„Putin postawił wszystko na jedną kartę”. O zdegenerowanym społeczeństwie, banalności zła i wojnie bez końca — Robert Pszczel w rozmowie z Mateuszem Grzeszczukiem w „Rzeczy o geopolityce”

Robert Pszczel, polski dyplomata, w latach 2010–2015 szef Biura Informacji NATO w Moskwie, dziś związany z Ośrodkiem Studiów Wschodnich, w rozmowie z Mateuszem Grzeszczukiem w „Rzeczy o geopolityce” Rzeczpospolitej i Podróży bez Paszportu przyznał, że nie ma sentymentu do Moskwy. Problemem jest jego zdaniem nie tylko Kreml, ale też trwające od lat niszczenie rosyjskiego społeczeństwa, które nazwał zdegenerowanym.

Opowiedział o krótkiej wymianie zdań z Władimirem Putinem, o cynizmie propagandystów, z którymi spotykał się w rosyjskich studiach telewizyjnych, i o tym, jak reżim fałszuje historię od Nowogrodu Wielkiego po Stołypina. Nawiązując do Hannah Arendt i Ericha Fromma, tłumaczył, dlaczego obojętności Rosjan nie należy próbować „zrozumieć”. Przekonywał też, że Putin nie może już przerwać wojny, bo postawił na nią wszystko, a Zachód musi tę narzuconą konfrontację wygrać.

Espresso, americano i Moskwa, która wysysa

Rozmowa zaczęła się od kawy. Gość ma podwójne espresso, a prowadzący przyznał, że rano nie wypił kawy z żoną, choć go namawiała, bo „jechał do redakcji rozmawiać o ważnych sprawach”, więc zrobił sobie tylko americano. Przedstawiony m.in. jako były dziennikarz, Pszczel skomentował: „Oj, to dawno, dawno”, i sam zachęcił widzów do subskrybowania kanału.

Pytany o ulubione miejsce w Moskwie, odpowiedział, że takie „było”, ale w ogóle nie ciągnie go z powrotem. Na pytanie, czy nie wypiłby tam podwójnego espresso, odparł: „Nie, zupełnie mnie to nie kręci”. Ma trochę sympatycznych wspomnień, lecz jest tyle miejsc w Europie i na świecie, których jeszcze nie widział. Jego czeski kolega nazwał Moskwę miastem „wampirycznym”, które wysysa z człowieka wszystko. Gdy prowadzący dopytał, czy to nie o Warszawę chodzi, Pszczel przyznał, że po części tak, „ale nie w takim stopniu”.

Mieszkańcy prowincji rzadko kochają stolicę, ale w Rosji to zjawisko jest wyjątkowo silne. Podróżując po kraju, Pszczel zauważył, że gdy przedstawiał się jako przedstawiciel NATO, budziło to mniej negatywnych reakcji niż informacja, że przyjechał z Moskwy.

Mieszkał w pobliżu Arbatu, gdzie sprzedawano książki, stoi pomnik barda Bułata Okudżawy, a ludzie grali na gitarach i śpiewali. Na pytanie prowadzącego wyjaśnił, że Biuro Informacji NATO mieściło się w wieżowcu przy ul. Mytnej 3, wśród kilku małych ambasad, za parkanem. Lubił też Muzeum Roericha, ale to już stare wspomnienia.

Grzeszczuk zauważył, że prof. Hieronim Grala w tym samym studiu niemal ckliwie opowiadał, gdzie by wrócił i z kim by się spotkał. Pszczel odparł, że to inne czasy. Jego rosyjscy przyjaciele w większości wyjechali, a społeczeństwo „nie jest fajne”, lecz zdegenerowane. Wiele osób, które cenił, przeszło „na ciemną stronę”, a z tymi, które nie przeszły, może spotykać się za granicą.

