Podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu odbyła się debata poświęcona pamięci zbrodni wołyńskiej i jej wpływowi na współczesne relacje polsko-ukraińskie, z udziałem kompozytora Krzesimira Dębskiego, autora książki „Nic nie jest w porządku”, oraz historyka prof. Grzegorza Motyki. Rozmowę prowadziła przewodnicząca Stowarzyszenia Pojednanie Polsko-Ukraińskie, sama pochodząca z rodziny dotkniętej tragedią wołyńską.
Symptomatyczne spory o kulturę
Krzesimir Dębski przywołał na wstępie dwa pozornie drobne, ale wymowne epizody sprzed lat, ilustrujące, jak drażliwe pozostają wszelkie odniesienia do wspólnej historii. Opisał, jak zrealizowany przez Jerzego Hoffmana film o historii Ukrainy, mimo konsultacji z licznymi zagranicznymi ośrodkami historyków ukraińskich, ostatecznie nigdy nie doczekał się pokazu — a scena przedstawiająca kozaków pijących wino z nocnika zdobytego w namiocie hetmana Koniecpolskiego wywołała podczas projekcji w Kijowie wyraźnie wrogą reakcję ukraińskiej inteligencji. Dębski wspomniał też o losach własnej kompozycji, „Dumki na dwa serca” z filmu „Ogniem i mieczem” — mimo że gatunek dumki uprawiali kompozytorzy wielu narodowości, w tym Maurice Ravel, ukraińscy muzykolodzy uznali utwór za przywłaszczenie ukraińskiej własności kulturowej, co do dziś budzi kontrowersje, łącznie z niedawnym incydentem podczas spotkania z ukraińską grupą muzyczną na Kubie.
Moderatorka nawiązała do własnego doświadczenia filmowego — współtworzonego przez polskich i ukraińskich twórców filmu „Sad dziadka” o zbrodni wołyńskiej, finansowanego wspólnie przez Polski Instytut Filmowy i Ukraiński Instytut Filmowy, podpisanego przez czołowych historyków obu krajów, w tym prof. Motykę — mimo to ukraiński producent od 2022 roku odmawia zgody na premierę filmu w Polsce.
Zderzenie dwóch polityk historycznych
Prof. Motyka ocenił, że po 26 maja doszło do wyraźnego, otwartego zderzenia ukraińskiej i polskiej polityki historycznej, znajdujących się obecnie na kursie kolizyjnym — architektami obu tych polityk są politycy, więc rozwiązanie sporu bez instrumentów politycznych jest, jego zdaniem, niemożliwe. Istotą sporu pozostaje odmienna ocena charakteru czystek antypolskich — strona ukraińska w dużej mierze neguje ich zorganizowany charakter, przypisując odpowiedzialność co najwyżej pojedynczym oddziałom UPA, a nie całej organizacji, co nakłada się na fundamentalny spór o prawną i etyczną ocenę tych wydarzeń. Motyka przywołał w tym kontekście książkę o zbrodni w Kisielinie, zaznaczając, że ostatnie tygodnie pokazały, iż nawet zaprzeczanie samemu faktowi zbrodni stało się realnym, namacalnym zjawiskiem.
Motyka wskazał wprost, że u źródeł obecnego kryzysu leży bezpośredni spór między prezydentami Polski i Ukrainy. Ocenił, że politykom obu krajów można jedynie zalecać, by nie lekceważyli i nie wykorzystywali instrumentalnie tego sporu, zastrzegając jednak, że to w praktyce „wołanie na puszczy” — mimo chwilowej deeskalacji po stronie ukraińskiej w ostatnich tygodniach, w najbliższych miesiącach spodziewa się powrotu do ostrzejszej retoryki, ponieważ pewnych rzeczy nie da się już cofnąć.
Milczenie ukraińskich elit i decyzja o nazwie jednostki UPA
Dębski wyraził głęboki smutek z powodu braku reakcji ukraińskich intelektualistów i pisarzy na spór historyczny — jego zdaniem temat ten jest w ukraińskiej twórczości systematycznie omijany lub przykrywany niejasnymi okolicznościami. Prof. Motyka przyznał, że głosy ukraińskie w internecie w jego ocenie jednoznacznie odrzucają polską wrażliwość historyczną, często w sposób wyjątkowo szorstki. Przywołał rozmowy z życzliwymi wobec Ukrainy polskimi historykami i dziennikarzami — podkreślił, że stoją za nimi dziesięciolecia trudnej pracy wbrew środowiskom kresowo-nacjonalistycznym i różnym zarzutom — z których jeden, wybitny historyk, przyznał mu w prywatnej rozmowie, nie do mediów, że po decyzji prezydenta Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek wojskowych imienia UPA „90 procent jego chęci angażowania się w tę sprawę wyparowało”. Motyka zaznaczył, że tego rodzaju rozczarowania nie da się wychwycić w badaniach socjologicznych, ale mimo to będzie ono miało ogromne przełożenie na realne zaangażowanie tych środowisk.
