To Rosjanie przynieśli wojnę na Donbas — Marcin Strzyżewski analizuje wydarzenia z 2014 roku

Marcin Strzyżewski na swoim kanale „Marcin Strzyżewski o Rosji” przeanalizował początki wojny o Donbas w 2014 roku, wyjaśniając, w jaki sposób rosyjska propaganda przez lata skutecznie zaciemniała obraz tamtych wydarzeń oraz jaką rolę w wybuchu konfliktu odegrali rosyjscy dywersanci, w tym pułkownik FSB w stanie spoczynku Igor Girkin, znany też jako Striełkow.

Strategia rosyjskiej dezinformacji

Strzyżewski rozpoczął od wyjaśnienia mechanizmu, jakim posługuje się rosyjska propaganda: celowego mnożenia sprzecznych wersji tego samego wydarzenia, tak by stworzyć wrażenie, że sytuacja była z natury mętna i niejasna. W takim otoczeniu medialnym Rosji łatwiej jest przeforsować własną, korzystną dla siebie wersję wydarzeń. Zaznaczył, że mechanizm ten działa nie tylko wewnątrz Rosji, ale też poza jej granicami — w efekcie do dziś wiele osób nie ma pewności, czy siły zbrojne Federacji Rosyjskiej faktycznie uczestniczyły w wydarzeniach na Donbasie w 2014 roku, mimo że sprawa separatyzmu bywa przedstawiana jako oddolny ruch miejscowej ludności. Zauważył, że o ile w Polsce temat ten jest stosunkowo dobrze znany ze względu na bliskość geograficzną i bezpośrednie kontakty z Ukraińcami, o tyle w krajach odległych, jak Indie, taka propaganda działa jeszcze skuteczniej, ponieważ zaciemniony obraz wydarzeń zniechęca ludzi do samodzielnego dochodzenia do prawdy.

Krym jako punkt wyjścia

Strzyżewski przypomniał chronologię wydarzeń, zaczynając od 20 lutego 2014 roku, gdy nieznani do dziś z pewnością snajperzy otworzyli ogień do protestujących uczestników Euromajdanu, powodując liczne ofiary śmiertelne. Już 23–24 lutego doszło do siłowej zmiany władz regionalnych na Krymie, a 26 lutego — do starć między prorosyjskimi mieszkańcami półwyspu a ludnością tatarską, opowiadającą się za pozostaniem Krymu w granicach Ukrainy. Dzień później, 27 lutego, na Krymie pojawili się tzw. zieloni ludzie — rosyjscy żołnierze bez oznaczeń. Wydarzenia potoczyły się szybko: 16 marca odbyło się kontrowersyjne referendum, przeprowadzone w obecności rosyjskich wojsk i przy intensywnej propagandzie, a już 18 marca Rosja ogłosiła formalne przyłączenie Krymu do swojego terytorium jako podmiotu federacji.

Pierwsze próby separatyzmu w Doniecku, Charkowie i Ługańsku

Strzyżewski wskazał, że już na początku marca dochodziło do krótkotrwałych, niekontynuowanych prób zajęcia budynków administracji regionalnej w Doniecku i Charkowie. Bardziej zdecydowane działania nastąpiły 6 kwietnia, gdy ponownie zajęto budynki administracyjne w tych miastach, a w Ługańsku rozpoczął się kilkugodzinny szturm na siedzibę Służby Bezpieczeństwa Ukrainy — obrońcy poddali się po 6,5 godziny wobec braku wsparcia ze strony milicji i wojska, a tłum przejął znajdujący się w budynku arsenał, liczący około tysiąca karabinków Kałasznikowa. Do Doniecka i Ługańska przybyły wówczas oddziały ukraińskiego specnazu, które jednak nie zdecydowały się na szturm, obawiając się strat wśród ludności cywilnej, mogących posłużyć Rosji za pretekst do wprowadzenia tzw. sił pokojowych — obawa ta była racjonalna, biorąc pod uwagę, że Rosja właśnie zajęła fragment ukraińskiego terytorium siłą. W Charkowie sytuacja rozwinęła się inaczej: przybyły tam oddział specnazu z Winnicy w ciągu 15 minut, bez jednego wystrzału, aresztował 65 osób i oczyścił budynek administracyjny.

