimo poczucia wstydu z powodu wyjazdu, po kilku miesiącach wrócił do Charkowa, uznając za swój obowiązek relacjonowanie rzeczywistości miasta – nie może dołączyć do wojska ze względu na poważny stan zdrowia, o którym Nieczypor nie chciał się szczegółowo rozwodzić bez zgody bohatera.
Różne reakcje na wojnę i temat PTSD
Rosłoniec zaznaczył, że nie należy hierarchizować sposobów, w jakie ludzie radzą sobie z wojną – choć żołnierze na froncie zasługują na szczególny szacunek, także cywile pozostający w Charkowie, w tym taksówkarze i pracownicy sklepów, mierzą się z własnymi trudnościami psychicznymi. Poinformował, że twórcy przed wyjazdem zdecydowali się nie poruszać wprost tematu PTSD ze względu na ograniczony zakres produkcji, jednak temat ten przebijał się mimowolnie podczas rozmów – w postaci łez, drżącego głosu i retrospekcji rozmówców. Przywołał też postać Wiktorii Kalibet, drobnej dziewczyny pracującej jako korespondentka wojenna na froncie, jako przykład na to, że reakcje ludzi na zagrożenie bywają zaskakujące.
Życie toczące się mimo wojny
Zieliński zapytał o codzienne życie w Charkowie mimo bliskości frontu. Nieczypor przyznał wprost, że w mieście odbywają się koncerty i imprezy, w których uczestniczą mieszkańcy, co bywa kontrowersyjne, zwłaszcza w Polsce. Ocenił jednak, że udział w takich wydarzeniach jest wręcz niezbędny do zachowania równowagi psychicznej w warunkach stałego zagrożenia atakami dronowo-rakietowymi, które nigdy nie ustaje. Opisał własne doświadczenie uczestnictwa w koncercie rockowym w Charkowie jako coś wyjątkowo intensywnego emocjonalnie w porównaniu z analogicznym wydarzeniem gdzie indziej.
Rosłoniec przywołał anegdotę o wysłaniu znajomemu nagrania z Charkowa, na które ten odpowiedział, że „chyba nie jest tak źle”, skoro jeżdżą samochody. Zaznaczył, że podobnie funkcjonują inne silnie dotknięte wojną miasta, jak Kupiańsk czy Kramatorsk, a nawet Bachmut opierał się ewakuacji części mieszkańców mimo wkraczających sił Grupy Wagnera. Podsumował, przywołując porównanie do Warszawy funkcjonującej podczas II wojny światowej, że wojna nie zawsze oznacza zgliszcza i spaloną ziemię – to raczej krajobraz powojenny, podczas gdy w trakcie samego konfliktu populacja licząca ponad milion mieszkańców musi jakoś funkcjonować.
Rozmowę przeprowadził Łukasz Zieliński z gośćmi Damianem Rosłońcem i Krzysztofem Nieczyporem. Program dostępny na kanale Podcast Ośrodka Studiów Wschodnich – OSW na YouTube, liczącym 60,7 tys. subskrybentów. Opublikowany 3 lipca 2026.