Motyka ocenił trafność sformułowania ministra Tomasza Siemoniaka, który miał powiedzieć, że rozum podpowiada konieczność dalszej pomocy dla Ukrainy, ale ta konkretna decyzja „zabrała Polakom serca do tej pomocy”. Wyjaśnił, że dla wielu Polaków nazwanie jednostki wojskowej imieniem UPA oznacza w praktyce jedną z dwóch, równie trudnych do zaakceptowania interpretacji — albo Ukrainę w ogóle nie interesuje fakt mordowania Polaków przez tę formację, albo uznaje ona, że doszło tam do swoistego „symetrycznego konfliktu”, w którym wina rozkłada się po równo między obie strony. Podkreślił, że jest to szczególnie bolesne w czasie wojny, gdy tego typu zadrażnień należałoby unikać, by nie tworzyć dodatkowego, choćby tylko informacyjnego frontu napięć — dla niego samego pozostaje zagadką, po co w ogóle podjęto tę decyzję.
Strategiczny interes Ukrainy i analogia sąsiedzka
Na pytanie moderatorki, czy Ukraina w ogóle ma interes w budowaniu dobrych relacji z Polską, prof. Motyka odpowiedział, że interes ten jest oczywisty i wynika choćby z konieczności utrzymania drożnych szlaków transportowych, w tym lotniska w Jasionce. Podkreślił z dumą, że Polska w lutym 2022 roku zajęła jednoznaczne, ponadpartyjne stanowisko wspierające Ukrainę — gdyby zachowała się jak Węgry pod rządami Orbána, losy wojny mogłyby potoczyć się zupełnie inaczej. Zastrzegł jednak, że nie chodzi o oczekiwanie wdzięczności — posłużył się analogią sąsiedzką: jeśli sąsiad pomaga ci w starciu z napastnikiem, nie chodzi o to, by mu dziękować, lecz by go szanować.
Historyczno-kulturowe korzenie konfliktu
Odpowiadając na pytanie o trwałość traumy pokoleniowej rodzin wołyńskich, Dębski przedstawił własną, kulturową interpretację genezy konfliktu polsko-ukraińskiego, określając go jako w istocie konflikt feudalny między polskimi panami a uciskanym ukraińskim ludem. Zwrócił przy tym uwagę na paradoks — znaczna część polskiej szlachty na tych ziemiach wywodziła się z rodów rusińskich, które z czasem przeszły na katolicyzm i zachodnią kulturę, korzystając z zagranicznej edukacji i nowinek kulturowych, takich jak muzyka świecka w kościołach. To właśnie ta religijno-kulturowa ekspansja katolicyzmu na wschód, prowadząca do postrzegania „bycia Polakiem” jako synonimu awansu cywilizacyjnego, sprowadziła — zdaniem Dębskiego — ludność rusińską do roli obywateli drugiej kategorii, co legło u podstaw późniejszej agresji. Zaznaczył przy tym, że polscy panowie równie okrutnie gnębili też chłopów polskich, przywołując przykład Jaremy Wiśniowieckiego.
Co mogłoby doprowadzić do pojednania
Zapytany o konkretne kroki mogące poprawić relacje, prof. Motyka wskazał, że formuła rozwiązania jest w istocie prosta, choć trudna do zrealizowania: potępienie zbrodni wołyńskiej i jednoznaczne uznanie odpowiedzialności UPA, dokończenie procesu ekshumacji ofiar lub przynajmniej otwarcie do niego szerokiej ścieżki, przy jednoczesnym potępieniu ze strony polskiej krzywd wyrządzonych ludności ukraińskiej, w tym akcji „Wisła”. Problem w tym, że konflikt historyczny stał się w ostatnich miesiącach, jak to ujął, „politycznym złotem” — nośnym tematem w perspektywie nadchodzących wyborów parlamentarnych, co czyni realizację tej prostej recepty politycznie mało prawdopodobną. Podkreślił, że rozwiązanie wymaga gestów i pracy obu stron jednocześnie — ci, którzy sugerują, że odpowiedzialność spoczywa wyłącznie po jednej stronie, oferują w jego ocenie jedynie „półprodukt” rozwiązania, nie prawdziwe wyjście z impasu.
Materiał „WOŁYŃ DZIELI POLSKĘ I UKRAINĘ! Dębski i Motyka: 'Serca nam do tej pomocy zabrali'”, debata podczas XXXV Forum Ekonomicznego w Karpaczu, kanał pp-tv (158 tys. subskrybentów), 12 września 2026.