Nowogród, którego Moskwa woli nie pamiętać

Ulubionym rosyjskim miastem Pszczela jest Nowogród Wielki, bo historia mogła się tam potoczyć zupełnie inaczej. Zamieszkującego Kreml księcia wynajmowano: mógł korzystać z rozmaitych przyjemności, ale nie miał prawa wtrącać się na przykład w sprawy sądownicze, a jego zadaniem było kierowanie obroną miasta. Ten model przegrał z koncepcją Iwana Groźnego, który zniszczył Nowogród i wymordował jego mieszkańców. Dlatego na tamtejszym pomniku Tysiąclecia Rusi są wszystkie najważniejsze postacie z wyjątkiem właśnie Iwana Groźnego.

Pszczel ocenił, że Rosja stała się dziś czymś w rodzaju epidemii: emanują z niej działania stanowiące zagrożenie. Nie ma do zaproponowania nic ani gospodarczo, ani intelektualnie, bo żaden rosyjski uniwersytet nie mieści się w pierwszej pięćsetce światowych rankingów.

Grzeszczuk przypomniał, że Rosja liczy swoją państwowość od powołania Ruryka w Nowogrodzie w 862 roku. Dzień rosyjskiej państwowości obchodzony jest 21 września, główne uroczystości odbywały się w Nowogrodzie w latach 2012, 2017 i 2022, a Putin zatwierdził już plan obchodów 1170-lecia w 2032 roku. Oficjalny przekaz mówi o ciągłości trwającej ponad 1100 lat. Tymczasem Republika Nowogrodzka, w której wiec wybierał posadnika i arcybiskupa, a którą zlikwidował Iwan III, stała się w rosyjskiej wyobraźni symbolem utraconej wolności. Część historyków widzi w niej demokratyczną, pluralistyczną alternatywę dla scentralizowanej drogi Moskwy.

Pszczel odpowiedział, że w Rosji nie ma prawdziwego federalizmu, a mówienie o ciągłości i datowanie państwowości to część fałszowania historii, na które Kreml wydaje ogromne pieniądze. Nowogród był szansą na inny model rządzenia. Korzeni dzisiejszej Rosji należy szukać w Księstwie Moskiewskim, wasalu imperium mongolskiego, które wybiło się na niepodległość, bo najskuteczniej ściągało daninę, a potem, gdy imperium słabło, scentralizowało władzę. To model raczej mongolski, zastrzegł, „nie obrażając współczesnych przyjaciół Mongołów”. Przywołał Tuwę, jedyną buddyjską republikę Rosji, gdzie w gabinetach urzędników wiszą portrety Putina, gubernatora i Czyngis-chana.

Prowadzący dodał, że Aleksander Newski, książę nowogrodzki znany z walk ze Szwedami i Krzyżakami, po aneksji Krymu w 2014 roku i pełnoskalowej inwazji w 2022 roku stał się symbolem „ruskiego miru”. Kreml przedstawia Putina jako jego następcę w obronie przed Zachodem, a pomnik Newskiego w zniszczonym Mariupolu służy do symbolicznego znakowania podbitych ziem.

Stołypin bez reform

Zdaniem Pszczela Putin próbuje naśladować Stalina i „struga eksperta od wszystkiego”, choć nie jest żadnym historykiem, a jego wizje są mgliste, „kagiebowskie” i nieoparte na wiedzy. Chodzi zawsze o manipulację historią. Za czasów pobytu Pszczela w Moskwie, gdy Putin był premierem, przed siedzibą rządu stanął z jego inicjatywy pomnik Piotra Stołypina, premiera z początku XX wieku kojarzonego z reformami.

Oficjalna wersja przemilcza jednak, że wizja Stołypina, choć sam też miał na sumieniu restrykcyjne posunięcia, obejmowała reformy polityczne, bez których carska Rosja nie mogła wykorzystać swojego potencjału. Przed I wojną światową rozwijała się szybciej niż Stany Zjednoczone. Historia Rosji to według Pszczela historia kompletnie niewykorzystanych szans.

