Ukraina nie wyjdzie z wojny zwycięsko, a Rosja może uderzyć na Bałtów w 2027 roku — gen. Leon Komornicki w „Debacie politycznej”
Gen. Leon Komornicki, były zastępca szefa Sztabu Generalnego, był gościem Grzegorza Urbanka w „Debacie politycznej” Polsat News. Wojskowy ocenił, że Rosja nie ma dziś sił na pełnoskalową wojnę z Polską. Może jednak w przyszłym roku przekształcić wojnę hybrydową w operację specjalną przeciwko państwom bałtyckim, jeśli uzna, że art. 5 traktatu waszyngtońskiego nie zadziała. Krytykował NATO za brak planu reagowania na rosyjskie ataki poniżej progu wojny. Porozumienie Trumpa z Putinem uznał za konsekwentną realizację amerykańskiej strategii bezpieczeństwa, która uderzy w Ukrainę. Jego prognoza dla Kijowa jest pesymistyczna: Ukraina nie wyjdzie z tej wojny zwycięsko, a najważniejsze, by nie straciła jeszcze więcej.
Za dużo narracji wojennej
Prowadzący zestawił ostrzeżenia premiera Donalda Tuska przed spodziewaną rosyjską eskalacją ze stanowiskiem prezydenta, według którego poziom zagrożenia od miesięcy się nie zmienia, i zapytał, kto ma rację. Generał zastrzegł, że nie jest arbitrem i nie chce urazić osób zajmujących najwyższe stanowiska w państwie, które powinny wiedzieć, co mówią, i odpowiadać za swoje słowa. Ocenił jednak, że w polskiej przestrzeni publicznej zbyt mocno dominuje narracja wojenna. Jej źródłem są często wypowiedzi premiera, ministra obrony i generałów, którzy sugerują, że dysponują tajną wiedzą niedostępną dla innych. Gdy prowadzący zapytał, czy rzeczywiście mogą ją mieć, Komornicki odpowiedział, że być może, ale w jego ocenie jest ona niewiarygodna.
Uzasadnił to tym, że Rosja ma dziś dość problemów z prowadzeniem wojny na Ukrainie i osiąganiem tam celów politycznych środkami militarnymi. Realizuje też cele w innych przestrzeniach: w Afryce, w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi i we wspieraniu Iranu w wojnie z USA. Choć nastąpiła tam pauza, współpraca trwa i uczestniczą w niej również Chiny. Pekin wspiera Moskwę w wojnie z Ukrainą technologicznie i korzysta z rosyjskich węglowodorów. Dlatego Rosja nie ma dziś siły, by rozpocząć pełnoskalową wojnę z Polską.
Zielone ludziki nad Bałtykiem
Rosja może natomiast przekształcić wojnę hybrydową w operację specjalną przeciwko państwom bałtyckim. Byłaby to operacja poniżej progu wojny, podobna do tej, którą przeprowadziła na Krymie w 2014 roku, gdy dokonała jego aneksji, posługując się tak zwanymi zielonymi ludzikami. Na operację o takiej skali wobec Litwy, Łotwy i Estonii ma według generała wystarczające siły i zdolności. Sięgnęłaby po nią, gdyby doszła do wniosku, że art. 5 traktatu waszyngtońskiego nie zadziała.
Pytany, czy art. 5 zadziała, Komornicki przypomniał, że jego uruchomienie wymaga politycznego konsensusu, a Stany Zjednoczone nie są zainteresowane kolejną wojną. Zalecił politykom i generałom, by oceniając działania USA w świecie i w Europie, częściej zaglądali do amerykańskiej strategii bezpieczeństwa narodowego, bo wiele w niej na ten temat napisano. Według tego dokumentu Waszyngton przystąpi do realizacji art. 5 dopiero wtedy, gdy wojna będzie miała charakter pełnoskalowy, zamierzony i długotrwały.
