Latem 1943 roku na Wołyniu powstało ponad sto placówek polskiej samoobrony. Większość z nich nie miała wystarczającej broni — obrońcy walczyli kosami, siekierami i szpikulcami osadzonymi na drzewcach. Mimo to dzięki tym redutom tysiące Polaków uniknęło śmierci.
Huta Stepańska
Organizowanie samoobrony w Hucie Stepańskiej w powiecie równieńskim rozpoczął miejscowy nauczyciel Władysław Kurkowski, pseudonim Duch. Impulsem była rzeź w Parośli 9 lutego 1943 roku — pierwsza masowa zbrodnia UPA na Wołyniu. Samoobrona została zorganizowana na wzór wojskowy, z bunkrami, stanowiskami strzelniczymi i zasiekami. Wartownicy pełnili służbę dniem i nocą, jeden z nich obserwował okolicę z wieży kościelnej.
Wkrótce do Huty Stepańskiej przybył cichociemny porucznik Kochański, pseudonim Bomba, który przejął dowodzenie. Od wiosny 1943 roku napływali tu uchodźcy z okolicznych miejscowości — liczba mieszkańców podwoiła się.
16 lipca 1943 roku dziesięć kureni UPA pod dowództwem Iwana Łytwyńczuka zaatakowało Hutę Stepańską. Napastnicy trzykrotnie wdarli się do centrum wsi i trzykrotnie zostali odparci. Zginęło ponad stu obrońców, ranny został Kochański. Ukraińcy ponieśli jednak na tyle duże straty, że się wycofali. W wyniku pożarów, które wybuchły podczas walk, Kochański podjął decyzję o ewakuacji. Kolumna wozów z kobietami, dziećmi i rannymi ruszyła na zachód — część ewakuowanych została po drodze schwytana przez Niemców i wywieziona na roboty przymusowe do III Rzeszy.
Łącznie w trakcie obrony Huty Stepańskiej zginęło od 500 do 600 spośród prawie 5 tysięcy Polaków, którzy schronili się w tej bazie.
Pańska Dolina
Samoobrona w Pańskiej Dolinie w powiecie dubieńskim zawiązała się w maju 1943 roku, po atakach UPA na okoliczne miejscowości. Zgodę na jej zorganizowanie wydał miejscowy urzędnik niemiecki. Dowódcą został Albert Kozłowski, pseudonim Jastrząb.
Bojówki UPA zaatakowały Pańską Dolinę trzykrotnie — 22 czerwca, 14 lipca i 5 sierpnia 1943 roku. Trzeci atak był najcięższy: napastnicy dysponowali działami kalibru 75 mm. Dzięki uprzednio wykopanym okopom obrońcy odparli jednak i ten szturm, a wkrótce potem kolejny.
Przebraże
Najskuteczniejszą samoobronę zorganizowano w Przebrażu w powiecie łuckim. Dowódcą został Henryk Cybulski, pseudonim Harry, który przekształcił wieś w prawdziwy bastion broniony przez prawie 500 ludzi. Przebraże otaczała sieć rowów strzeleckich, bunkry i zasieki z drutu kolczastego. Broń pozyskano od stacjonujących w okolicy Niemców i Węgrów.
Samoobrona w Przebrażu nie ograniczała się do obrony pasywnej — organizowała wypady ewakuacyjne do zagrożonych wsi i akcje wymierzone w ukraińskie miejscowości będące bazami wypadowymi UPA. Pierwszym atakiem na Przebraże dowodził osobiście Dmytro Klaczkowski, jeden z głównych organizatorów rzezi wołyńskiej. Obrońcy go odparli. Podczas drugiego ataku 30 sierpnia 1943 roku z pomocą przyszedł oddział AK pod dowództwem Zygmunta Kulczyckiego oraz sowieccy partyzanci — napastnicy zostali okrążeni i pobici z ciężkimi stratami. Ostatni atak odparty został 15 października 1943 roku. Przebraże przetrwało do lutego 1944 roku, gdy wkroczyła Armia Czerwona.
Dlaczego AK pomogła za późno
Historyczny cień pada na dowództwo Armii Krajowej. Komendant Wołyńskiego Okręgu AK pułkownik Bombiński koncentrował się na przygotowaniach do akcji Burza i nie chciał rozpraszać sił na obronę cywilnej ludności. Komendant główny AK generał Rowecki nakazywał włączać do Straży Obywatelskiej także miejscowych Ukraińców — co było z góry skazane na niepowodzenie wobec terroru UPA. Rozkaz o organizowaniu samoobrony Bombiński wydał dopiero pod koniec kwietnia 1943 roku, ale go nie egzekwował.
10 lipca 1943 roku, dzień przed Krwawą Niedzielą, pełnomocnicy AK udali się na rozmowy z Ukraińcami w nadziei na porozumienie. Zostali podstępnie zamordowani — najprawdopodobniej rozerwani końmi.
Oddziały AK przeznaczone do obrony polskiej ludności zaczęły faktycznie działać dopiero na początku 1944 roku, tworząc zrąb 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty. Było już za późno.
Paradoksalnie, obrońcami Polaków na Wołyniu byli nierzadko Niemcy. Żołnierze 202 Batalionu Schutzmannschaftu, złożonego w dużej mierze ze Ślązaków, bronili polskich miejscowości — w Bystryczach, Bereźnie, Kostopolu, Stepaniu, Janowej Dolinie i innych. Wielu z nich przy tym zginęło.