Wizja Putina to rządy jednej kliki z domieszką technokracji i nowoczesności, „a tak się po prostu nie da”. Pszczel ma ten sam zarzut wobec rosyjskiej opozycji demokratycznej na Zachodzie: nie potrafi przedstawić żadnej wizji, a gdy się ją „poskrobie”, wychodzi imperializm. Również Rosjanie mieszkający w strefie Schengen, których jest „chyba zbyt dużo” i którzy w czasie rosyjskiej wojny hybrydowej stanowią odrębne zagrożenie, nie rozumieją związku między przestrzeganiem prawa, znaczeniem instytucji i dotrzymywaniem uzgodnień. Fascynuje ich za to blichtr. „Wcisnął pan jakiś guzik, który wywołuje u mnie różne skojarzenia, ale taka jest Rosja” – podsumował.

Przyjazd bez złudzeń i rozmowa z Putinem

Prowadzący, przyznając, że od 14 minut słucha gościa, zapytał, czy Pszczel był świadkiem pękania marzeń o innej, lepszej Rosji. Dyplomata zastrzegł, że nie uważa się za Wernyhorę, ale w 2010 roku nie przyjechał do Moskwy w romantycznym uniesieniu. Rosją zajmował się od lat, a z racji obowiązków w NATO, gdzie pracował od 1999 roku i zajmował się m.in. rosyjskimi dziennikarzami, znał wcześniej obecnego rzecznika Kremla Dmitrija Pieskowa.

Jego pierwszy szef w NATO, sekretarz generalny George Robertson, objął funkcję mniej więcej w tym samym czasie co Putin, a Pszczel uczestniczył w ich spotkaniach. Raz, gdy nie dojechał tłumacz, musiał ratować sytuację. Usłyszawszy od Robertsona, że Pszczel jest Polakiem, Putin zauważył, że Polacy znają rosyjski, ale nie chcą nim mówić. Pszczel odparował, że prezydent chyba wie, dlaczego tak się dzieje.

Jako urzędnik NATO musiał trzymać się linii partnerstwa, „trudnego, ale jeszcze partnerstwa”, choć jego wiara w ten potencjał była znacznie mniejsza niż u innych. Cezurą powinna być rosyjska agresja na Gruzję pod koniec pierwszej dekady XXI wieku, gdy po raz pierwszy opadły maski. Zamrożenie relacji trwało jednak krótko, bo stolice chciały wierzyć, że to wypadek przy pracy albo wina „dziwnego” Saakaszwilego. Stąd obsesyjne dążenie do dialogu, którego pozostałości widzieliśmy do 2022 roku, a które wciąż „gdzieś się kołacze”.

Wspomniał, że trolle, także ukraińscy, atakowali go za występy w rosyjskiej telewizji, i zachęcił ich, by sprawdzili, co tam mówił, bo był jedną z nielicznych osób broniących Ukrainy, czego „nawet Ukraińcy często się nie podejmowali”.

Na pytanie, czy spotkał Putina, ale nie dało się go poznać, Pszczel odpowiedział, że za naiwność uznawał już wtedy nadzieje wiązane z prezydenturą Dmitrija Miedwiediewa. Prawdziwą cezurą w polityce rosyjskiej był według niego nie 2014, lecz 2012 rok, gdy tysiące ludzi przyszły wyrazić gniew pod bramy Kremla, co tak wystraszyło reżim, że „reszta jest historią”. Pszczel kwestionuje nawet pojęcie „polityki Rosji”: Putin reprezentuje interesy reżimu, a nie Rosji.

Propagandyści, którzy puszczali oko

Pszczel chodził do rosyjskiej telewizji, m.in. do programów Władimira Sołowjowa, bo uważał i uważa, że nie można zostawiać pustej przestrzeni, a czasem trzeba było po prostu przekrzyczeć innych. Spotkał niemal wszystkich propagandystów. Po programie często puszczali oko: „atakowaliśmy cię, ale nic osobistego, mamy takie zadania”. Zarabiali już wtedy tyle co największe gwiazdy amerykańskiej telewizji.