Strzyżewski wyjaśnił, że w tych miastach funkcjonował już wcześniej ruch określany jako „anty-Majdan”, skupiający siły polityczne przeciwne rewolucji kijowskiej i wywodzące się głównie z elektoratu obalonego prezydenta Wiktora Janukowycza, pochodzącego z tych wschodnich regionów i związanego z prorosyjską Partią Regionów. Zaznaczył, że obok tych sił działały tam również ugrupowania związane bezpośrednio z Majdanem, co czyniło sytuację standardowym, choć napiętym, sporem politycznym typowym dla okresu rewolucyjnego — a Euromajdan, jak podkreślił, był właśnie rewolucją.

Zajęcie Słowiańska przez Igora Girkina

Kluczowym wydarzeniem, które podniosło konflikt na zupełnie nowy poziom, było zajęcie miasta Słowiańsk 12 kwietnia przez grupę dywersantów pod dowództwem Igora Girkina, znanego też pod przybranym nazwiskiem Striełkow, przyjętym podczas jego wcześniejszego udziału w wojnie w Czeczenii. Strzyżewski przywołał wypowiedź samego Girkina z wywiadu udzielonego w listopadzie 2014 roku, w którym ten stwierdził, że to on osobiście „nacisnął spust wojny” — gdyby jego oddział nie przekroczył granicy, wydarzenia zakończyłyby się jak w Charkowie czy Odessie, czyli kilkudziesięcioma aresztowaniami, a nie pełnoskalową wojną, i wziął na siebie osobistą odpowiedzialność za dalsze walki, w tym ostrzały Doniecka. W szturmie na zajęty przez niego oddział w Słowiańsku zginął pierwszy ukraiński żołnierz.

Strzyżewski wyjaśnił, że Girkin był pułkownikiem FSB w stanie spoczynku, weteranem wojny w Naddniestrzu (po stronie ludności rosyjskojęzycznej), wojny w Bośni oraz wojen czeczeńskich, a po odejściu ze służby był blisko związany z jednym z rosyjskich oligarchów. Sam przyznawał się do czynnego udziału w zajęciu Krymu i powiązań z Siergiejem Aksionowem, późniejszym szefem administracji zajętego przez Rosję półwyspu. Girkin, z grupą liczącą około 50 osób, przedostał się z Krymu do Słowiańska i zajął miasto, rozpoczynając rekrutację ludzi — otaczające miasto siły ukraińskie nie zdecydowały się na szturm, obawiając się przekształcenia sytuacji w dużą operację wojskową z ofiarami cywilnymi, a próba pokonania oddziału Girkina przy użyciu jednostki specjalnej się nie powiodła. Ostatecznie ludzie Girkina zdołali wycofać się ze Słowiańska do Doniecka, ponieważ siłom ukraińskim zabrakło środków i zdecydowania, by ich powstrzymać.

Strzyżewski zwrócił uwagę na ogólny stan Ukrainy w tamtym momencie: siły zbrojne znajdowały się w rozkładzie, a struktury milicyjne były zdyskredytowane, ponieważ jeszcze niedawno stały po stronie obalonego Janukowycza. Wskazał też na istotną rolę lokalnych oligarchów — Ihor Kołomojski w Dnipropetrowsku aktywnie zwalczał ruch separatystyczny, choć aktywiści prorosyjscy nie byli tam tak silni jak w Doniecku i Ługańsku, podczas gdy Rinat Achmetow w Doniecku przyjął postawę znacznie bardziej neutralną i bierną. W Charkowie z kolei władze regionalne i aktywiści związani z Majdanem działali bardziej zdecydowanie przeciw separatystom. Zaznaczył, że dopiero co ukonstytuowana nowa władza w Kijowie, borykająca się z chaosem porewolucyjnym, nie sprzyjała szybkim i zdecydowanym decyzjom — tym bardziej, że utrata Krymu, do której doszło zaledwie miesiąc wcześniej, zmuszała Ukraińców do uwzględniania w każdej decyzji politycznej możliwej reakcji Federacji Rosyjskiej.