Plan obrony bez planu na hybrydę
Urbanek przypomniał apel Radosława Sikorskiego, by sojusznicy wypracowali adekwatną reakcję na przykład na atak rakietowy lub dronowy, w którym zginęliby ludzie. Zasugerował, że takich rozwiązań najwyraźniej brakuje. Generał przyznał mu rację. NATO ma uzgodniony plan obrony państw bałtyckich. Komornicki pamięta, że chyba w 2021 roku sprzeciwiały się mu Turcja i Węgry, gdzie premier Viktor Orbán próbował coś dla siebie wynegocjować, ale ostatecznie plan przyjęto. Jego pierwsza faza zadziała. Przystąpienie do konfliktu z Rosją w odpowiedzi na działania podprogowe czy hybrydowe wymaga jednak politycznego konsensusu, a Stany Zjednoczone do niego nie przystąpią. Zdefiniowały to w nowej strategii bezpieczeństwa podpisanej przez Trumpa w grudniu 2025 roku i konsekwentnie ją realizują, z wyjątkiem wojny z Iranem.
Tę wojnę generał nazwał wypadkiem przy pracy, który drogo kosztuje Amerykę. Podobnie jak wielu ekspertów nie widzi sensu w sposobie, w jaki USA ją prowadziły i wyczerpywały swoje zasoby. Ucierpiała na tym Ukraina. W pierwszych sześciu tygodniach Amerykanie zużyli do obrony swoich baz i sojuszników na Bliskim Wschodzie roczną produkcję rakiet PAC-3, czyli więcej, niż Ukraina otrzymała przez całą wojnę.
NATO nie ma według Komornickiego adekwatnego planu działania, przeciwdziałania, wyprzedzania i odpowiadania na działania hybrydowe. Wszyscy zapowiadają reakcję, a jej nie ma. Wymaga to analizy, by nie dać się sprowokować i wciągnąć do wojny, ale procedury dopiero teraz zaczynają powstawać. Prowadzący zauważył, że wojna trwa od kilku lat, a państwa NATO wciąż zastanawiają się, jak postępować. Generał odpowiedział, że to właśnie świadczy o skali problemu. Polska była najbardziej narażona na takie działania: presję migracyjną, zamachy, dywersję, sabotaż, podpalenia, niszczenie infrastruktury telekomunikacyjnej, przecinanie kabli na dnie Bałtyku, wlatujące rakiety, samoloty naruszające przestrzeń powietrzną i drony.
Trzy zestrzelone drony i projekt ustawy
Generał przypomniał wrzesień ubiegłego roku. Spośród trzynastu czy dziewiętnastu dronów, które wleciały w polską przestrzeń, zestrzelono zaledwie trzy. Tłumaczono wtedy, że więcej nie dało się zrobić, bo były to drony niebojowe, wabiki, a Polska nie jest w stanie wojny z Rosją. Teraz w końcu zapada decyzja o zmianie podejścia. Przygotowano projekt ustawy, który zakłada zamknięcie strefy przygranicznej dla cywilnych statków powietrznych. Stworzy to warunki, by po wtargnięciu rosyjskich rakiet czy dronów, w tym już odrzutowych, natychmiast je zestrzeliwać, bez dodatkowej identyfikacji, czy nie jest to obiekt cywilny.
Urbanek zapytał, czy wobec braku wypracowanych rozwiązań jedyną reakcją na śmiertelny atak rosyjskiej rakiety byłoby uruchomienie art. 4 i nic więcej. Komornicki zauważył, że ten artykuł uruchamiano rzadko, jego zdaniem chyba raz, na prośbę Polski. Brakuje natomiast kluczowego elementu strategii NATO i poszczególnych państw: jednolitych procedur i adekwatnych odpowiedzi na działania hybrydowe z użyciem twardej siły, którym poddawane są nie tylko Polska i Rumunia, ale też państwa bałtyckie.
Prowadzący przypomniał ostrzelanie dwóch statków handlowych u wybrzeży Rumunii i akcję ratunkową. Prezydent Rumunii zapowiedział reakcję, a Urbanek zastanawiał się, czy skończy się na wezwaniu rosyjskiego ambasadora. Generał odpowiedział, że tak to wyglądało w Polsce: ambasadora wzywano, ostrzegano i udzielano mu reprymendy. Wciąż nie ma jednak scenariusza procedur, który zniechęciłby Rosję do eskalacji, a ona ją systematycznie prowadzi.