Przykładem jest Dmitrij Kisielow, szef konglomeratu, w którym mieści się m.in. RT, który kilka lat wcześniej brał pieniądze od Unii Europejskiej na filmy promujące partnerstwo Rosji z UE. Gdyby zabrakło Putina, a do władzy doszli ludzie chcący zmienić Rosję albo tylko udający zmiany, ci propagandyści bez trudu udawaliby, że zawsze byli demokratami. To cynicy „do szpiku kości”. Niektórzy nie są głupi, ale, jak zauważył Pszczel, „Goebbels też nie był idiotą”.

Pranie mózgów od podręcznika

Grzeszczuk przyznał, że jest młodym dziennikarzem i w Rosji nigdy nie był, a Pszczel to jeden z nielicznych polskich ekspertów, którzy rozmawiali z Putinem jeszcze przed jego wejściem na szczyty władzy. Pszczel odpowiedział, że Polacy, Estończycy czy Litwini, znający swoją historię i Rosję, która przez wieki siłą wchodziła w ich życie, nie potrzebowali wielu dowodów, by podchodzić do niej nieufnie. Biografia Putina mówiła wiele: człowiek ten na siłę zapisał się do formacji, którą dziś gloryfikuje, w czasie gdy spora część Rosjan chciała iść w zupełnie innym kierunku.

Jeżdżąc po rosyjskich uniwersytetach, Pszczel oglądał pokazywane mu z dumą nowe podręczniki, promowane m.in. przez MGIMO. Wyczytał w nich na przykład, że Solidarność była wytworem Watykanu i CIA. Pranie mózgów postępowało już wtedy na wielką skalę, a dziś dorasta pokolenie, które nie zna innej rzeczywistości.

Rozumie argument, że trudno protestować pod groźbą surowych kar, ale wskazał Iran, gdzie możliwości protestu nie są większe, a mimo to ludzie wyszli masowo na ulice, choć zginęło ich kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy. W Rosji czegoś takiego nie ma. Jeśli kiedyś dojdzie tam do zmian, a „nic nie jest wieczne”, to aby Rosja przestała zagrażać sąsiadom, potrzebna będzie kampania szerzej zakrojona niż powojenna denazyfikacja. Ta objęła de facto tylko zachodnie Niemcy, bo we wschodnich nie pozwolił na nią Związek Radziecki, „a pokłosie widzimy dziś w tym, jak głosują mieszkańcy wschodnich Niemiec”.

„Minotaur” i banalność zła

Grzeszczuk polecił film irańskiego reżysera Alego Ahmadzadeha „Strefa krytyczna” z 2023 roku, o jednej nocy dilera obsługującego młodą klasę średnią w Teheranie, pełen absurdu współczesnego Iranu. Czeka też na „Minotaura” Andrieja Zwiagincewa, który wejdzie do polskich kin 5 lutego 2027 roku. To historia o zdradzie małżeńskiej, z której wyszło jedno z najcenniejszych studiów działania Rosji w czasie wojny.

Akcja toczy się w 2022 roku w prowincjonalnym miasteczku. Na początku mobilizacji Gleb, prezes firmy logistycznej, dostaje polecenie wskazania 14 pracowników, którzy pójdą na wojnę, bo wystarczy wypełnić formularz i zakleić kopertę. Liczba nie jest przypadkowa: w micie Ateny posyłały na pożarcie Minotaurowi czternaścioro młodych ludzi. Najważniejsza scena podobno nie zawiera przemocy, lecz moment, w którym prezes uznaje za normalne, że może komuś przydzielić śmierć.

