Piotr Zychowicz, historyk i publicysta kanału Historia Realna, wystąpił na premierze swojej najnowszej książki na Stadionie Narodowym. Wykorzystał okazję, by przy okazji kryzysu wywołanego decyzją Zełenskiego o nadaniu jednostce wojskowej imienia „bohaterów UPA” przedstawić historyczne tło rzezi wołyńskiej i odeprzeć ukraiński argument o symetrii win.
„Pozbądźmy się tych ludzi, to pozbędziemy się problemu”
Zychowicz wyjaśnił, że ludobójstwo na Wołyniu miało charakter strategiczny, nie był to wybuch spontanicznego gniewu. Decyzja o wymordowaniu Polaków zapadła na poziomie kierownictwa OUN jako odpowiedź na prostą kalkulację geopolityczną: po wojnie miała odbyć się konferencja pokojowa, Polacy mieli twierdzić, że Galicja Wschodnia i Wołyń należą do nich, bo mieszkają tam Polacy. Rozwiązanie było oczywiste dla ukraińskich nacjonalistów — pozbyć się Polaków, a problem zniknie.
Decyzję wykonawczą podjął Dmytro Klaczkowski — dziś upamiętniony pomnikami na Ukrainie. Szuchewicz jako dowódca UPA rozszerzył ją na Galicję Wschodnią. Operację zakamuflowano jako spontaniczny bunt chłopski, żeby odciąć od niej OUN. Mobilizacja chłopów odbywała się przez obietnicę przejęcia ziemi, bydła i domów zamordowanych Polaków — połączona z reformą rolną, bo ruch miał też silny element socjalistyczny.
Policja pomocnicza — najpierw Holokaust, potem Polacy
Sygnałem do rzezi był rozkaz dla ukraińskiej Policji Pomocniczej służącej w niemieckich posterunkach, która niemal z dnia na dzień wyszła do lasu w mundurach i z bronią. Zychowicz podkreślił, że byli to ci sami ludzie, którzy wcześniej przeprowadzali Holokaust — metodami identycznymi: rozstrzeliwanie, dobijanie rannych, systematyczne przeszukiwanie schronów. Do kureni dysponujących bronią dołączały fale „siekierników” — chłopów uzbrojonych w cokolwiek było pod ręką, kończących pracę z ofiarami. Stąd drastyczność obrażeń.
Przytoczył relację Alexandra Praduna z Ostrówek — chłopca, który przeżył egzekucję tylko dlatego, że oprawcy uznali go za martwego, bo mózg matki opryskał mu twarz. Leżał bez ruchu, gryzły go czerwone mrówki, pieniek wrzynał mu się w brzuch — i doczekał odejścia Ukraińców.
Polska wina istnieje — ale nie usprawiedliwia ludobójstwa
Zychowicz nie unikał polskich przewinień. Wymienił złamanie zobowiązań dotyczących autonomii Galicji Wschodniej, likwidację szkolnictwa ukraińskiego, nieotwarcie ukraińskiego uniwersytetu we Lwowie, szykany wobec organizacji ukraińskich, niesprawiedliwy podział ziemi, zachowanie osadników wojskowych oraz niszczenie cerkwi na Chełmszczyźnie. Ocenił, że polityka II RP wobec Ukraińców przypominała politykę Prus wobec Polaków pod zaborem pruskim.
Zastrzegł jednak dobitnie: żadna z tych krzywd nie usprawiedliwia nabijania dzieci na sztachety i rąbania ludzi siekierami. Co ważniejsze — ludobójstwo nie było zemstą za przeszłość, lecz decyzją obliczoną na przyszłość: oczyszczenie terenu z Polaków przed konferencją pokojową.
Dlaczego nie ma symetrii
Polski odwet istniał — Zychowicz opisał go bez owijania w bawełnę. Na Chełmszczyźnie bataliony chłopskie i AK spacyfikowały kilkadziesiąt ukraińskich wsi, w samym Sachryniu zginęło 600 osób, w tym kobiety i dzieci. Łącznie odwet pochłonął kilkanaście tysięcy ofiar — około osiem razy mniej niż ukraińskie ludobójstwo.
Zasadnicza różnica jest jednak prawna i organizacyjna. Decyzja o wymordowaniu Polaków zapadła na szczycie ukraińskich struktur — Prowydzie OUN i komendzie UPA. Po stronie polskiej nigdy nie zapadła analogiczna decyzja Komendy Głównej AK ani rządu polskiego. Pacyfikacje na Chełmszczyźnie to decyzja Inspektoratu Zamojskiego i Komendy Okręgu Lublin — nie centralnego dowództwa. Jedno to ludobójstwo zaplanowane na najwyższym szczeblu, drugie to zbrodnie wojenne popełnione w odwecie na niższym szczeblu.
„Testują nas. Koniec taryfy ulgowej”
Zychowicz odrzucił argument, że Zełenski nie wiedział co robi. Prezydent Ukrainy spotykał się z Nawrockim, był z Dudą w Łódzku, wielokrotnie rozmawiał z polskimi politykami — doskonale wie, że UPA działa na Polaków jak płachta na byka. Decyzję podjął mimo to, bo uznał, że Polacy pooburzają się, zabiorą mu order, którego nawet nie pamięta że dostał, a potem i tak w ramach solidarności antyrosyjskiej wszystko zostanie zapomniane.
Historyk wezwał do znalezienia realnego lewara: milionowa diaspora ukraińska w Polsce, głos przy akcesji Ukrainy do UE, porty i infrastruktura tranzytowa. Podkreślił, że jest to winne ofiarom — których kości leżą po Wołyniu i Galicji bez godnego pochówku, bo Ukraina nadal nie godzi się na pełne ekshumacje.