Kim jest Girkin-Striełkow

Strzyżewski poświęcił dłuższy fragment analizie samej postaci Girkina, wskazując, że pozostaje on osobą aktywną medialnie — rok wcześniej udzielił trzy i pół godzinnego wywiadu Dmitrijowi Gordonowi, znanemu z licznych wywiadów dziennikarzowi. W tej rozmowie Girkin przedstawił się jako człowiek głęboko ideowy, uznający, że „Rosja” to pojęcie szersze niż Federacja Rosyjska, obejmujące ziemie historycznie rosyjskie i naród rosyjski rozumiany jako obejmujący zarówno Rosjan, jak i Ukraińców oraz Białorusinów. Deklarował, że działał samodzielnie, krytykował rosyjskich oligarchów jako główny problem narodu rosyjskiego, wypowiadał się miejscami krytycznie wobec Władimira Putina, a nawet zarzucał rosyjskiemu kierownictwu brak strategicznego planowania na rzecz działania czysto reaktywnego. Strzyżewski zaznaczył jednak, że mimo tych deklaracji o niezależności, mowa jest o pułkowniku FSB — o ile jego twierdzenie, że to jego działania faktycznie zapoczątkowały wojnę, wydaje się wiarygodne, o tyle twierdzenie o pełnej samodzielności decyzyjnej budzi uzasadnione wątpliwości.

Odessa, proklamacja DRL i katastrofa lotu MH17

Strzyżewski przypomniał, że 2 maja doszło do tragicznych starć w Odessie między siłami anty-Majdanu a aktywistami Majdanu, zakończonych pożarem w Domu Związków Zawodowych i śmiercią części uczestników zamieszek. Zaznaczył, że rosyjska propaganda chętnie przedstawia te wydarzenia jako celowe podpalenie ludności rosyjskojęzycznej przez ukraińskich nacjonalistów, podczas gdy rzeczywisty przebieg sytuacji był znacznie bardziej złożony, choć wciąż tragiczny. 12 maja w Doniecku odbyło się referendum, po którym proklamowano Donieckę Republikę Ludową, a Girkin objął formalnie stanowisko ministra obrony tego quasi-państwowego tworu. W połowie maja do regionu zaczęli docierać ochotnicy z Federacji Rosyjskiej, a na początku czerwca — rosyjskie uzbrojenie.

W lipcu doszło do zestrzelenia samolotu pasażerskiego lotu MH17 przez rosyjski system przeciwlotniczy Buk. Strzyżewski określił tę sprawę jako modelowy przykład działania rosyjskiej propagandy, która wyprodukowała całą serię sprzecznych wersji wydarzeń — od twierdzeń, że strzelali separatyści mierzący w inny samolot, przez oskarżenia o strzelanie przez Ukraińców z ziemi lub z myśliwca, aż po twierdzenia, że katastrofa w ogóle nie miała miejsca. Porównał tę technikę do rozsypywania konfetti — łatwo je rozrzucić jednym gestem, lecz zebranie z powrotem każdego kawałka wymaga żmudnej, indywidualnej pracy, co czyni tę metodę dezinformacji wyjątkowo skuteczną, niezależnie od tego, czy stosują ją zwolennicy teorii spiskowych, płaskoziemcy czy rosyjska propaganda. Zaznaczył jednak, że sprawa MH17 została w kolejnych latach dobrze udokumentowana i nie budzi już wątpliwości: spust nacisnęli rosyjscy operatorzy rosyjskiego systemu przeciwlotniczego, co dodatkowo potwierdza, że Rosja poważnie uzbrajała wówczas separatystyczne siły na wschodzie Ukrainy.

Objęcie władzy przez Poroszenkę i przejście do regularnej wojny

Strzyżewski wskazał, że 7 czerwca urząd prezydenta Ukrainy objął Petro Poroszenko, kończąc okres politycznego bezkrólewia i stawiając sobie za jedno z pierwszych zadań odzyskanie kontroli nad wschodnimi terytoriami kraju. Zaznaczył, że ówczesna armia ukraińska znajdowała się w znacznie słabszym stanie niż obecnie — pozbawiona lat szkoleń, doświadczenia bojowego, szkoleń natowskich i dostaw uzbrojenia od partnerów zagranicznych — i to właśnie ona zetknęła się bezpośrednio z separatystami wspieranymi przez regularne siły rosyjskie. Ocenił, że obecność rosyjskich żołnierzy na tym terenie została w kolejnych latach dobrze udokumentowana, powołując się także na własne rozmowy ze świadkami tamtych wydarzeń, i uznał ten temat za w zasadzie zamknięty. Podsumował, że doszło do regularnej wojny między siłami rosyjskimi, ukrywającymi swoją tożsamość, a regularnymi i ochotniczymi siłami ukraińskimi.