Pszczel przyznał, że krytycznie ocenił rosyjską opozycję, ale warto czytać niektórych niezależnych rosyjskich dziennikarzy na Zachodzie i przedstawicieli kultury, bo „kto zna Rosję lepiej niż sami Rosjanie”. Nie interesują go natomiast opowieści emigrantów „wokół kominka”, zajętych głównie sobą. Proces totalizacji społeczeństwa dobrze opisała Hannah Arendt, pisząc o banalności zła.

Spotykał w Rosji ludzi, którzy jednocześnie chwalili się członkostwem w partii komunistycznej, wiarą w wolny rynek i głęboką religijnością. Gdzie indziej trudno to pogodzić, ale w Rosji jest możliwe, bo „w głowie jest groch z kapustą”. Największą zbrodnią reżimu wobec własnego społeczeństwa jest według niego wykształcenie obojętności na jakiekolwiek wartości. Za normalne uchodzi wychodzenie kilkakrotnie za mąż i namawianie kolejnego męża, by poszedł na front i zginął, byle dostać świadczenie dla wdowy.

Grzeszczuk przypomniał, że Maria Domańska opowiadała mu o zamrażaniu nasienia mężczyzn przed wyjazdem na front, by kobiety mogły potem urodzić dzieci. Pszczel odparł, że nie należy nawet próbować tego zrozumieć, bo rodzi to pokusę uznania, iż „Rosji rozumem nie pojmiesz”. To bzdury: mamy własne azymuty moralne i etyczne i trzeba się nimi kierować.

Kontrakty z Chinami podpisane pod kierownictwem Putina w normalnym kraju trafiłyby do Trybunału Stanu, bo są niekorzystne dla Rosji, ale tu nie chodzi o Rosję, tylko o reżim. Podwaliny położył Lenin, który oprócz rewolucji i hekatomby podważył podstawowe kanony etyczne cywilizowanych państw, „właściwie dziesięć przykazań”. Dziś przedszkolaków uczy się nienawiści i wkłada im do rąk kałasznikowy, a duchowni prawosławni błogosławią rakiety. Pszczel przestrzegł tych na Zachodzie, którzy widzą w Rosji obrońcę konserwatywnych wartości: to kraj „zdeprawowany do cna”.

Cerkiew, KGB i słowa o innym znaczeniu

Grzeszczuk polecił rozmowy z dr. Andrzejem Szabaciukiem o tym, dlaczego Putin potrzebuje Boga. Pszczel, „wchodząc w słowo”, dodał, że za jego pobytu w Moskwie ponad 80 procent wysokich dostojników Cerkwi prawosławnej było według znajomych związanych z KGB. Ludzie, których w latach 80. oddelegowano do rozpracowania Cerkwi, zaczęli potem pełnić w niej ważne funkcje, bo to „całkiem fajna fucha”.

Przywołał analityka Andrieja Piontkowskiego, który tłumaczył, że te same pojęcia, jak prawo, sądy, dyskusja, Kościół czy instytucje, mają w Rosji zupełnie inne znaczenie. Nie można więc dać się omamić, że rozmawiamy. Rosyjska dyplomacja posuwa się do inwektyw niemal w każdej wypowiedzi, a MSZ nie ma praktycznie żadnego wpływu na decyzje, więc „to nie jest dyplomacja”.

Prowadzący polecił też książkę Lucy Ash „Batem i krzyżem. Tysiąc lat nieświętego przymierza polityki i religii w Rosji”, wydaną przez Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, oraz monografię „Rosyjska inwazja na Ukrainę i zmiana porządku międzynarodowego” autorstwa Kusiaka i Wyszyńskiego, których pozdrowił.

