Arleta Bojke, dziennikarka Kanału Zero, skomentowała jeden z największych ukraińskich ataków dronowych na Rosję od początku pełnoskalowej wojny. Celem uderzenia stała się rafineria oddalona zaledwie 15 kilometrów od Kremla, znajdująca się w jednym z najlepiej strzeżonych obszarów Rosji — atak przeprowadzono w dniu wyborów do rosyjskiej Dumy Państwowej.
Symboliczny dzień wyborów
Bojke zwróciła uwagę, że atak nastąpił kilka dni po tym, jak prezydent Donald Trump zapewniał, że wynegocjował z Kijowem i Moskwą wstrzymanie ataków na infrastrukturę energetyczną, by nie podnosić cen paliw na światowych rynkach. Uderzona rafineria w Kapotni, na obrzeżach Moskwy, była już wcześniej celem ukraińskiego ataku w czerwcu — wówczas nagrania z eksplozji pokrywy zbiornika stały się podstawą licznych memów wymierzonych w Władimira Putina.
Bojke podkreśliła, że wybory do rosyjskiego parlamentu, odbywające się w piątek, sobotę i niedzielę, formalnie nie mają żadnego wpływu na władzę w Rosji — wszystkie partie dopuszczone do udziału stanowią tak zwaną koncesjonowaną opozycję, a wynik głosowania jest z góry przesądzony. Mimo to sam dzień wyborów ma dla Kremla istotne znaczenie symboliczne, służąc jako swoisty barometr nastrojów społecznych, zwłaszcza w kontekście wojny — tym bardziej że po wyborach spodziewana jest szeroka mobilizacja, o której ukraiński wywiad mówił już wcześniej, szacując możliwą liczbę nowych rekrutów na pół miliona. Bojke zaznaczyła, że nie są to wyłącznie ustalenia ukraińskiego wywiadu — podobne obserwacje formułowali też rosyjscy dziennikarze, wskazujący na wzmożony ruch wyjazdowy osób obawiających się powołania do wojska, które trzeba opuścić kraj przed jego otrzymaniem, ponieważ później nie jest to już możliwe.
Poczwórne upokorzenie Moskwy
Bojke oceniła, że atak w dzień wyborów stanowi dla Kremla wielowymiarowe upokorzenie — to jednocześnie uderzenie w stolicę Rosji, w newralgicznym momencie politycznym, w obszar teoretycznie najlepiej chroniony przez rosyjską obronę przeciwlotniczą, skoncentrowaną głównie wokół Moskwy ze względu na ograniczone zasoby sprzętu na tak rozległe terytorium kraju.
Wyjaśniła, że rafinerie stanowią od początku roku regularny cel ukraińskich uderzeń — z jednej strony ze względu na spektakularny, propagandowo wymowny obraz płonących instalacji, z drugiej z powodu realnego uderzenia w gospodarkę kraju żyjącego z eksportu ropy i gazu. Przywołała też strategię odcinania od dostaw paliwa okupowanego Krymu — cel mający uniemożliwić militarne wykorzystanie półwyspu, a jednocześnie uczynić go miejscem nienadającym się do normalnego funkcjonowania. Przypomniała opinię rosyjskiego opozycjonisty i byłego mistrza szachowego Garriego Kasparowa, wyrażoną w rozmowie z nią na Kanale Zero, że odzyskanie Krymu przez Ukrainę byłoby dla Władimira Putina symboliczną porażką w tej wojnie.
Zapewnienia Trumpa a rzeczywistość
Bojke podkreśliła paradoks sytuacji — Donald Trump twierdził, że uzyskał zgodę zarówno Kijowa, jak i Moskwy na wzajemne omijanie infrastruktury energetycznej w atakach, argumentując to wpływem takich uderzeń na globalne ceny paliw. Kilka dni później doszło jednak do jednego z największych ataków wojny na rosyjską rafinerię. Oceniła to jako dowód na to, że żadne zapewnienia, nawet ze strony prezydenta najpotężniejszego państwa świata, nie dają pewności, że będą faktycznie respektowane przez strony konfliktu.
Reakcja Zełenskiego i szczegóły ataku
Wołodymyr Zełenski w mediach społecznościowych podkreślił znaczenie zaatakowanej rafinerii dla rosyjskiego przemysłu naftowego — jej roczna produkcja sięga 12 milionów ton ropy. Prezydent Ukrainy wymienił służby zaangażowane we wspólną operację oraz potwierdził, że atak przeprowadzono przy użyciu ukraińskich rakiet dalekiego zasięgu — Flamingo, Neptun-Palanycia i Pelikan. Bojke oceniła, że tym wpisem Zełenski chciał podkreślić dynamiczny rozwój ukraińskich technologii dronowych i rakietowych, rozwijanych pod presją wojenną, oraz przypomnieć sojusznikom, że Ukraina ma już własny wkład technologiczny do zaoferowania w zamian za lata otrzymywanego wsparcia.
Bojke zaznaczyła, że rafineria była głównym celem operacji, jednak ukraińskie drony trafiły też w budynek mieszkalny pod Moskwą — kilkaset osób zostało ewakuowanych, a dwie zginęły. Podkreśliła, że najprawdopodobniej nie był to zamierzony cel ataku, ponieważ Ukraina konsekwentnie unika uderzeń w cele cywilne, w przeciwieństwie do Rosji, która — jak zaznaczyła — celowo atakuje budynki mieszkalne, czego dowodem były kolejne ofiary po stronie ukraińskiej tej samej nocy z soboty na niedzielę.
Rosnące napięcie przy granicy z Polską
Bojke zwróciła uwagę, że po każdej spektakularnej ukraińskiej operacji na rosyjskim terytorium zwykle następuje odpowiedź ze strony Rosji, czego należy się spodziewać również tym razem. Wskazała na narastającą liczbę rosyjskich prowokacji przy granicach Ukrainy, w tym przy granicy z Polską — czego przykładem była niedawna ewakuacja zakładów pracy, firm, szkół i przedszkoli w Lublinie, choćby krótkotrwała, wpływająca jednak na poczucie bezpieczeństwa mieszkańców.
Bojke oceniła, że mimo deklarowanego zaangażowania Stanów Zjednoczonych w próby doprowadzenia do rozejmu, obecna rzeczywistość sprowadza się do wymiany ciosów między Ukrainą a Rosją oraz rosnącej liczby rosyjskich prowokacji na zewnętrznych granicach Ukrainy. Przywołała zapewnienia szefa Komitetu Wojskowego NATO o gotowości Sojuszu do reakcji na rosyjską eskalację, wyrażając nadzieję, że nie są to jedynie puste deklaracje, oraz że możliwe będzie przekonanie Władimira Putina, iż dalsza konfrontacja nie będzie się dla niego opłacać.
Materiał „Potężny atak ukraińskich dronów na Moskwę” ukazał się na kanale Kanał Zero (2,35 mln subskrybentów) 20 września 2026 roku. Komentarz przygotowała Arleta Bojke.