Kalendarz rosyjskiej sztuki operacyjnej
Rosja prowadzi już według Komornickiego drugi etap wojny hybrydowej, z użyciem twardej siły. Jego celem jest wywołanie politycznego kryzysu w NATO, polegającego na niejasnym stanowisku poszczególnych członków w sprawie uruchomienia art. 5. Trzecim etapem może być w przyszłym roku przekształcenie działań podprogowych w operację specjalną przeciwko państwom bałtyckim. Może on trwać do pięciu miesięcy. Pytany, czy rzeczywiście zakłada przyszły rok, generał odpowiedział, że tak wynika z rosyjskiej sztuki operacyjnej i kalendarza, który przyjęła Moskwa. Drugi etap trwa pięć lat i rozpoczął się wraz z pełnoskalową inwazją na Ukrainę, więc powinien się zakończyć w 2027 roku. Wtedy przejdzie w trzeci etap, w którym Rosja będzie dążyć do kryzysu w NATO, by zyskać pewność, że Sojusz nie odpowie na atak.
Wizja operacyjna to jeszcze nie strategia
Pytany, co powinno zrobić NATO, Komornicki odpowiedział, że jasna strategia z zapowiedzią konkretnych reakcji na konkretne rosyjskie ruchy powinna była zostać ogłoszona dawno temu. Zabrakło jej w wystąpieniu gen. Alexusa Grynkewicha na Warsaw Security Forum, w którym naczelny dowódca sojuszniczych sił w Europie przedstawił teorię zwycięstwa. Generał podkreślił, że była to wizja operacyjna, a nie strategia. Strategia i doktryna NATO pozostają niezmienione i opierają się na odstraszaniu. Z wystąpienia wynika, że Sojusz wraca do korzeni i będzie bronić terytorium oraz granic państw członkowskich. Wizja opiera się na trzech filarach. Komornickiemu zabrakło w niej odpowiedzi na pytanie, jak NATO zamierza przeciwdziałać hybrydowym działaniom Rosji wobec państw Sojuszu, w tym Polski. Ta wojna eskaluje, a podczas ataków na Ukrainę w każdej chwili może ponownie wlecieć do Polski dron czy rakieta.
Stała baza bez gwarancji i nowy format pod egidą Colby’ego
Urbanek przypomniał, że prezydent w wywiadzie dla Polsat News wyraził nadzieję, że do końca roku będzie wiadomo, czy Amerykanie zdecydują się na stałą bazę w Polsce. Zapytał, czy to gwarancja, że Rosja nie zrobi kolejnego kroku. Generał odpowiedział, że takiej gwarancji nigdy nie ma. Trwa przegląd amerykańskich sił za granicą, a w jego trakcie część wojsk już wraca do USA, co dotknęło między innymi Rumunię. Jest koncepcja bazy w Polsce. Towarzyszy jej jednak próba stworzenia w ramach NATO nowego formatu państw, którego inicjatorem jest Elbridge Colby. Pierwsze spotkanie odbyło się we wrześniu. Uczestniczą w nim Polska, Niemcy i kraje skandynawskie: Norwegia, Finlandia i Szwecja. Brakuje Francji, Wielkiej Brytanii i państw bałtyckich, co generał uznał za symptomatyczne. Nie wiadomo, czy to przypadek, czy zamiar Amerykanów wobec tych krajów, czy też ktoś z grupy ma reprezentować ich interesy. Odpowiedzi przyniesie kolejne spotkanie, zaplanowane na listopad w Warszawie.
Amerykanie liczą, że te państwa, które najwięcej wydają na obronność, zbudują na wschodniej flance potencjał do realizacji strategii odstraszania wobec Rosji, i chcą powierzyć im konkretne zadania. Ten format powinien też według generała przynieść odpowiedź na pytanie o przyszłość programu nuclear sharing, o którym Grynkewich nie powiedział ani słowa. Cała teoria zwycięstwa skupiła się na odstraszaniu konwencjonalnym. Komornicki nie wykluczył, że przygotowywana jest nowa formuła odstraszania nuklearnego, a taka dyskusja wymaga ciszy. Więcej powinno być wiadomo w listopadzie. Nowy format nie stoi w sprzeczności z Sojuszem, lecz wzmacnia go na wschodniej flance. Generał przypomniał też dwa inne ważne założenia amerykańskiej strategii: europeizację NATO oraz deeskalację napięcia między Rosją a NATO połączoną ze strategiczną równowagą w relacjach rosyjsko-amerykańskich.
Porozumienie Trumpa z Putinem nie zaskakuje
Prowadzący zasugerował, że w świetle tej strategii porozumienie Trumpa z Putinem nie powinno dziwić. Generał przyznał, że nie jest nim zaskoczony ani zaniepokojony, bo to realizacja amerykańskiej strategii bezpieczeństwa. Nic nie dzieje się za darmo i Ukraina na tym ucierpi. Trump chce jak najszybciej zakończyć wojnę, bo koliduje ona z celami strategii w Europie, czyli deeskalacją z Rosją i europeizacją NATO. Ciężarem jest też wojna z Iranem, która skupia uwagę Waszyngtonu na Bliskim Wschodzie. USA nie finansują wprawdzie wojny na Ukrainie, ale dostarczają kluczowy sprzęt i dane wywiadowcze oraz zabezpieczają szyfrowaną łączność, dzięki której ukraińska armia kieruje uderzeniami dronów i rakiet na terytorium Rosji. Do tego dochodzi rywalizacja z Chinami i zachodni Pacyfik, gdzie leżą główne strategiczne interesy USA. W tej konfiguracji Waszyngton szuka sojusznika, który pomoże szybko zakończyć wojnę na Ukrainie.
Prowadzący zauważył, że tym sojusznikiem nie jest Zełenski, lecz Putin. Generał to potwierdził. Rosja jest Amerykanom potrzebna przede wszystkim do zakończenia wojny na Bliskim Wschodzie. W półtoragodzinnej rozmowie Putin obiecał Trumpowi pomoc, bo rozmawiał z prezydentem Iranu i ma takie możliwości. Druga sprawa to współpraca gospodarcza. Objętą sankcjami Rosję gospodarczo przejmują dziś Chiny, które korzystają z jej węglowodorów. Waszyngton obawia się, że zacieśnienie współpracy chińsko-rosyjskiej uniemożliwi mu odbudowę globalnego prymatu, dlatego chce odciągnąć Moskwę od Pekinu.
Brak rakiet, stali i lokomotyw
Komornicki zwrócił uwagę, że do kontynuowania wojny Ukrainę trzeba nadal wspierać, a jej obrona, zwłaszcza powietrzna, jest słaba. Ukraina wyczerpała praktycznie wszystkie rakiety do systemów Patriot. Zełenski apeluje o pociski, ale zasoby są na wyczerpaniu, a Amerykanie potrzebują ich na Bliskim Wschodzie. Polska i inne kraje europejskie też zamówiły rakiety do Patriotów. Polska ma w przyszłym roku otrzymać kolejne baterie i partię PAC-3, ale termin realizacji umowy stoi pod znakiem zapytania. Zdolności produkcyjne USA są ograniczone: dopiero w 2030 roku mają produkować 2000 takich rakiet rocznie, podczas gdy deficyt sięga według generała już 5000.
Rosjanie robią wszystko, by zniszczyć ukraiński przemysł i infrastrukturę krytyczną oraz energetyczną. W wyniku uderzeń zniszczono praktycznie wszystkie piece hutnicze i Ukraina nie jest w stanie wyprodukować nawet kilograma stali, bez której nie da się wytwarzać uzbrojenia ani utrzymać gospodarki. Zniszczone są mosty i węzły komunikacyjne, ponad 500 lokomotyw oraz składy, którymi dostarczany jest sprzęt z Europy. Drony polują na lokomotywy.
W polityce bezpieczeństwa nie ma sentymentów
Pytany, czy Ukraina jest na straconej pozycji i czy Zachód może dać jej jeszcze trochę tlenu, generał odpowiedział, że w polityce bezpieczeństwa nie ma sentymentów, liczą się interesy, a amerykański interes narodowy jest na pierwszym miejscu. Prezydent USA jest prezydentem Stanów Zjednoczonych, a nie Ukrainy, Niemiec czy Polski. Gdy zagrożone są strategiczne interesy Ameryki, szuka sojuszników, którzy pomogą je zabezpieczyć. W ocenie Trumpa i jego otoczenia jest nim Rosja. Europa nie ma dziś dość siły, zdolności produkcyjnych ani sprawnych armii, a europeizacja NATO dopiero trwa, więc nie pomoże USA na Bliskim Wschodzie czy na zachodnim Pacyfiku.
Dlatego jego zdaniem Ukraina z tej wojny nie wyjdzie zwycięsko, a najważniejsze, by nie utraciła tego, co jeszcze może stracić. Gospodarka jest mocno osłabiona i praktycznie nie przynosi dochodów, a państwo funkcjonuje na pożyczkach. Pożyczka w wysokości 90 mld euro (ok. 393,4 mld zł) jest już praktycznie wyczerpana. Do końca roku potrzebne są kolejne miliardy, a w przyszłym roku 50–60 mld euro (ok. 218,5–262,2 mld zł). Zamrożone w Euroclear rosyjskie środki nie zostały uruchomione, bo Europa nie osiągnęła w tej sprawie konsensusu, a sięgnąć po nie próbuje także Trump.
Diesel jako kropla w morzu
Generał zwrócił uwagę na wewnętrzne kłopoty USA i zbliżające się wybory połówkowe. Trump robi wszystko, by obniżyć wysokie ceny paliw, zwłaszcza oleju napędowego. Rosyjskie dostawy to jednak kropla w morzu. Stany Zjednoczone zużywają rocznie około 200 mln ton oleju napędowego i opałowego, a eksportują około 50 mln ton, a to, co obiecała Rosja, stanowi według wyliczeń generała zaledwie 0,06 tej puli. Dla Rosji znaczenie ma natomiast nie tyle dochód, ile samo zdjęcie sankcji i możliwość sprzedaży.
Prowadzący przypomniał, że zawieszenie sankcji ma obowiązywać do kwietnia przyszłego roku, i zapytał, czy wywoła efekt domina, na przykład w Niemczech. Komornicki odpowiedział, że politycy wiele obiecują, ale zawsze patrzą na sondaże i reakcje społeczeństw. Zachodnie społeczeństwa nie są gotowe wyjść ze strefy komfortu, żyć biedniej i cierpieć, a w wielu państwach trwają niepokoje, jak we Francji. Do władzy dochodzą skrajne partie nacjonalistyczne, które chcą zakończenia wojny, wstrzymania pomocy i współpracy z Rosją. Podobne trendy widać wśród zachodnich przedsiębiorców. Niemieccy biznesmeni uczestniczyli w konferencji w Petersburgu, a głośno było o tym, że USA i niemieccy przedsiębiorcy opowiadają się za uruchomieniem Nord Stream 2. Rząd w Berlinie i kanclerz Friedrich Merz na razie się temu opierają. Generał uznał obawy za zasadne. Jego zdaniem po zakończeniu wojny wszystko to szybko wyjdzie na jaw.
Europa na kursie kolizyjnym z Waszyngtonem
Na koniec Urbanek zapytał, jak Amerykanie patrzą na europejską pomoc dla Ukrainy. Komornicki odpowiedział, że patrzą na nią źle, bo jest na kursie kolizyjnym z amerykańską strategią. Waszyngton chce jak najszybciej zakończyć wojnę, a Europa chce ją kontynuować. Przyjdzie jednak moment, gdy nie da się już wiele pomóc. Rosja nie zrezygnuje. Ci, którzy twierdzą, że zmierza ona do upadku, nie mówią całej prawdy. W przyszłym roku Rosja planuje wydać na armię ponad 200 mld dolarów (ok. 780,8 mld zł, ok. 178,7 mld euro), o 27 proc. więcej niż w 2026 roku. Generał zdążył jeszcze zasygnalizować, że Rosja wykorzystuje nowe systemy uzbrojenia, a ukraińska obrona słabnie i państwo może przestać funkcjonować, zanim prowadzący zakończył rozmowę, zapowiadając powrót do tematu w kolejnej dyskusji.
Rozmowę przeprowadził Grzegorz Urbanek. Program „Ukraina nie wygra tej wojny? Gen. Komornicki nie zostawia złudzeń” dostępny na kanale polsatnews.pl na YouTube, liczącym 571 tys. subskrybentów. Opublikowany 19 października 2026.