Fromm, 40 procent i groby, których nikt nie szuka

Grzeszczuk zauważył, że diagnoza, iż Rosjanie boją się prawdy, jest zbyt łagodna, bo kto się jej boi, wie, że ona istnieje. Przypomniał „Korzenie totalitaryzmu” Arendt: idealnym poddanym totalitaryzmu nie jest przekonany nazista czy komunista, lecz człowiek, dla którego zatarło się rozróżnienie między faktem a fikcją. Kreml nie musi przekonywać, że wojna jest słuszna, wystarczy, że zaleje ludzi sprzecznymi wersjami, a gdy wszystko może być prawdą, nic nie zobowiązuje. W „Eichmannie w Jerozolimie” Arendt dodała, że Eichmann nie był demonem, lecz do zbrodni popchnęła go bezmyślność, niezdolność spojrzenia na cokolwiek z punktu widzenia drugiego człowieka.

Pszczel zgodził się i wskazał socjologiczne podobieństwo z III Rzeszą. Choć w Rosji trudno o uczciwe badania, a putinowska Rosja wróciła do sowieckiego modelu kontrolowanej socjologii, pewne wyniki pokazują uderzającą zbieżność z badaniami Ericha Fromma z lat 30. Mniej więcej jedna trzecia Niemców była wtedy poplecznikami Hitlera, około jednej piątej przeciwnikami, a decydujące okazało się około 40 procent milczących, z cichą aprobatą, bez zdania, z lenistwa czy wygody. Tak samo jest w dzisiejszej Rosji: nie wszyscy popierają wojnę, ale wystarczy, że znacząca część, często ludzie mogący najwięcej zdziałać, ze strachu i wygody nie zrobi nic.

Opowiedział też o rozmowach przy piwie ze znajomymi Rosjanami. Polacy mają „obsesję czy kult” dowiadywania się, co stało się z ich zmarłymi, w tym z Polakami zamordowanymi na rosyjskiej ziemi. W Rosji, gdzie zginęły miliony ludzi bez grobów, dopiero niedawno studenci zaczęli latem szukać mogił. Gdy pytał, dlaczego Rosjanie przez lata nie chcieli wiedzieć, usłyszał mrożącą krew w żyłach, ale „logiczną” odpowiedź: dziadek mógł się okazać ofiarą systemu stalinowskiego, ale równie dobrze strażnikiem w łagrze, więc lepiej nie wiedzieć.

To umocniło Pszczela w przekonaniu o znaczeniu prawdy historycznej, także dla rozwoju samego społeczeństwa. Porównał Rosjan do Serbów, którzy przy pogrzebie Slobodana Miloševicia gloryfikowali zbrodniarza wojennego, co nazwał oznaką chorego społeczeństwa. Polska, choć niedoskonale, starała się zmierzyć choćby z relacjami polsko-żydowskimi, bo nikt nie ma wyłącznie świetlanych kart. Rosja, jakakolwiek będzie po upadku reżimu, będzie musiała zmierzyć się ze swoją historią sama.

Grzeszczuk dodał, że podobny problem mają Kazachowie, o czym pisze Joanna Czaczot w książce „Cisza nad stepem” o łagrach i pamięci represji. Kazachskie elity niechętnie wracają do historii Karłagu, bo niepodległy Kazachstan chce iść do przodu.

Na co liczy Putin

Prowadzący przypomniał najnowsze wydarzenia: Rosja zapowiada mocniejsze ataki na Kijów po uderzeniu w most Północny, a Zełenski odpowiada, że Ukraina nasili ataki na rosyjskie rafinerie. USA proponują trójstronne rozmowy techniczne do końca października, np. w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Moskwa domaga się oddania pozostałych 20 procent Donbasu, choć według szefa CIA w ostatnich miesiącach posunęła się tam o zaledwie kilka kilometrów kwadratowych. Zapytał, na co więc liczy Putin.

Pszczel odpowiedział, że Rosja pod rządami Putina to „porwane państwo”, a reżim nie może postępować inaczej, bo postawił wszystko na jedną kartę. Nie ma społeczeństwu nic do zaproponowania: drogi są dziurawe, służba zdrowia coraz gorsza, uniwersytety mają problemy, a być może dochodzi do tego jeszcze dżuma. Gospodarka dawno przestawiła się na tory wojenne i nie ma pola manewru. Nie ma już nawet czym korumpować zaufanych oligarchów, więc zarobić można głównie na wojnie i obchodzeniu sankcji.