Kto faktycznie przyniósł wojnę na Donbas

Podsumowując całość wydarzeń, Strzyżewski zaproponował syntetyczne spojrzenie: w warunkach rewolucji doszło do naturalnego, choć niebezpiecznego sporu politycznego między różnymi grupami ludności, co samo w sobie mieściłoby się w granicach standardowych mechanizmów demokratycznych, nawet z uwzględnieniem możliwych protestów czy aktów przemocy. Zadał pytanie, czy w tym regionie mogłoby dojść do zorganizowanego ruchu separatystycznego dążącego do autonomii lub przyłączenia do Rosji nawet bez bezpośredniego udziału Moskwy, i odpowiedział, że nawet gdyby taki wybuch przemocy miał miejsce, nie przybrałby on formy pełnoskalowej wojny z użyciem artylerii i czołgów bez zaangażowania Rosji — państwa, które mimo międzynarodowych zobowiązań gwarantujących integralność terytorialną Ukrainy (nie tylko w ramach Memorandum Budapesztańskiego, ale i innych traktatów) zdecydowało się wesprzeć wewnętrzne siły polityczne istniejące na tym terenie. Przyznał, że na istnienie tych sił wpływ miała wieloletnia rosyjska propaganda telewizyjna, docierająca do rosyjskojęzycznej ludności regionu, a także słaba sytuacja ekonomiczna Ukrainy, przez co część mieszkańców Doniecka czy Ługańska mogła realnie sądzić, że lepiej byłoby im żyć w Rosji. Zastrzegł jednak, że nie daje to Rosji żadnej prawnej ani moralnej podstawy do ingerowania w wewnętrzne sprawy sąsiedniego, suwerennego państwa, konkludując jednoznacznie: to Rosjanie przynieśli wojnę na teren Ukrainy w 2014 roku.

Mit „ratowania” ludności rosyjskojęzycznej

Strzyżewski zwrócił uwagę, że Rosja od początku przedstawiała swoje działania jako ratowanie Donbasu i ludności rosyjskojęzycznej przed prześladowaniami, jednak realia temu przeczą. Przywołał obejrzany przez siebie ukraiński występ stand-up, nagrany w schronie przeciwlotniczym w trakcie wojny, podczas którego artysta żartował po rosyjsku z Władimira Putina i samej wojny, w tym z żartu opartego na grze słów „na Ukrainę”/”wy-Ukrainę”, funkcjonującej analogicznie w języku rosyjskim jak w polskim. Zaznaczył, że ludzie ci śmiali się po rosyjsku, chowając się przed rosyjskimi ostrzałami, w kraju, w którym — według rosyjskiej propagandy sprzed ośmiu lat — miał dojść do zwycięstwa nacjonalistów nienawidzących języka rosyjskiego. Wskazał, że w Charkowie, Dnipropetrowsku i Słowiańsku, gdzie nie udało się przeprowadzić separatystycznych operacji oderwania od Ukrainy, nie powstały żadne obozy koncentracyjne ani ośrodki reedukacji zmuszające ludzi do porzucenia języka rosyjskiego — w Charkowie i Mariupolu ludzie nadal mówili po rosyjsku, choć w przypadku Mariupola, jak z goryczą zaznaczył, dziś ludzie już raczej krzyczą z bólu niż mówią.

Odnosząc się do komentarzy sugerujących, że dopiero teraz zaczęto potępiać rosyjską agresję na Ukrainę, choć wschód kraju cierpiał od ośmiu lat, Strzyżewski podkreślił, że jego stanowisko pozostaje niezmienne — potępia rosyjską agresję na Ukrainę od 2014 roku, ponieważ właśnie wtedy, jego zdaniem, konflikt się faktycznie rozpoczął.


Materiał „Donbas 2014 – od czego to wszystko się zaczęło” opublikowany został na kanale „Marcin Strzyżewski o Rosji” na YouTube, liczącym 172 tys. subskrybentów, 9 kwietnia 2022


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *