Wira Primakowa jest anestezjolożką i kieruje oddziałem intensywnej terapii w dziecięcym szpitalu Ochmatdyt we Lwowie, w zachodniej Ukrainie. Podczas gdy jej mąż walczy na froncie, ona prowadzi własną wojnę – na oddziale, gdzie każdego dnia trafiają pacjenci poniżej 18. roku życia ewakuowani z Kijowa, Mariupola i innych miast dotkniętych rosyjską inwazją. Jej codzienność, pracę personelu medycznego oraz losy małych pacjentów i ich rodzin pokazuje dokument francusko-niemieckiej stacji ARTE.
Szpital, w którym pracuje Primakowa, to jedna z najstarszych placówek tego typu w Ukrainie – dysponuje 275 łóżkami. Sama Primakowa pracuje w oddziale anestezjologii, obejmującym łóżka intensywnej terapii oraz gabinet hiperbarycznej oksygenacji. Jak opowiada, w pracy stara się nie myśleć o tym, co dzieje się wokół – po prostu wykonuje swoje obowiązki, mimo że dziennie trafia do niej wielu pacjentów.
Selekcja rannych: system czterech kategorii
Primakowa opisuje procedurę, która determinuje codzienną pracę oddziału: sortowanie rannych i udzielanie pierwszej niezbędnej pomocy. Pacjentów dzieli się na cztery kategorie. Pierwszą stanowią tzw. „czarni” – osoby, których stan lekarze oceniają jako beznadziejny i którym, jak podkreśla, nie poświęca się już czasu, ponieważ wiadomo, że nie przeżyją. Zaznacza przy tym, że tacy pacjenci mogą być w pełni świadomi, mogą rozmawiać z personelem i opowiadać, co się stało oraz co ich boli – ale przy stuprocentowych oparzeniach, otwartych urazach czaszkowo-mózgowych, rozerwanych narządach wewnętrznych czy amputacjach kończyn jedyne, co można dla nich zrobić, to uśmierzyć ból.
Rozdzielenie z własnymi dziećmi
Wojna radykalnie zmieniła życie rodzinne Primakowej. Jej dzieci zostały wywiezione ze Lwowa 25 lutego, dla bezpieczeństwa, i przebywają 220 kilometrów od miasta u jej ciotki – od tego czasu ich nie widziała. Gdy udało jej się z nimi porozmawiać kilka dni wcześniej, dzieci przez cały czas płakały, prosząc, by zabrała je do domu, i bały się tego, że na ulicach toczy się wojna. Opowiada o synu Antonie, którego nazywa swoim „małym żołnierzem” – narysował on samolot lecący pod czarnymi chmurami, w stronę ciepłych krajów bez wojny, ponieważ – jak tłumaczy matka – bardzo bał się wojny. Primakowa przyznaje, że w domu stara się nie pokazywać swoich emocji przy rodzinie, mimo że codziennie widzi w wiadomościach informacje o zabójstwach, grabieżach i bombardowaniach – co określa jako bardzo trudne psychicznie.
Ma trzech synów. Najstarszy, piętnastoletni Anton, jest koszykarzem, choć – jak żartobliwie relacjonuje – w tym samym zdaniu potrafi mówić, że chce się uczyć baletu. Pięcioletni Dawid, według matki, jest tak pełen energii, że gdyby dało się go podłączyć do elektrowni, cała Ukraina miałaby prąd. Dziewięcioletni Matwij jest z kolei spokojnym dzieckiem. Primakowa ma nadzieję, że gdy jej synowie dorosną, zrozumieją, dlaczego nie zawsze była przy nich obecna.
Mąż na froncie
Mąż Primakowej walczy na pierwszej linii frontu. Kobieta opowiada, że codziennie marzy o jednej nocy – kiedy jej mąż wróci samolotem do Lwowa – świadoma jednocześnie, że może zginąć na wojnie. Wspomina też, że żołnierze z jednostki męża żartują, iż w wolnych chwilach czyta on w namiocie; ona sama codziennie czeka na jego telefon.
Losy małych pacjentów z Mariupola i innych miast
Dokument pokazuje też historie innych osób związanych ze szpitalem. Jedna z kobiet, pracownica medyczna z Mariupola, opowiada, jak w dniu ataku na miasto usłyszała odgłosy wybuchów dochodzące ze wschodu – mieszkała po zachodniej stronie miasta i początkowo nie sądziła, że dojdzie do wojny. Tego dnia poszła normalnie do pracy, a jej dzieci zostały w domu na zdalnej nauce. Po kilku godzinach zadzwoniła do niej córka Wania, informując, że w oknach zaczęły drżeć szyby – w pobliżu ich domu znajdował się lotnisko, które zostało zaatakowane, a ostrzał z każdym dniem się nasilał. Rodzina zdecydowała się na ewakuację do Zaporoża; w drodze ich kolumnę samochodów zatrzymano, a po kilku minutach padły strzały – jedna z osób w kolumnie zginęła w pobliżu córki kobiety, choć ta nie jest tego świadoma.
W materiale pojawia się również wzmianka o ataku na dworzec kolejowy w Kramatorsku, w którym – jak podano – zginęło 19 dzieci.
Wśród pacjentów oddziału są też dzieci ranne minami – w jednym z ukazanych przypadków chłopiec jechał samochodem z rodzicami, gdy pojazd wjechał na minę; matka zginęła na oczach syna, który przeżył wraz z ojcem. Personel zaznacza, że dziecko jest głęboko traumatyzowane psychicznie. Inny opisany pacjent – nastoletni piłkarz – trafił na oddział po amputacji nogi; personel odnotowuje, że po tygodniach leczenia zaczął poruszać palcami nogi, co uznają za pozytywny sygnał. W scenie z jego udziałem personel żartobliwie namawia go do zrobienia sobie tatuażu z motywem okrętu jako symbolu bycia „prawdziwym Ukraińcem”, dodając otuchy przed kolejnym zabiegiem.
Primakowa opowiada też o wcześniej leczonych dziewczynkach z ciężką hipoksemią, u których stan poprawił się na tyle, że zaczęły oddychać samodzielnie, bez potrzeby ponownej intubacji – co określa jako źródło osobistej satysfakcji z pracy.
Personel: tradycja rodzinna w medycynie
Jedna z pracownic szpitala – laborantka – opowiada, że pracuje w tej placówce od 42 lat. Inna z bohaterek materiału zaznacza, że dorastała w rodzinie, w której matka była lekarką, i dlatego większość dzieciństwa spędziła właśnie w szpitalu u boku matki – jak mówi, medycyna stała się jej „drugim domem”.
Życie religijne i codzienność mimo wojny
Dokument pokazuje też scenę Pierwszej Komunii Świętej syna Primakowej, Matwija. Rodzina relacjonuje, że jest to ważny dzień nie tylko w ich domu, ale w każdej chrześcijańskiej rodzinie na Ukrainie – dziecko po raz pierwszy przyjmuje wówczas komunię.
Kolejne ostrzały Lwowa
Materiał dokumentuje też bezpośrednie skutki rosyjskich ataków rakietowych na Lwów. W jednej ze scen Primakowa relacjonuje, że jednego dnia na miasto spadły cztery rakiety, a jeden z pocisków uderzył bardzo blisko jej budynku, w którym w tym momencie przebywały bez prądu i wody jej dzieci. W innej scenie opisuje kolejny nalot – tym razem около 90 rakiet, które uszkodziły system energetyczny, przedsiębiorstwa i budynki mieszkalne w mieście, pozbawiając mieszkańców prądu i łączności internetowej.
„Uśmiecham się, ale nie czuję szczęścia”
Dokument kończy się sceną, w której kilkoro członków personelu szpitala – w tym Primakowa – niemal identycznymi słowami opisuje, jak zmieniło się ich życie od 24 lutego. Mówią, że poczucie radości i zadowolenia z życia gdzieś zniknęło, stało się nieistotne. Podkreślają, że wciąż się uśmiechają i funkcjonują, ale nie czują już prawdziwego szczęścia.
Film udokumentował reżyser/reżyserka materiału „Lwów – szpital w czasie wojny | ARTE.tv Dokumenty”. Materiał dostępny na kanale ARTE.tv Dokumenty na YouTube, liczącym 183 tys. subskrybentów. Opublikowany 15 lipca 2026.