Putin nie jest samobójcą, więc należy się spodziewać „więcej tego samego”. Zachód musi tę narzuconą konfrontację wygrać, nie udawać, że jej nie ma, nazywać rzeczy po imieniu i podejmować kroki, nawet jeśli na krótką metę są kosztowne. Rosja jest słaba i nie ma prawa wygrać, ale nie wolno okazywać słabości, bo wkrótce w hybrydowych atakach mogą ginąć ludzie i „to jest kwestia czasu”.

Pszczel wymienił odstraszanie wojskowe, zmiany prawa i walkę z rosnącą „piątą kolumną”. Według Eurostatu Rosjan w Europie jest coraz więcej, a człowiek odpowiedzialny za nieudany na szczęście zamach w Lipsku, gdzie miał zostać wysadzony samolot, wjechał do strefy Schengen na wizie turystycznej. Przyznał, że o tym, co należałoby zrobić, mógłby mówić kwadrans, ale same spotkania, konsultacje i oświadczenia to za mało, a problem sam się nie rozwiąże. Putin nie będzie trwał wiecznie, ale dopóki jest, należy się spodziewać tego, co widzimy dziś.

Dżuma i laboratoria

Grzeszczuk przypomniał doniesienia zachodnich mediów o rzekomym przypadku dżumy płucnej w obwodzie irkuckim: laborantka miała zginąć po stłuczeniu probówki z patogenem i ukryciu wypadku, a w regionie podobno zamknięto cztery szpitale i wprowadzono nakaz noszenia maseczek w zakładach przemysłowych, choć Kreml milczy. Pszczel zastrzegł, że może to być dezinformacja.

Przypomniał jednak, że w sierpniu odbyły się wielkie ćwiczenia chińsko-rosyjskie, w których w ramach obrony cywilnej testowano reakcję na wybuch epidemii, a w Chinach takie rzeczy potrafią wymknąć się spod kontroli. „Więc diabli wiedzą” – skwitował. To także przyczynek do nieudolności rosyjskiej propagandy, która przez lata opowiadała o tajemniczych laboratoriach w Gruzji i Ukrainie. Okazuje się, że takie laboratoria działają w Rosji i prawdopodobnie naruszają konwencje międzynarodowe, bo zabawa materiałami noszącymi znamiona broni biologicznej łamie traktaty.

Od Archera do le Carré’go

Na koniec rozmowa zeszła na powieści szpiegowskie. Grzeszczuk przyznał, że lubił książki Jeffreya Archera i zasmuciła go wiadomość o jego śmierci, choć pisarz był „zbyt skompromitowany”. Pszczel zauważył, że książki były poczytne, ale sama postać „nie była świetlana”, i uciął: „nie będziemy źle mówić o zmarłych”.

Sam woli Johna le Carré’go i właśnie ponownie czyta „Single & Single”, którego akcja toczy się w 1991 roku. Powieść świetnie opisuje, jak zachodnie instytucje biznesowe stają się narzędziem rodzącego się w Rosji systemu oligarchicznego. Od tego czasu minęło ćwierć wieku, a mechanizmy są podobne, bo ktoś wciąż obsługuje oligarchów i robi z nimi interesy. Grzeszczuk polecił jeszcze Kena Folletta, rocznik 1949, i jego „Krąg czasu” z 2025 roku, życząc mu, by pisał jeszcze długie lata.


Rozmowę przeprowadził Mateusz Grzeszczuk. Materiał „Putin nie może przestać. Wojna to wszystko, co mu zostało” dostępny na kanale Rzeczpospolita i Podróż bez Paszportu na YouTube. Opublikowany 10 października 2026.


You may also like

Strona 3 z 127
Strona 3 z 127

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *